- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
Nie robot-żołnierz, a inteligentny partner. Nadchodzi era dronów lądowych
Autor. Ministerstwo obrony Belgii
Robot nie ma zastąpić żołnierza – ma sprawić, by ten wracał z misji żywy. Doświadczenia z wojny w Ukrainie pokazują, że prawdziwym przełomem na froncie nie są fantastycznonaukowe roboty bojowe, lecz proste, odporne drony lądowe transportujące amunicję i ewakuujące rannych.
Przez lata, mówiąc o dronach, mieliśmy na myśli przede wszystkim bezzałogowe statki powietrzne. Dziś ten obraz szybko się zmienia. Na współczesnym polu walki coraz większą rolę zaczynają odgrywać bezzałogowe platformy lądowe – UGV Unmanned Ground Vehicles).
Jesteśmy na początku głębokiej transformacji. Dron lądowy przestaje być specjalistycznym robotem do pojedynczych zadań, a staje się uniwersalną platformą. Może prowadzić rozpoznanie, transportować wyposażenie, wspierać działania inżynieryjne, ewakuować rannych, a w określonych sytuacjach również realizować misje bojowe.
Najważniejsza zmiana nie dotyczy jednak samego pojazdu, lecz sposobu myślenia o jego wykorzystaniu. Jeszcze niedawno operator musiał sterować niemal każdym ruchem robota. Dziś system potrafi samodzielnie analizować teren, wybierać trasę, omijać przeszkody i reagować na zmienne warunki. To przejście od zdalnie sterowanego urządzenia do inteligentnego partnera człowieka.
Ukraina jako poligon doświadczalny
O przyszłości dronów lądowych nie powinniśmy rozmawiać wyłącznie na podstawie prezentacji producentów czy testów laboratoryjnych. Najważniejszym sprawdzianem jest wojna. Doświadczenia z Ukrainy pokazują, jak szybko technologie bezzałogowe ewoluują pod wpływem realnych potrzeb frontu. Platformy UGV są wykorzystywane między innymi do transportu zaopatrzenia, ewakuacji rannych (CASEVAC) czy rozpoznania – wszędzie tam, gdzie obecność człowieka niesie największe ryzyko.
Wojna przynosi jednak ważną lekcję: na polu walki nie zawsze wygrywa najbardziej zaawansowana technologia. Często wygrywa ta, która jest odporna, prosta i łatwa do szybkiej modyfikacji. Dron lądowy musi działać wtedy, gdy przeciwnik zakłóca łączność, ogranicza dostęp do nawigacji satelitarnej oraz dąży do wykrycia i zniszczenia platformy. Przyszły UGV musi być projektowany na warunki brutalnej wojny, a nie na warunki idealne.
Autor. Hyundai Rotem
W dyskusji o autonomii łatwo wpaść w pułapkę myślenia o „robotach-żołnierzach”. Nie potrzebujemy maszyn, które mają po prostu zastąpić ludzi. Potrzebujemy systemów, które pozwolą żołnierzom działać skuteczniej i bezpieczniej. Dron lądowy może obserwować teren, przewozić wyposażenie, podążać za pododdziałem czy realizować zadania w miejscach skrajnie niebezpiecznych.
Nie każda platforma musi być duża i uzbrojona. Przyszłość należy do całych rodzin dronów – od małych, przez średnie, po ciężkie UGV – z których każdy będzie przeznaczony do innych zadań. Z punktu widzenia dowódcy klucz jest jeden: jeżeli zadanie zamiast człowieka może wykonać maszyna, redukujemy ryzyko utraty życia żołnierza. To jest realna wartość tej technologii.
Logistyka ważniejsza niż broń
Słysząc „dron bojowy”, wyobrażamy sobie zwykle pojazd uzbrojony. Tymczasem jedna z najważniejszych ról UGV jest znacznie mniej spektakularna. To logistyka. Każda armia potrzebuje amunicji, wody, żywności i paliwa. Im bliżej linii styczności wojsk, tym ryzyko dla personelu transportowego staje się wyższe. Bezzałogowy pojazd, który dostarczy zaopatrzenie i wróci bez człowieka na pokładzie, ma ogromną wartość taktyczną. To jeden z najbardziej praktycznych kierunków rozwoju tych systemów.
Drugim kluczowym obszarem jest rozpoznanie. Nowoczesny UGV wyposażony w kamery optyczne i termowizyjne, radary, LiDAR oraz wspierany przez sztuczną inteligencję całkowicie zmienia możliwości małych pododdziałów. Robot nie powinien być jedynie „kamerą na kołach”. Powinien analizować otoczenie, wykrywać potencjalne zagrożenia i przekazywać dowódcy przetworzone informacje niezbędne do podjęcia decyzji. Nie oznacza to jednak oddania decyzyjności maszynie. W wojsku kluczowa pozostaje zasadahuman-in-the-loop – człowiek musi sprawować kontrolę nad procesem decyzyjnym, szczególnie gdy konsekwencje działań są nieodwracalne.
Autor. Adam Świerkowski / Defence24
Przyszłość wojsk lądowych nie będzie należała ani wyłącznie do ludzi, ani wyłącznie do robotów. Będzie należała do zespołów człowiek–maszyna. Żołnierz wnosi doświadczenie, intuicję, zdolność oceny sytuacji i odpowiedzialność za decyzje. Robot zapewnia wytrwałość, szybką analizę danych oraz zdolność do wejścia w strefy rażenia. Niewielki pododdział wyposażony w systemy bezzałogowe może kontrolować większy obszar, przenosić więcej wyposażenia i wykonywać zadania przy znacznie niższym ryzyku. Nie pytajmy, jak zastąpić żołnierza robotem – pytajmy, jak dzięki robotowi zwiększyć możliwości żołnierza.
Zbudować bezzałogowe środowisko
Pojedyncza platforma to za mało. Dron lądowy musi współpracować z dronami powietrznymi, pojazdami załogowymi oraz systemami rozpoznania i dowodzenia. Musimy przestać mówić wyłącznie o „dronie”, a zacząć myśleć o połączonym środowisku bezzałogowym. W tym miejscu pojawia się główna bariera ewolucyjna. Nawet najlepsza platforma straci na wartości, jeśli nie będzie potrafiła wymieniać danych w czasie rzeczywistym. Dlatego równie ważne jak sam pojazd stają się: odporna łączność, cyberbezpieczeństwo, algorytmy AI oraz pełna interoperacyjność.
Autor. MON
Lądowe pojazdy bezzałogowe będą stawać się coraz bardziej autonomiczne, mobilne i wielozadaniowe. Znajdą zastosowanie w logistyce, rozpoznaniu, ratownictwie i działaniach bojowych. Największą wartość przyniesie jednak zdolność człowieka i maszyny do harmonijnej współpracy. Dron lądowy stanie się dla żołnierza dodatkowym członkiem zespołu – takim, który przejmie ryzyko, dostarczy wiedzę i pozwoli wykonać zadanie skutecznie. Tak wygląda cyfrowe pole walki przyszłości.


Wybrane okazje dla Ciebie