- WIADOMOŚCI
Minister obrony Łotwy: Rosja nie jest dziś w stanie przeprowadzić ataku na NATO
Autor. Ministry of Defence of Latvia
Bezpośredni konwencjonalny atak Rosji na jedno lub więcej państw Sojuszu Północnoatlantyckiego nie jest obecnie możliwy. Kreml, zaangażowany w wojnę z Ukrainą, popełniłby poważny strategiczny błąd, otwierając drugi front – ocenił Raivis Melnis, szef resortu obrony Łotwy.
W wywiadzie dla łotewskiej agencji LETA doświadczony wojskowy podkreślił, że Moskwa utknęła w konflikcie ukraińskim. Ukraina skutecznie się broni, przeprowadza kontrataki i niszczy rosyjskie zaplecze logistyczne. Aby przeprowadzić ofensywę na dużą skalę przeciwko państwom bałtyckim, Rosja musiałaby wycofać znaczące siły z Ukrainy, co natychmiast dałoby Kijowowi znacznie większe możliwości operacyjne. „Walka na dwóch frontach byłaby strategicznym błędem. Takim był już atak na Ukrainę, wynikający z błędnej kalkulacji. Dlatego Rosja nie może zrobić niczego podobnego w najbliższej przyszłości” – zaznaczył Melnis.
Gotowość na prowokacje i „zielone ludziki”
Minister nie bagatelizuje jednak zagrożeń hybrydowych. Rosja zachowuje zdolność do organizowania prowokacji – podobnych do tych, które już obserwujemy w postaci instrumentalnego wykorzystywania nielegalnej migracji na granicach wschodniej flanki NATO i UE oraz działań poniżej progu wojny w formie prób uszkodzeń infrastruktury krytycznej.
Melnis zapewnił, że Łotwa jest przygotowana na różne scenariusze. „Nie mamy żadnych zielonych ludzików, tak jak nie mamy żadnych latających dronów. Jeśli pojawi się dron, zniszczymy go. Jeśli pojawią się zielone ludziki, zostaną aresztowane lub zneutralizowane. Zarówno służby wewnętrzne, jak i siły zbrojne są na to gotowe” – oświadczył.
Łotewski wywiad informował niedawno o oznakach przygotowań Rosji do prowokacji wojskowych przeciwko państwom bałtyckim lub Polsce w formie działań hybrydowych z użyciem dronów, rakiet lub innych środków, które miałyby zmusić państwa wschodniej flanki, jak i całego NATO do zmniejszenia wsparcia dla Ukrainy.
Podobne ostrzeżenia płynęły z Litwy i Polski. Litewski minister obrony Robertas Kaunas wskazywał, że niepowodzenia Rosji na Ukrainie i problemy wewnętrzne (m.in. niedobory paliwa, ataki na rosyjskie terytorium) mogą skłaniać Kreml do poszukiwania nowej eskalacji – z regionem bałtyckim i Polską jako najbardziej prawdopodobnymi celami. Prezydent Litwy Gitanas Nausėda potwierdzał z kolei doniesienia o możliwych atakach na krytyczną infrastrukturę energetyczną i transportową.


