Geopolityka

Niemcy: Krym jako "trwałe prowizorium"?

Fot. INSM / Flickr.com / CC 2.0.
Fot. INSM / Flickr.com / CC 2.0.

"Obawiam się, że Krym (jego obecny status - przyp. red.) należy postrzegać jako stałe prowizorium" - powiedział w wywiadzie dla "Westfälische Rundschau" Christian Lindner, lider FDP. Zdanie, które według polityka miało być złamaniem tabu, stało się niebezpiecznym sygnałem.

Według lidera FDP nie oznaczałoby to uznania aneksji Krymu. Stwierdził natomiast, że ten spór powinien zostać zamknięty, aby można było poczynić postępy w relacjach z Kremlem na innych polach. O skuteczności takiego podejścia miałyby świadczyć doświadczenia ery kanclerza Willy'ego Brandta oraz Waltera Scheela, ministra spraw zagranicznych w rządzie Brandta, a zarazem członka FDP. Obaj politycy zaliczani są do grona architektów Ostpolitik, czyli polityki rozluźnienia relacji z ZSRR przełomu lat 60. i 70., która przyczyniła się do zjednoczenia Niemiec.

W czasie rozmowy z Jochenem Gaugelem Lindner stwierdził, że nadszedł czas, aby wyjść ze "ślepego zaułka", którym są relacje z Rosją. Lider FDP opowiada się za wsparciem dla państw położonych na flance wschodniej NATO oraz traktowaniem USA jako jednego z najważniejszych partnerów dla Niemiec, jednak jego zdaniem "bezpieczeństwo i dobrobyt w Europie zależą także od relacji z Moskwą". Dlatego Putinowi należy dać okazję, aby mógł "skorygować swoją politykę bez utraty twarzy".

Według polityka sankcje obowiązujące w ramach umowy mińskiej nie powinny zostać zniesione, dopóki zapisy porozumienia nie zostaną wypełnione, ale należy docenić pozytywne kroki prowadzące do zakończenia konfliktu.  

Opinia Lindnera budzi zdziwienie szczególnie w obliczu nałożenia przez Unię Europejską nowych sankcji na Rosję w związku z dostawą na Krym turbin gazowych wyprodukowanych przez niemiecką firmę Siemens. Nowe obostrzenia obejmują wpisanie na czarną listę trzech obywateli Rosji (w tym wiceministra energii Andreja Cherezowa) oraz trzy firmy. Moskwa wykorzystuje pozyskane turbiny do budowy elektrowni, które mają zapewnić dostawy energii odcięte przez Ukrainę po zajęciu półwyspu przez Rosjan.

W swoim sobotnim wpisie na Twitterze Lindner stwierdził w imieniu partii, że "nie popiera sprzecznej z prawem międzynarodowym aneksji Krymu oraz innych imperialnych gestów Kremla", próbując tym samym odwrócić znaczenie swojej wcześniejszej wypowiedzi. Opinia, która padła w czasie rozmowy z dziennikarzem "Westfälische Rundschau" z ust szefa FDP, jest niepokojąca, biorąc pod uwagę niedawną krytykę sankcji nałożonych na Rosję przez USA, które według badań opinii publicznej przez dużą część społeczeństwa są odczytywane jako narzędzie dla wzmocnienia amerykańskich interesów gospodarczych. Powołanie się zatem na Ostpolitik oraz postulaty zamknięcia jednego frontu konfliktu z Rosją, tak aby możliwe były postępy na innych polach są narracją niebezpieczną z punktu widzenia potrzeby zachowania jedności Zachodu w obliczu działań Rosji na arenie międzynarodowej.

W przypadku Niemiec należy także uwzględnić kontekst wyborczy. Według sondażu Emnid z 29 lipca opublikowanego przez "Westfälische Rundschau" wybory wygrałaby rządząca CDU/CSU z 38-procentowym poparciem. Na drugim miejscu uplasowałaby się SPD (24 proc.), a na trzecim "Lewica" oraz "Alternatywa dla Niemiec" - obie zdobyłyby po 9 proc. głosów. FDP oraz "Zieloni" zajmują ex aequo czwarte miejsce z poparciem na poziomie 8 proc. Niezbędne zatem będzie utworzenie koalicji, z czym wiążą się negocjacje nad odpowiednią umową między ugrupowaniami.

Zakładając, że FDP jest partią, która może współtworzyć rząd po jesiennych wyborach, a jej lider zajmowałby w tym układzie jedno z kluczowych ministerstw (w koalicji współtworzonej przez CDU\CSU w latach 2009 - 2013 ówczesny lider Guido Westerwelle był ministrem do spraw zagranicznych) byłyby to sygnał, że w niemieckim rządzie istnieje grupa, która gotowa byłaby na ustępstwa względem Moskwy i stanowiła miękki punkt dla rozbicia konsensusu w ramach koalicji.

Czytaj także: W poszukiwaniu złotego środka. Niemcy wobec sankcji USA [KOMENTARZ]

Komentarze (7)

  1. Gość

    Krym to super posunięcie Putina. Rosjanom zaszczepiło w głowie by nie narzekali na status materialny ,ponieważ teraz jest czas wyrzeczeń dla Rosji. I tak robią ciągle wymyślają powody , by Rosjanie nie interesowali się oligarchów krainą szczęśliwości. Mając pod kontrolą mas media to działa.

    1. Kiks

      Raczej głupota stulecia. Korzyści i to tylko strategiczne już dawno zostały przytłoczone stratami finansowymi, które rosną i niespecjalnie widać, aby to miało zmienić się w bliskiej przyszłości.

    2. Geoffrey

      Krym to przede wszystkim bardzo odważne posunięcie Putina. Powiedział "sprawdzam". Albo ład międzynarodowy ma jakąś wartość i Putin zostanie zmuszony do odwrotu, albo Europa podkuli ogon i da się już zawsze kopać przez tego bandytę. Nie ma trzeciej opcji, nie da się już "zagłaskać" sprawy. Walka trwa, przeniosła się teraz na Donbas. I od jej wyniku zależy przyszłość świata, w którym będą żyły nasze dzieci.

  2. Kiks

    Dobrobyt w Europie zależy od Moskwy? Ciekawa teoria. Europa ten dobrobyt ma. Moskwa by chciała mieć. Ot różnica. Oczywiśic patrząc na całą Rosję.

    1. Geoffrey

      Oczywiście. Dobrobyt w Europie zależy od Rosji. Odwrotnie proporcjonalnie. Jest silna Rosja - nie ma dobrobytu. Nie ma Rosji - jest dobrobyt.

  3. Marek

    Ukraińcy poszukali kolegów w Berlinie, no to usłyszeli od nich "trwałe prowizorium". Ja dla odmiany mam nadzieję, że nowe amerykańskie sankcje dotyczące NS2, mimo protestów z Moskwy, Berlina i Brukseli także będą trwałym prowizorium.

  4. dropik

    Realnie nie ma sposobu na przywrócenie granic z początku 2014 , ale to nie znaczy, że my mamy wychodzić z prośbą do Rosjan żeby się już nie gniewali i było jak wcześniej.

    1. Geoffrey

      Realnie trzeba doprowadzić do bankructwa i naturalnego rozpadu Federacji Rosyjskiej, ostatniego z XIX-wiecznych imperiów kolonialnych. Wtedy kwestia Krymu rozwiąże się sama.

  5. POLExit

    "Zajete przez Rosje, tereny Polski do Wisly należy uznac za stale prowizorium". Takiego komunikatu możemy być pewni ze strony Niemiec, Francji, Włoch, Beneluxu, Hiszpanii. Sprzedadzą Nas.

    1. Guru z Zoliborza

      Nie, nie sprzedadzą. Jak będziemy tak dalej fikać i rozwalać UE od środka, fikać też Rosji to ani chybi zapracujemy sobie na następny rozbiór Polski, z granicą na linii Wisły. Najgorsze jest to, że Polak zawsze mądry jest po szkodzie :-(

    2. dropik

      serio ruskie mają tu jakieś narodowe interesy? jakaś mniejszość rosyjskojezyczna czy cóś podobnego ? My możemy popaść w zależność tylko jesli pojawi się jakiś rzą który wyprowadzi nas UE i będzie tego chciał. Endecja zawsze miała do nich skłonność

  6. Ooops!

    Taaaa, najpierw był anschluss Nadrenii, potem Austrii, potem "Zachód" zdradził Czechosłowację potem Niemcy zaczęli niszczenie Europy. A Rosja? Zaczęła od Krymu? Teraz Niemcy chcą "dyskutować" o Podziale Czecho.... O pardon Donbasu? Co następne zostanie zakwestionowane- Poczdam?

    1. tak tylko ... pytam

      @Ooops! Jest małe ale: Wszystkie te kraje są pochodną ZSRR. Nigdy nie było kraju o nazwie Ukraina, była republika Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka. Przerażąjące jest to, że kraje te nie przeprowadziy delimitacji. Należy pamietać iż obecna władza na Ukrainie jest konsekwencją zbrojnego obalenia popzredniego Prezydenta, a pretekstem do wojny domoowej, jaka toczy sie na Ukrainie była próba dyskryminacji jednej z mniejszości ( a w zasadzie wszystkich) narodowych zamieszkujących teren dzisiejszej Ukrainy. O ile wiem to na Zakarpaciu mniejszość Węgierska też była mocno dyskryminowana. W Odessie ukraińcy spalili żywcem kilkadziesiąt osób a sprawa do dnia dzisiejszego nie ejst wyjaśniona. Na światło dzienne wychodzą fakty wskazujące na to , że do "niebiańskiej sotni": strzelali koledzy, celem "zaognienia sytuacji" Byłbym ostrożny w porównywaniu obecnej sytuacji z tą z przed II W.Ś. Co zostanie zakwestionowane ? A dlaczego akurat Poczdam a nie np. Jałta, albo Tehetran ?

  7. Johan

    "bezpieczeństwo i dobrobyt w Europie zależą także od relacji z Moskwą", tak dopóki Rosja jest słaba gospodarczo i militarnie to dobrobyt będzie w UE jeśli Rosja będzie silna to dobrobyt będzie w Rosji ale nie w UE. Myślenie w innych kategoriach to absurd. Rosja zawsze była państwem rozbójniczym i tego żadne dobre relacje z nia nie zmienią. Pokój i dobrobyt w UE będzie dopóki dopóty USA tu rządzi i tyle w temacie.

    1. Rzymianin

      Gdyby mieszkańcy kremu chcieli obronić go przed agresją zrobiłby to bez problemu. Wystarczyłby więc na 300 tys. Mamy casus Kosowa. Nikt chyba realnie nie wyobraża sobie ze Rosja odda Krym. Gdy Rosja napotyka realny opór jak w donbasie to się zatrzymuje. Na Krymie oporu nie było. Co do Austrii to dla wszystkich byłoby lepiej gdyby była częścią Niemiec.