Siły zbrojne

Koniec zimnowojennego traktatu INF. Amerykanie przyznają, że Rosja rozmieszcza zakazane rakiety

Zasięg systemów Iskander-K. Mapa: Defence24.pl
Zasięg systemów Iskander-K. Mapa: Defence24.pl

„New York Times” poinformował, że Rosjanie złamali układ INF o likwidacji pocisków rakietowych średniego zasięgu z 1987 r. w tajemnicy rozmieszczając na swoim terytorium rakiety manewrujące o zasięgu większym niż 500 km. Uwagę zwraca jednak nie tylko samo rozlokowanie pocisków w Rosji, ale fakt, że Waszyngton przez dwa lata próbował tego nie dostrzegać.

Samo opublikowanie przez „New York Times” dopiero w lutym 2017 r. informacji pochodzącej z administracji amerykańskiej jest nie mniej istotne, niż wprowadzanie przez Rosjan nowych rakiet. Oznacza to bowiem, że Amerykanie przez dwa lata starali nie dostrzegać oficjalnie zagrożenia wynikającego z prowadzonych w Rosji nowych programów rakietowych, chociaż bardzo dobrze o nich wiedzieli – i to co najmniej od 2008 r.

Informacje o realizowanych przez rosyjską armię testach rakiet średniego i pośredniego zasięgu, odpalanych z wyrzutni lądowych były zresztą już publikowane - w 2014 i 2015 r. Już wtedy powinny one wywołać alarm, ponieważ same badania były wyraźnym naruszeniem przyjętych w 1987 r. ograniczeń z traktatu INF (Intermediate-range Nuclear Forces). Takiego alarmu jednak nie ogłoszono, prawdopodobnie dlatego, że byłby on dowodem na nieskuteczność działań podjętych wcześniej przez administrację prezydenta Baracka Obamy.

„Iskander-M, czy „Iskander-K”? – fot.mil.ru

Jej przedstawiciele próbowali bowiem niejednokrotnie namówić Rosjan do przerwania programu lądowych rakiet manewrujących już w fazie testowej. W maju 2013 roku Departamentu Stanu po raz pierwszy, oficjalnie zwrócił uwagę władzom rosyjskim na możliwość naruszenia traktatu INF, a w styczniu 2014 roku, Amerykanie poinformowali o swoich obawach sojuszników z NATO.

Kwestię tą podniósł sam prezydent Obama 30 lipca 2014 roku w oficjalnym liście do prezydenta Rosji Władimira Putina. Kreml oczywiście uznał te zarzuty za bezpodstawne i motywowane „innymi przyczynami”. Jednak już w 2016 r. stało się jednak jasne, że negocjacje się nie udały i w rosyjskich siłach zbrojnych znalazły się kołowe wyrzutnie z pociskami o zasięgu ponad 2000 km.

Nie ma żadnego problemu by wszystkie brygady rakietowym miały możliwość wykonania ataku zarówno za pomocą rakiet manewrujących, jak i balistycznych – fot.mil.ru

Wiedzieli o tym również amerykańscy wojskowi. Świadczy o tym wypowiedź generała Philipa M. Breedlove, byłego dowódcy sił NATO w Europie, który w 2016 roku publicznie ostrzegał, że rozmieszczenie lądowych rakiet manewrujących całkowicie zmienia sytuacje wojskową i „nie może pozostać bez odpowiedzi”.

W listopadzie 2016 r. zwołano nawet w Genewie, po raz pierwszy od trzynastu lat, specjalną komisję weryfikacyjną przewidzianą w traktacie INF, dla sprawdzenia jego realizacji przez sygnatariuszy. Rosja ponownie zaprzeczyła, by doszło do złamania umowy, pomimo że ministerstwo obrony oficjalnie informowało w 2016 r. o wprowadzaniu nowych systemów rakietowych (publikując nawet ich zdjęcia).

Zdjęcia systemu „Iskander-M” z dwoma typami wyrzutni były oficjalnie publikowane przez rosyjskie ministerstwo obrony już od 2016 r. – fot. mil.ru

Pomimo tego informacja o rozmieszczeniu rakiet została opublikowana w USA dopiero w lutym 2017 roku. Sytuację próbuje się jeszcze w Stanach Zjednoczonych załagodzić poprzez prawdopodobne zmniejszenie (w stosunku do stanu faktycznego) liczby wyrzutni, jakie już pojawiły się w rosyjskiej armii. Jak na razie Amerykanie uważają, że Rosjanie wprowadzili tylko dwa bataliony uzbrojone w cztery, kołowe wyrzutnie z rakietami manewrującymi każdy. Wyrzutnie mają mieć zapas sześciu pocisków (dwa z nich są gotowe do startu, a cztery są na pojazdach transportowych).

Iskander-K zasięg
Zasięg systemów Iskander-K. Mapa: Defence24.pl

Jeden z tych batalionów ma być obecnie testowany na poligonie Kapustin Jar, a drugi miał zostać przebazowany z tego poligonu w grudniu 2016 r. do jednej z brygad rakietowych – gdzieś na terytorium Federacji Rosyjskiej (najprawdopodobniej w centralnej Rosji).

Wątpliwości wzbudza także samo oznaczenie nowej rosyjskiej rakiety. Amerykanie używają bowiem symbolu SSC-X-8 co sugerowałoby, że jest to nazwa uzbrojenie jeszcze w fazie badań (w tym przypadku wprowadza się literę „X”). Tymczasem już wiadomo, że nowy pocisk wszedł na uzbrojenie i znalazł się w rosyjskich jednostkach lądowych.

„Iskander-M, czy „Iskander-K”? – fot.mil.ru

By przyspieszyć i ukryć cały proces wprowadzania go na uzbrojenie, Rosjanie wykorzystali dla jego potrzeb wyrzutnie rakiet balistycznych krótkiego zasięgu (do 500 km) typu „Iskander-M”. Zmieniono tylko ich górną konstrukcję, adaptując ją do potrzeb dwóch długich kontenerów, mieszczących rakiety 3M14 okrętowego systemu Kalibr. Jednocześnie pojawiła się specjalna nazwa takiego rozwiązania - „Iskander-K”, która jest o tyle myląca, że w rzeczywistości nie ma potrzeby, by każda bateria miała tylko jeden typ pocisku.

Mapa
Zasięg rakiet Kalibr w wypadku rozmieszczenia na Morzu Czarnym i Morzu Kaspijskim. Mapa: Defence24.pl.

Rosjanie mogą bowiem bez problemu używać różnych wyrzutni w już wprowadzanych jednostkach i to robią. Daje to wszystkim brygadom rakietowym możliwość wykonania ataku zarówno za pomocą rakiet manewrujących, jak i balistycznych. Ponadto każde miejsce stacjonowania Iskanderów musi być teraz traktowane także jako pozycja ogniowa „lądowych Kalibrów”. Kołowe wyrzutnie rakiet manewrujących mogą więc już być na Krymie, w Obwodzie Kaliningradzkim a nawet w Syrii (bo tam również przerzucono wyrzutnie systemu „Iskander”). A nie tylko w centralnej Rosji.

Według dziennikarzy „New York Times” złamanie traktatu INF przez Moskwę jest  „poważnym testem dla Prezydenta Trumpa i jego administracji w obliczu kryzysu w kontaktach z Moskwą”. Dodatkowo wszystko to zostało nagłośnione w momencie, gdy Trump dopiero tworzy swoją administrację, musząc zapełnić np. etat doradcy ds. bezpieczeństwa (zwolniony po dymisji Michaela Flynna).

Cała Europa jest zagrożona rosyjskim rakietami manewrującymi po ich wprowadzeniu na okręty nawodne i podwodne – fot.mil.ru

Prawdą jest, że jeżeli chodzi o Europę to pojawienie się nowych rakiet manewrujących na wyrzutniach lądowych nie jest rewolucyjną zmianą. Od kilku lat jest bowiem w Rosji powszechnie wprowadzana wersja morska tych pocisków (3M14 „Kalibr”) – i to zarówno na okrętach nawodnych, jak i podwodnych. Tak więc Stary Kontynent i tak jest już w ich zasięgu.

Inaczej jest jeżeli chodzi o sytuację Stanów Zjednoczonych. Amerykanie zrozumieli wreszcie, że także stali się pośrednio zagrożeni nowymi pociskami. Ich analitycy wskazują już bowiem oficjalnie, że lądowe i morskie rakiety manewrujące pozwolą strategicznym siłom jądrowym Federacji Rosyjskiej „zwolnić” wiele celów znajdujących się w Europie oraz w Chinach i skupić się przede wszystkim na celach rozmieszczonych na terytorium Stanów Zjednoczonych.

Rosjanie mogą zmniejszyć ilość międzykontynentalnych rakiet balistycznych, ponieważ część ich zadań w Europie i Chinach przejmą teraz rakiety manewrujące odpalane z lądu i morza – fot. mil.ru

Jak na razie rzecznik Departamentu Stanu Mark Toner stwierdził jedynie, że „nie zamierza komentować spraw wywiadowczych”. Sprawa jest jednak o tyle niebezpieczna, że Rosjanie wykorzystali wojnę w Syrii do bojowego przetestowania nowych rakiet manewrujących odpalając je z Morza Kaspijskiego (z okrętów nawodnych) i z Morza Śródziemnego (z okrętów nawodnych i podwodnych). Obecnie mowa więc o systemie sprawnym i „ostrzelanym”.

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.