Geopolityka

Turcja: Pucz spowoduje spowolnienie gospodarcze. Zwrot w polityce zagranicznej?

Fot. kremlin.ru
Fot. kremlin.ru

O ile nieudana próba puczu umocniła polityczną pozycję Erdogana - tak na arenie międzynarodowej jak i wewnętrznej, o tyle sytuacja ekonomiczna Turcji może się nieco skomplikować - pisze Maciej Sankowski. 

Prezydent Erdogan wykonał kawał doskonałej roboty, w Moskwie strzelają korki od szampanów na cześć Ankary. Zaledwie w kilka chwil po warszawskim szczycie, który koncentrował się na wzmocnieniu wschodniej flanki Sojuszu, przyszedł niespodziewany cios. Cios o tyle bolesny, że można go wręcz nazwać strzałem samobójczym, bo pochodzący od jednego z członków NATO. Po drugie zaś uderzający celnie w południową flankę Paktu, bazującą w dużej mierze na tureckiej armii.

Dziś sytuacja (w telegraficznym skrócie) przedstawia się następująco:

Erdogan, przy wyraźnym i nieprzypadkowym wsparciu muzułmańskich duchownych jednym sprawnym ruchem sparaliżował opozycję – tę polityczną i instytucjonalną (szkoły, sądownictwo, media), podważył pozycję armii, która dotychczas stała na straży świeckości państwa i tym samym uzyskał mandat do neutralizacji (także autentycznej) wszelkiej maści oponentów. Uważni obserwatorzy polityki prowadzonej przez Erdogana mogą wręcz dojść do wniosku, że turecki prezydent postawił pójść w kierunku współczesnego sułtanatu, w którym nieomylny przywódca działa wedle praw szariatu. 

Czytaj też: Samotni terroryści – zmora Europy?

Tak czy inaczej turecki prezydent w znaczący sposób umocnił swoją pozycję wewnętrzną. Teraz będzie się koncentrował na przegrupowaniu sił i próbie przejęcia rzeczywistej kontroli nad wojskiem i służbami specjalnymi. Ten ostatni element jest o tyle ważny, że może dostarczyć bardzo interesujących obserwacji analitycznych. Otóż Erdogan i jego najbliższe otoczenie są więcej niż przekonani, że turecki wywiad przesiąkł amerykańskim oddechem. Podobne obawy dotyczyły armii. W tym kontekście prezydent obawiał się przede wszystkim wpływów przebywającego w USA Szejka Gullena. Gullen, niegdyś sojusznik Erdogana, stał się jego zaciętym wrogiem po tym, jak rządząca AKP zaczęła ograniczać wpływy ruchu Hizmet prowadzącego szkoły religijne.

Dziś Gullen żyje w USA a jego ruch zszedł do podziemia i prowadzi „ukrytą” wojnę z rządami Erdogana. Aby było ciekawiej, Hizmet postrzegany jest jako organizacja mająca znakomite relacje z CIA. Część bliskowschodnich analityków wskazuje nawet Hizmet jako przykrywkę dla działalności wywiadowczej USA w wielu krajach regionu. Tak więc ruchy, które wykonuje obecnie prezydent Turcji mogą być odebrane jako nieprzyjazne wobec Stanów Zjednoczonych. Pytanie czy Waszyngton, pogrążony w walce wyborczej, zwróci baczniejszą uwagę na to, co dzieje się nad Bosforem?   

Czy może to oznaczać zwrot w tureckiej polityce zagranicznej?    

Zdecydowanie tak. Już widać jego pierwsze symptomy. Na początku sierpnia Erdogan uda się z wizytą do St.Petersburga podczas której dojdzie nie tylko do odnowienia bliskich relacji bilateralnych z Rosją, ale nie jest także wykluczone, że nowe oblicze przyjaźni przypieczętuje podpisanie porozumienia o budowie gazociągu Turecki Potok, którym rosyjski gaz miałby popłynąć do Turcji i krajów Europy Południowo-Wschodniej. Nieoficjalnie mówi się nawet o możliwości powrotu do koncepcji zwiększonych mocy przesyłowych – 63 mld m3 (ostatnio Gazprom sugerował ograniczenie projektu do 32 mld m3). 

Jak informuje agencja Ria Novosti, jeszcze w październiku dojdzie do posiedzenia obustronnej, międzyrządowej komisji ds. współpracy gospodarczej, której zadaniem będzie sfinalizowanie ustaleń prezydentów obu państw.

Zwrot na wschód w polityce Erdogana jest o tyle zastanawiający, że Rosja i Turcja mają całkowicie odmienne poglądy na temat sytuacji w Syrii. Turcja zaangażowana jest  pośrednio w proces obalania prezydenta Asada, któremu pomocy wojskowej udziela obecnie Rosja… Najwyraźniej jednak kwestie wewnętrzne przeważyły i w konsekwencji będziemy mogli obserwować wyciszenie Turcji w sprawach dotyczących przyszłości Syrii. Przynajmniej chwilowe bo na dłuższą metę priorytety tureckiej polityki zagranicznej ulegają bardzo dynamicznym zmianom.

Pytanie jak na polityczne zmiany zareagują rynki finansowe. O ile kondycja giełdy nie za bardzo interesuje Erdogana, o tyle odpływ kapitału z jednej strony, słabnąca Lira i rosnące rentowności obligacji 10 letnich stanowią już temat do poważniejszych rozmów bo oznaczają większe koszty pozyskania pieniądza, ale i obsługi istniejącego już długu. Dla zobrazowania sytuacji warto dodać, że tureckie dziesięciolatki mają dziś najwyższe oprocentowanie w Europie – 9,8 proc., to więcej niż Grecja (8,08 proc.) czy Rosja (8,67 proc.).  

Zagrożona jest także prognoza wzrostu PKB, a to przede wszystkim przez topniejące zyski z sektora turystycznego. Eksperci twierdzą, że zakładane 3,8 proc. będzie nieosiągalne, a finalny odczyt może oscylować między 3,3-3,5 proc. PKB.

Komentarze