- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
Po Davos nadszedł czas, by NATO się zjednoczyło
W historii zdarzają się chwile, kiedy spokój i trzeźwość umysłu mogą przeważać, ponieważ czynniki geopolityczne i istotne interesy narodowe ostatecznie powstrzymują chaos. Tak właśnie było w Davos.
Tekst pierwotnie ukazał się na stronie [Defence24.com](https://defence24.com/geopolitics/andrew-michta-after-davos-its-time-for-nato-to-come-together)
W tygodniach poprzedzających spotkanie eksperci przewidywali nieuchronne problemy w stosunkach transatlantyckich, politycy panikowali w związku z upadkiem porządku opartego na zasadach, a media miały używanie, publikując artykuły o przygotowaniach Stanów Zjednoczonych do inwazji na Grenlandię. Następnie prezydent Trump wygłosił przemówienie w Davos, w którym, w swoim charakterystycznym stylu, mieszał metafory, zbaczał z tematu i chwalił się swoimi osiągnięciami, ale ostatecznie powiedział to, co powinno być jasne od początku: Stany Zjednoczone nie zamierzają zerwać sojuszu NATO, swojego kluczowego sojuszu, z powodu roszczeń terytorialnych wobec Grenlandii.
Wkrótce potem ogłoszono „ramy” porozumienia dotyczącego obecności Stanów Zjednoczonych na wyspie. Chociaż szczegóły są ograniczone, można bezpiecznie założyć, że Stany Zjednoczone zwiększą swoją obecność wojskową w Grenlandii, aby powstrzymać działania Rosji lub Chin i wzmocnić odstraszanie w Arktyce. Ponadto Ameryka prawdopodobnie będzie dążyć do zawarcia umów handlowych w celu eksploracji zasobów mineralnych wyspy.
W Davos miało miejsce wiele politycznych spektakli. Uderzające było stanowcze stanowisko premiera Kanady, Marka Carney’a, który oświadczył, że jego kraj będzie faktycznie wytyczał własny kurs, jakby Kanada nie była geograficznie, gospodarczo i geopolitycznie powiązana ze Stanami Zjednoczonymi. Podobnie wielu europejskich przywódców wypowiadało się z przekonaniem, przekazując silne przesłania dotyczące praworządności w stosunkach międzynarodowych, ale nie zaproponowało żadnych konkretnych działań, aby je wdrożyć. I choć wszyscy byli zrozumiale urażeni nadmiernie dosadnym językiem Donalda Trumpa, Davos po raz kolejny pokazało, że – z wyjątkiem spokojnego zachowania sekretarza generalnego NATO Marka Rutte oraz spokoju, jaki wykazali prezydent Finlandii Alexander Stubb i prezydent Polski Karol Nawrocki – europejskie elity nie były w stanie wyjść poza tę chwilę, dostosować się i kontynuować działania.
Spór o Grenlandię był błędem Stanów Zjednoczonych, który będzie miał swoje konsekwencje w przyszłości. Konsekwencją tą będzie częściowa utrata zaufania – najcenniejszego dobra w każdym bliskim sojuszu. Jest to jednak również okazja dla sojuszników do bezpośredniej rozmowy, nie w kategoriach normatywnych, ale geostrategicznych. Sojusze dotyczą przede wszystkim wspólnych zagrożeń i wspólnych interesów narodowych, a wspólne wartości służą jako funkcjonalne wzmocnienie, ale nie są czynnikiem decydującym. Jeśli już, to kryzys ten powinien skłonić Waszyngton i kluczowe stolice europejskie do ponownego skupienia się na tym, co naprawdę ważne. Powinien on zapoczątkować proces odbudowy sojuszu nie w oparciu o dziedzictwo zimnej wojny, ale w celu przeciwdziałania rzeczywistym zagrożeniom i wzmocnienia punktów styku z Rosją. Skupienie się Stanów Zjednoczonych na obronie półkuli zachodniej, wyrażone w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, nie jest, jak twierdzą niektórzy europejscy analitycy, równoznaczne z wycofaniem się Ameryki. Wręcz przeciwnie, tylko wtedy, gdy Stany Zjednoczone będą w stanie zapewnić bezpieczeństwo swoim najbliższym sąsiadom, będą mogły wywierać wpływ i wypełniać swoje zobowiązania bezpieczeństwa wobec sojuszników po drugiej stronie Atlantyku i Pacyfiku.
Zbyt długo największe kraje europejskie cieszyły się „wakacjami od historii”. Nagły szok wywołany sporem o Grenlandię powinien w końcu wyrwać je z samozadowolenia i pomóc im zdać sobie sprawę, że ich bezpieczeństwo jest głęboko powiązane ze Stanami Zjednoczonymi. Droga naprzód nie polega na debatowaniu nad ideą „armii europejskiej” lub „autonomii strategicznej”, ale na wypełnianiu obowiązków związanych z ponownym uzbrojeniem i utworzeniem trzonu konwencjonalnego odstraszania i obrony NATO pod strategiczną parasolką nuklearną Stanów Zjednoczonych. Powinno to być priorytetem Europy, gdy jej przywódcy powrócą do swoich krajów z Davos. Muszą oni dołożyć wszelkich starań, aby odłożyć na bok swoje urażone ego, przestać reagować zbyt emocjonalnie na często nieprzyjemne taktyki Donalda Trumpa i pamiętać o jednym: ich kraje nie mają relacji z tym czy innym prezydentem Stanów Zjednoczonych lub partią polityczną. Mają one kluczowe relacje w zakresie bezpieczeństwa narodowego ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Warto więc rozwiązać ten problem i skupić się na zapewnieniu środków na obronę swojego kraju, ponieważ nasi wrogowie stają się coraz silniejsi.
Andrew A. Michta jest profesorem studiów strategicznych w Hamilton School na Uniwersytecie Florydy oraz starszym pracownikiem naukowym Atlantic Council w Waszyngtonie. Poglądy wyrażone w niniejszym artykule są jego własnymi.

WIDEO: "Koordynacja jest najważniejsza". Dowódca GROM o operacjach specjalnych