- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Pierwszy taki test Chin. Spóźniona reakcja Waszyngtonu
Autor. Royal Thai Navy/Facebook
Dnia 6 lipca 2026 roku chiński okręt podwodny wystrzelił pocisk balistyczny z ćwiczebną głowicą w stronę otwartych wód Pacyfiku. Był to pierwszy w historii chiński start pocisku spod powierzchni oceanu na wody międzynarodowe. Nie wszystkie państwa, których test dotyczył, zostały uprzedzone, a te, które powiadomiono, dostały najwyżej dwie godziny. Odpowiedź „Zachodu” przyszła po pięciu tygodniach.
Dnia 11 sierpnia w Genewie 41 państw, w tym Polska, wezwało do powiadamiania z dobowym wyprzedzeniem, nie wymieniając Chin z nazwy. Tego samego dnia Waszyngton wygłosił osobne oświadczenie narodowe, już wprost przeciwko Pekinowi. Oba pozostają słowami. Chińską flotę da się policzyć i opisać. Amerykańska odpowiedź to opóźniony program stoczniowy, niejawny przegląd i dwa wystąpienia w Genewie.
Co Chiny mają dzisiaj?
Podstawą komponentu jest sześć okrętów typu 094 (Jin) w bazie Yalong koło Longpo na Hajnanie. Dwa najnowsze to ulepszone warianty projektu wyjściowego, w chińskich publikacjach określane jako typ 094A, czego nie potwierdził ani Pentagon, ani strona chińska. Zdjęcia satelitarne rozstrzygnęły spekulacje o szesnastu wyrzutniach: każda jednostka przenosi dwanaście pocisków, co daje flocie 72 stanowiska startowe.
Wybrzuszenie kadłuba nowszych jednostek wiąże się z wyciszeniem, nie z liczbą wyrzutni. Sześć to stan obecny, nie docelowy, bo Chiny budują kolejne jednostki tego samego typu równolegle z pracami nad następcą.
Uzbrojenie stanowią pociski JL-2 o zasięgu 7200 km oraz JL-3 o zasięgu około 10 000 km. Tu przebiega istotna rozbieżność. Raport Pentagonu z 2024 roku opisywał wymianę JL-2 na JL-3 jako rozłożoną w czasie, w miarę powrotów okrętów na remonty. Nowsza ocena Pentagonu, przywołana przez Federację Amerykańskich Naukowców, mówi o wymianie zakończonej, czego nie sposób pogodzić z lipcowym testem, w którym według tej samej Federacji użyto JL-2. Narodowe Centrum Wywiadu Powietrznego i Kosmicznego (NASIC) przypisuje JL-3 możliwość przenoszenia wielu głowic, czego wywiad amerykański nigdy wprost nie potwierdził.
Zobacz też 
Infrastruktura rośnie razem z flotą. W Longpo w 2024 roku ukończono dwa dodatkowe nabrzeża, trwają prace przy stacji radiolokacyjnej i przy prawdopodobnym drugim wejściu tunelowym. Od 2021 roku Chiny prowadzą patrole odstraszania określane przez Pentagon jako „niemal ciągłe”, co oznacza, że w morzu przebywa z przerwami co najmniej jedna jednostka, a nie że cała flota pełni nieprzerwany dyżur. Obrazowanie z 8 marca 2026 roku pokazało całą flotę w portach: cztery okręty w Longpo i dwa w Huludao. Od maja 2025 roku okresowo obserwuje się pojedynczy okręt typu 094 w Jianggezhuang, w bazie floty północnej, gdzie takiej jednostki nie widziano od blisko dekady.
Typ 096 pozostaje w fazie, której z zewnątrz nie da się rozstrzygnąć. Budowa miała ruszyć na początku dekady, w raporcie z 2024 roku Pentagon pisał, że rozpocznie się „wkrótce”. Nowa hala montażowa w Huludao z 2022 roku może służyć temu programowi, pewności nie ma. Doniesienia o dwudziestu czterech wyrzutniach nie mają oparcia w źródłach urzędowych. Federacja Amerykańskich Naukowców, zestawiając je z obecnymi i prognozowanymi zapasami pocisków, uznaje za bardziej prawdopodobne 12–16. Ponieważ okrętom tym przypisuje się 30–40 lat służby, Pentagon zakłada równoległą eksploatację obu typów, co dałoby flotę 8–10 jednostek.
Warto zachować proporcje. Przy około 620 głowicach w całym chińskim arsenale komponent morski odpowiada za 72 stanowiska startowe. Pentagon odnotował przy tym, że zapas utrzymał się na poziomie niskich sześciuset przez cały 2024 rok, przy tempie produkcji wolniejszym niż w latach poprzednich, podtrzymał jednak prognozę przekroczenia tysiąca głowic do 2030 roku. Niemal wszystkie chińskie głowice przechowywane są oddzielnie od nosicieli. Wyjątkiem może być komponent morski: część amerykańskich przedstawicieli przekazała Federacji Amerykańskich Naukowców, że okręty na patrolach odstraszania przenoszą głowice, nikt jednak nie wypowiedział się w tej sprawie publicznie.
Autor. Departament Obrony USA
Czego ten komponent jeszcze nie robi?
Czy pięć tygodni zwłoki i dwa wystąpienia to reakcja proporcjonalna, zależy od tego, co lipcowy start pokazał. A pokazał mniej, niż się sądzi, bo obieg publicystyczny zaciera różnicę między posiadaniem pocisku a możliwością rażenia celu.
Nawet z JL-3 chiński okręt nie zagrozi z Morza Południowochińskiego 48 stanom kontynentalnym. Aby razić stany północno-zachodnie, musi wyjść na wody północne, przy czym Federacja Amerykańskich Naukowców wskazuje tu Morze Bohai. Aby razić Waszyngton, musiałby minąć północno-wschodnią Japonię, czyli opuścić akwen, w którym chińska osłona nawodna, powietrzna i podwodna ma sens. To ocena FAS oparta na danych NASIC, odmienna od tego, co powtarza wiele publikacji branżowych.
Potwierdzają to odległości. Z bastionu na Morzu Południowochińskim do Seattle jest po ortodromie około 11 000 km, czyli poza zasięgiem JL-3. Z Morza Bohai do Seattle około 8600 km, ale do Waszyngtonu już około 11 200 km. Dopiero z pozycji na wschód od Hokkaido stolica leży w odległości około 9800 km. Każdy z tych kroków wyprowadza okręt z osłony.
Wniosek wisi jednak na jednej liczbie. Margines między zasięgiem JL-3 a odległością do Seattle wynosi około dziesięciu procent, czyli mieści się w niepewności samego szacunku. Przy ocenie zasięgu rzędu 12 000 km, jaką podają niektóre publikacje, teza o ograniczeniach bastionu się odwraca. Kto ją przyjmuje, przyjmuje wraz z nią liczby NASIC.
Tu leży sedno chińskiego dylematu. Bastion chroni okręty o wciąż wysokiej sygnaturze akustycznej, ale ogranicza zasięg celowania. Wyjście poza bastion odwraca tę zależność.
Start z 6 lipca to potwierdza. Pocisk przeleciał około 7300 km nad północnym Luzonem i spadł w strefie bezatomowej ustanowionej traktatem z Rarotongi. Punkt upadku podawany jest rozbieżnie, od rejonu między Nauru a Tongą po pozycję około 300 km na wschód od
Tonga, we wszystkich wersjach jest to jednak trasa na południe, a nie w stronę celów amerykańskich. Demonstracja miała adresatów regionalnych, w tym Filipiny, nad którymi pocisk przeszedł, oraz Australię i uczestników ćwiczeń RIMPAC.
Analiza ostrzeżeń nawigacyjnych sugeruje ponadto, że na ten dzień rozważano dwa warianty: start z Morza Bohai z przelotem nad Japonią oraz ten, który doszedł do skutku. Waszyngton zarzucił zresztą Pekinowi sprzeczne komunikaty, sugerujące start pocisku nad terytorium niektórych sojuszników amerykańskich. Jeśli rekonstrukcja jest trafna, wariant pozostawiony bez realizacji prowadził przez akwen, z którego osiągalne są cele w północno-zachodniej części kontynentu.
Test nie rozstrzyga natomiast sporu o zasięg. Przebyty dystans mieści się w maksimum JL-2, więc o możliwościach JL-3, czyli o liczbie, na której wisi cała powyższa ocena, nie mówi nic.
Autor. United States Naval Institute News Blog / Wikimedia Commons
Trzy luki po stronie amerykańskiej
Luka materialna. Pierwotny harmonogram programu Columbia przewidywał dostawę jednostki wiodącej w październiku 2027 roku. Oficjalny wniosek budżetowy Marynarki na rok fiskalny 2027 podaje marzec 2029, a wykonawca, General Dynamics, deklarował w kwietniu 2026 roku koniec 2028 roku. Pierwszy patrol musi się rozpocząć w roku fiskalnym 2031, czyli od października 2030, inaczej powstanie przerwa w ciągłości morskiego odstraszania. Bufor jest cieńszy, niż zakładano: rozważano przedłużenie służby czterech lub pięciu okrętów typu Ohio, w maju 2026 roku dowódca operacji morskich mówił już o zmianie planów i jednym pewnym przypadku. Amerykański komponent morski przechodzi więc przez własną lukę pokoleniową w tej samej dekadzie, w której chiński osiąga dojrzałość operacyjną.
Luka pojęciowa. Trzeba tu rozdzielić trzy rzeczy, które w obiegu zlewają się w jedno. Administracja zrezygnowała z formalnego przeglądu polityki jądrowej, uznając w marcu 2026 roku dokument z 2018 roku za wystarczający. Osobno, w zapowiedzi sierpniowego sympozjum w Omaha, wskazano na przygotowywany przegląd strategii jądrowej. Osobno trwa niejawny przegląd wytycznych użycia, potwierdzony na tym samym sympozjum 5–6 sierpnia 2026 roku i skupiony, według doniesień, na opcjach o mniejszej mocy na wypadek wojny regionalnej z Chinami lub Rosją. Żadna z tych ścieżek nie odpowiada na wzrost chińskiego komponentu strategicznego. Flota okrętów z pociskami balistycznymi dotyczy odwetu najwyższego szczebla, a nie sytuacji, w której ktoś sięga po ładunek małej mocy w wojnie o Tajwan.
Zobacz też 
Luka instytucjonalna. Między Waszyngtonem a Pekinem nie ma porozumienia o powiadamianiu o startach pocisków balistycznych. Stany Zjednoczone i ZSRR podpisały takie porozumienie 31 maja 1988 roku, Rosja i Chiny 13 października 2009 roku. Chiny są też jedynym państwem P5 pozostającym poza Haskim Kodeksem Postępowania, w którym uczestniczy 145 państw. Genewski apel z 11 sierpnia jest pierwszą reakcją zbiorową po lipcowym teście, wzywa jednak tylko do dobowego wyprzedzenia oraz podania klasy pocisku, rejonu i kierunku startu. Tego samego dnia Stany Zjednoczone wygłosiły osobne oświadczenie narodowe, wskazujące Chiny z nazwy, mówiące o dwóch godzinach wyprzedzenia i o „mylącym i prowokacyjnym” podejściu, a także o tym, że we wrześniu 2024 roku Pekin powiadomił lepiej niż w lipcu 2026. Praktyka więc nie stoi w miejscu, tylko się pogarsza. Pekin odrzucił oba wystąpienia jako manipulację polityczną i „dyplomację mikrofonową”, przypominając, że Kodeksu nie podpisał i nie jest nim związany. Po wygaśnięciu układu New START 5 lutego 2026 roku nie ma szerszej konstrukcji, w której ten spór dałoby się rozstrzygnąć.
Autor. United States Government Accountability Office
Wniosek
Rozbudowa chińskiego komponentu morskiego nie jest skokiem, tylko przyrostem: kolejne kadłuby, cichsze warianty, dłuższe pociski, nowe nabrzeża, dłuższe patrole. Wskazuje na to nawet tempo produkcji głowic, wolniejsze niż wcześniej, choć prognoza przekroczenia tysiąca głowic do 2030 roku pozostaje w mocy. Taki proces łatwo przeoczyć między testami. Odpowiedź amerykańska reaguje zdarzeniami, oświadczeniami i niejawnymi przeglądami. Pierwsze realne rozmowy o stabilności strategicznej w układzie trójstronnym będą się więc toczyć bez utartych procedur i bez dorobku New START. Polska podpisała się pod genewskim apelem, co jest krokiem właściwym i zarazem miarą tego, jak niewiele narzędzi pozostało. W tym kontekście zapadną decyzje o kształcie amerykańskich gwarancji rozszerzonych, także dla Europy.
Autor: Oliwier Gorgoń




Wybrane okazje dla Ciebie