Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Od Belfastu przez Szwajcarię do Paktu Migracyjnego. Europa przeciw migrantom?

Belfast i Southampton w ogniu, Pakt Migracyjny dla Unii Europejskiej i antymigracyjne referendum w Szwajcarii. Co dzieje się w Europie?

Autor. BlinxTheKitty/commons.wikimedia.org/Public Domain
Reklama

W weekend odbyło się korespondencyjne referendum w Szwajcarii o ograniczeniu liczby ludności. Szwajcarzy mieli odrzucić w głosowaniu propozycję ograniczenia liczby ludności kraju do 10 mln do 2050 r. Wynik na „tak” uruchamiałby przy populacji 9,5 mln sankcje wobec napływu migracji (obecnie to 9,1 mln ludzi). Takie rozwiązanie postulowała prawicowa Szwajcarska Partia Ludowa (SVP). Uważa ona, że Szwajcaria jest przeludniona (populacja podwoiła się od 1950 r.) i boryka się z brakiem mieszkań, korkami na drogach, wzrostem przestępczości, oraz przeciążeniem ochrony zdrowia i szkolnictwa.

Postulat ograniczenia liczby ludności był legislacyjnym fortelem, by Szwajcarzy zagłosowali pośrednio przeciwko migracji jako takiej. Zresztą referendum to nazwano szwajcarskim „Brexitem”, choć Szwajcaria nie jest w Unii Europejskiej, a sam Brexit dla Londynu nie skończył się rozwiązaniem problemu nielegalnej migracji. Prawdopodobnie SVP poniosła porażkę, ale nie znaczącą. Z wyników exit poll wynika, że ograniczenie migracji odrzuciło w Szwajcarii zaledwie 53 proc. głosujących (a frekwencja wyniosła ok. połowy uprawnionych do głosowania).

Piszę o ograniczonej porażce, ponieważ SVP przekonało do siebie w referendum większą liczbę Szwajcarów niż w wyborach. To partia, która wykonała skok popularności od 14 proc. poparcia (w 1995 r.) do 27 proc.. W referendum za ich postulatem zagłosowało ponad 40 proc. głosujących.

Szwajcaria przeciw, ale umiarkowanie

Referendum odbywało się także w czasie traumy narodowej jaką był atak nożownika na stacji kolejowej w Winterthur. Pod koniec maja, obywatel Szwajcarii z tureckimi korzeniami, krzycząc „Allahu Akbar” ranił nożem trzech mężczyzn. Jak podał „Le Monde” władze znały już agresora, bo ten był zwolennikiem tzw. Państwa Islamskiego. W 2024 roku (oraz cztery lata wcześniej) w Szwajcarii doszło do dwóch podobnych ataków nożownika i nożowniczki w imię terrorystycznej organizacji ISIS. Jeszcze w 2015 roku szwajcarskie służby specjalne udaremniły duży atak terrorystyczny ISIS z użyciem bomb, w tym kraju. 

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ referendum to było plebiscytem nie o tym, czy Szwajcaria może mieć więcej niż 10 mln mieszkańców, ale o debacie na temat „szwajcarskiego islamu”. Z badań ośrodka Pew Research Center wynika, że populacja „szwajcarskich muzułmanów” może do 2050 roku zwiększyć się do 1,1 mln, osiągając ponad 10 proc. populacji w skali kraju (to scenariusz średniej migracji). Od stycznia 2025 roku w Szwajcarii zaczął obowiązywać przepis nazywany „burka ban”, czyli zakaz zakrywania twarzy.

Pakt Migracyjny czy Return Hubs

W roku 2017 w Szwajcarii przeprowadzono referendum o obywatelstwie dla trzeciej generacji migrantów (dla wnuków). 60 proc. głosujących poparło ten pomysł. Zauważmy, że Szwajcaria pomimo popierania takich przepisów wciąż pozostaje politycznie relatywnie hermetycznym państwem, gdzie poparcie dla takich inicjatyw nie jest miażdżące, a same przepisy są ograniczone. Referendum zbiega się z wieloma podobny wydarzeniami w Europie. Przez Wielką Brytanię przetoczyła się przecież fala protestów po zabójstwach z udziałem migrantów.

W Unii Europejskiej od 12 czerwca obowiązuje z kolei tzw. Pakt Migracyjny. Wprowadza on obowiązkowy mechanizm solidarności, w którym państwa UE albo fizycznie przyjmują osoby ubiegające się o azyl w Unii Europejskiej, albo wspomagają inne państwa finansowo płacąc karę 20 tys. euro od nieprzyjętego migranta.

Pakt Migracyjny ma być sposobem na rozładowanie napływu nielegalnej migracji do państw najbardziej tym zagrożonych, czyli południa UE (geograficznie bliskich Afryce Północnej i Bliskiemu Wschodowi). Ponadto, tworzy on nowe procedury weryfikacji migrantów (baza Eurodac). I zapewne gdyby nie wydarzenia w Europie, o których piszę, nie budziłby takich społecznych kontrowersji. Także nad Wisłą.

Problem z Paktem Migracyjnym nie bazuje na tych dziesięciu regulacjach europejskich, które scala, ale na desperackiej wręcz polityce państw Unii Europejskiej, by rozładować skalę nielegalnej migracji kosztem innych państw. Paradoksalnie, polityka ta jest krytykowana zarówno przez anty-migrancką prawicę, jak i lewicę popierającą migrację. W Polsce, np. nie mówi się o umowie Włochy-Albania, w której to Rzym postanowił stworzyć własne ośrodki deportacyjne, ale poza swoimi granicami. Wynika to z nieskuteczności polityki deportacyjnej prowadzonej przez państwa borykające się z tym problemem. W teorii, rocznie w UE jest ponad 400 tys. decyzji deportacyjnych, w praktyce ok. 130 tys. cudzoziemców wraca do swoich państw. Bez względu na to jak określimy Pakt Migracyjny, nie jest on sukcesem UE, a jej porażką, ponieważ jest wynikiem braku efektywności w deportacji.

Sposobem na ominięcie nieskuteczności w deportacji ma być przetrzymywanie migrantów poza Unią Europejską. Takie ośrodki określa się mianem „Return Hubs”. Jest to droższe, ale koszty społeczne są przenoszone na terytorium innych państw. Tyle, że eksperyment ten ma kolejne prawno-logiczne luki. Okazało się, że włoscy sędziowie zabronili trzymania migrantów oczekujących na azyl w Albanii, więc włoski rząd finansuje „return hub”, który może ostatecznie stać pusty. Rzym poszedł na kolizję z włoskim wymiarem sprawiedliwości, co skończyło się skierowaniem przez włoski sąd sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE.  

Co ciekawe, krytykująca Donalda Trumpa europejska elita kopiuje jego rozwiązania. Pomysł „return hubs” ma coraz większe poparcie, a przecież z outsourcingu więzień dla amerykańskiej administracji żyje choćby Salwador. Podobny pomysł na outsourcing deportacji mają politycy bloku MAGA (Make America Great Again).

WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!
YouTube cover video
Reklama