Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • WYWIADY
  • POLECANE

Koniec ery Orbána. Jaki kurs obejmie Magyar? [WYWIAD]

To już nie zwykła przegrana. To jest nokaut dla Fideszu Viktora Orbána, który po 16 latach poniósł klęskę w wyborach parlamentarnych. O potencjalnych zmianach w polityce Węgier, zapowiedziach przyszłego premiera Pétera Magyara rozmawiamy z Hanną Szymerską, publicystką zajmującą się Europą Środkową i Wschodnią, zwłaszcza Węgrami.

Orban
Autor. European People's Party/Flickr/CC BY 2.0

Wojciech Kozioł, Defence24.pl: Na moment, kiedy rozmawiamy, Tisza prowadzi z wynikiem około 52%. Tym samym zapewniła sobie bardzo dużą przewagę nad Fideszem, który obecnie ma 39% głosów. Czy można te wyniki nazwać wyborczym nokautem?

Hanna Szymerska: To nie jest kwestia tego, że można. Trzeba nazwać to nokautem. Frekwencja w tych wyborach była absolutnie rekordowa, wynosząca 79,55%. Do urn udało się niecałe sześć milionów Węgrów, z czego jedynie około dwa miliony zagłosowały na Fidesz. Tyle samo oddało głos na to ugrupowanie przy okazji wyborów europarlamentarnych przy zdecydowanie niższej frekwencji. Porównując do 2022 roku, Fidesz stracił około ¼ wyborców. W chwili, w której rozmawiamy, Tisza zdobyła 138 mandatów w parlamencie liczącym 199 parlamentarzystów, Fidesz jedynie 55. Pozostałe 6 mandatów udało się utrzymać narodowej partii Mi Hazank. Większość konstytucyjna na Węgrzech to 133 mandaty. Ogólnie rzecz biorąc, tak, był to nokaut, wręcz nokaut, którego mało kto się spodziewał.

Sondażownie węgierskie wskazywały różne scenariusze, a co dla analityków najgorsze, na Węgrzech nie ma niezależnych sondażowni, są tylko prorządowe i proopozycyjne. Dla przykładu, jak bardzo trudne było tu przewidywanie – Ośrodek Studiów Wschodnich zakładał, że na zwycięstwo bez większości konstytucyjnej Tiszy szanse są wysokie, na zwycięstwo bez większości konstytucyjnej Fideszu średnio–wysokie. To, co widzieliśmy, było zdecydowanie historycznymi wyborami. Viktor Orbán rządził pięć kadencji, z czego cztery z rzędu, od 2010 roku. Tisza to młoda partia, której liderem jest wywodzący się ze środowiska Fideszu Péter Magyar. Jest też byłym mężem byłej minister sprawiedliwości Judit Vargi, która rozstała się z życiem publicznym po wyjściu na jaw skandalu związanego z ułaskawieniem winnego pedofilii. Mówimy tu o 2024 roku, więc gołym okiem widzimy, jak mało czasu Tisza miała na przygotowanie skutecznej kampanii. Jednocześnie nie była odosobniona w swoim działaniu, Fidesz zresztą też nie – wybory węgierskie przyciągnęły uwagę wielu zagranicznych polityków i mediów. Gdy Orbán spotykał się z przedstawicielami prawicy zza oceanu, Magyar widział się z Donaldem Tuskiem.

Przy okazji, w przypadku tych wyborów Tisza, pomimo centrowych haseł i adresowania swojego programu do „zawiedzionych (między innymi skalą korupcji) wyborców Fideszu”, pozowała na partię antysystemową, a jej lider na outsidera. Niewątpliwie partii pomogło również znużenie szesnastoma latami rządów Orbána oraz samymi w sobie negatywnymi emocjami związanymi z partią rządzącą. Wreszcie, nie należy zapominać, iż Węgry pozostawały w pewnym zastoju gospodarczym.

Reklama

Omawiane przez nas wyniki dają w tej chwili opozycji większość konstytucyjną. Tisza miała w swoim programie hasła, które wymagały aż takiej liczby mandatów w parlamencie?

Tisza, jak wspominałam, przynajmniej retorycznie, jest partią centrową. Nie zamierza burzyć muru na granicy z Serbią, nie zamierza zabierać świadczeń socjalnych wprowadzonych przez Fidesz i sprzeciwia się przyśpieszonej akcesji Ukrainy do UE. W zasadzie jej program jest oparty na programie Fideszu z 2010 roku, a Tisza się nawet z tym nie kryje. Co do zmian, do których wymagana jest większość konstytucyjna – głównie tu chodzi o instytucje.

Tisza obiecała rozliczyć wszystkich odpowiedzialnych za przestępstwa i „odpartyjnić” organy państwowe. Kadencja Trybunału Konstytucyjnego na Węgrzech? 12 lat. Kadencja prezesa Kurii, czyli Sądu Najwyższego? Dziewięć. Prezes jest wybierany i odwoływany przez parlament. Kadencja Rady Mediów, najbardziej krytykowanej przez opozycję i liberalne media? Również 9 lat. Wreszcie, jak sama nazwa wskazuje, jest to większość konstytucyjna, co oznacza, że możliwe są zmiany węgierskiej ustawy zasadniczej (nazwa Alaptörvény, czyli „prawo podstawowe” nie jest przypadkowa – wcześniejsza konstytucja, czyli alkotmány, obowiązywała od 1949 roku, czasów stalinizmu i mimo wielokrotnych nowelizacji nie została zastąpiona nowym dokumentem. Zmiana nazwy miała wskazywać na zerwanie z przeszłością). Obecnie obowiązująca weszła w życie w 2011 roku, czyli za rządów Fideszu. Z punktu widzenia filozofii prawa jest ona bardzo prawnonaturalna i, jak na warunki europejskie, konserwatywna.

Reklama

O polityce zagranicznej w przypadku zmiany władzy rozmawialiśmy równy miesiąc temu. Czy teraz, kiedy już opadnie ten powyborczy kurz, możemy się spodziewać jakichś zmian w stosunku do polityki wobec Ukrainy i Rosji?

Tisza nie jest partią rewolucyjną. Sprzeciwia się przyśpieszonej akcesji Ukrainy do UE, od rosyjskich surowców zamierza odejść do 2035 roku i „nie zamierza wysyłać węgierskich żołnierzy na Ukrainę” – co próbowano opozycji zarzucać. Najbardziej symbolicznym momentem dla opisania podejścia partii do wojny za wschodnią granicą była sytuacja pogróżek prezydenta Ukrainy skierowanych do Viktora Orbána. Kiedy Zełenski zagroził ujawnieniem adresu premiera swoim żołnierzom, Péter Magyar wykazał się propaństwową postawą, stwierdzając, iż nikt nie ma prawa szantażować Węgrów. Nawoływał UE do zerwania relacji z krajem do czasu wyjaśnienia sprawy, a następnie dodał, że za rządów Fideszu Węgry są szantażowane przez Rosjan.

Przez cały czas kampanii Magyar był stawiany przez Fidesz w pozycji polityka proukraińskiego. Na co drugim słupie wisiały plakaty, że Węgrzy nie będą płacić Unii i Ukrainie, że nie należy „zezwolić na to, by Zełenski śmiał się jako ostatni”. Jak odpowiadała Tisza? „Ruszkik haza”, czyli Rosjanie precz, hasło z czasów obalenia komunizmu na Węgrzech. Wytykała Fideszowi nie tylko prorosyjskość, lecz również uległość wobec Chin w kontekście chińskich fabryk zatruwających środowisko na Węgrzech. Czy będzie wielka wolta, wręcz rewolucyjna? Nie chcę wróżyć z fusów, natomiast retorycznie nic na to nie wskazuje. Miejmy też na uwadze kwestie energii rosyjskiej – jest ona dla Węgier strategiczna. Oczywiście, pojawiały się propozycje ze strony innych państw europejskich, natomiast należy podkreślić, iż za niegdysiejszym sukcesem Fideszu stały niskie ceny energii. I Tisza obiecała ich nie podnosić. Najprościej chyba stwierdzić, że „zobaczymy”.

Reklama

Dla nas klęska Viktora Orbána też niejako otwiera nowe możliwości rozmowy z Budapesztem. Możemy chociażby wrócić do rozmów o dywersyfikacji energetycznej Węgier. Pytanie też, jak będą wyglądały sprawy na forum unijnym, bo tu chyba jednak zajdzie zmiana?

Tak, Péter Magyar obiecał odbyć swoją pierwszą podróż do Warszawy. Wcześniej spotkał się już z Donaldem Tuskiem. Zapowiada też pewną „odnowę” w V4, zwłaszcza pod kątem relacji z Polską. Natomiast mówiąc o Grupie Wyszehradzkiej, pamiętajmy, że w Czechach rządzi Babiš, a na Słowacji Fico. Szczególnie ten drugi może okazać się „trudnym” współpracownikiem, mając na uwadze fakt poruszania przez Magyara tematu Dekretów Benesza i sporej mniejszości węgierskiej w kraju (Słowacji - przyp. red.).

Forum unijne jest o tyle ciekawe, że Orbán urósł do pewnej roli „enfant terrible” i jego władza na pewno nie pomagała Węgrom w dobrych relacjach z Brukselą. Magyar ma doświadczenie także pod kątem UE, bywał na brukselskich salonach, ale zapowiada, że i tak będzie prowadził suwerenną politykę. Na pewno duża część liberalnych polityków z innych państw unijnych pokładała w nim wielkie nadzieje, więc pewnie łatwiej mu będzie chociażby zdobywać unijne fundusze.

Na zakończenie. Czy te wybory oficjalnie odesłały Viktora Orbána na emeryturę?

Na dobrą sprawę – znowu – trudno przewidzieć. W oczy rzuca się fakt, że Orbán oddał władzę w zasadzie bezemocjonalnie. Nie było haseł o sfałszowanych wyborach, o konieczności ich powtórzenia ani o puczach. Może i mało wymagam, ale fakt ten dementuje całkowicie pogłoski o „reżimie” na Węgrzech. A co do emerytury — wcześniej już Orbán miał pewną przerwę w rządzeniu, między 2002 a 2010 rokiem, po kadencji z lat 1998–2002.

Co prawda jest już po sześćdziesiątce, ale dalej nie jest politykiem bardzo starym, chociaż po łącznie dwudziestu latach rządów mógł zwyczajnie się „znudzić” nawet najbardziej przychylnym wyborcom. Fidesz też nie chce rezygnować z polityki jako partia, ale w obliczu porażki – i to tak miażdżącej – będzie musiał jakieś wnioski wyciągnąć. Ciekawym zagadnieniem jest natomiast przyszłość Orbána, jeśli ten znowu będzie chciał kandydować – czy stanie się straszakiem, jak niegdyś Gyurcsány? Czy będzie, w wypadku niedotrzymanych obietnic Tiszy, przypominał dobre cechy swoich rządów? Zobaczymy. I chyba słowo „zobaczymy” jest najlepszą odpowiedzią.

Reklama
WIDEO: Offset czy „offset”? Miliony na Jelcza, miliardy na Apache | Defence24 Week #153
Reklama