Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • WYWIADY
  • POLECANE

„Iran po wojnie nie będzie już tym samym krajem” [WYWIAD]

„Dzisiejsze przywództwo nie jest tak silne jak wcześniej. Modżtaba Chamenei to nie Ali Chamenei. Również Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej nie jest już tak silny jak przed wojną. Jeśli rząd nie wyśle sygnału reform lub złagodzenia presji, może stanąć w obliczu poważnych niepokojów” - mówi dr Arman Mahmoudian z Global and National Security Institute (University of South Florida) w rozmowie z dr. hab. Robertem Czuldą.

Posłuchaj artykułu
Iran USA Izrael wojna na Bliskim Wschodzie
Wojna na Bliskim Wschodzie: operacja Epic Fury.
Autor. CyberDefence24/Canva
Reklama

dr hab. Robert Czulda: Moje pierwsze pytanie dotyczy ogólnego wrażenia na temat obecnej sytuacji w Iranie, szczególnie wojny i szerszego kryzysu w Zatoce Perskiej. Jak patrzysz na te kwestie?

dr Arman Mahmoudian, Global and National Security Institute, University of South Florida: Są rzeczy, których się spodziewałem, i takie, których się nie spodziewałem. Spodziewałem się, że wojna wybuchnie. Nie spodziewałem się jednak, że nastąpi to przed całkowitym fiaskiem negocjacji. Strony miały spotkać się ponownie w następny piątek, ale wojna rozpoczęła się, zanim to spotkanie doszło do skutku.

Nie spodziewałem się również, że celem ataku będzie Chamenei. Wiedziałem, że Izrael rozważał tę opcję. Omawiałem to podczas czerwcowej wojny, ale nie sądziłem, że rzeczywiście zdecydują się ją zrealizować.

Nie zaskakuje mnie natomiast kampania odwetowa. Wiele osób twierdzi, że irańskie ataki na sąsiednie kraje świadczą o panice lub sparaliżowanym systemie dowodzenia i kontroli. Nie mam wątpliwości, że irański system dowodzenia i kontroli został uszkodzony i że wielu wysokich rangą przedstawicieli zostało wyeliminowanych. Jednak moim zdaniem nie oznacza to koniecznie całkowitego paraliżu.

Jeśli spojrzeć na irańską retorykę sprzed wojny, robią oni dokładnie to, co zapowiadali. Ajatollah Chamenei powiedział bardzo wyraźnie w jednym ze swoich ostatnich przemówień, że następna wojna nie będzie ograniczona do bezpośredniej wymiany ognia. Przerodzi się w wojnę regionalną. Podobnie dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej stwierdził, że „podpalą region”.

Po czerwcowej wojnie Iran zreformował część swojej struktury dowodzenia i kontroli. Uświadomili sobie, że są bardzo podatni na penetrację wywiadowczą i precyzyjne ataki wymierzone w kluczowe osoby. W rezultacie przywrócili instytucję, która istniała podczas wojny iracko-irańskiej w latach osiemdziesiątych, a więc Najwyższą Radę Obrony.

Reklama

Różni się ona od Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Celem Najwyższej Rady Obrony jest decentralizacja systemu dowodzenia i kontroli. Dowódcy regionalni oraz gubernatorzy prowincji otrzymali większą autonomię. Poinformowano ich o granicach operacyjnych, o tym, co mogą, a czego nie mogą robić, ale jednocześnie powiedziano im, że w czasie wojny będą mieli autonomię w ramach tych granic.

Dlatego to, co widzimy teraz, to próba „podpalenia regionu” przez Iran oraz ataki na sąsiadów. Nie jest to nic nieoczekiwanego. To świadoma strategia, którą Iran już wcześniej zapowiadał.

Iran wie, że jego wojna ze Stanami Zjednoczonymi ma charakter asymetryczny. Ich możliwości nie są równe. Dlatego Iran próbuje wywierać presję poprzez środki ekonomiczne, szczególnie w obszarze energii i inwestycji.

Cieśnina Ormuz ma kluczowe znaczenie nie tylko dla ropy naftowej, ale także dla wielu innych produktów naftowych i chemicznych. Jest to obszar o ogromnym znaczeniu strategicznym. Widzimy więc wojnę, w której Stany Zjednoczone i Izrael próbują zwyciężyć poprzez presję militarną, podczas gdy Iran odpowiada poprzez zakłócenia gospodarcze  - zakłócając przepływy ropy i inwestycji.

Kraje takie jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Kuwejt i Bahrajn były kiedyś jednymi z najbardziej stabilnych miejsc na świecie. Gościły wielu amerykańskich i europejskich inwestorów. Teraz znajdują się pod ostrzałem rakietowym. Jeśli mieszkasz dziś w Dubaju czy Kuwejcie, możesz doświadczać większej liczby ataków rakietowych niż sam Izrael.

To tworzy długoterminowe konsekwencje dla inwestorów i dla całego regionu. W skrócie tak właśnie postrzegam ogólny kierunek tej wojny.

Reklama

Co ta strategia mówi nam o obecnej filozofii Islamskiej Republiki oraz o stanie jej struktur politycznych i bezpieczeństwa?

Irańska rewolucja islamska wyłoniła się z chaosu, podobnie jak wiele innych reżimów rewolucyjnych. Od samego początku rządy rewolucyjne często przyjmują konflikt zbrojny jako część swojej tożsamości. Można to zobaczyć w przypadku rewolucji francuskiej, kubańskiej czy rosyjskiej.

Iran doświadczył tego podczas wojny iracko-irańskiej. Obecna wojna wzmacnia antyamerykańską ideologię reżimu. W irańskiej narracji Stany Zjednoczone zaatakowały Iran w trakcie negocjacji. Tak właśnie to interpretują: negocjacje zostały zdradzone.

W tym kontekście, jaki wpływ na obecną sytuację miałaby sukcesja Modżtaby Chameneiego?

Uważam, że jego dojście do władzy może mieć większy wpływ na ideologię rewolucji islamskiej niż sama wojna. Rewolucja z 1979 roku miała zakończyć to, co ajatollah Chomejni określał jako „2500 lat monarszej tyranii”. W monarchii władza jest dziedziczona z ojca na syna. Rewolucja miała zakończyć ten system i przekazać władzę uciśnionym.

Dziś jednak ponownie jesteśmy świadkami dziedziczenia władzy. Kiedy ogłoszono Modżtabę Chameneiego najwyższym przywódcą, powiedziałem w BBC World, że ta decyzja podważa sam sens rewolucji. Iran wydaje się teraz rozwijać potężne polityczne „domy”: dom Chameneich, dom Laridżanich i tak dalej. Jeśli reżim przetrwa tę wojnę, ta ideologiczna sprzeczność, a więc dziedziczna sukcesja, może stać się jego największym wewnętrznym kryzysem.

Reklama

Pojawia się także kwestia ciągłości władzy i skutecznego rządzenia. Jeśli przywództwo będzie nadal celem ataków, rządzenie państwem stanie się trudne. Czy uważasz, że może to stać się poważnym problemem?

Tak. Jeśli izraelskie lub amerykańskie uderzenia będą nadal eliminować najwyższych przywódców, wywoła to w reżimie silne poczucie niepewności. Jeśli decydenci uznają, że nie mogą polegać na stabilności najwyższego przywództwa, zaczną przejmować większą autonomię i odpowiedzialność. Co ważniejsze, zaczną przede wszystkim dbać o własne przetrwanie. Z czasem może to zdestabilizować cały system.

Oficjalnie Islamska Republika twierdzi, że posiada linię sukcesji władzy. Istnieją jednak niepewności. Na przykład nie znamy obecnego stanu fizycznego Modżtaby Chameneiego. Minęło już ponad 48 godzin od ogłoszenia go najwyższym przywódcą, a mimo to nie opublikował on publicznego nagrania wideo ani żadnego przesłania. W irańskiej tradycji politycznej jest to bardzo nietypowe.

Niektóre irańskie źródła sugerują nawet, że mógł zostać ranny podczas wojny. Jeśli to prawda, rodzi się pytanie, kto faktycznie rządzi krajem. Moim zdaniem tę próżnię władzy wypełniłby Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Jeśli cywilne lub duchowne przywództwo będzie nadal eliminowane, powstałą próżnię najprawdopodobniej wypełni Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, co może popchnąć Iran w kierunku bardziej jawnego, wojskowo-autorytarnego systemu rządów.

Reklama

Jeśli Modżtaba Chamenei przetrwa i utrzyma się u władzy, co może to oznaczać dla Iranu wewnętrznie i na arenie międzynarodowej?

To zależy od tego, w jaki sposób zdecyduje się zakończyć wojnę. Samo przetrwanie nie wystarczy. Kluczowe pytanie brzmi: co będzie dalej.

Czy powróci do konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi, czy będzie dążył do odprężenia?

Iran jest poważnie zniszczony. Utracił znaczną część swoich konwencjonalnych zdolności wojskowych, a część sektora przemysłowego została uszkodzona. Kraj już wcześniej był objęty sankcjami i mierzył się z protestami ekonomicznymi. Frustracja i niezadowolenie społeczne są już bardzo wysokie.

Dzisiejsze przywództwo nie jest tak silne jak wcześniej. Modżtaba Chamenei to nie Ali Chamenei. Również Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej nie jest już tak silny jak przed wojną. Jeśli rząd nie wyśle sygnału reform lub złagodzenia presji, może stanąć w obliczu poważnych niepokojów. Sytuacja jest jednak skomplikowana, ponieważ Modżtaba Chamenei ma również osobiste motywacje. Według doniesień członkowie jego rodziny zginęli w atakach. Stwarza to możliwość, że będzie kierował się ideologią i pragnieniem zemsty. Jeśli tak się stanie, zarówno represje wewnętrzne, jak i konfrontacja międzynarodowa mogą się nasilić.

Reklama

Czy uważasz, że w obecnej strukturze władzy istnieje szansa, iż w najbliższej przyszłości rządzić będą umiarkowani politycy?

Jest jeszcze za wcześnie, aby to powiedzieć. Wojna doprowadziła Islamską Republikę do punktu, z którego nie ma już powrotu. Nawet jeśli przetrwa, nie będzie to już ten sam system co wcześniej. Całe pokolenie przywódców zostało zabite. Nowi liderzy będą potrzebować czasu i zasobów, aby skonsolidować władzę. Na przykład sam Ali Chamenei potrzebował około dziesięciu lat, aby w pełni umocnić swoją pozycję.

Sytuacja Modżtaby jest jeszcze trudniejsza. Ten brak konsolidacji może stworzyć możliwości dla innych aktorów, zarówno umiarkowanych, jak i ekstremistów. Jednak grupą, która najprawdopodobniej najbardziej na tym skorzysta, jest Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, ponieważ dysponuje zarówno bronią, jak i zasobami finansowymi.

Jeśli Korpus Strażników Rewolucji zyska więcej władzy, czy uważasz, że będzie działał pragmatycznie, czy raczej przyjmie pozycję „jastrzębi”?

Będziemy musieli poczekać i zobaczyć, kto wyłoni się jako przywództwo. Według doniesień wielu dowódców Sepah zginęło, więc wewnętrzna hierarchia nie jest całkowicie jasna.

Historycznie Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wykazywał obie tendencje. Z jednej strony kierują się motywacjami ideologicznymi. Na przykład według ocen amerykańskiego wywiadu Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej odegrał rolę w naciskach na militaryzację irańskiego programu nuklearnego, aż do momentu jego wstrzymania w 2003 roku.

Reklama

Jednocześnie jednak Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej w wielu sytuacjach wykazywał pragmatyzm, szczególnie w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Na przykład w przypadku irańskiej odpowiedzi na zabicie Ghasema Sulejmaniego niektóre doniesienia sugerowały, że przywództwo Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej faktycznie namawiało ajatollaha Chameneiego do znacznie bardziej powściągliwej odpowiedzi odwetowej. Nie byli gotowi na wojnę na pełną skalę i nie chcieli dalej eskalować sytuacji.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej może więc mieć ideologiczne motywacje do przyjmowania radykalnej retoryki, to jest do wzywania do dalszej walki, a nawet do dżihadu przeciwko Stanom Zjednoczonym, ale posiada także motywacje pragmatyczne.

Dziś wchodzą w etap, który można określić jako szczyt ich władzy w Iranie. Mają większe wpływy niż kiedykolwiek wcześniej. A kiedy aktorzy polityczni dysponują dużą władzą, mają też znacznie więcej do stracenia. Kiedy ludzie mają dużo do stracenia, zwykle dokonują bardziej ostrożnych kalkulacji kosztów i korzyści. Dlatego możliwe jest, że po osiągnięciu tego, czego od dawna chcieli, to jest dominującego wpływu w kraju, mogą zachowywać się bardziej pragmatycznie. Ten pragmatyzm będzie jednak przede wszystkim wynikał z ich własnych interesów.

Jak oceniasz podejście Rosji do tej wojny? Niektórzy analitycy twierdzą, że Rosja korzysta na konflikcie, inni zaś uważają, że ostatecznie jest to zła wiadomość dla Moskwy.

To w dużej mierze zależy od końcowego scenariusza. Jeśli Islamska Republika przetrwa tę wojnę, Rosja może skorzystać na tej sytuacji. Obecnie zachodzi kilka procesów, które sprzyjają Rosji. Po pierwsze, niestabilność na globalnych rynkach energii przynosi Rosji korzyści zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Uzyskuje znaczące dochody z eksportu ropy, a wyższe ceny energii wzmacniają jej pozycję.

Politycznie sytuacja także daje Moskwie pewną dźwignię. Niedawno rosyjscy urzędnicy stwierdzili, że są w stanie odpowiedzieć na obecne potrzeby energetyczne Europy. Innymi słowy, próbują przywrócić swoją energetyczną dźwignię wpływu wobec Europy.

Reklama

Po drugie, wojna może nadwyrężyć zachodnie zasoby obronne. Część amunicji używanej przez Stany Zjednoczone, Izrael i państwa arabskie do obrony powietrznej jest podobna, a w niektórych przypadkach identyczna, do tej używanej przez Ukrainę lub państwa członkowskie NATO. Rosja może więc liczyć na to, że zachodnia produkcja obronna zostanie przeciążona, co w końcu może doprowadzić do niedoborów dla Ukrainy i sojuszników Stanów Zjednoczonych.

Jeśli Islamska Republika przetrwa wojnę, Iran stanie się również jeszcze bardziej zależny od Rosji. Będzie potrzebował pomocy w odbudowie swoich zdolności wojskowych oraz wsparcia dyplomatycznego, szczególnie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Zwiększyłoby to wpływy Rosji w Iranie. Jeśli jednak wojna doprowadzi do upadku Islamskiej Republiki i powstania nowego reżimu, sytuacja Moskwy wyglądałaby zupełnie inaczej.

Co Irańczycy myślą o Rosji?

Rosyjscy decydenci rozumieją, że wielu Irańczyków, szczególnie w diasporze, ma bardzo negatywne poglądy na temat Rosji. Historycznie Rosja jest w Iranie pamiętana jako wroga potęga. W XIX wieku Iran stracił około miliona kilometrów kwadratowych terytorium na rzecz Rosji, a w mniejszym stopniu także Wielkiej Brytanii. Wydarzenia te pozostają głęboko zakorzenione w irańskiej pamięci historycznej.

Jednocześnie irańskie społeczeństwo, w przeciwieństwie do swojego rządu, jest stosunkowo prozachodnie. Premier Benjamin Netanjahu wspomniał o tym niedawno w jednym z wywiadów. Zapytał rozmówcę: „Czy wie pan, który kraj na Bliskim Wschodzie jest najbardziej proamerykański po Izraelu?”. Dziennikarz nie potrafił odpowiedzieć, a Netanjahu odparł: „Iran”. Pod wieloma względami ta obserwacja jest trafna. Każdy, kto zna irańskie społeczeństwo, rozumie, że duża część irańskiej opinii publicznej ma obecnie bardzo proamerykańskie nastawienie.

Reklama

Istnieje kilka powodów takiego stanu rzeczy. Jednym z nich jest ogólna atrakcyjność globalizacji i zachodniej kultury. Innym jest po prostu logika „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Wielu Irańczyków czuje głęboką niechęć wobec własnego rządu i czasami zakłada, że każdy, kto sprzeciwia się reżimowi, może być po właściwej stronie.

Jeśli w przyszłości powstanie w Iranie rząd prozachodni i antyrosyjski, Rosja może stanąć w obliczu poważnych konsekwencji geopolitycznych. W takiej sytuacji Rosja już zmagałaby się z rozszerzeniem wpływów Zachodu wzdłuż swoich północnych granic poprzez Finlandię, z prozachodnią Ukrainą na zachodzie oraz potencjalnie z prozachodnim Iranem na południe od Morza Kaspijskiego. Dla Moskwy oznaczałoby to, że wpływy Zachodu strategicznie zaciskają się wokół Rosji.

Dlatego pozycja Rosji zależy całkowicie od wyniku tej wojny. Jeśli Islamska Republika przetrwa, Rosja może na tym skorzystać. Jeśli jednak upadnie, długoterminowe koszty dla Rosji prawdopodobnie przewyższą potencjalne korzyści.

Jak irańscy decydenci postrzegają dziś Rosję, szczególnie biorąc pod uwagę, że pomoc Kremla podczas wojny wydaje się bardzo ograniczona?

Jak dotąd nie widzieliśmy żadnej znaczącej pomocy materialnej ze strony Rosji. Nie ma dowodów na to, że Moskwa wysłała broń lub sprzęt wojskowy. Krążą plotki o współpracy wywiadowczej, ale trudno je zweryfikować. Nawet jeśli taka wymiana informacji wywiadowczych istnieje, może nie mieć decydującego znaczenia. Głównym problemem Iranu w tej chwili nie jest wywiad, lecz technologia. Wywiad może powiedzieć, gdzie znajduje się cel, ale jeśli brakuje technologicznych zdolności, by wykorzystać tę informację, niewiele to zmienia na polu walki.

Niedawno minister spraw zagranicznych Iranu stwierdził, że rząd pozostaje w stałym kontakcie z partnerami takimi jak Chiny i Rosja oraz że partnerzy ci pomagają Iranowi na różne sposoby. Nie sprecyzował jednak, na czym dokładnie polega ta pomoc. Moim zdaniem irańscy urzędnicy chcą w ten sposób zasygnalizować zarówno irańskiej opinii publicznej, jak i społeczności międzynarodowej, że Iran nie jest odizolowany i wciąż ma potężnych partnerów. Czy jednak ta pomoc faktycznie zmieniła dotąd sytuację na polu walki, to zupełnie inna kwestia. Na tym etapie nie ma wyraźnych dowodów, że tak się stało.

Reklama

Jak wojna wpłynęła na relacje Iranu z arabskimi monarchiami Zatoki Perskiej?

Wojna spowodowała poważne i być może nieodwracalne szkody w niedawnym odprężeniu między Iranem a państwami arabskimi. Od około 2021 roku Iran podejmował znaczne wysiłki, aby poprawić relacje z państwami takimi jak Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie. W rzeczywistości te działania dyplomatyczne przyniosły pewien znaczący postęp. Jednak w czasie wojny Iran wydaje się przedkładać przetrwanie nad utrzymanie odprężenia.

W kontekście wojny ze Stanami Zjednoczonymi państwa arabskie stanowią punkty nacisku. Wywierając na nie presję, poprzez ataki rakietowe lub groźby, Iran może uważać, że pośrednio wywiera presję na Stany Zjednoczone. Na tym wydaje się polegać strategiczna kalkulacja. Nie jest jednak pewne, czy ta strategia rzeczywiście działa. Realizując ją, Iran w istocie porzucił swoją politykę odprężenia wobec monarchii Zatoki.

Nawet jeśli arabskie rządy chciałyby później odbudować relacje, opinia publiczna może to utrudnić. Na przykład jeśli jesteś obywatelem Kuwejtu, a twój kraj doświadczył większej liczby ataków rakietowych niż Izrael, możesz kwestionować decyzję swojego rządu, gdyby ten szybko wznowił przyjazne relacje z Iranem. Arabscy przywódcy z pewnością są świadomi tej dynamiki.

Moje ostatnie pytania dotyczą najbliższej przyszłości. Czego spodziewasz się w nadchodzących dniach?

W krótkim okresie uważam, że wojna będzie trwała. Stany Zjednoczone prawdopodobnie będą kontynuować operacje, dopóki nie będą pewne, że Iran nie posiada już znaczących zdolności ofensywnych.

Prawdopodobnie oznacza to ataki na pozostałe wyrzutnie rakiet, z których wiele wciąż działa, oraz unieszkodliwianie głównych baz rakietowych. Niektóre z tych baz zostały już porażone, ale nie wszystkie zostały całkowicie zniszczone. W kilku przypadkach naloty uszkodziły wejścia do podziemnych obiektów, uniemożliwiając wprowadzanie lub wyprowadzanie rakiet. Jednak sama infrastruktura rakietowa może wciąż pozostać nienaruszona. Niektóre obiekty, takie jak baza w pobliżu Kermanszahu, zostały całkowicie zniszczone.

Reklama

Na koniec, jak wyobrażasz sobie Iran za pięć lub dziesięć lat?

Istnieje kilka możliwych scenariuszy. Jeden z nich zakłada, że Iran stanie się państwem upadłym, a jego integralność terytorialna ulegnie załamaniu. W takim przypadku moglibyśmy być świadkami powstania autonomicznych regionów etnicznych, na przykład w Beludżystanie czy Kurdystanie, podczas gdy rząd centralny straciłby skuteczną kontrolę. Nie jest to koniecznie najbardziej prawdopodobny scenariusz, ale z pewnością najgorszy.

Inny scenariusz przewiduje, że Iran stanie się mocno izolowanym państwem, podobnym do Korei Północnej. W takim wypadku reżim przetrwa, ale jeszcze bardziej zamknie kraj, wprowadzając ścisłą kontrolę i utrzymując wysoce zmilitaryzowany system.

Trzecią możliwością jest, że reżim pozostanie przy władzy, ale podejmie pewne reformy wewnętrzne. W tym scenariuszu przywództwo zdaje sobie sprawę z powagi swoich problemów, zarówno międzynarodowych, jak i krajowych, i próbuje przeprowadzić formę transformacji wewnętrznej, częściowo podobną do tego, co w przeszłości zrobiły Chiny.

Reklama

Oczywiście istnieje także możliwość całkowitego upadku obecnego reżimu. Wówczas nowa władza mogłaby wyłonić się zarówno spośród obecnej elity politycznej, jak i z poza kraju.

To, który scenariusz ostatecznie się zrealizuje, w dużej mierze zależy od tego, co wydarzy się w nadchodzących dniach. Na przykład, jeśli Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczną ataki na kluczową infrastrukturę Iranu, to jest sieci energetyczne, produkcję prądu, obiekty naftowe, konsekwencje mogą być ogromne. Odbudowa takiej infrastruktury wymagałaby lat i miliardów dolarów, zasobów, których Iran obecnie nie posiada. Dlatego sposób, w jaki wojna będzie się rozwijać w najbliższej przyszłości, odegra decydującą rolę w kształtowaniu długoterminowej trajektorii Iranu.

Zobacz również

WIDEO: F-35 vs. JAK-130 | Fregata tonie | Kuwejt strąca F-15 - Defence24Week #151
Reklama