Iran obawia się eskalacji konfliktu w Górskim Karabachu i chce mediować

14 października 2020, 10:09
F8ssTHvlqrKUCfVUeTuXACKTZsSxs74C
Fot. kremlin.ru

Iran obawia się rozprzestrzenienia się u siebie konfliktu etnicznego z Górskiego Karabachu, zaproponował mediację między Armenią i Azerbejdżanem, ale w żadnym razie nie jest niezaangażowaną stroną trzecią, zwłaszcza gdy chodzi o Azerbejdżan – pisze Deutsche Welle.

Szef irańskiego MSW Abdulreza Rahmani Fazli dał jasno do zrozumienia, że gdyby walki między Armenią i Azerbejdżanem o sporny obszar Górskiego Karabachu rozprzestrzeniły się na irańską ziemię, jego kraj zareaguje. Fazli wypowiedział się po tym, gdy w zeszłym tygodniu pocisk ze strefy walk uderzył w wioskę w regionie przygranicznym w północno-zachodniej części Iranu — podaje portal Deutsche Welle (DW).

Szef irańskiego MSW dodał, że władzom Azerbejdżanu i Armenii powiedziano wówczas, aby utrzymywały ściślejszą kontrolę nad walkami. Fazli dodał, że jeśli sytuacja się nie poprawi, "w razie potrzeby" Iran "podejmie odpowiednie kroki". Jednocześnie Teheran zaproponował mediację w konflikcie. "Wzywamy obie strony do zachowania powściągliwości, natychmiastowego zakończenia konfliktu i wznowienia negocjacji" - powiedział rzecznik irańskiego MSZ.

Przede wszystkim Teheran chce zapobiec przedostaniu się konfliktu do irańskiego społeczeństwa — zwraca uwagę DW. W Iranie mieszka zarówno mniejszość ormiańska, jak i azerska. 100-tysięczna mniejszość ormiańska jest znacznie mniej liczna od tzw. azerskich Turków, obywateli Iranu o azerbejdżańskich korzeniach, których populacja w 82-milionowym Iranie wynosi ok. 15 mln. Oznacza to, że jest ich więcej niż mieszkańców Azerbejdżanu, których jest ok. 10,3 mln.

DW wskazuje, że Azerowie to jedna z najbardziej wpływowych grup etnicznych w Iranie. Kontrolują dużą część słynnego bazaru w Teheranie, najważniejszego targowiska w kraju. Nawet najwyższy duchowo-polityczny przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei, jest pochodzenia azerskiego ze strony ojca. Czterech jego zastępców opublikowało kilka dni temu oświadczenie, w którym stwierdza, że "nie ma wątpliwości", że objęty wojną region Górskiego Karabachu należy do Azerbejdżanu. Prezydent Iranu Hasan Rowhani powiedział premierowi Armenii Nikolowi Paszynianowi, że Armenia musi spróbować zakończyć konflikt — pisze DW.

Takie wypowiedzi odzwierciedlają wewnętrzną równowagę sił w Iranie — zauważa portal. W przeciwieństwie do Ormian, którzy nie działają demonstracyjnie, wielu Azerów otwarcie popiera swoich "muzułmańskich braci" w Azerbejdżanie. W zeszłym tygodniu zorganizowali oni kilka dużych wieców w miastach w zachodnim Iranie. "Śmierć Armenii" to jedno z haseł wykrzykiwanych na protestach, które – jak podają irańskie media – zostały rozpędzone przez siły bezpieczeństwa.

Iran i Azerbejdżan mają długie historyczne powiązania. Część dzisiejszego Azerbejdżanu należała do XIX w. do imperium perskiego. W 1828 r. Persowie przekazali region wokół Baku Rosji. W 1991 r. Azerbejdżan uzyskał niepodległość w wyniku rozpadu ZSRR.

Od tego czasu Teheran bacznie obserwuje wpływ Baku na mniejszość azerską w Iranie. Często wyrażał zaniepokojenie, że Azerbejdżan chce przy wsparciu USA rozbić Iran i zaanektować irańskie prowincje Azerbejdżan Wschodni i Azerbejdżan Zachodni. Władze w Teheranie obawiają się także ścisłej współpracy Azerbejdżanu z USA i wrogiem numer jeden — Izraelem. Oba ostatnie kraje uważają Azerbejdżan za kluczowy kraj Kaukazu Południowego, zarówno z wojskowego, jak i gospodarczego punktu widzenia — wskazuje DW.

Kolejna kwestia, która trapi Iran, to pośredni udział w wojnie armeńsko-azerbejdżańskiej o Górski Karabach w jego bezpośrednim sąsiedztwie takich krajów jak Rosja i Turcja. Ankara wspiera Azerbejdżan, a Moskwa jest po stronie Armenii. Teheran utrzymuje złożone i kruche stosunki zarówno z Ankarą, jak i z Moskwą. W Syrii Iran i Rosja są po stronie reżimu prezydenta Baszara el-Asada, podczas gdy Turcja wspiera jego przeciwników. Ale Iran i Turcję łączy mniejsza lub większa wrogość wobec Izraela. Oba kraje odrzuciły niedawne porozumienie o normalizacji stosunków państwa żydowskiego ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Bahrajnem. Zarówno Iran, jak i Turcja są też po stronie Kataru, któremu grozi bojkot prowadzony przez Arabię Saudyjską — pisze Deutsche Welle.

Portal zwraca uwagę, że ważną rolę w stosunkach Teheranu z Turcją i Azerbejdżanem odgrywają również aspekty ekonomiczne. Azerbejdżan jest ściśle powiązany z Turcją, w szczególności w sektorze surowcowym. W 2005 r. rozpoczęto eksploatację rurociągu o długości ponad 1700 km między Baku a tureckim portem Ceyhan. Jeszcze przed nałożeniem amerykańskich sankcji na Iran rurociąg ten konkurował z irańskim eksportem ropy naftowej. Natomiast w sytuacji, gdy eksport został drastycznie zmniejszony, Teheran jest zmuszony patrzeć, jak rurociąg skonsolidował stosunki handlowe między Turcją i Azerbejdżanem, a także więzi tych dwóch państw z Europą: ropa z Baku jest wysyłana z Turcji do państw europejskich. Ta dynamika oznacza, że nawet jeśli w pewnym momencie sankcje USA zostaną zniesione, Iranowi będzie ciężko odzyskać pozycję — zauważa DW.

PAP - mini

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 11
Reklama
Milutki
środa, 14 października 2020, 22:15

Ajatollahowie mają trudny orzech do zgryzienia. Iran jest republiką islamską , ma realizować idee islamskie a Azerbejdzanie to w większości muzułmanie szyici tak jak Irańczycy więc Iran powinien stanąć po stronie Azerbejdżanu. Władza Iranu popierając Armenię kompromituje się w oczach Irańczyków, widzą oni niekonsekwencję panującej ideologii. Z drugiej strony stosunek Iranu do konfliktu w Górskim Karabachu pokazuje że to nie jest konflikt religijny, że to z religią nie ma nic wspólnego wbrew temu co głosi Armenia która chce wciągnąć w ten konflikt inne kraje aby walczyły podstronie Armenii.

Koniec
sobota, 24 października 2020, 16:38

U muzułmanów religia zawsze miała związek z polityką i wmawianie, że jest inaczej to bzdura. Armenia walczy nie tylko o GK, ale w ogóle o przetrwanie i patrząc co się dzieje, może tylko liczyć na Rosję. Jeżeli my jako Polacy, w większości chrześcijanie, chcemy pomóc Armenii to nie kupujmy tureckich rzeczy i nie jeździmy tam na wakacje. Moment w którym wybuchł konflikt o GK nie jest przypadkowy (w USA ostatnia prosta wyborów, a sezon wakacyjny dopiero za 8 m-cy i erdogan liczy, że sprawę załatwi). Jeżeli Europa i USA poświęci ostatni bastion chrześcijaństa na Kaukazie za ropę i gaz to tylko kwestia czasu kiedy przyjdą po Nas.

staszek
środa, 14 października 2020, 14:22

Gorny Karabach do Armenii, Azerbejdżan dostaje odszkodowanie i obietnice drogi ekspresowej z eksklawy Azerskiej do Azerbejdżanu przez Armenię. Kazus Oseti i Abchazji oraz Kosowa.

Milutki
środa, 14 października 2020, 21:45

Kosowo nie jest tutaj właściwym casusem. Państwo Kosowo dane zostało prześladowanej ludności z państwa do którego Kosowo przynależało czyli Serbii, Serbia przesladowala swoich obywateli więc dostali oni państwo aby nie być bezpaństwowcami . W Górskim Karabachu jest odwrotnie, to Azerowie byli prześladowani i wysiedlani i teraz to Azerbejdżan ich reprezentuje i zajmuje się ich powrotem do domu. tak więc zgodnie z casusem Kosowa Górski Karabach powinien przypaść Azerbejdżanowi i należy on do Azerbejdżanu, trzeba tylko zadbać o egzekucję prawa

Aa
środa, 14 października 2020, 22:49

Trochę nadinterpretowujesz i mieszasz. Kosowo było zawsze serbskie, dalej mieszka tam ludność serbska, która jest gnębiona i prześladowana przez albanczykow. Analogicznie Karabach jest armenski.

Milutki
czwartek, 15 października 2020, 12:44

Zaczęło się tak że to Albanczycy byli eksterminowani i wysiedlani przez Serbię i państwo Kosowo zostało stworzone bo aby Albanczycy mogli tam wrócić i żyć. Z Górskiego Karabachu wysiedlenie natomiast zostali Azerbejdżanie i Azerbejdżan teraz walczy aby ci uchodźcy mieli gdzie mieszkać i żyć

Rober
piątek, 16 października 2020, 16:22

A wysiedleni kiedy, w 1990 jak był jeszcze ZSRR i nikt nie miał nic do gadania. Ludność Górskiego Karabach w referendum wypowiedziała się że ten region nie jest i nie chce być częścią Radzieckiej Azerskiej Republiki Ps do której został przymusowo wcielony w 1923 r Dekretem Stalina a i wtedy Azerow było tam tylko 25 % i 75 % Ormian

Milutki
piątek, 16 października 2020, 22:44

To pytanie czy w Polsce można w niektórych gminach przeprowadzić referendum aby mieszkańcy wypowiedzieli się do jakiego państwa chcą przynależeć. Stalin nie wcielił Górski Karabach do Azerbejdżanu on uznał istniejący stan przynależności Górskiego Karabachu do Azerbejdżanu. W Górskim Karabachu Ormianie stanowili większość na skutek polityki carskiej prze wcześniejsze sto lat którą dążyła do dominacji tego regionu wierną sobie ludnością , innych np Czerkiesów dyskryminowano i wysiedlano

Kordian
sobota, 24 października 2020, 17:43

Oczywiście, że można, tylko musielibyśmy znaleźć się w takiej sytuacji, że owa gmina to 99% ludności chrześcijańskiej a reszta Polski to muzułmanie, którzy tylko czekają na okazję żeby nas się "pozbyć". Na szczęście żadna gmina w Polsce nie znajduje się w takiej sytuacji. Sam Pan/Pani (nie wiem kto tam po drugiej stronie jest z ambasady turcji) przyznał, że Ormian jest więcej w GK niż Azerów, czyli to po prostu fakt. Najprostszym sposobem rozwiązania problemu jest uznanie Górskiego Karabachu jako państwa, co uchroni CAŁĄ ludność przed wysiedleniem, kataklizmem humanitarnym, itd. Tylko tu nie chodzi o GK, tu chodzi o połączenie azerbejdżanu z turcją i przy okazji zniszczenie Armenii jako kraju chrześcijańskiego. To połączenie ma wzmocnić Erdogana i poprawić bezpieczeństwo przesyłu gazu z Baku do Europy, zaszkodzić Rosji, a dzięki pozyskanym środkom w dalszym ciągu szkodzić przede wszystkim Europie aż do jej przejęcia.

Bursztyn
środa, 14 października 2020, 12:45

Iran przespał rozwój Turcji jedyny rynek z KASĄ bo nastawił się na Chiny a ci SKASOWALI CENĘ HAHAHAHA

Bursztyn
środa, 14 października 2020, 12:44

Iran przespał rozwój Turcji jedyny rynek z KASĄ bo nastawił się na Chiny A ci skasowali cenę Hahahaha

Tweets Defence24