- WIADOMOŚCI
- OPINIA
- ANALIZA
Emocje nie są dobrym doradcą. Zwłaszcza w polityce [OPINIA]
Od wczorajszego wieczoru na polskiej części mediów społecznościowych zapanowała niemalże antyamerykańska histeria. To wynik konfliktu pomiędzy marszałkiem Sejmu RP a obecnym ambasadorem USA w Polsce.
Punktem wyjścia w tej historii powinno być niedawne wystąpienie Włodzimierza Czarzastego, w którym nie poparł wniosku o pokojową nagrodę Nobla dla prezydenta Donalda Trumpa. Argumentował to tym, że przywódca USA destabilizuje sytuację w organizacjach międzynarodowych, takich jak ONZ, WHO i Unia Europejska. Wcześniej powiedział, że reprezentuje on politykę siły, co przyrównał do wydarzeń z XX wieku – „Siła to element systemu, którego Polska była wielokrotnie ofiarą, podczas rozbiorów czy w roku 1939, to zła dla Polski polityka. Gdy supermocarstwa próbują dzielić świat na podległe sobie strefy wpływów, pozostałe państwa muszą zewrzeć szeregi. W tej sferze tego zwierania szeregów szczególną rolę ma koncepcja sojuszu państw w ramach Unii Europejskiej” - powiedział marszałek Sejmu.
Ocenił też, że obecna polityka prezydenta USA to „łamanie polityki zasad, wartości, często łamanie prawa międzynarodowego”. Czarzasty wspomniał też m.in. o „innym interpretowaniu historii” przez Trumpa w sprawie udziału polskich żołnierzy w misjach czy „instrumentalnym traktowaniu” innych terytoriów, takich jak Grenlandia. Dodał też, że jest to wyłącznie jego stanowisko, a nie całego parlamentu – „Ja biorę za to odpowiedzialność, wątpię, żeby wzbudziło to jakąś burzę” - podkreślił Czarzasty.
Burza jednak powstała
Wczoraj wypowiedź ta spotkała się z reakcją ambasadora USA Toma Rose, który za pośrednictwem X przekazał, że ambasada nie będzie utrzymywać kontaktów z marszałkiem Czarzastym po jego wypowiedziach – „Nie będziemy już utrzymywać kontaktów ani komunikować się z Włodzimierzem Czarzastym, którego oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Trumpa stały się poważną przeszkodą dla naszych doskonałych relacji z premierem Tuskiem i jego rządem”.
Effective immediately, we will have no further dealings, contacts, or communications with Marshal of the Sejm Czarzasty, whose outrageous and unprovoked insults directed against President Trump @POTUS has made himself a serious impediment to our excellent relations with Prime…
— Ambasador Tom Rose (@USAmbPoland) February 5, 2026
Te słowa natychmiast wywołały reakcję łańcuchową, w którą włączyła się znaczna część polskich polityków, zarówno z obozu rządzącego, jak i opozycji. Swoje głosy wyrazili także politycy z innych państw. Premier Tusk napisał, że „sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać. Przynajmniej tak w Polsce rozumiemy partnerstwo”. Na to niektórzy wypomnieli premierowi wcześniejsze wpisy, w których pisał o „przewracającym się w grobie” prezydencie Reaganie z 2024 roku i jego innych, mniej przychylnych obecnej administracji USA wypowiedziach.
Na tę wypowiedź odpowiedział ponownie ambasador Rose, twierdząc, że komentarze marszałka Sejmu były „nikczemne, lekceważące i obraźliwe” i mogą potencjalnie zaszkodzić relacjom Polski i USA. Dodał, że żywi „najwyższy szacunek i podziw” wobec premiera polskiego rządu i jego wkład w relacje polsko-amerykańskie, ale będzie bronił prezydenta USA „bez wahania, wyjątku lub przeprosin”.
Dear Mr. Prime Minister —
— Ambasador Tom Rose (@USAmbPoland) February 5, 2026
I’m assuming your thoughtful and well-articulated message was sent to me by mistake, because surely you intended it for the Speaker of the Sejm, Włodzimierz Czarzasty, who’s despicable, disrespectful and insulting comments about President Trump @POTUS… https://t.co/wkcepBNJnS
Z kolei szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz ocenił, że marszałek Sejmu niepotrzebnie wywołuje napięcia w relacjach polsko-amerykańskich. Ocenił też, że zerwanie kontaktów przez stronę amerykańską nastąpiło w zastanawiającym momencie i wskazał na zbieg tej sytuacji z doniesieniami o „niejasnych wschodnich kontaktach towarzyskich” Czarzastego. Między innymi w tej sprawie na 11 lutego prezydent Karol Nawrocki zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jednym z zapowiedzianych przez jego kancelarię tematów ma być „wyjaśnienie wszelkich okoliczności wschodnich kontaktów towarzysko-biznesowych” Czarzastego.
Politycy KO, PSL, Lewicy i Polski 2050 ocenili, że ambasador USA, ogłaszając decyzję o zerwaniu kontaktów z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym, naraża dobre stosunki polsko-amerykańskie. Posłowie PiS stwierdzili zaś, że to koniec Czarzastego w polityce – Konfederacja liczy na rozwiązanie sprawy przez prezydenta i MSZ.
Amerykanie również podzieleni
Konflikt nie będzie miał satysfakcjonującego wyjścia dla żadnej ze stron, co widać nawet po wypowiedziach również byłych ambasadorów USA oraz przedstawicieli amerykańskich think tanków. Poprzedni ambasador Mark Brzezinski we wczorajszej rozmowie w Polsat News stwierdził, że „nikt nie powinien być zaskoczony, że amerykański ambasador zdecydowanie chroni reputację amerykańskiego prezydenta”. Podkreślił, że cała sytuacja jest niepotrzebnym wprowadzaniem prowokacji, bo jeśli kogoś się obraża, to należy mieć świadomość, że wtedy ta osoba nie będzie już tak skłonna do współpracy.
Zaznaczył jednak, że sytuacja nie powinna wpłynąć na ogólny kształt relacji polsko-amerykańskich, a mówiąc o współpracy Warszawy i Waszyngtonu, wskazał na dwóch polityków, którzy robią to poprawnie: prezydenta Karola Nawrockiego i wicepremiera Radosława Sikorskiego – „Myślę, że Nawrocki i Sikorski to są mężowie stanu, którzy się wyróżniają” – dodał.
Z kolei mamy wypowiedzi kongresmenów, również z Partii Republikańskiej, którzy twierdzą, że „to czas na nowego ambasadora w Polsce” – to słowa Dona Bacona, który jest pierwszym kongresmenem, jaki zaapelował o zmianę ambasadora w naszym kraju. Bacon należy do umiarkowanego skrzydła partii i jest częstym krytykiem polityki zagranicznej administracji Donalda Trumpa.
Mówiąc jako były ambasador USA, polski rząd powinien uznać naszego tak zwanego ambasadora za persona non grata i wykopać jego żałosny zadek z kraju” - napisał na platformie X Luis Moreno, wieloletni zawodowy dyplomata i ambasador USA na Jamajce.
Steven Pifer, były ambasador USA w Kijowie, ocenił natomiast, że gdyby amerykańscy dyplomaci przestaliby się spotykać z osobami, które nie nominowały Donalda Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla, „mieliby dużo wolnego czasu”.
„Kiedy byłem ambasadorem w Izraelu, to gdybym groził odcięciem się od wszystkich izraelskich polityków krytykujących Obamę, miałbym długą listę. Ale tego nie zrobiłem. Dlaczego? Bo rozmowa z ludźmi, z którymi się nie zgadzasz nazywa się dyplomacją” - ocenił z kolei były dyplomata Dan Shapiro.
Emocje nie są dobrym doradcą
Faktem jest, że marszałek Włodzimierz Czarzasty, wypowiadając swoje słowa o prezydencie Trumpie, powinien mieć świadomość tego, że będą one wysłuchane przez amerykańskich polityków i przedstawicieli – w końcu przemawiał jako formalnie druga osoba w naszym państwie. Czy były to słowa słuszne, czy też nie, jest zupełnie innym elementem dyskusji, lecz sam jej ton był po prostu szkodliwy, bo można było to zrobić w bardziej koncyliacyjny sposób. Tutaj reakcja ambasadora po prostu musiała mieć miejsce, co jest rzeczą naturalną. Natomiast zdecydowanie bardziej niepotrzebny był drugi wpis skierowany do premiera, a zwłaszcza jego pierwsze akapity o możliwej pomyłce adresata swoich słów. Bo w zasadzie to rozpędziło już i tak nakręconą niemalże histerię, w której zaczęły padać porównania do Repnina, Królestwa Kongresowego i pozostałe stwierdzenia w podobnym duchu, krytykujące USA.
Kolejnym faktem jest to, że ambasador co prawda może wyrażać swoje zdanie i uwagi, ale nie ma on mandatu do modelowania wewnętrznej polityki w państwie, w którym pełni swoją misję. I to nie ma znaczenia, czy mowa o przedstawicielu Ameryki, Niemiec, Francji, Węgier czy Polski.
Znamiennym jest, że do tej pory (poranka 6.02) swojego stanowiska nie przedstawili, a przynajmniej nie prowadzili do jeszcze większych antagonizmów, wspomniani wcześniej przez ambasadora Brzezinskiego prezydent Nawrocki i wicepremier Sikorski. Być może to czysty przypadek, choć raczej to świadomość tego, że konfliktowanie się z nadal – czy to niektórzy wypierają, czy też nie – najważniejszym dla nas partnerem nie ma najmniejszego sensu. Zwłaszcza jeśli zdecydowana część tej narracji to emocjonalne komentarze, które bardziej mają oddziaływać na użytek wewnętrzny niż zewnętrzny.
Sytuacja oczywiście może zostać zamieciona po jakimś czasie pod dywan, choć niesmak pozostanie. Zarówno w Polsce, jak i USA pojawią się głosy, żeby dokonać zmian na stanowiskach marszałka Sejmu i ambasadora USA. Może do tego nie dojdzie i uda się konflikt rozwiązać z pozycji dyplomatycznych. W końcu, jak przypomina Polska Agencja Prasowa, w przeszłości zdarzały się przypadki objęcia formalnymi sankcjami oficjeli z państw przyjaznych lub sojuszniczych Ameryki. W 2024 r. administracja Joe Bidena sankcjami za korupcję objęła Antala Rogána, szefa Gabinetu Premiera Węgier w randze ministra. Sankcje nałożono też z podobnych powodów m.in. na ówczesnego szefa służb wywiadowczych Serbii Aleksandara Vulina oraz prezydenta Republiki Serbskiej w Bośni i Hercegowinie Milorada Dodika.
Administracja Bidena rozważała też wprowadzenie sankcji przeciwko skrajnie prawicowym ministrom w izraelskim rządzie, Becalelowi Smotriczowi i Itamarowi Ben Gwirowi, za podżeganie do przemocy przeciwko Palestyńczykom, lecz ostatecznie do tego nie doszło.
Po ponownym objęciu rządów przez Trumpa, Biały Dom nałożył też sankcje na prezesa Sądu Najwyższego Brazylii Alexandre de Moraesa za skazanie sprzymierzonego z Trumpem byłego prezydenta Jaira Bolsonaro. Prezydent Kolumbii – formalnie sojusznika USA – Gustavo Petro został pozbawiony wizy do USA w wyniku ostrych wypowiedzi przeciwko Trumpowi i wzywania wojska do nieposłuszeństwa podczas wizyty w Nowym Jorku. Ostatecznie sankcje te odwołano, a Petro odwiedził w lutym Biały Dom.





WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner