- ANALIZA
- KOMENTARZ
- WIADOMOŚCI
Dlaczego Ukraina potrzebuje Polski [ANALIZA]
Po zakończeniu wojny relacja między Ukrainą a Polską nie będzie zwykłą współpracą sąsiedzką. Stanie się systemem bardzo głębokich, wielowarstwowych zależności gospodarczych, logistycznych, infrastrukturalnych i instytucjonalnych. Ukraina będzie potrzebować Polski nie z jednego powodu, lecz z całego łańcucha nakładających się na siebie czynników: transportu, handlu, odbudowy, energetyki, rynku pracy, integracji z UE oraz bezpieczeństwa. Każda z tych warstw sama w sobie tworzy silną więź strategiczną, a razem tworzą coś, co można określić jako półzintegrowany organizm gospodarczy – asymetryczny, ale wzajemnie korzystny.
Bez Polski ukraiński handel nie ma racji bytu
Najtwardszym elementem tej zależności jest logistyka. Ukraina pozostanie krajem o ogromnym potencjale eksportowo-importowym, ale z infrastrukturą częściowo zniszczoną i wymagającą dostosowania do standardów UE. Nawet po odbudowie głównych korytarzy fundamentalnym problemem będzie fizyczne przerzucanie dziesiątek milionów ton towarów rocznie do Europy i na światowe rynki.
Za pierwszy przykład niech posłuży kwestia zboża. Ukraina jest jednym z największych eksporterów zbóż na świecie. Po wojnie znacząca część eksportu lądowego (szczególnie z centralnej i zachodniej części kraju) będzie musiała przechodzić przez Polskę – do terminali przeładunkowych w okolicach Lublina, Rzeszowa, Małaszewicz czy Gdańska. Nawet odblokowanie portów czarnomorskich nie wyeliminuje ryzyka militarnego i politycznego, dlatego korytarze lądowe przez Polskę pozostaną strategicznym ubezpieczeniem.
Kolejnym elementem jest produkcja stali oraz przemysł ciężki. Odbudowa hutnictwa (zwłaszcza w regionach Dniepru, Zaporoża, Krzywego Rogu) wygeneruje ogromny eksport slabów stalowych, rud, półproduktów i komponentów. Najkrótsza, najtańsza i najbardziej efektywna droga do Niemiec, Francji, Włoch czy krajów Beneluksu prowadzi właśnie przez Polskę. Polskie terminale intermodalne i porty (Gdańsk, Gdynia) staną się de facto „bramą celną” ukraińskiej gospodarki.
Polska infrastruktura kluczowa dla odbudowy Ukrainy
Rozwój polskich hubów logistycznych jest już widoczny i będzie się nasilał. Polska posiada największą skalę, stabilność, integrację z UE i bezpośrednie sąsiedztwo. Alternatywy są gorsze: Słowacja i Węgry mają mniejszą przepustowość, Rumunia ograniczone połączenia, Niemcy są zbyt daleko, a Morze Czarne – wciąż ryzykowne. To nie jest relacja symetryczna. Ukraina musi przechodzić przez Polskę w sensie efektywności kosztowej i czasowej. Polska staje się nie tylko tranzytem, ale strategicznym „przedłużeniem” ukraińskiej infrastruktury.
Ukraina po wojnie będzie największym placem budowy w Europie – szacunkowe koszty odbudowy i modernizacji przekraczają 500–588 mld dolarów w ciągu dekady. Największe potrzeby dotyczą mieszkalnictwa, transportu, energetyki i infrastruktury. Polska ma tu unikatowe przewagi, których nie jest w stanie zastąpić jakiekolwiek inne państwo: bliskość geograficzną, silny sektor budowlany oraz doświadczenie w tym zakresie. Cement, kruszywa, beton – transport tych materiałów na duże odległości jest nieopłacalny. Polska dysponuje dużymi mocami produkcyjnymi i stanie się naturalnym dostawcą dla zachodniej i centralnej Ukrainy. Podobnie z maszynami budowlanymi, stalą zbrojeniową i komponentami.
Polskie firmy budowlane i drogowe nie będą tylko wykonawcami – staną się koordynatorami projektów międzynarodowych, dostawcami know-how i integratorami łańcuchów dostaw. Już teraz ponad 3500 polskich firm zarejestrowało zainteresowanie udziałem w odbudowie.
Problem rąk do pracy – najtrwalsza zależność
Rynek pracy będzie jednym z najtrwalszych filarów współpracy, bo wynika nie tylko z polityki, lecz przede wszystkim z demografii i ekonomii – procesów, których nie da się szybko odwrócić. Ukraina stanie przed podwójnym wyzwaniem: ogromnym zapotrzebowaniem na pracowników przy odbudowie (budowlańcy, inżynierowie, spawacze, kierowcy, specjaliści infrastruktury, etc.) oraz trwałą emigracją części obywateli, którzy wyjechali podczas wojny. Wielu z nich zadomowiło się w krajach UE, założyło rodziny, rozpoczęło edukację dzieci. Powrót nie będzie automatyczny – analogia z polską emigracją po 2004 r. jest tu bardzo trafna, choć i tak problem ten jest w przypadku Kijowa zdecydowanie bardziej pogłębiony.
Polska zajmuje pozycję wyjątkową: najbliższa kulturowo, językowo i geograficznie spośród dużych gospodarek UE. Silne więzi społeczne, rodzinne i ekonomiczne powstałe podczas wojny będą się utrzymywać. Polska stanie się głównym rynkiem absorpcji ukraińskiej siły roboczej – nie tylko w modelu „jednokierunkowym”, ale w systemie cyrkulacji: praca w Polsce (wyższe zarobki), powroty okresowe lub transgraniczne, inwestowanie zarobionych pieniędzy na Ukrainie.
Sektor budowlany jest najlepszym przykładem. Ukraińscy pracownicy już dziś stanowią znaczną część załóg na polskich budowach. Po wojnie zapotrzebowanie nie spadnie – Polska nadal będzie borykać się z deficytem demograficznym. Wielu Ukraińców będzie pracować kilka miesięcy w Polsce, a następnie wracać na Ukrainę, budując własne domy i uczestnicząc w odbudowie. Przekazy pieniężne staną się jednym z ważnych źródeł finansowania ukraińskiej gospodarki – podobnie jak w przypadku wielu innych krajów rozwijających się.
Jak Ukraina szkodzi sama sobie
Biorąc powyższe uwarunkowania pod uwagę, tym dziwniejsza (choć może adekwatniejsze byłoby tu słowo „absurdalna”) jest aktualna narracja Kijowa względem Warszawy. Od czerwca relacje te przeżywają największy kryzys od czasu blokady granicy i krytyki Polski w 2023 roku przez prezydenta Ukrainy na forum ONZ. Sprawa wydaje się jednak znacznie bardziej poważna. Wywołana przez Kijów wojna na symbole uderza w samą Ukrainę, która nie doceniła skali całego zjawiska.
W kwestii polityki historycznej Ukraina świadomie wybrała drogę konfrontacji zamiast dialogu i to wybrzmiewa w słowach prezydenta Zełenskiego czy szefa jego gabinetu Kyryła Budanowa. Władze i komentatorzy ukraińscy od samego początku starają się przedstawić całą sytuację jako konflikt wywołany wyłącznie przez stronę polską. Warszawa rzekomo narzuca Ukrainie swoją wizję historii, blokuje drogę Kijowa do Unii Europejskiej i NATO, a cała polska polityka ma być motywowana strachem przed „rosnącą regionalną potęgą Ukrainy”. Pojawiają się nawet oskarżenia o „polski imperializm” i sugestie, że Polacy celowo osłabiają Ukrainę, bo boją się jej przyszłej dominacji w regionie.
Jednym z najbardziej widocznych elementów ukraińskiej narracji jest celowe umniejszanie roli Polski we wspieraniu Ukrainy od pierwszych dni pełnoskalowej inwazji. W mediach i na kontach powiązanych z Kijowem regularnie pojawia się przekaz, że Polska „już dała, co mogła”, jej wkład jest marginalny, a obecnie Warszawa nie odgrywa już żadnej kluczowej roli.
Największym paradoksem całej sytuacji jest to, że ukraińska narracja najbardziej uderza w interesy samego Kijowa. Takie działania dają także Rosji doskonały materiał propagandowy. Moskwa od lat próbuje przedstawiać konflikt ukraińsko-polski jako dowód na to, że „Ukraina jest niestabilna i niezdolna do budowania normalnych relacji z sąsiadami”. Kijów własnymi rękami dostarcza jej argumentów.
Polska ma także realny wpływ na proces akcesyjny Ukrainy do UE. Nie chodzi o blokowanie – Polska historycznie była jednym z największych orędowników ukraińskiego członkostwa. Chodzi o to, że trudna historia musi być uczciwie rozliczona, jeśli Ukraina chce budować trwałe relacje z państwami, które same doświadczyły totalitaryzmów. Ignorowanie polskich oczekiwań w tej kwestii tylko wydłuża i komplikuje drogę Kijowa do Brukseli. Tym bardziej że w momencie umiędzynarodowienia napięć na linii Warszawa-Kijów w kontekście UPA oburzenie wyraziły również inne państwa: Czechy, Izrael, Węgry, Francja, Niemcy, Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone.
Z tych wszystkich argumentów wybrzmiewa jedna, fundamentalna kwestia: niemożliwa jest szybka odbudowa i rozwój Ukrainy bez pragmatycznych relacji z Polską. Zarówno w trakcie wojny, jak i po niej to właśnie nasz kraj nadal będzie pełnił rolę zaplecza oraz głównego państwa tranzytowego dla ukraińskich produktów oraz europejskiego i innego wsparcia, które będzie płynęło do Kijowa. To władze w Kijowie muszą przede wszystkim zrozumieć, że tworzenie konfliktów z Polską oraz innymi partnerami oraz na wyrost prowadzona narracja mocarstwowa (jak mówienie o sobie jako najsilniejszej armii europejskiej czy nowym państwie nordyckim) są przeciwskuteczne i jedynie osłabiają zdolności ukraińskie. Tu jednak piłka leży po stronie władz w Kijowie i to one muszą zadecydować, którą ścieżkę obrać w najbliższych latach.





