Reklama
  • WIADOMOŚCI

Co czeka region? Scenariusze dla Kijowa i Mińska

Fot. kremlin.ru

Ukraina obroniła niepodległość, ale niekoniecznie terytoria, a Białoruś pozostaje dla Warszawy przede wszystkim wyzwaniem. Wojciech Kozioł i Bartłomiej Wypartowicz – autorzy książek „Między Bugiem a prawdą” i „Wojna, której nie chcemy” – wskazują, że z wojny na Ukrainie trzeba czerpać lekcje – zwłaszcza te dotyczące obrony cywilnej i administracji, bez naiwnego kopiowania rozwiązań, a sygnały z Mińska odbierać z dużą ostrożnością.

Ukraina się obroniła, ale nie ma siły do odbicia ziem Scenariusze dla Ukrainy: nie triumf i nie klęska Białoruś jako wyzwanie. Łukaszenka liczy, że przetrwa Putina

Ukraina się obroniła, ale nie ma siły do odbicia ziem

Wypartowicz podkreślał, że Kijów w 2022 roku nie był świetnie przygotowany, ale był przygotowany na tyle, by odeprzeć pierwszy impet inwazji. „Udało się obronić niepodległość Ukrainy. To, czy uda się obronić terytoria, które są uznane, to wydaje mi się teza mocno przesadzona” – mówił. Zdaniem gości Ukraina od 2014 do 2022 roku nauczyła się przede wszystkim przetrwania państwa i obywateli. Polska może z tego czerpać, ale nie jako z gotowej kalki. Wypartowicz ostrzegał przed naiwnym kopiowaniem rozwiązań: to, co działa na ukraińskim „pasie śmierci” o szerokości około 40 kilometrów, nie musi zadziałać w konflikcie NATO–Rosja.

Reklama

Autorzy zwrócili też uwagę na fakt, który często umyka w dyskusji o Ukrainie, mianowicie na kwestie administracyjne. Po wybuchu pełnoskalowej wojny z kraju wyjechało około 20–30 proc. społeczeństwa – w tym osoby odpowiedzialne za ochronę ludności. Mer Charkowa Ihor Terechow wielokrotnie mówił, że ludzi trzeba było „wciągać z powrotem do systemu”. Problemem okazały się nawet tak proste rzeczy jak wywóz śmieci: wystarczy, że przez tydzień–dwa nie dojedzie do pracy człowiek od wywozu śmieci i miasto może stanąć przed problemem epidemiologicznym. „To są rzeczy, które – mam wrażenie – nie są w Polsce traktowane poważnie” – ocenił Wypartowicz.

Scenariusze dla Ukrainy: nie triumf i nie klęska

Rozmówcy dyskutowali także o potencjalnych scenariuszach, które stoją przed państwem ukraińskim. Kozioł wykluczył dwa skrajne warianty, zarówno odzyskanie wszystkich okupowanych ziem, jak i całkowity upadek ukraińskiej państwowości. Najbardziej prawdopodobne jest – jego zdaniem – zamrożenie konfliktu na obecnej linii frontu, na wzór wojny zimowej Finlandii z 1940 roku.

Obie strony wyszłyby z tego niezadowolone. Rosja musiałaby się pogodzić z utratą statusu mocarstwa zdolnego kształtować Wschód Europy. Z kolei Ukraina z tym, że obietnice odzyskania całego państwa okazały się „wydmuszką”. Wtedy, ostrzegali goście, może pęknąć społeczny „balonik”: Majdan 3.0 albo zrzucenie winy na sojuszników. W tej narracji „najbardziej mogłaby oberwać Polska”, jako sojusznik, który był najbliżej i nie pomógł na wystarczającym poziomie.

Pojawiły się też pytania o przyszłość samego Wołodymyra Zełenskiego. Autorzy nie idealizowali prezydenta Ukrainy i podzielili jego kadencję na trzy etapy: przedwojenny, wojenny i „schyłkowy”. Obecnie Zełenski stara się skonsolidować wokół siebie całą władzę i rozgrywać zarówno elity, jak i samo społeczeństwo. Goście zwracali też uwagę na rekonstrukcję MSZ Ukrainy i nominacje Wasyla Bodnara oraz Wasyla Zwarycza, co jasno pokazało, że celem jest łagodzenie sporu z Polską. A jeśli się nie uda – wykorzystanie znajomości polskich polityków.

Reklama

Białoruś jako wyzwanie. Łukaszenka liczy, że przetrwa Putina

„Jeżeli miałbym odpowiedzieć jednym słowem, czym jest Białoruś dla Polski, to jest przede wszystkim wyzwaniem” – powiedział Wypartowicz. Bez Alaksandra Łukaszenki w Mińsku „nie dzieje się nic”, ale nad Łukaszenką stoi Władimir Putin. Goście przypominali, że Zachód – w tym Polska – po 2020 roku odciął Łukaszenkę od „zachodniego fortepianu” i wepchnął go głębiej w objęcia Moskwy. W wyniku tego nastąpiło przyspieszenie integracji w ramach Państwa Związkowego, zbliżenie prawa, gospodarki i obronności. Elity w Mińsku widzą ryzyko całkowitego wchłonięcia Białorusi przez Federację Rosyjską i realnie obawiają się takiego scenariusza.

Od 2021 roku retoryka białoruskich generałów była prosta: Polska i NATO szykują atak. Teraz – według Wypartowicza – pojawiło się coś nowego. Białoruskie wojsko mówi, że Polska „odsunęła zagrożenie”. Gdy drony wlatują w białoruską przestrzeń, Mińsk dzwoni do Warszawy. Służby białoruskie miały też ostrzec Polskę przed planowanym atakiem terrorystycznym. To sygnały w stylu: chcemy żyć z wami względnie spokojnie, pomóżcie, bo Kreml nas dociśnie. Goście przestrzegali jednak przed łatwowiernością. Łukaszenka już w 2006 roku groził presją migracyjną, jeśli Zachód utrudni sprzedaż nawozów. Zrealizował to później. „Jego prawdomówność ma ramy” – mówił Wypartowicz.

Kozioł ocenił, że Łukaszenka po cichu liczy, iż zostanie na tronie dłużej niż Putin. Białorusini noszą międzypokoleniową traumę II wojny światowej, a sam Łukaszenka nie chce eskalacji. Jak dodał, przywódca Białorusi jest z pewnością ostatnią osobą w całej wschodnioeuropejskiej układance, która chciałaby eskalacji konfliktu. Sama sytuacja w Mińsku jest jednak w dużej mierze zależna od tego, jak potoczy się wojna na Ukrainie. W przypadku klęski lub braku sukcesu w bieżącej wojnie Moskwa może, w ramach „rekompensaty”, spróbować całkowicie wchłonąć Białoruś, co strategicznie byłoby klęską dla państwa polskiego – oceniał Kozioł.

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Więcej tematów