Zamach stanu w Mjanmie wyzwaniem dla Bidena?

2 lutego 2021, 15:31
biden
Fot. Gage Skidmore/CC BY SA 2.0.
Reklama

Stany Zjednoczone niezwłocznie dokonają przeglądu sankcji i podejmą "odpowiednie działania" po zamachu stanu dokonanym przez armię w Birmie - oświadczył w poniedziałek prezydent USA Joe Biden. Jednocześnie zachodnie rządy stoją przed trudnymi decyzjami, jakie działania podjąć, by kraj ten nie zbliżył się do Chin.

"To wielki test dyplomatyczny dla administracji Bidena w Azji" - twierdzi Ben Bland, dyrektor programu Azji Południowo-Wschodniej w Lowy Institute z Australii. "Będzie uważnie obserwowane jak równoważy swoje wezwania do polityki zagranicznej opartej w większym stopniu na wartościach z planami przeciwdziałania wpływom Chin w regionie" - dodaje. Uważa również, że sankcje wymierzone w kluczowych przywódców wojskowych prawdopodobnie będą miały ograniczony wpływ, ale te szersze grożą zbliżeniem Birmy do Pekinu. Takie obawy - jak utrzymuje "WSJ" - wyrażają też urzędnicy amerykańskiej administracji.

Biden, który był wiceprezydentem za czasów Baracka Obamy, gdy Stany Zjednoczone wspierały demokratyczne przemiany w Birmie, "stoi teraz przed trudnymi decyzjami, jakie działania podjąć", a zarazem zamach stanu nazwał "bezpośrednim atakiem na proces przejścia kraju do demokracji i praworządności".

"W ciągu ostatniej dekady Stany Zjednoczone zniosły sankcje nałożone na Birmę, dostrzegając postęp w kierunku demokracji. Odwrócenie tego postępu będzie wymagało natychmiastowego przeglądu naszych przepisów dotyczących sankcji, a następnie podjęcia odpowiednich działań" - przekazał w oświadczeniu Biden.

Według prezydenta USA "społeczność międzynarodowa powinna mówić jednym głosem" i wywierać na birmańskie wojsko presję, by "natychmiast zrzekło się przejętej władzy, uwolniło zatrzymanych działaczy i urzędników, zniosło wszelkie ograniczenia telekomunikacyjne i powstrzymało się od przemocy wobec ludności cywilnej". Zapewnił również, że Stany Zjednoczone "odnotowują tych, którzy stoją po stronie mieszkańców Birmy w tej trudnej godzinie".

Reklama
Reklama

W poniedziałek nad ranem birmańska armia przejęła władzę w kraju. Zatrzymano liderów Narodowej Ligi dla Demokracji (NLD) - partii, która wygrała listopadowe wybory parlamentarne. Wśród nich są prezydent kraju U Win Myint i noblistka Aung San Suu Kyi.

Wojsko przejęło władzę, tłumacząc, że to odpowiedź na fałszerstwa wyborcze, do których miało dojść podczas wyborów. Zapowiedziano, że armia będzie rządziła przez rok, a pod koniec tego okresu zorganizuje nowe wybory i przekaże władzę ich zwycięzcom.

PAP - mini

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 4
Reklama
Hydaspes
wtorek, 2 lutego 2021, 22:53

"Dokonają przeglądu sankcji". To wiele mówi o tym jak zmieniła się oferta Stanów dla świata. W latach 80-90 mogli siedzieć wygodnie, a cały świat z własnej woli do nich ciągnął. Dzisiaj Waszyngton musi przystawiać kolejnym państwom pistolet do głowy żeby nie dały nogi na drugą stronę nowego Muru Berlińskiego. Niestety, okazuje się, że gdy Stany rozsiały już próżny konsumpcjonizm na całym świecie, to nie mają w swojej ofercie kulturowej nic więcej do zaoferowania... Rzym rządził 600 lat, Brytania 300, w obecnym tempie Amerykanie będą mieli szczęście jeśli dociągną setki...

Tofik
wtorek, 2 lutego 2021, 18:59

A moze juz doszlo do zlizenia z chinami i dlatego byl zamach stanu?Opcja druga -przesladowanie Rohinga (muzulmanow) wywolalo taki opor “spolecznoscie miedzynarodowej” ze brudna robote musza wykonac ci brutalni wojskowi.Rzad i administracja zas pozostanie nieskalana.Patrz polski WRON.

ącki
środa, 3 lutego 2021, 11:19

Czemu nikt nie mówi, że muzułmańscy Rohinga najpierw dokonali masakr na hinduistach? Od tego się zaczęło.

AB
wtorek, 9 lutego 2021, 12:37

Chyba buddystach, w Birmie nie ma hinduistów praktycznie wcale.

Tweets Defence24