Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Ukraina potrzebuje imigrantów z Afryki do odbudowy kraju? "Nie będzie innej opcji”

Spotkanie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego z prezydentem Republiki Południowej Afryki Cyrilem Ramaphosą.
Spotkanie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego z prezydentem Republiki Południowej Afryki Cyrilem Ramaphosą.
Autor. president.gov.ua

Ukraina może wygrywać potyczki z Rosją, a jednocześnie przegrać przyszłość, jeśli nie rozwiąże problemu demograficznego. Odbudowa państwa nie będzie zależała wyłącznie od otrzymanej broni, wsparcia finansowego i zachodnich gwarancji bezpieczeństwa. Całość zależy od tego, czy Ukraina będzie miała wystarczająco dużo osób, aby odbudowywać miasta, pracować w fabrykach, bronić granic, produkować żywność, służyć w armii i rywalizować z Rosją w kolejnych pokoleniach.

Kyryło Budanow, szef gabinetu prezydenta Ukrainy, powiedział otwarcie to, czego wielu w Kijowie wolało wprost nie mówić. Cytując: „Będziemy musieli sprowadzić naszych obywateli z powrotem i przyciągnąć specjalistów z różnych części świata. Nie będzie innej opcji”.

Reklama

To jest duży problem. Od początku pełnoskalowej inwazji Rosji w 2022 roku za granicę wyjechało ponad 5,7 mln Ukraińców. Część wróci, ale bardzo wielu nie wróci. Dzieci chodzą już do szkół w Polsce, Niemczech, Francji, Czechach i innych państwach europejskich. Dorośli znaleźli pracę, mieszkania i bezpieczniejszą codzienność, bez widma kolejnej wojny. Każdy następny miesiąc poza Ukrainą będzie zmniejszał szanse powrotu. Dlatego Kijów nie może budować powojennej gospodarki wyłącznie na patriotycznych apelach i wywiadach dla krajowych dzienników.

Ukraina będzie potrzebowała inżynierów, pracowników budowlanych, kierowców, techników, rolników, personelu medycznego, logistyków oraz – co kluczowe – najtańszej siły roboczej (rąk do pracy/odbudowy). Potrzebni będą specjaliści: od nowych technologii, AI i farmacji, po pracowników do (od)budowy dróg, mieszkań, infrastruktury energetycznej, portów, gospodarstw i zakładów przemysłowych. Bez siły roboczej zachodnie pieniądze nie wystarczą. „Fundusz odbudowy”, nawet największy, nie położy cegieł, nie naprawi kolei i nie uruchomi linii produkcyjnych. Trzeba też przekonać tysiące osób do powrotu lub przyjazdu na Ukrainę, która będzie tuż po wojnie.

A może z Afryki?

Dlatego ukraińskiej polityki wobec Afryki nie należy traktować wyłącznie jako dyplomacji. Przed lutym 2022 roku Ukraina miała 10 ambasad w Afryce. Wówczas placówki dyplomatyczne funkcjonowały w Algierii, Angoli, Egipcie, Etiopii, Kenii, Maroku, Nigerii, Senegalu, RPA i Tunezji; utrzymywano również obecność w Libii z Tunisu.

Obecnie trend jest dość przejrzysty. Ukraina weszła w wojnę z ograniczoną siecią w Afryce i postanowiła ją rozbudować. Dziś możemy mówić o 18 misjach i ambasadach w Afryce po otwarciu ośmiu nowych placówek. Aktualna lista obejmuje: Algierię, Angolę, Botswanę, Demokratyczną Republikę Konga, Egipt, Etiopię, Ghanę, Kenię, Maroko, Mauretanię, Mozambik, Nigerię, Rwandę, Senegal, RPA, Tanzanię, Tunezję i Wybrzeże Kości Słoniowej. Następny etap jest wdrażany. Plany obejmują ambasady w Zambii, Sudanie i Kamerunie. Łącznie da to 21 placówek, co oznacza podwojenie względem stanu sprzed wojny.

Reklama

Ukraińskie misje pracują na pełnych obrotach na kontynencie afrykańskim. Ponadto oddelegowywani są kolejni dyplomaci i pracownicy. Kijów chce budować swoją obecność w Afryce.

Tak wielka ekspansja ma kilka celów. Oczywiście Ukraina chce walczyć z rosyjską dezinformacją w Afryce, rozwijać „dyplomację zbożową”, budować szlaki handlowe, zdobywać głosy w organizacjach międzynarodowych i ograniczać wpływy Rosji. Ponadto Kijów chce mieć dostęp do partnerów poza Europą, również w sprzedaży uzbrojenia. Współpraca z państwami Półwyspu Arabskiego w obszarze dronów pokazuje, że warto podążać podobną drogą.

Po wojnie Afryka może być źródłem siły roboczej dla Ukrainy. To nie jest jedynie ogólne hasło, lecz logiczna kalkulacja demograficzna. Afryka jest najmłodszym kontynentem świata. W pasie Sahelu mediana wieku wynosi 25 lat. Miliony młodych ludzi żyją w regionach dotkniętych biedą, zamachami stanu, przemocą dżihadystyczną, słabością państw i brakiem perspektyw. Dla wielu z nich powojenna Ukraina może być trudnym miejscem, ale nadal bardziej stabilnym niż kraj, z którego wyjeżdżają.

Kijów nie może udawać, że to będzie proste. Sprowadzenie pracowników z Afryki lub Azji to jedno. Ich integracja w społeczeństwie rannym, zmilitaryzowanym i pełnym traum wojennych to coś zupełnie innego. Ukraina będzie musiała zbudować warunki, określić zasady i stworzyć podwaliny pod uregulowanie takich kwestii, jak: umowy o pracę, pobyt, kontrola przepływu, zapewnienie bezpieczeństwa obywateli, integracja lokalna i krajowa, uczęszczanie do szkół, zakup i wynajem mieszkań, ochrona zdrowia oraz funkcjonowanie służb bezpieczeństwa.

Przykłady Francji, Włoch i Wielkiej Brytanii pokazują, co dzieje się wtedy, gdy państwo potrzebuje siły roboczej, ale unika politycznych kosztów mądrego i stanowczego zarządzania migracją.

Granice

Trzeba podkreślić, że duża migracja z Afryki i Azji do Ukrainy stanie się również problemem europejskim. Jeśli Ukraina sprowadzi nawet trzy miliony zagranicznych pracowników, a nie sześć milionów, to wyzwania nie zatrzymają się na ukraińskiej granicy. Część zostanie i będzie pracować, ale druga część spróbuje dostać się przez Polskę dalej do Niemiec, Francji, Włoch lub Hiszpanii. To oznacza, że strefa Schengen, polska polityka na granicy oraz unijne przepisy będą bezpośrednio powiązane z powojenną strategią rynku pracy Ukrainy.

Rosja natychmiast to wykorzysta. Będzie mówić, że Ukraińcy są zastępowani. Będzie przekonywać Europejczyków, że Ukraina stała się korytarzem migracyjnym. Będzie mówić Afrykańczykom, że Ukraina i Zachód chcą jedynie taniej siły roboczej. Będzie przekonywać Ukraińców, że cudzoziemcy zabierają pracę, mieszkania i pensje. Taka kampania już miała miejsce na Ukrainie w kontekście pracowników z Indii i Bangladeszu, gdzie pojawiło się dużo fałszywych informacji o wynagrodzeniach. Wiele treści było wzmacnianych przez prorosyjskie konta na Telegramie.

Ukraina potrzebuje mądrej polityki migracyjnej, zanim w ogóle zacznie się masowa imigracja. Potrzebuje umów z państwami pochodzenia pracowników (głównie z Afryki i Azji), kontroli zatrudnienia, współpracy granicznej z Polską i Unią Europejską, komunikacji społecznej oraz struktur przeciwdziałania dezinformacji. Kijów musi też zdecydować, jakich konkretnie pracowników chce, co w obecnej sytuacji – w obliczu trwającej wojny – jest bardzo wymagające.

Rosja chce Ukrainy wyczerpanej, wyludnionej i gospodarczo zależnej. Dlatego powojenna rywalizacja nie będzie dotyczyła wyłącznie ukraińskiego terytorium, gwarancji bezpieczeństwa od Zachodu i pieniędzy na odbudowę. Będzie dotyczyła także demografii, rynku pracy, granic oraz zdolności Kijowa do kontrolowania społecznych skutków własnej odbudowy, w tym przy wsparciu imigrantów. Polska, która przecież graniczy z Ukrainą, musi patrzeć na to z ogromną uwagą.

Reklama
Reklama