Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • WYWIADY

Polak w HUR: Mam nadzieję, że Wojsko Polskie wyciągnie do nas rękę [WYWIAD]

„Dziś żołnierz musi jednocześnie patrzeć w niebo, pod nogi i na ekran – a na reakcję ma często ułamki sekund” – mówi Robert, Polak służący w ukraińskim HUR (siłach specjalnych wywiadu wojskowego Ukrainy), ochotnik walczący od pierwszych miesięcy pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę.

Autor. Robert

W rozmowie z Defence24 Robert opowiada o największych zagrożeniach na współczesnym polu walki, roli dronów i artylerii, różnicach między służbą w piechocie a jednostkach specjalnych, a także o kosztach psychicznych wojny, które często pozostają niewidoczne dla opinii publicznej. Odnosi się również do wsparcia wolontariackiego, problemu PTSD wśród weteranów oraz oceny przygotowania Wojska Polskiego do potencjalnego konfliktu o podobnym charakterze.

Bartłomiej Wypartowicz, Defence24.pl: Jakie są dziś największe zagrożenia na froncie dla żołnierza?

Robert: Największymi zagrożeniami na froncie dla żołnierza są przede wszystkim masowe użycie dronów i technologii bezzałogowej, masowe użycie artylerii i moździerzy oraz miny i pułapki inżynieryjne. Drony FPV atakują pojedynczych żołnierzy, wpadają do okopów, schronów i pojazdów. Reagują szybciej niż artyleria, a moździerz i artyleria korygowana przez drony są dziś bardzo precyzyjne. Miny są zrzucane z dronów na drogi i nasze szlaki logistyczne.

Wychodząc i wchodząc z pojazdu opancerzonego, trzeba stale patrzeć pod nogi, a jednocześnie robić to bardzo szybko ze względu na zagrożenie atakiem drona. Jako operator jednostki specjalnej mam dodatkowo do czynienia z pułapkami inżynieryjnymi przeciwnika, które oceniam jako bardzo wysokie zagrożenie. Wielu moich kolegów zostało rannych lub zginęło w ten sposób. Pułapki są ciągle modyfikowane, a ich wykrycie w lesie, w warunkach, w jakich wykonujemy zadania, bywa czasami niemożliwe.

Reklama

Jak żołnierze próbują dziś ograniczać zagrożenie ze strony dronów?

Nadal używamy strzelb do walki z dronami. Unikamy poruszania się po otwartej przestrzeni, a wybór odpowiednich szlaków logistycznych jest bardzo ważnym elementem już na etapie planowania. Podczas planowania operacji zbieramy informacje o aktywności dronów przeciwnika i do przemieszczania się wykorzystujemy czas, w którym ta aktywność jest najniższa. Posiadamy też urządzenia, które informują nas o aktywności dronów przeciwnika na danym obszarze, chociaż obecnie na praktycznie każdym odcinku frontu ta aktywność jest bardzo wysoka.

Trzeba być niezwykle uważnym i skoncentrowanym, żeby w odpowiednim czasie zareagować. Chciałbym zaznaczyć, że mówię tu o działaniach w grupie specjalnego przeznaczenia, ale nie miałbym problemu z udziałem w planowaniu szlaków logistycznych – w tym ewakuacji medycznej – również dla innych oddziałów.

Jak oceniasz rolę wolontariuszy wspierających wojsko? Dobrze czy źle?

Jedno i drugie – są zarówno ludzie naprawdę pomagający, jak i tacy, którzy kierują się budowaniem własnej kariery. Część wolontariuszy wymaga od nas specjalnych podziękowań z jednostek w zamian za pomoc. Warto też wspomnieć o korupcji w tym środowisku, która jest na wysokim poziomie. Znam osobiście ludzi z polskiego środowiska wolontariuszy, którzy mają na swoim koncie skandale, a mimo to nadal funkcjonują w tym środowisku. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje.

Jakie szkolenie Twoim zdaniem jest dziś najważniejsze dla żołnierza?

To zależy od tego, do jakiej jednostki należy dany żołnierz, do jakich działań bojowych i do jakiego obszaru działania będzie przypisany w razie konfliktu. Szkolenie podzieliłbym na wiele etapów. Najważniejszym etapem jest jednak przygotowanie fizyczne oraz odporność na zmęczenie i stres. Ma to ogromne znaczenie. W swojej karierze wojskowej wielokrotnie mogłem wykorzystać to, czego nauczyłem się na poligonie i podczas szkoleń. Ale bez przygotowania psychicznego i fizycznego nie byłbym w stanie zrobić tego w tak trudnych warunkach, jakie mamy w Ukrainie.

Autor. Robert/HUR

Jakie były Twoje najtrudniejsze momenty na wojnie?

Moje najgorsze momenty zawsze są wtedy, gdy dowiaduję się, że ktoś z moich bliskich został ciężko ranny, zabity albo popełnił samobójstwo w wyniku PTSD. Takie informacje otrzymywałem wielokrotnie i potrzebowałem czasu, żeby je zaakceptować. Mimo że każdy z nas ma świadomość, co może go spotkać, to pogodzenie się z takimi wiadomościami nigdy nie jest łatwe. Mam wielu kolegów, którzy polegli na wojnie. Staram się dbać o ich honor, dobre imię i pamięć o nich oraz o ich czynach. Utrzymuję kontakt z ich rodzinami – to jedyne, co teraz mogę dla nich zrobić.

Myślisz, że będzie duży problem z weteranami z PTSD wracającymi do Polski?

Jeśli chodzi o Polaków — nie. Podczas swojej służby nie spotkałem wielu Polaków na swojej drodze. Nigdy też nie słyszałem, aby którykolwiek z polskich weteranów dopuścił się niemoralnych czynów na skutek PTSD. Natomiast jeśli chodzi o Ukraińców, uważam, że każdy weteran powinien mieć świadomość, iż po powrocie z wojny może spotkać się z brakiem zrozumienia ze strony społeczeństwa, a jego poczucie własnej wartości może znacznie się obniżyć. Sądzę, że nie tylko weterani powinni uczyć się ponownego funkcjonowania w społeczeństwie, lecz także ukraińscy cywile powinni nauczyć się akceptować, szanować oraz współistnieć z takimi osobami. To bowiem żołnierze dźwigają na swoich barkach największy ciężar walki o niepodległość Ukrainy.

Uważam, że Ukrainę powinniśmy wspierać nie tylko w trakcie wojny, ale również po jej zakończeniu. Ich wewnętrzne problemy mogą mieć negatywne konsekwencje także dla naszego społeczeństwa. Wiem, że istnieją kwestie, które dzielą nasze narody, jednak musimy mieć świadomość, że są również takie, które nas łączą i bezpośrednio wpływają na nasze bezpieczeństwo.

Czasami spotykam się ze sprzeciwem wobec finansowej i wojskowej pomocy dla Ukrainy, lecz jeśli Ukraina upadnie, koszt naszego bezpieczeństwa będzie wielokrotnie wyższy. Dopóki nie płacimy za nie krwią własnych żołnierzy, nie uważam, abyśmy płacili zbyt dużo.

Zawsze powtarzam, że aby uniknąć manipulacji i dezinformacji w przestrzeni publicznej, głos powinny zabierać wyłącznie osoby kompetentne — kierujące się nie tylko „chłopskim rozumem”, lecz przede wszystkim wiedzą i świadomością konsekwencji zarówno naszych działań, jak i ich braku.

Ty znasz te konsekwencje przez swoje doświadczenia. Jak wyglądała Twoja droga bojowa w Ukrainie?

Podczas swojej służby w Ukrainie wykonywałem różne zadania. Zaczynałem w oddziale piechoty, który działał tam, gdzie sytuacja na froncie była najtrudniejsza i gdzie przeciwnik prowadził najsilniejsze działania ofensywne. Później rozpocząłem służbę w jednym z oddziałów specjalnych, a zadania, które nam przydzielano, również realizowane były na najcięższych odcinkach frontu. Z własnego doświadczenia wiem, że nie tylko przeszkolenie wojskowe pozwoliło mi przetrwać, ale przede wszystkim cechy charakteru. Najcięższym wyzwaniem w piechocie była wielodniowa obrona pozycji przed nieustannie atakującym przeciwnikiem. Walki trwają codziennie i są skrajnie wyczerpujące.

Żołnierz jest narażony na artylerię, miny, snajperów i drony. Brak snu sprawia, że utrzymanie koncentracji przez długi czas jest niezwykle trudne. Walczyłem na takich odcinkach jak Bucza, Irpień, Zaporoże, Siewierodonieck, Bachmut i Kupiańsk. Służąc w piechocie, pozostajesz w pozycji statycznej i czekasz, aż w najmniej oczekiwanym momencie ktoś spróbuje cię zabić.

Czym różni się służba w jednostkach specjalnych od piechoty?

Służba w grupie specjalnego przeznaczenia bardzo różni się od służby w piechocie, ale jeśli chcesz przetrwać, musisz posiadać te same cechy charakteru. Zadania specjalne wymagają jednak znacznie bardziej zaawansowanego szkolenia i operowania w środowisku pełnym nowoczesnej technologii wojskowej, co nie jest łatwe.

Jak oceniasz przygotowanie Wojska Polskiego do potencjalnego konfliktu?

Nigdy nie uczestniczyłem bezpośrednio w takich przygotowaniach, ale często rozmawiam z żołnierzami z Polski. Na tej podstawie mogę wywnioskować, że przygotowania WP nie są adekwatne do zagrożeń, z jakimi moglibyśmy się mierzyć, gdyby zdolności obronne Ukrainy się wyczerpały. Jednym z głównych problemów jest brak instruktorów z realnym doświadczeniem bojowym z takiego konfliktu. Ukraina za swoje doświadczenie codziennie płaci krwią. Uważam, że powinniśmy ściśle z nią współpracować i na podstawie jej ciężko zdobytych doświadczeń modernizować naszą armię.

W przestrzeni publicznej pojawiają się czasem wypowiedzi polskich ochotników, ale wielu z nich nie uważam za osoby, których głos należy brać pod uwagę. Część wypowiedzi jest skandaliczna. Instruktor i żołnierz powinni posiadać nie tylko doświadczenie bojowe, ale również jasny system wartości. Służba wojskowa to ogromny honor, ale i odpowiedzialność.

Reklama

Dlaczego nie chcesz publicznie mówić o szczegółach szkolenia i przygotowań?

Ze względów bezpieczeństwa nie chcę mówić publicznie o tym, w jaki sposób powinniśmy przygotowywać naszą armię do konfliktu. To, jak się szkolimy i przygotowujemy, nie powinno być ujawniane. Pokazywanie szkoleń oraz mówienie publicznie o mocnych i słabych stronach armii daje potencjalnemu wrogowi możliwość analizy naszych zdolności bojowych, a to nie jest wskazane.

Na koniec – czego oczekiwałbyś od instytucji państwowych?

Uważam, że trudno jest przekazać swoją wiedzę w takiej rozmowie. Mam nadzieję, że kiedyś Wojsko Polskie wyciągnie rękę do ludzi takich jak ja i będziemy mogli poruszać te kwestie podczas oficjalnych spotkań, których celem będzie realne dbanie o bezpieczeństwo kraju.

Za swoje doświadczenie wielokrotnie płaciłem krwią i ryzykowałem życie. Mam szerokie kontakty w Ukrainie i Europie wśród ludzi, którzy walczyli u mojego boku. Każdy z nas ma inne doświadczenia i stale się nimi wymieniamy.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama
PROGNOZA 2026 | Jakie drony na Ukrainie? | Flota cieni na Bałtyku | Defence24Week #142
Reklama