- WIADOMOŚCI
Od call center do gabinetów władzy. Tak Ukraina ściga korupcję na szczytach
Autor. NAB Ukraine (@nab_ukr)/X
Ukraińscy śledczy ujawnili nowy wątek ochrony oszukańczych call center i zakończyli główne śledztwo w sprawie łapówek w energetyce. „Kartagina” i „Midas” pokazują, jak wysoko sięgają podejrzenia i dlaczego w lipcu 2025 r. Ukraińcy wyszli na ulice w obronie niezależności śledczych.
4 listopada 2026 r. Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy i Specjalistyczna Prokuratura Antykorupcyjna ujawniły nową odsłonę operacji „Kartagina”. Według śledczych grupa licząca co najmniej 12 osób kupowała ochronę u wysokich rangą funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, policji oraz osób z Biura Prokuratora Generalnego. Dzień później pięć osób formalnie powiadomiono o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Wśród nich są wysokiej rangi funkcjonariusz SBU, dwaj policjanci zajmujący stanowiska kierownicze oraz domniemany organizator grupy i jeden z jego podwładnych. Służba bezpieczeństwa odwołała ze stanowisk dwóch swoich funkcjonariuszy objętych śledztwem, a policja zawiesiła funkcjonariuszy, wobec których NABU podjęło czynności procesowe.
Z materiałów opublikowanych przez śledczych wynika, że grupa miała koordynować pracę co najmniej 52 oszukańczych call center zatrudniających około 2700 osób. Ośrodki działały m.in. w Kijowie, Dnieprze, Lwowie i Iwano-Frankiwsku, a ich ofiarami padali Ukraińcy i cudzoziemcy. Według wersji śledztwa stawka za ochronę jednego biura wynosiła 7 tys. dolarów miesięcznie, a pieniądze przekazywano w kryptowalucie. Gdy pod koniec lipca 2026 r. Zełenski polecił zintensyfikować walkę z call center, funkcjonariusze powiązani z grupą mieli ostrzec jednego z jej organizatorów, żeby ograniczył działalność lub lepiej ją ukrył. Regularna opłata miała więc kupować coś więcej niż przyzwolenie na dalszą pracę. Dawała także dostęp do informacji o ruchach służb, które mogły tę pracę przerwać.
5 listopada Wyższy Sąd Antykorupcyjny Ukrainy zastosował 60-dniowy areszt wobec Wołodymyra Cenowa, pierwszego zastępcy szefa Departamentu Śledztw Strategicznych Policji Narodowej, z możliwością wpłacenia 15 mln hrywien poręczenia. Następnego dnia służba prasowa sądu potwierdziła „Ukraińskiej Prawdzie”, że kwotę wpłacono. Na 6 listopada WAKS wyznaczył także rozpoznanie wniosku w sprawie środka zapobiegawczego wobec generała Serhija Duki, byłego już pierwszego zastępcy szefa jednego z departamentów SBU. Tego samego dnia szef jednego z zespołów detektywów NABU, Ołeksandr Abakumow, powiedział „Ukraińskiej Prawdzie”, że Duka miał grozić bronią detektywom, którzy przyjechali przeprowadzić przeszukanie na podstawie postanowienia sądu. SBU zadeklarowała współpracę przy czynnościach procesowych.
Listopadowa odsłona wykracza poza oszustwa telefoniczne. Abakumow powiedział w rozmowie opublikowanej 6 listopada, że ukraińscy funkcjonariusze mieli sfotografować materiały przedstawione przez austriackich kolegów i przekazać je ludziom powiązanym z grupą. Austriacy badali brutalne pobicie w biurze w Wiedniu. Śledczy sprawdzają również podejrzenia dotyczące handlu narkotykami, produkcji fałszywej waluty, porwań i napaści. Jeśli relacja o przecieku się potwierdzi, sprawa będzie miała konsekwencje także dla współpracy międzynarodowej. Zagraniczni śledczy muszą mieć pewność, że informacja przekazana ukraińskim partnerom pozostanie w rękach osób prowadzących sprawę.
Wcześniejszy wątek „Kartaginy" prowadzi do prokuratury
We wrześniu NABU i SAPO ujawniły w ramach tej samej operacji podejrzenia wobec innej grupy. Według prokuratury kierował nią Serhij Kropywa, zastępca szefa departamentu współpracy międzynarodowej w Biurze Prokuratora Generalnego. Miał pozyskiwać do współpracy prokuratorów i zaufane osoby, które pobierały od oszukańczych call center pieniądze w zamian za zapewnienie im swobody działania. W październiku w tym wątku formalnie powiadomiono o podejrzeniu kolejnego byłego kierownika departamentu. NABU poinformowało wówczas, że łączna udokumentowana wartość korzyści majątkowych w tym wątku przekracza miliard hrywien. Obrona Kropywy zakwestionowała podstawy przedstawionych mu podejrzeń.
Po wrześniowych ustaleniach z urzędu odszedł prokurator generalny Rusłan Krawczenko. W listopadzie nazwał działania NABU i SAPO polityczną zemstą. Według Reutersa do 4 listopada śledczy nie przedstawili mu formalnego podejrzenia w tej sprawie. Polityczna waga tego wątku wynika z miejsca, w którym miał działać układ. Ludzie odpowiedzialni za ściganie przestępstw mieli, według prokuratury, sprzedawać organizatorom oszustw przewidywalność tego, co zrobią organy państwa.
Skalę zagrożenia dla polskich obywateli pokazuje odrębne postępowanie. W czerwcu 2026 r. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości poinformowało o rozbiciu na Ukrainie trzech call center obsługujących fałszywe platformy inwestycyjne. Wśród pokrzywdzonych byli Polacy, a szacowane straty w sprawie sięgały 80 mln zł. Do działań doszło po wystąpieniu Prokuratury Regionalnej w Krakowie o pomoc prawną do strony ukraińskiej.
„Midas". Łapówka za wypłatę należnych pieniędzy
Również 4 listopada NABU i SAPO poinformowały o zakończeniu głównego postępowania przygotowawczego w operacji „Midas” i udostępnieniu akt obronie. Sprawę po raz pierwszy ujawniono w listopadzie 2025 r. Jej centrum stanowi państwowy Energoatom, operator ukraińskich elektrowni jądrowych. Po zapoznaniu się stron z materiałami prokuratura będzie mogła skierować akt oskarżenia do sądu. Równolegle śledczy badają w osobnych postępowaniach kolejne podejrzenia dotyczące wręczania i przyjmowania łapówek w energetyce oraz prania pieniędzy.
Mechanizm, który śledczy nazwali „szlabanem”, miał polegać na żądaniu od dostawców Energoatomu i innych przedsiębiorstw podlegających resortowi energetyki od 10 do 15 proc. wartości kontraktów. Firmom, które odmawiały zapłaty, groziło według śledztwa wstrzymanie należnych płatności lub odebranie statusu dostawcy. Oznaczało to, że wykonawca mógł wywiązać się z umowy, a później stanąć przed wyborem między oddaniem części wynagrodzenia a utratą płynności lub kolejnych zamówień. Taki układ sprzyja przerzucaniu kosztów łapówki na ceny i wypychaniu z rynku firm, które nie chcą w nim uczestniczyć. W państwie, które musi naprawiać i chronić infrastrukturę przed rosyjskimi atakami, stawką jest również dostęp do rzetelnych dostawców wtedy, gdy są najbardziej potrzebni.
Według śledczych w latach 2020–2025 do biura obsługującego finanse grupy trafiło z sektora energetycznego ponad 111 mln dolarów oraz 12 mln euro w gotówce. Te liczby opisują ustalone przez NABU przepływy do zaplecza finansowego grupy. Do prania pieniędzy miały służyć m.in. kryptowaluty, papiery wartościowe i zagraniczny fundusz inwestycyjny. Biuro informuje o działaniach na rzecz zajęcia aktywów na Ukrainie i poza jej granicami. Odzyskanie majątku będzie odrębnym sprawdzianem skuteczności, zwłaszcza tam, gdzie potrzebna jest współpraca z innymi państwami.
Wśród podejrzanych w głównej sprawie są Tymur Mindicz, były partner biznesowy Zełenskiego, były minister energetyki Herman Hałuszczenko i były wicepremier Ołeksij Czernyszow. Hałuszczenkę śledczy podejrzewają o udział w organizacji przestępczej i pranie pieniędzy, a Czernyszowa w tym wątku o nielegalne wzbogacenie. Mindicz, którego śledczy uważają za jednego z kierujących grupą, zaprzecza, że dopuścił się przestępstwa. Sprawa dotknęła ludzi, którzy mieli dostęp zarówno do decyzji w sektorze państwowym, jak i do najbliższego otoczenia politycznego prezydenta.
Osobnym, powiązanym postępowaniem jest sprawa osiedla „Dynastia” pod Kijowem. W maju 2026 r. wśród siedmiu podejrzanych znalazł się w niej Andrij Jermak, wieloletni szef Biura Prezydenta Ukrainy, który stracił stanowisko w listopadzie 2025 r. Według NABU grupa miała wyprać przy budowie luksusowych rezydencji ponad 460 mln hrywien, a część środków miała pochodzić z mechanizmu korupcyjnego w Energoatomie. Obrońca Jermaka uznał podejrzenia za bezpodstawne. Powiązanie obu postępowań przez przepływy pieniędzy pokazuje, dlaczego badanie samych umów państwowej spółki byłoby niewystarczające. Śledczy muszą także odtworzyć, gdzie ostatecznie trafiały pieniądze i komu mogły przynieść korzyść.
Dlaczego Ukraińcy wyszli na ulice w obronie śledczych?
NABU i SAPO powstały w 2015 r., a wyspecjalizowany sąd antykorupcyjny zaczął orzekać w 2019 r. Detektywi NABU zbierają dowody w sprawach korupcji na wysokim szczeblu, prokuratorzy SAPO kierują postępowaniami pod względem procesowym i występują przed sądem, a WAKS orzeka w sprawach i rozpatruje wnioski o środki zapobiegawcze. Gdy w aktach pojawia się nazwisko ministra albo kierownika prokuratury, od samodzielności tych instytucji zależy, czy sprawa będzie mogła dojść od pierwszego przeszukania do rozprawy.
22 lipca 2025 r. Rada Najwyższa uchwaliła, a Wołodymyr Zełenski podpisał ustawę ograniczającą autonomię NABU i SAPO. Prokurator generalny zyskał m.in. szerszy dostęp do akt oraz możliwość wydawania detektywom wiążących poleceń i przekazywania spraw innym organom. Zełenski tłumaczył zmiany potrzebą usunięcia rosyjskich wpływów z instytucji ścigania. W Kijowie i innych miastach rozpoczęły się protesty, a zastrzeżenia zgłosili także partnerzy Ukrainy z Unii Europejskiej. Dziewięć dni później, 31 lipca, 331 deputowanych poparło nowy projekt prezydenta, przywracający kluczowe gwarancje niezależności obu instytucji. Zełenski podpisał ustawę tego samego dnia.
Wrześniowy wątek „Kartaginy” pozwala zobaczyć, o co toczył się tamten spór. Gdyby lipcowe ograniczenia utrzymano, większy wpływ na postępowania NABU miałby urząd, którego własnych pracowników objęło później jedno z najpoważniejszych śledztw. W „Midasie” podobny problem dotyczy politycznej bliskości podejrzanych z ośrodkiem władzy. Protestujący bronili możliwości prowadzenia takich spraw także wtedy, gdy ich wynik jest niewygodny dla urzędujących polityków. W warunkach pełnoskalowej wojny ukraińskie społeczeństwo pokazało, że traktuje niezależność śledczych jako część sprawnego państwa.
Jak ocenić skuteczność NABU i SAPO?
Za aktywnością tych instytucji stoją już wyniki sądowe. Według sprawozdania za pierwsze półrocze 2026 r. formalnie powiadomiono o podejrzeniu 107 osób, skierowano do sądu 56 aktów oskarżenia dotyczących 106 osób, a 55 wyroków skazujących wobec 76 osób się uprawomocniło. Statystyki obejmują różne etapy pracy i sprawy wszczęte w różnych okresach. Przykładem sięgnięcia na szczyty instytucji jest sprawa byłego prezesa Sądu Najwyższego Wsewołoda Kniaziewa. WAKS zatwierdził porozumienie z prokuraturą, w którym przyznał się on do winy, i wymierzył karę pięciu lat więzienia z konfiskatą majątku.
Komisja Europejska w raporcie z 2 listopada odnotowała postęp w zwalczaniu korupcji, wiążąc go przede wszystkim z pracą NABU, SAPO i sądu antykorupcyjnego. Jednocześnie wskazała na zgłaszane przez te instytucje naciski ze strony innych organów państwa oraz na utrzymujące się ryzyko korupcji w energetyce, obronności i budownictwie. Zwróciła też uwagę na zaległości sądowe i przypadki przedawnienia. Wśród konkretnych problemów wymieniła brak samodzielnych możliwości prowadzenia podsłuchów przez NABU i trudności z szybkim uzyskaniem bezstronnych ekspertyz. Kiedy podejrzenia dotyczą ludzi ze służb, możliwość samodzielnego zbierania dowodów staje się równie istotna jak ustawowe prawo do wszczęcia śledztwa.
Ocena Ukrainy na podstawie samych nagłówków o nowych aferach gubi tę część obrazu. Korupcja sięga strategicznych obszarów państwa, a ukraińskie instytucje rzeczywiście potrafią prowadzić śledztwa także wobec ludzi z kierownictwa służb, rządu czy otoczenia prezydenta.

