Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Okrętowe rakiety SM-2 strzelane z lądu. Nowa szansa dla Ukrainy

SM-2
Pocisk rakietowy Standard Missile 2 (SM-2) Królewskiej Marynarki Wojennej Australii odpalany z wyrzutni Expeditionary Launch System Derringer podczas ćwiczeń Taipan Strike 26 na poligonie Woomera w Australii Południowej
Autor. defence.gov.au

Australijczycy udowodnili, że przeciwlotnicze rakiety okrętowe SM-2 można wystrzeliwać z wyrzutni lądowych. Duży światowy zapas tych pocisków może więc wspomóc atakowaną Ukrainę.

Australijskie Siły Obronne poinformowały o udanych próbach wykorzystania okrętowych rakiet przeciwlotniczych średniego zasięgu Standard Missile-2 (SM-2) z prototypu lądowej, holowanej wyrzutni rakietowej ELS (Expeditionary Launch System) na podwoziu Derringer. Całe rozwiązanie jest proste i zostało opracowane siłami australijskiego i amerykańskiego przemysłu pod nadzorem Królewskich Australijskich Sił Powietrznych oraz przy udziale Królewskiej Marynarki Wojennej Australii (Royal Australian Navy) i Grupy ds. Pozyskiwania i Utrzymania Zdolności (Capability Acquisition and Sustainment Group).

Reklama

Testy przeprowadzone na poligonie Woomera w Australii Południowej podczas ćwiczeń Taipan Strike 2026 zakończyły się sukcesem. Rakieta SM-2 wystrzelona z wyrzutni lądowej z powodzeniem zestrzeliła bowiem sztuczny cel BQM-74E symulujący rakietę manewrującą. Co ważne, dokonano tego poprzez zintegrowanie tej wyrzutni z amerykańskim systemem kierowania ogniem Aegis (Virtualised Aegis Weapon System) przygotowanym przez koncern Lockheed Martin oraz z australijskim radarem firmy CEA Technologies.

Ten pierwszy tego typu test ogniowy jest praktyczną demonstracją tego, jak Australijskie Siły Obronne współpracują ze swoimi partnerami i lokalnym przemysłem, aby zapewnić kluczowe zdolności obronne – zwiększając naszą suwerenność i pomagając zapewnić bezpieczeństwo Australijczykom.
Richard Marles, wicepremier i minister obrony Australii

Dla Australijczyków jest to dowód, że amerykańskie rakiety przeciwlotnicze nie muszą współpracować jedynie z amerykańskimi radarami. Jest to ważny krok na drodze do budowy własnego systemu naziemnej obrony powietrznej średniego zasięgu, który ma chronić Australię m.in. przed zagrożeniami ze strony rakiet manewrujących dalekiego zasięgu i pocisków hipersonicznych. Trzeba jednak pamiętać, że przetestowany na poligonie Woomera zestaw jest tylko kandydatem (choć poważnym) na przyszły australijski naziemny system obrony powietrznej średniego zasięgu.

Nowe źródło rakiet przeciwlotniczych dla obrony lądowej

Australijski sukces może mieć o wiele większe znaczenie niż pozornie wynika z oficjalnego komunikatu. Australijczycy udowodnili bowiem, że przy obecnym postępie technologicznym okrętowe rakiety przeciwlotnicze, wcześniej kojarzone z konkretnym systemem obrony powietrznej, mogą być integrowane w ramach zupełnie nowych rozwiązań. Można więc z ich pomocą tworzyć ekspedycyjne zestawy lądowe, bez konieczności opracowywania nowych rakiet oraz potrzebnych for nich elementów baterii.

Jest to więc idealne rozwiązanie chociażby dla Ukrainy, która pilnie potrzebuje pocisków przeciwlotniczych do obrony swoich miast. Niestety uzyskanie do nich dostępu, szczególnie w odniesieniu do systemu Patriot, stanowi coraz większy problem. Dzięki Australijczykom dla Ukraińców otwiera się kolejny rezerwuar rakiet przeciwlotniczych, które można będzie im użyczyć, po wcześniejszym ich zintegrowaniu z odpowiednim radarem kierowania uzbrojeniem oraz zwirtualizowanym systemem kierowania ogniem Aegis.

SM-2
Wyrzutnia Expeditionary Launch System Derringer rakiet Standard Missile 2 (SM-2) Królewskiej Marynarki Wojennej Australii podczas ćwiczeń Taipan Strike 26 na poligonie Woomera w Australii Południowej
Autor. defence.gov.au

Teoretycznie nie są do tego nawet potrzebne australijskie wyrzutnie, ponieważ z ich zbudowaniem Ukraińcy nie będą mieli żadnego problemu (nawet poprzez adaptowanie już gotowych, własnych zestawów startowych). Pomoże w tym sposób transportu rakiet SM-2, które od razu są umieszczone w kontenerach startowych. W testach australijskich różniły się one nieco od modułów montowanych na okrętach, jednak i z tym problemem na pewno Ukraińcy by sobie szybko poradzili.

Reklama

Największym wyzwaniem byłoby oczywiście zdobycie odpowiedniego radaru kierowania uzbrojeniem, jednak na świecie powstaje bardzo dużo stacji radiolokacyjnych o zdolnościach, jakie ma rozwiązanie opracowane przez australijską firmę CEA Technologies. Ich pozyskanie jest więc możliwe i dałoby nie tylko pomoc ukraińskiej obronie powietrznej, ale byłoby bojowym testem tego rozwiązania.

Tysiące amerykańskich rakiet

Najmniejszy problem byłby z rakietami SM-2, ponieważ są one nadal wykorzystywane przez Stany Zjednoczone, Australię, Kanadę, Niemcy, Japonię, Koreę Południową, Holandię, Hiszpanię i Tajwan. Dodatkowo amerykański koncern RTX zapowiada produkowanie tych pocisków jeszcze po 2035 roku. Powstają więc ich zupełnie nowe wersje (SM-2 Block IIIA i IIIB), które będą sukcesywnie zastępowały starsze odmiany.

I to właśnie te wycofywane pociski mogłyby z powodzeniem zostać wysłane na Ukrainę. Może być ich bardzo dużo, ponieważ od lat siedemdziesiątych wyprodukowano ich ponad 5000 i być może zalegają one w jakichś magazynach (szczególnie amerykańskich). Tymczasem to, co jest traktowane jako już nieprzydatne dla US Navy, może być użyteczne dla Ukrainy. Pociski SM-2 mogą się bowiem sprawdzić nawet w odniesieniu do takich celów, jak rakiety manewrujące stealth i być może rakiety hipersoniczne.

SM-2 radar
System antenowy radaru Phased Array firmy CEA Technologies zainstalowany na potrzeby ćwiczeń Taipan Strike 2026, które odbyły się na poligonie Woomera Test Range w Australii Południowej
Autor. defence.gov.au

W zwalczaniu tak wymagających obiektów powietrznych pomaga sam sposób naprowadzania pocisków SM-2, który:

  • w pierwszej fazie opiera się na nawigacji inercyjnej przez lot po trajektorii wyliczonej przez system kierowania ogniem;
  • w fazie środkowej polega na korygowaniu toru lotu komendami radiowymi;
  • w fazie końcowej polega na podświetlaniu celu przez radar, dzięki czemu głowica rakiety może się naprowadzać na radiolokacyjne promieniowanie odbite od atakowanego obiektu (radarowe naprowadzanie półaktywne).

Jest to rozwiązanie bardzo skuteczne, szczególnie w przypadku braku aktywnych zakłóceń radioelektronicznych. W obecności takich zakłóceń starsze pociski mogłyby mieć oczywiście problemy. Jednak mówimy o systemie przeciwlotniczym działającym daleko w głębi ukraińskiego terytorium, gdzie rosyjskie silne przeciwdziałanie elektroniczne jest mało prawdopodobne.

Gdyby ukraińska integracja rakiet SM-2 się rzeczywiście udała, to można by się wtedy pokusić również o wykorzystanie na Ukrainie jeszcze starszych, okrętowych rakiet typu SM-1. Nie są one już produkowane, jednak być może ich zapas magazynowy na świecie jest jeszcze bardzo pokaźny. I nie ma tu znaczenia, że są to już naprawdę stare rakiety. Jest bardzo prawdopodobne, że one również bardzo dobrze sprawdziłyby się w odniesieniu do celów powietrznych takich jak chociażby drony kamikaze Gierań.

Tak samo jak wcześniej sprawdziły się pociski ze starych, poradzieckich systemów Kub, Newa i Osa.

Reklama
Reklama

Polecane

czytaj więcej

Wojna na Ukrainie

Mogą Cię zainteresować