Przemysł Zbrojeniowy

"Ślązak" 20 miesięcy po terminie? Opóźniona przebudowa korwety na patrolowiec

  • Lekki rosyjski dron - fot. mil.ru

Według nieoficjalnych danych okręt patrolowy „Ślązak” ma zostać przekazany Marynarce Wojennej 31 lipca 2018 r., a więc 20 miesięcy po zakładanym terminie, którym miał być listopad 2016 r. Wina leży nie tylko po stronie Wykonawcy, ale również po stronie Zamawiającego i niestety taka sytuacja może się powtórzyć na każdym, przyszłym, polskim okręcie. Pierwotnie budowa okrętu powstającego jako korweta Gawron rozpoczęła się jeszcze w 2001 roku, do jego oddania może więc upłynąć łącznie 17 lat.

Nadal nie ma oficjalnego komunikatu na temat terminu zakończenia prac na patrolowcu „Ślązak”, chociaż wyjaśnienie takie powinna się ukazać biorąc pod uwagę wcześniejsze deklaracje Sił Zbrojnych RP. Wskazywały one wyraźnie na 30 listopada 2016 r., jako datę przekazania okrętu polskim siłom morskim

Prototypowa korweta Gowind 2500 o wyporności 2600 ton i długości 102 m będzie przekazana marynarce egipskiej we wrześniu 2017 r. a więc po 36 miesiącach. Fot. DCNS

Dlatego postanowiliśmy opublikować niepotwierdzone oficjalnie dane dotyczące obecnego harmonogram przekazania „Ślązaka”. Plan ten ma wyglądać następująco:

  • próby portowe HAT (Harbour Acceptance Test) – drugi kwartał 2017 r.;
  • próby morskie SAT (Sea Acceptance Test) – trzeci kwartał 2017 r.;
  • wprowadzenie okrętu do służby w Marynarce Wojennej - 31 lipiec 2018 r.

Tymczasem przypomnijmy, że podczas wodowania „Ślązaka” 2 lipca 2015 r. ówczesny Minister Obrony Narodowej Tomasz Siemoniak stwierdził na konferencji prasowej, że „z harmonogramu, który mamy przyjęty wynika, że to będzie w II połowie przyszłego roku. Trzeba teraz wyposażyć okręt, już wtedy, kiedy będzie się znajdował na wodzie, trzeba przeszkolić załogę. Więc przewidujemy, że pod koniec przyszłego roku wejdzie normalnie do służby, tylko trzeba oczywiście przeprowadzić próby morskie…. Chcę tylko podkreślić, że w tym przypadku, tak jak się umówiliśmy w roku 2013 podpisując umowę, harmonogram został przez Stocznię Marynarki Wojennej dotrzymany”.

Obecnie widać, że nie został.

Patrolowiec „Ślązak” będzie oddany dwadzieścia miesięcy po terminie. Fot. M.Dura

Unowocześnienie Marynarki Wojennej to był podobno priorytet

Umowa dotycząca dokończenia korwety Gawron jako okręt patrolowy „Ślązak” została podpisana 23 września 2013 r, ze strony zamawiającego – przez szefa Inspektoratu Uzbrojenia ds. Techniki Morskiej i Lotniczej Jana Woźniaka, natomiast wykonawcę reprezentowała Magdalena Smółka, syndyk Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni. Informowano wtedy nieoficjalnie, że kontrakt będzie zrealizowany do końca listopada 2016 r. Teraz się okazuje, że potrzeba na to prawie dwukrotnie więcej czasu i - niestety - więcej pieniędzy.

Przypomnijmy więc słowa ówczesnego premiera Donalda Tuska, który w czasie uroczystego podpisania kontraktów na okręt „Ślązak” i „Kormoran” we wrześniu 2013 r. w Porcie Wojennym Gdynia Oksywie  zapowiadał: „Mówię o decyzjach, które powinny zmienić ten niepokojący stan rzeczy w Marynarce Wojennej. Mówię tutaj o poziomie sprzętu, o wiekowości tego sprzętu z którego korzysta MW… Decyzje, jakie wspólnie podjęliśmy oznaczają, że pod koniec tej dekady nastąpi radykalna zmiana jeśli idzie o unowocześnienie tego sprzętu. Jeśli dobrze pamiętam około 80% sprzętu pod koniec tej dekady będzie sprzętem nowoczesnym. Dzisiaj to jest 5%”.

Według byłego premiera: „kryteria nowoczesności na nowoczesnym teatrze wojny to jest absolutnie klucz do bezpieczeństwa, także do bezpieczeństwa Polski tutaj na Bałtyku”. Teraz już wiadomo, że do 2020 r. Marynarka Wojenna otrzyma prawdopodobnie tylko dwa lub trzy nowoczesne okręty bojowe.

Okręty patrolowe typu Holland są o wiele mniej skomplikowane niż planowane do wprowadzenia w Marynarce Wojennej Czaple i na pewno od „Ślązaka”. Fot. Damen

Czy ktoś dokona audytu projektów okrętowych dla Marynarki Wojennej?

Niestety, termin oddania okrętu „Ślązak” wcale nie musi być dotrzymany. I wina w tym przypadku nie musi leżeć tylko po stronie Wykonawcy, ale również Zamawiającego. O ile jednak wiele już napisano o problemach polskich stoczni, o tyle w Polsce nie ma odważnego, który zdecydowałby się na ocenę zasadności wielu rozwiązań, których wprowadzenia zażyczyli sobie specjaliści Marynarki Wojennej.

Te „prawdopodobnie” zbyt wygórowane, jak na potrzeby i możliwości finansowe, wymagania spowodowały, że polskie okręty są skomplikowane, czasochłonne w budowie, drogie w produkcji i będą kosztowne w eksploatacji. Specjaliści z Marynarki Wojennej czują się jednak bezpieczni, ponieważ większość wymagań jest niejawna i ani dziennikarze, ani zewnętrzni analitycy nie mogą o nich pisać.

Dlatego można mieć tylko nadzieję, że ktoś w resorcie obrony naprawdę zastanowi się nad zasadnością niektórych wymagań, nie da się zbyć zasłoną z często „nadinterpretowanych” przepisów i jeżeli nawet nie wyeliminuje pewnych wymagań, to je przynajmniej ograniczy. Tak jak kiedyś zrezygnowano w Polsce z pomysłu, by zakładać kraty na bulaje okrętowe (a takie bulaje już wykonano) z powodu tajnych urządzeń znajdujących się wewnątrz pomieszczenia.

Na bazie własnego doświadczenia podpowiadamy resortowi obrony, że takimi wzbudzającymi kontrowersje sprawami są prawdopodobnie m.in:

  • bezzasadnie rozbudowanie systemów dowodzenia;
  • bezzasadnie rozbudowanie systemów zewnętrznej łączności okrętowej;
  • do przesady realizowane rozwiązania, mające zapewnić „niejawność opracowywanej na okrętach informacji”.

W każdym z tych trzech przypadków specjaliści Marynarki Wojennej prawdopodobnie działają asekurancko, niepotrzebnie komplikując projekt i zwiększając koszty. Za każdym razem piszemy „prawdopodobnie”, ponieważ schemat łączności okrętowej wewnętrznej i zewnętrznej oraz organizacja okrętowego systemu dowodzenia są starannie ukrywane i to nie tylko ze względu na przepisy o ochronie informacji niejawnej.

W BCI na okrętach patrolowych typu Holland jest 9 stanowisk operatorskich. Ile będzie na polskich okrętach? Fot. Damen

Dobitnym tego przykładem jest liczba konsol operatorskich w Bojowym Centrum Informacyjnym (BCI) na pokładzie okrętu „Ślązak”, który już nie jako korweta, ale patrolowiec, miał mieć z założenia ograniczoną ilość zadań i uzbrojenia. Jak się okazuje tylko teoretycznie, bo ostatecznie tych konsol ma być podobno ponad szesnaście, a więc więcej niż na pięciokrotnie większych niszczycielach rakietowych typu Arleigh Burke - wykorzystywanych w tarczy antyrakietowej.

Tymczasem na prawie dwukrotnie większym od „Ślązaka” holenderskim okręcie patrolowym typu Holland (o wyporności 3750 ton) w najwyższym stopniu gotowości bojowej ma pracować maksymalnie dwanaście osób, z czego dziewięć obsługuje konsole przypisane okrętowemu systemowi walki (pięć stanowisk operatorskich w tylnym rzędzie i cztery z przodu).

Dodatkowe trzy osoby obsługują: oddzielne stanowisko zdalnie sterowanego karabinu maszynowego 12,7 mm oraz dwuosobowe stanowisko przeznaczone do kontroli wszystkich systemów podlegających działowi mechanicznemu (stamtąd odbywa się również kontrola uszkodzeń i systemów pożarowych, co pozwala na śledzenie i koordynowanie przebiegu akcji ratowniczych).

Albo więc Holendrzy czegoś zapomnieli, albo my przygotowujemy się na coś, o czym oni nie myślą. Przypomnijmy jednak, że okręty typu Holland są przygotowane do rozszerzenia w razie konieczności liczby wykonywanych zadań. Dlatego wyposażono je w pełni zintegrowany maszt IM-400, zawierający sensory z możliwościami daleko wykraczającymi poza potrzeby okrętu patrolowego. Więc tłumaczenie, że w przypadku „Ślązaka” myślano perspektywicznie jest co najmniej dyskusyjne.

Niszczyciel min „Kormoran” spełni wymagania Marynarki Wojennej, ale czy wszystkie te wymagania były rzeczywiście konieczne? Fot. M.Dura

Niestety, jeszcze mniej wiadomo o polskich wymaganiach dotyczących systemów łączności. Nieoficjalnie mówi się, że ilość żądanego przez MW sprzętu radiowego wskazuje bardziej na budowę okrętu dowodzenia, a nie patrolowca, korwety czy niszczyciela min. Może więc warto zamówić ocenę rozwiązań zaproponowanych w Polsce, albo chociaż porównać je z podobnymi rozwiązaniami stosowanymi na okrętach zachodnich tej samej klasy. Może np. warto zobaczyć, w jaki sposób zabezpiecza się okrętowy system walki – nawet jeżeli ma on przetwarzać informacje niejawne.

A wtedy się może okazać, że polskie okręty mogą być tańsze, a ich budowa nie będzie tak skomplikowana i tak długa, jak w przypadku „Ślązaka”.

Komentarze