Siły zbrojne

Niemcy wzmocnią SHORAD. Patrioty dłużej w służbie

Fot. Rheinmetall.
Fot. Rheinmetall.

Ministerstwo obrony Niemiec przedstawiło parlamentowi propozycję modernizacji obrony powietrznej w perspektywie do 2030 roku. Berlin zdecydował się na zmianę priorytetów – jako pierwsza ma być realizowana obrona powietrzna krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu, natomiast rolę systemu średniego zasięgu będą nadal pełnić Patrioty.

Zgodnie z propozycją przedstawioną przez niemiecki resort obrony, modernizacja „tarczy” ma być realizowana w kilku krokach. Po pierwsze, od 2023 roku mają być dalej ulepszane posiadane przez Berlin zestawy Patriot. Zakres prac nie jest obecnie znany, ale już na podstawie kontraktów z 2019 roku otrzymują one np. nowe, cyfrowe procesory stacji radiolokacyjnej, systemy zobrazowania, a także zdolność do użycia pocisków PAC-3 MSE. Patrioty będą więc służyć Niemcom do 2030 roku, lub nawet dłużej.

W jednym z komunikatów Luftwaffe (siły powietrzne Niemiec) podkreśliły, że posiadane Patrioty pozwalają spełniać zobowiązania wobec NATO „bez ograniczeń”, a modernizacje dają możliwość wydłużenia ich służby. Obecnie Niemcy dysponują 12 bateriami Patriot PAC-3/PAC-3+ przeznaczonymi do użycia operacyjnego i dwoma szkolnymi. Choć pierwszy raz wdrożono je do służby na przełomie lat 80. i 90. XX wieku, to były one wielokrotnie modernizowane. Część z nich wycofano i przekazano innym państwom, jak Hiszpania (używająca wersji PAC-2+), Izrael czy Korea Południowa (modernizująca je do wersji PAC-3/PAC-3+).

Planowano zastąpienie Patriotów przez nowy, sieciocentryczny system TLVS, łączący warstwy średniego i krótkiego zasięgu, jednak jego wprowadzenie opóźni się, otwarta jest też kwestia jego konfiguracji. Jak podał serwis Augen Geradeaus, powodem są głównie koszty – szacowane nawet na 13 mld euro. To znacznie więcej, niż zakładano pierwotnie, ale powodem mogła być np. zmiana konfiguracji systemu i zwiększenie liczby sensorów oraz efektorów (w tym ich zapasu). Pierwotnie w ramach jednej z koncepcji (opisanej w ubiegłym roku przez Europaeische Sicherheit und Technik) zakładano pozyskanie zaledwie 15 wyrzutni pocisków PAC-3 MSE i 17 wyrzutni IRIS-T SL i tylko trzech radarów wstępnego wykrywania dla pełnego zastąpienia Patriotów. 

Priorytetem niemieckiego resortu obrony staje się natomiast program NNBS - Nah- und Nächstbereichsschutz, czyli budowa zdolności obrony krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu. Obecnie potencjał w tym zakresie jest zdecydowanie niewystarczający zarówno pod względem ilościowym jak i jakościowym, bo Niemcy mają jedynie kilkanaście samobieżnych zestawów Ozelot z rakietami Stinger. Te muszą zostać zastąpione najpóźniej od 2026 roku. Podkreśla się, że zastępujący je system powinien być mobilny i zapewniać ochronę przeciwko klasycznym zagrożeniom (np. załogowym samolotom i śmigłowcom), jak i przeciwko bezzałogowcom. Niemcy są świadomi braków w tym zakresie, szczególnie po analizie wniosków z konfliktu w Górskim Karabachu.

Według Augen Geradeaus budowa wstępnej zdolności w tym zakresie może kosztować około 1,3 mld euro i na razie nie ma tych pieniędzy w budżecie. Konieczne będzie także zwiększenie liczebności jednostek zajmujących się obroną powietrzną krótkiego zasięgu – o około 500 etatów. Dla porównania, jedyna jednostka Luftwaffe zajmująca się naziemną obroną powietrzną, czyli Flugabwehrraketengruppe 61, na uzbrojeniu której pozostają wspomniane Ozeloty, a także 2 baterie systemu MANTIS i nieliczne przenośne Stingery, liczy około 400 żołnierzy. Trzeba tu dodać, że od 2012 za naziemną obronę powietrzną w Niemczech odpowiadają wyłącznie siły powietrzne, w wojskach lądowych pododdziały OPL zlikwidowano.

Zakłada się, że w pierwszej kolejności Niemcy mogą zdecydować się na zakup systemów obrony powietrznej bazujących na istniejącej technologii. Mogą to być więc samobieżne zestawy z armatami 30 lub 35 mm oferowane przez Rheinmetalla. Stosunkowo niedawno koncern ten ujawnił nową koncepcję zestawu z armatą 30 mm oraz dwoma wyrzutniami pocisków rakietowych, zwaną Skyranger 30. Broń ta ma możliwość użycia amunicji programowalnej, podobnie jak cięższa armata 35 mm w zestawie Skyranger 35, a jednocześnie daje możliwość użycia pocisków rakietowych na jednym podwoziu i przy tym jest lżejsza. Co ciekawe, armata KCE użyta w tym zestawie opiera się na rozwiązaniach działka KCA użytego w samolocie JAS 37 Viggen, oczywiście głęboko zmodernizowanego.

Z kolei jeśli chodzi o pociski rakietowe, jedną z opcji jest zastosowanie rakiet rodziny IRIS-T SLS, jakie w wersji ziemia-powietrze są już używane w Szwecji, a niedługo wejdą także do służby w Norwegii. Niemcy podkreślają, że obrona powietrzna krótkiego zasięgu może być przedmiotem dla współpracy na poziomie europejskim. Mogą więc być dopuszczane również inne rozwiązania, a każdą decyzję będzie musiał zatwierdzić parlament.

Docelowo Niemcy chcą utworzyć bardziej kompleksowe zdolności, uwzględniające też np. systemy energii skierowanej. Koszty szacowane są na dodatkowe 4 mld euro, a zapotrzebowanie na personel – 1500 etatów. Jeśli więc plany te zostaną zrealizowane, będzie to oznaczało zwielokrotnienie liczebności żołnierzy odpowiedzialnych za obronę powietrzną krótkiego/bardzo krótkiego zasięgu. I nie ma w tym nic dziwnego, bo ta zdolność musi być budowana niemal od zera. Jeśli plany uda się zrealizować, to za około dekadę Niemcy odbudują „dolne piętro” tarczy, zlikwidowane… dekadę temu w ramach strukturalnych cięć (gdy wycofano ostatnie zestawy Gepard i rozformowano jednostki obrony powietrznej wojsk lądowych).

Trzeba pamiętać, że ogłoszone przez resort obrony plany są jedynie propozycjami a każda z nich musi zostać zatwierdzona przez parlament. W Niemczech w tym roku odbywają się wybory parlamentarne. Pojawia się coraz więcej głosów o konieczności spowolnienia wzrostu wydatków na armię, szczególnie z lewej strony sceny politycznej. Wszystko to w momencie, gdy zatwierdzone niedawno duże i drogie programy modernizacyjne (jak zakup kolejnej partii Eurofighterów czy fregat typu 126) konsumują znaczną część budżetu Bundeswehry. Jeśli więc w Republice Federalnej władzę obejmie koalicja z udziałem SPD, Zielonych i postkomunistycznej Lewicy, to nawet te plany mogą stanąć pod znakiem zapytania. A obrona krótkiego zasięgu jest absolutnie niezbędna, by Niemcy mogły skutecznie realizować swoje zobowiązania sojusznicze.

Zwrot w stronę obrony krótkiego zasięgu, jakiego dokonał niemiecki resort obrony, może być więc wyjściem naprzeciw oczekiwaniom polityków, którzy chcą rozwiązań mniej kosztownych, niż wspomniany system TLVS. Zdolności średniego zasięgu, które już są w niemieckiej armii (Patriot), mogą więc zostać potraktowane jako „wystarczająco dobre” („good enough”), natomiast priorytetem staje się budowa prawie od zera obrony krótkiego zasięgu. Ta ostatnia dziś w zasadzie nie istnieje, a jednocześnie jest niezbędna zarówno do skutecznego wykorzystania Patriotów w sytuacji zagrożenia, jak i do zabezpieczenia mobilnych wojsk lądowych przed zagrożeniami, jakie mogą pojawić się na polu walki. Wszystko to nie zmienia faktu, że rozbudowa „tarczy” przez Niemcy opóźnia się po raz kolejny, co nie pozostaje bez wpływu na skuteczność całego systemu obrony kolektywnej i ma swoje następstwa dla innych państw w regionie – także dla Polski.

Komentarze