Siły zbrojne

Rosja od lat dostarczała broń Armenii i Azerbejdżanowi; teraz dołączyła jeszcze Turcja

Armeński T-90S. Fot. Jonj7490/CC BY-SA 4.0
Armeński T-90S. Fot. Jonj7490/CC BY-SA 4.0

Rosja dostarczała od lat uzbrojenie Armenii i Azerbejdżanowi, skonfliktowanym o Górski Karabach, uważając, że jest w stanie podtrzymać równowagę sił w regionie. Teraz jednak dołączył inny wpływowy gracz: Turcja — powiedział PAP rosyjski ekspert Aleksandr Golc.

Golc, komentator wojskowy, przypomniał, że po rozpadzie ZSRR jego byłe republiki, Armenia i Azerbajdżan odziedziczyły zasoby uzbrojenia i sprzętu, które znajdowały się w magazynach radzieckiego Kaukaskiego Okręgu Wojskowego. W późniejszych latach wśród broni, którą Rosja dostarczała obu państwom były czołgi T-90 i T-72, transportery opancerzone, systemy obrony przeciwlotniczej S-300 różnych modyfikacji oraz systemy artyleryjskie.

Całkiem niedawno Armenia otrzymała dość nowoczesne samoloty: cztery myśliwce Su-30. Azerbajdżan z kolei dysponuje całkiem zaawansowanym rosyjskim systemem artylerii rakietowej Sołncepiok z pociskami termobarycznymi — wymienia Golc. W Rosji wskazuje się, że Armenia otrzymuje uzbrojenie jako sojuszniczka Rosji, która udostępniła jej na swoim terytorium bazę wojskową. Dostawy broni realizowane są po wewnętrznych cenach rosyjskich albo finansowane z kredytów, których Rosja udzieliła Armenii. O wiele zamożniejszy Azerbejdżan kupował w ostatnich latach broń także od innych krajów, m.in. Izraela czy Turcji.

Jak tłumaczy Golc, wyposażanie obu stron konfliktu w broń było częścią polityki Rosji, która była nawet formułowana oficjalnie. "Sens polegał na tym, by dostarczać broń zarówno jednej, jak i drugiej stronie po to, by utrzymać równowagę sił" - wyjaśnia. Rosja, zdaniem eksperta, była w tym aspekcie podobna do imperium brytyjskiego w Indiach, które dostarczało tam broń zwalczającym się księstwom i w ten sposób, na podstawie ich równych sił, utrzymywało między nimi pokój.

"Moim zdaniem jest to polityka bardzo ryzykowna, dlatego, że zakładała ona, że Rosja jest na Zakaukaziu jedynym poważnym graczem zewnętrznym i w ten sposób może podtrzymywać tam równowagę sił. Gdy tylko pojawił się inny potężny gracz — a konkretnie Turcja — jedna ze stron, jak widzimy, uznała, że ma więcej sił, by odnieść zdecydowane zwycięstwo militarne" - zauważył ekspert. Ponadto, jego zdaniem teoria powstrzymywania, poza sferą broni jądrowej, wielokrotnie już nie sprawdzała się, bo "ocena własnej siły wojskowej i siły potencjalnego przeciwnika jest bardzo subiektywna".

Na razie Rosja nie ma wpływu na to, jak broń, którą wyprodukowała, jest wykorzystywana przez obie strony. Jednak "jeśli wojna przeciągnie się, to w pewnym momencie każda ze stron będzie musiała reperować i remontować zniszczoną broń, wymieniać popsute części zamienne. I wreszcie — potrzebne będzie uzupełnianie amunicji. I tu Rosja stanie przed nieuchronnym wyborem: dla kogo to robić, a dla kogo nie?" - mówi Golc. W ten sposób, w jego opinii, Rosja może mieć pewien wpływ na wynik konfliktu, ale nie wpływ decydujący.

Spośród obu stron konfliktu, jeśli patrzeć formalnie, bliższa Rosji jest Armenia. Obie należą do Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB), poradzieckiej organizacji obronnej. "Gdyby działania bojowe, nie daj Boże, rozprzestrzeniły się na terytorium Armenii, to, tak czy inaczej, Rosja byłaby skazana na podjęcie jakichś działań, bo formalnie Armenia jest jej sojuszniczką" w tej organizacji — wskazał Golc. Niemniej, Górski Karabach, na którego terytorium znów rozgorzał konflikt i toczą się teraz walki, nie jest formalnie częścią Armenii.

O Azerbejdżanie Rosja mówiła jako o swoim partnerze strategicznym. Armenia staje się jej jeszcze bliższa w momencie, gdy Azerbejdżan "zyskał drugiego +strategicznego partnera+, czyli Turcję" - ocenia Golc. "Przez ostatnich 20-25 lat Rosja działała w regionie, sądząc, że jest jedynym graczem zewnętrznym. Teraz pojawiła się Turcja i chcąc nie chcąc, kraje te znalazły się w sytuacji, w której konkurują między sobą" - wskazał ekspert.

Przyznał on, że potencjalnie istnieje ryzyko konfrontacji Rosji i Turcji w związku z walkami w Górskim Karabachu. Jednak, jak zauważył, już wcześniej pomiędzy Turcją i Rosją powstawały sytuacje konfliktowe wokół Syrii. "Wówczas strony rozwiązywały je w stylu realpolitik XIX wieku, gdy (prezydent Turcji Recep Tayyip) Erdogan spotykał się z (prezydentem Rosji Władimirem) Putinem i obaj decydowali o losach trzeciego kraju" - podsumował komentator.

Wśród tureckich systemów uzbrojenia, używanych w obecnym konflikcie, szczególną rolę odgrywają bezzałogowce Bayraktar TB2, używane wcześniej m.in. w Libii i Syrii. Drony te są uzbrojone. Do ataków siły zbrojne Azerbejdżanu używają jednak również amunicji krążącej, w tym izraelskich systemów IAI Harop.

PAP/Defence24.pl

image
Reklam

Komentarze