- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Dlaczego nowoczesny i drogi saudyjski system obrony powietrznej jest dziurawy
Autor. Siły zbrojne Arabii Saudyjskiej
Drogi i jeden z najnowocześniejszych systemów przeciwlotniczych na świecie, który działa w Arabii Saudyjskiej, okazał się nie w pełni skuteczny w zwalczaniu prymitywnych rakiet wystrzelonych przez bojowników Huti. Teraz wyjaśniamy, dlaczego.
Udany atak rakiet Huti na port lotniczy w Rijadzie jest kolejnym dowodem na to, że odpowiedni stosunek „koszt – efekt” w przypadku baterii przeciwlotniczych jest równie ważny, jak ich efektywność. Stosując bowiem zbyt drogie efektory w odniesieniu do zwalczanych celów, w pewnym momencie dochodzi się do granicy, którą jest niedobór rakiet na wyrzutniach. I to właśnie dlatego pociski rakietowe wystrzelone przez Huti zaczynają się przebijać przez supernowoczesną saudyjską obronę powietrzną.
O tym, w jak trudnej sytuacji znaleźli się Saudowie, może świadczyć fakt, że nie obronili się nawet wtedy, gdy wiedzieli, co będzie atakowane i mieli czas na przygotowanie obrony. Już od momentu rozpoczęcia przez Huti, we wrześniu 2026 roku, nowej kampanii wojskowej przeciwko Arabii Saudyjskiej, było bowiem jasne, że jednym z ważniejszych celów będzie międzynarodowy port lotniczy King Khalid w Rijadzie. I rzeczywiście został on zaatakowany 5 października 2026 roku (gdy ranne zostały trzy osoby), 8 października (gdy zginęły już trzy osoby i został uszkodzony samolot pasażerski) i wreszcie 10 października (kiedy zginęło 12 osób, a 309 zostało rannych).
Huti odnieśli więc sukces, ponieważ saudyjski urząd lotnictwa cywilnego musiał wstrzymać operacje w Rijadzie i przekierować wszystkie loty gdzie indziej. Tym samym przewoźnicy lotniczy otrzymali sygnał, że w Arabii Saudyjskiej nie jest już bezpiecznie. To poczucie zagrożenia pogłębiło dodatkowo ostrzeżenie Huti skierowane do ewentualnych pasażerów z 11 października 2026 roku, by unikali saudyjskich lotnisk. Podobne sygnały zostały wysłane także ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.
Dawid i Goliat
Starcie Huti z Arabią Saudyjską z pozoru przypomina pojedynek Dawida z Goliatem. Z jednej strony stoją bowiem Saudowie posiadający jedną z najlepiej wyposażonych armii na świecie i dostęp do ogromnych środków finansowych. Z drugiej zaś strony są bojownicy Huti, których traktuje się często jak słabo wyposażonych rebeliantów bez dostępu do najnowszych technologii. Tę przewagę Saudów widać szczególnie w przypadku obrony przeciwlotniczej, która w Arabii Saudyjskiej jest wielowarstwowa i wyposażona w nowoczesny systemy rakietowe.
Pomimo tego była ona przełamywana przez rakiety Huti, i to kilkukrotnie. Dziennikarze stacji Al Jazeera w swojej ostatniej analizie z 13 października 2026 roku, uważają, że jest to spowodowane przede wszystkim ewolucją taktyki ataków realizowanych przez Huti. Oczywiście te ataki były już wykonywane wcześniej (nasilając się po wybuchu wojny w Strefie Gazy w październiku 2023 roku), jednak obecnie „uzbrojenie jest stosowane w sposób zintegrowany, łącząc drony i pociski o różnych prędkościach, aby zmylić systemy obrony powietrznej”.
Autor. Siły Zbrojne Arabii Saudyjskiej
Jest to dowód, że bojownicy Huti się uczą, szczególnie atakując w sposób ciągły Izrael. I to, co dla zachodnich obserwatorów było nieudanymi atakami, dla Huti było z kolei okazją do zdobycia doświadczeń i wymyślenia odpowiednich zmian. Wprowadzane są też nowe systemy uzbrojenia.
Według Al Jazeery najbardziej skuteczne w tych działaniach są dwustopniowe rakiety balistyczne Palestine-2 o zasięgu 2000 km (które w ostatniej fazie atakują z prędkością hipersoniczną) oraz rakiety balistyczne Toufan o zasięgu od 1350 do 1950 km (które powstały prawdopodobnie na bazie irańskiego pocisku Ghadr). Ale w atakach wykorzystywane są również pociski krótszego zasięgu, takie jak Burkan i Badr.
Wszystkie te rozwiązania nie są wyrafinowane technologicznie i teoretycznie nie powinny sprawiać problemu nowoczesnym systemom obrony powietrznej. Jednak Al Jazeera w swojej analizie ostrzega, że Huti w pracach nad swoimi nowymi rakietami zaczęli korzystać także ze wsparcia irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Chcą bowiem opracować pociski manewrujące, zdolne do krążenia nad celem (działające tak jak amunicja krążąca).
Może się to wiązać z bardzo poważnymi konsekwencjami. Wynikają one z generalnej idei amunicji krążącej dalekiego zasięgu, która zakłada, że pocisk, dolatując do rejonu wyczekiwania, nie zna położenia swojego celu. Musi więc mieć możliwość odszukania wskazanego wcześniej obiektu, jego zidentyfikowania i zaatakowania. Przy braku łączności (co jest standardem dla rakiet i dronów dalekiego zasięgu), wszystkie te zadania będą musiały być realizowane przez rakietę autonomicznie.
Huti planują więc wprowadzenie na swoich pociskach sztucznej inteligencji, co w przypadku ruchu islamskiego, traktującego terroryzm jako standardowy sposób działania, może oznaczać katastrofę.
Dlaczego saudyjski system obrony powietrznej okazał się nieszczelny?
Być może jako pierwsza odczuje to Arabia Saudyjska, której system przeciwlotniczy już teraz okazał się nieskuteczny. Oczywiście Saudowie chwalą się zneutralizowaniem „szeregu” celów w tym dwóch rakiet balistycznych wystrzelonych na Rijad 8 października 2026 roku. Jednak jeden pocisk przedarł się tego dnia przez ich obronę i trafił w międzynarodowy port lotniczy z tragicznym skutkiem.
Według analityków Al Jazeery jednym z powodów takiej sytuacji było to, że „saudyjski system obrony przed pociskami balistycznymi był pierwotnie nastawiony głównie na przeciwdziałanie zagrożeniom ze strony Iranu”. Teoretycznie jest to uwaga bez sensu, ponieważ, jaki jest problem, by systemami przygotowanymi do zwalczania irańskich rakiet balistycznych zwalczać także rakiety balistyczne Huti na irańskiej licencji.
Jest to jednak tylko teoria, ponieważ Saudowie, opierając swoją obronę na rozwiązaniach amerykańskich, stworzyli system antyrakietowy oparty na dwóch zasadach, nieprzystających do współczesnych zagrożeń. Po pierwsze wykorzystują w nim sektorowe baterie przeciwlotnicze i przeciwrakietowe Patriot i THAAD (Terminal High Altitude Area Defense), w których radary kierowania ogniem zabezpieczają sektor nie większy niż 120°.
I te baterie zostały skierowane w kierunku wschodnim – a więc w stronę Iranu, skąd teoretycznie mogło przyjść największe zagrożenie. Widać to zresztą nawet po ustawieniu stałych posterunków dookólnych radarów wstępnego wykrywania AN/FPS-117, których siedemnaście kupiono od Amerykanów. Aż sześć z nich rozstawiono wzdłuż saudyjskich brzegów Zatoki Perskiej, które mają 600 km. Z kolei tylko jeden z nich ustawiono nad Morzem Czerwonym, obok granicy z Jemenem mającej ponad 1450 km długości.
Kolejne trzy radary tego typu na trasie rakiet Huti są rozwinięte dopiero w okolicy Rijadu, ponad 700 km od jemeńskiej granicy. I dopiero te stacje radiolokacyjne są w stanie wykryć, że coś leci w kierunku stolicy z południa Półwyspu Arabskiego.
Autor. Siły Zbrojne Arabii Saudyjskiej
Oczywiście tę wadę systemu można zmniejszyć, odpowiednio rozstawiając poszczególne efektory i sensory, co zresztą Saudowie już zapowiedzieli. Pozostaje jednak druga „wada” amerykańskich systemów przeciwlotniczych, a więc za drogie rakiety. Ich wysoka cena wynika stąd, że systemy Patriot i THAAD są wyposażone w najnowocześniejsze pociski, przygotowane do zwalczania najbardziej wyrafinowanych celów, takich jak myśliwce i rakiety manewrujące w technologii stealth, rakiety hipersoniczne czy międzykontynentalne rakiety balistyczne oraz przenoszone przez nie głowice bojowe. Za te zdolności płaci się niestety wysoką cenę, która okazuje się być kilkukrotnie wyższa od ceny zwalczanych przez nie obiektów.
Oficjalny koszt rakiety Palestine-2 używanej przez jemeńskich bojowników Huti nie jest znany. Jednak szacuje się, że jej irański wzór, pocisk Kheibar Shekan, kosztuje około miliona dolarów. Z kolei za rakietę PAC-3MSE systemu Patriot trzeba już zapłacić ponad 4 miliony dolarów, a za rakietę dla systemu THAAD – ponad 12 milionów dolarów. Nawet Arabii Saudyjskiej nie stać będzie na prowadzenie długotrwałej wojny przy takiej dysproporcji cen.
Tym bardziej że nie chodzi tu jedynie o wysoką cenę amerykańskich rakiet, ale również o ich niedostępność. Amerykanie okazali się bowiem niezdolni do zaspokajania potrzeb swoich klientów i szybkiego uzupełniania zużytej amunicji. Stało się to dosadnie widoczne, gdy w konflikty zbrojne jednocześnie zaangażowało się kilka państw, użytkowników systemu Patriot.
Saudowie musieli więc stanąć w cały czas rosnącej kolejce, bezsilnie patrząc, jak zapas ich amunicji przeciwlotniczej sukcesywnie maleje. Dodatkowo mają pełną świadomość, że te zakupy i tak nie wystarczą. Kiedy oni muszą bowiem czekać, to w tym czasie produkcja rakiet balistycznych Rosji, Iranu i Huti cały czas rośnie i tanieje. W państwach tych mniej już się bowiem myśli o tworzeniu wyrafinowanych pocisków. Mają one po prostu wystartować i dolecieć do miejsca, gdzie znajduje się cel.
Dodatkowo trzeba pamiętać, że dla systemów obrony powietrznej również groźne są mniej wyrafinowane obiekty powietrzne, czyli drony. Systemy te mają zresztą coraz większą trudność w rozróżnieniu, co jest rakietą manewrującą, a co bezzałogowcem, ponieważ po wprowadzeniu silników odrzutowych, prędkości i trajektorie lotu dronów i rakiet stały się bardzo podobne. I to właśnie masowo użyte tanie drony i rakiety pokonały system, który miał być niezwyciężony.
Czy Saudyjczycy zlekceważyli zagrożenie?
Krytykując saudyjski system obrony powietrznej, należy pamiętać, że rzeczywiście jeszcze cztery lata wcześniej był on uważany za jeden z najnowocześniejszych systemów C3I (dowodzenia, kontroli, łączności i rozpoznania) na świecie. W ramach programu Peace Shield połączono bowiem wszystko to, co było wcześniej na wyposażeniu wojsk lądowych, sił powietrznych i marynarki wojennej.
أبطال الدفاع الجوي؛ الدرع الصلب والحصن المنيع لسماء المملكة. @modgovksa https://t.co/FndI71H5zm
— التواصل الحكومي (@CGCSaudi) September 22, 2026
W skład saudyjskiego systemu weszły m.in. centralny ośrodek dowodzenia w Rijadzie, pięć sektorowych ośrodków dowodzenia, siedemnaście stacji radiolokacyjnych wstępnego wykrywania, sześć taktycznych radarów typu AN/TPS-43, dziesięć naziemnych stacji współpracujących z samolotami wczesnego ostrzegania i dowodzenia AWACS oraz ogólnokrajowa sieć łączności integrującą nie tylko systemy wojskowe, ale również cywilne (co pozwala np. na kontakt z cywilnymi statkami powietrznymi). Plus oczywiście szereg nowoczesnych efektorów.
Jak się okazało, to nie wystarczyło i Saudowie musieli się zwrócić we wrześniu 2026 roku do szeregu zaprzyjaźnionych państw z prośbą o czasowe wypożyczenie ich systemów obrony powietrznej lub udzielenie innego wsparcia w celu ochrony przed atakami Huti.
Pilnie szuka się też tańszych w użyciu systemów antyrakietowych i antydronowych. Tutaj rozwiązaniem może być dziesięć południowokoreańskich baterii przeciwlotniczych średniego zasięgu KM-SAM Block II, które Arabia Saudyjska kupiła w 2023 roku za 3,2 miliarda dolarów. Duże znaczenie zaczęto również przywiązywać do systemów antydronowych, w czym pomóc może coraz mocniej zawiązująca się współpraca z Ukrainą.


