Siły zbrojne

“Cirkony” kontra “Neptuny”. Czy „Admirał Gorszkow” zostanie „Moskwą”?

Zdjęcie fregaty “Admirał Gorszkow” zrobione 6 stycznia 2023 roku z norweskiego samolotu patrolowego P-3 Orion na północ od Lofotów na Morzu Norweskim
Fot. 333. Dywizjon/Forsvaret

Fregata „Admirał Gorszkow" może pojawić się na Morzu Czarnym i stamtąd wystrzelić pociski hipersoniczne „Cirkon" w kierunku Ukrainy. Nie wiadomo jednak, czy Rosjanie zaryzykują i wprowadzą swój, podobno najnowocześniejszy okręt nawodny w zasięg ukraińskich, nabrzeżnych rakiet przeciwokrętowych „Neptun".

Pojawienie się 6 stycznia 2023 roku rosyjskiej fregaty „Admirał Gorszkow" (projektu 22350) na Morzu Norweskim nikogo nie zaskoczyło. Okręt ten bowiem często ćwiczył u wybrzeżu Norwegii i zawsze przy tej okazji był śledzony przez siły natowskie. Norweskie siły zbrojne opublikowały więc zdjęcia rosyjskiej fregaty nie tylko w styczniu 2023 roku, ale m.in. również 8 grudnia 2022 roku.

Zdjęcie fregaty “Admirał Gorszkow” wykonane 8 grudnia 2022 roku na wodach międzynarodowych koło wybrzeży Norwegii
Fot. Sjoforsvaret

Na początku 2023 roku jednak sytuacja wyraźnie się zmieniła, ponieważ działanie „Admirała Gorszkowa" zaczęła nagłaśniać rosyjska propaganda. Już samo to, że w uroczystym odprawieniu fregaty w długi rejs 4 stycznia 2023 roku wzięli udział wirtualnie: prezydent Rosji Władimir Putin i minister obrony Siergiej Szojgu miało świadczyć o tym, że rosyjski okręt ma do wykonania jakieś niezwykle ważne zadanie.

O ile głowy państw zachodnich rzeczywiście niekiedy brały udział w ceremonii podnoszenia bandery na najważniejszych okrętach (przede wszystkim lotniskowcach) o tyle jednak niezwykle rzadko prezydenci wypuszczali w rejs „zwykłe" fregaty. Według Rosjan „Admirał Gorszkow" to nie jest jednak zwykła fregata.

Putin w okolicznościowym przemówieniu podkreślił bowiem, że „Admirał Gorszkow" rozpoczyna daleką podróż morską wyposażony w najnowszy system pocisków hipersonicznych „Cirkon", który oczywiście „ nie ma odpowiedników w żadnym kraju na świecie". Według Putina „tak potężna broń pozwoli niezawodnie chronić Rosję przed potencjalnymi zagrożeniami zewnętrznymi i pomoże zabezpieczyć interesy narodowe naszego kraju".

Fot. kremlin.ru

Szojgu ujawnił przy tym, że rosyjski okręt ma z tym uzbrojeniem popłynąć na „Atlantyk, Ocean Indyjski i Morze Śródziemne". Jego zadaniem będzie prezentowanie siły Federacji Rosyjskiej, ponieważ cechą hipersonicznych pocisków „Cirkon" ma być „zdolność do niezawodnego pokonania wszelkich nowoczesnych zaawansowanych systemów obrony powietrznej - obrony przeciwrakietowej, przy prędkości lotu pocisku przekraczającej dziewięć Machów i zasięgu przekraczającym tysiąc kilometrów".

Wystąpienie Szojgu było pełne cynizmu, ponieważ zaznaczył on również, że fregata w czasie rejsu będzie się koncentrowała na: „przeciwdziałaniu zagrożeniom dla Rosji, utrzymaniu regionalnego pokoju i stabilności wspólnie z zaprzyjaźnionymi państwami". Tymczasem w deklarowanym rejonie pływania fregaty nie ma Federacji Rosyjskiej, jak i nie ma również zaprzyjaźnionych państw (poza Serbią i Syrią). Szojgu nie wyjaśnił również, jak zamierza utrzymywać regionalny pokój i stabilność w regionie. Stwierdził jedynie, że podczas „ćwiczeń i szkolenia załoga fregaty przećwiczy użycie broni hipersonicznej oraz pocisków manewrujących dalekiego zasięgu w różnych warunkach środowiskowych".

Rosjanie zaczęli także na bieżąco informować. co się dzieje z ich okrętem. W trudnych warunkach atmosferycznych (stan morza 3-4 i prędkość wiatru 20 m/s) miał on ćwiczyć przede wszystkim wykrywanie i zwalczanie celów powietrznych (w oparciu o symulator okrętowy). Co ciekawe, nie trenowano zadań ZOP (zwalczania okrętów podwodnych), co świadczy o rodzaju zagrożeń, na jakie nastawiają się obecnie Rosjanie w czasie prowadzonych operacji.

Zdjęcie fregaty “Admirał Gorszkow” wykonane 8 grudnia 2022 roku na wodach międzynarodowych koło wybrzeży Norwegii
Fot. Sjoforsvaret

Jakie są rzeczywiście rosyjskie fregaty projektu 22350?

Ma to też być może uspokoić wszystkich tych, którzy wątpią w możliwości fregaty „Admirał Gorszkow". Te obawy są zresztą uzasadnione, ponieważ z okrętem tym od samego początku były poważne problemy techniczne. Jest to jednostka prototypowa dużej serii fregat, której budowa rozpoczęła w stoczni Siewiernaja Wierf w Sankt Petersburgu 1 lutego 2006 r. Problemy były nawet z łączeniem kadłuba, ponieważ wodowanie tej jednostki odbyło się dopiero 29 października 2010 r. Jednak rzeczywiste problemy zaczęły się w momencie integrowania systemów uzbrojenia, które w dużej części były prototypowe.

Czytaj też

Ostatecznie okręt uroczyście wprowadzono do służby 28 lipca 2018 roku. Była to jednak ceremonia bardziej symboliczna, ponieważ dopiero wtedy rozpoczęły się prace nad zintegrowaniem załogi i systemu walki, które prawdopodobnie trwają do dnia dzisiejszego. Być może to właśnie z tego powodu zadecydowano, że pierwszą fregatą projektu 22350, która otrzyma rakiety hipersoniczne „Cirkon" będzie „Amirał Gołowko", a więc dopiero trzeci z kolei okręt projektu 22350. Jednostka ta do dzisiaj jednak nie została wprowadzona do służby, pomimo że jest budowana od 1 lutego 2012 roku – a więc dłużej niż 10 lat.

Czytaj też

Te opóźnienia są o tyle uciążliwe propagandowo, że fregaty projektu 22350 były przedstawiane jako coś, co odmieni obraz siermiężnego, Wojennomorskowa Fłota. Całkowicie nie zwraca się przy tym uwagi, że chodzi tak naprawdę o średnie fregaty o wyporności zaledwie 5400 ton, długości 135 m i szerokości 16 m. Nie są to więc na pewno jednostki, które będą w stanie zastąpić wykorzystywane obecnie przez Rosję, przestarzałe niszczyciele i krążowniki.

Niejako na osłodę wskazuje się, że fregaty projektu 22350 mogą odpalać najnowsze, rosyjskie rakiety manewrujące 3M14 systemu Kalibr oraz przeciwokrętowe rakiety hipersoniczne typu „Cirkon". Pozwalają na to dwa moduły wyrzutni pionowego startu typu 3S14, które mieszczą po osiem stanowisk startowych. Oczywiście podobne możliwości mają tysiąctonowe korwety typu „Bujan-M" (projektu 21631) i „Karakurt (projektu 22800). Mieszczą one jeden moduł pionowego startu z ośmioma silosami, jednak mają ograniczone możliwości działania z powodu braku skutecznego systemu przeciwlotniczego.

Fregaty projektu 22350 mają już mieć możliwość obrony skutecznej obrony przed atakiem z powietrza i są przez rosyjską propagandę przyrównywane niekiedy do amerykańskich okrętów z systemem AEGIS. Rosjanie chwalą się więc radarem 5P20K z antenami wkomponowanymi w ściany masztu oraz wyrzutniami pionowego startu dla rakiet przeciwlotniczych systemu „Riedut". O ile jednak Amerykanie do obserwacji stosują tylko jedną, główną stację radiolokacyjną AN/SPY-1 (AN/SPY-6), p tyle mniejsze fregaty projektu 22350 mają poza 5P20K dodatkowy radar trójwspółrzędny 5P27, z obrotową anteną ścianową umieszczoną na topie masztu głównego.

Siłą rosyjskich fregat projektu 22350 mają być przede wszystkim ich rakiety. W 32 silosach wyrzutniach pionowego startu systemu „Riedut" można teoretycznie zmieścić 32 pociski przeciwlotnicze średniego zasięgi 48N6Е2 lub 9М96. W każdej komorze startowej można również zamontować 4 rakiety krótkiego zasięgu 9М100. Teoretycznie jest to dużo, jednak trzeba pamiętać, że samo posiadanie rakiet nie zapewnia bezpieczeństwa, o czym przekonał się krążownik „Moskwa". Liczy się bowiem okrętowy system walki, który zbiera informacje o zagrożeniach i pomaga w ich eliminowaniu.

Fot. mil.ru

O ile jednak Amerykanie nad swoimi niszczycielami i krążownikami przeciwlotniczymi pracują z sukcesem od lat osiemdziesiątych, o tyle Rosjanom, próbującym w tym czasie powielić podobne rozwiązanie, nigdy się to wcześniej nie udało.

Według Kremla w przypadku fregaty „Admirał Gorszkow" ma być inaczej. Ale nadal nie wiadomo, czy Rosjanie zdecydują się zaryzykować i wysłać swoją fregatę w zasięg ukraińskich, nadbrzeżnych rakiet przeciwokrętowych „Neptun". Może się bowiem rzeczywiście okazać, że rosyjski system przeciwlotniczy zadziała i okręt się obroni. Jeżeli jednak „Neptuny" trafiłyby „Gorszkowa" to byłaby już pełna kompromitacja Wojennomorskowa Fłota i przemysłu stoczniowego Rosji.

Jest jednak pewne, że dla zaatakowania Ukrainy rakietami, rosyjski okręt potrzebuje wejść na Morze Czarne. Inaczej rakiety „Cirkony" i „Kalibry" odpalone z Morza Śródziemnego musiałyby przelecieć nad jakimś z krajów natowskich. Tymczasem nie wiadomo, czy Turcja nie zablokuje wejścia rosyjskiego okrętu przez Cieśniny Tureckie, ze względu na toczącą się wojnę w Ukrainie.

Fot. mil.ru

Problematyczny jest także stan techniczny fregaty, która ze względu na wielkość i inne, nieujawnione czynniki musi się zawsze poruszać w asyście innych jednostek pływających. Obecnie wiadomo, że obok „Admirała Gorszkowa" płynie średni tankowiec „Kama" (typu „Dubna"). Fregata ma bowiem zasięg „tylko" 4500 Mm i musi po drodze tankować bez możliwości zrobienia tego w portach krajów zachodnich. Okręt będzie się więc mógł zatrzymać dopiero w bazie morskiej Tartus w Syrii.

Sam rejs jest jednak tak naprawdę bardziej propagandową wydmuszką niż zagrożeniem. Rosyjski okręt przenosi przecież „tylko" szesnaście rakiet i wysłanie go w kilkunastodniowy rejs tylko po to, by wystrzelić te pociski w kierunku miast ukraińskich wzbudza bardziej politowanie niż respekt. Nie udała się również próba lansowania przez propagandę Kremla hipersonicznych rakiet 3M22 „Cirkon", jako konwencjonalne „Wunderwaffe" Federacji Rosyjskiej.

Przede wszystkim jest to uzbrojenie prawdopodobnie niegotowe, które owszem wprowadzono rozkazem do służby (z podawaną datą 4 stycznia 2023 roku), ale które nie przeszło wszystkich testów. Świadczy o tym chociażby fakt, że rakiety „Cirkon" zgodnie z zapowiedziami jeszcze z 2021 roku miały być wprowadzone na uzbrojenie dopiero na trzeciej fregaty 22350 „Amirał Gołowko".

Po drugie tych pocisków jest prawdopodobnie zbyt mało. W szesnastu silosach startowych są bowiem zarówno „Cirkony", jak i rakiety manewrujące „Kalibr" oraz prawdopodobnie przeciwokrętowe pociski ponaddźwiękowe 3M55 „Oniks". Użycie tych pocisków na pewno nie wpłynęło by na sytuację Ukrainy, a już na pewno nie przestraszyłoby Ukraińców.

Tym bardziej, że według pierwszych informacji miały to być superszybskie pociski przeciwokrętowe. Nie są więc one specjalnie przeznaczone do niszczenia celów naziemnych. Ukraina nie ma jednak jak na razie okrętów, przeciwko którym można by wystrzelić „Cirkony". Dlatego teraz w Rosji zmienia się ich klasyfikację na rakiety manewrujące.

Czytaj też

Nie są znane również rzeczywiste możliwości „Cirkonów". Wszystko zależy od tego, kto o nich opowiada. Według Szojgu mają się one poruszać z prędkością 9 Mach, jednak wcześniej wskazywano, że jest to 8 Mach. Nie jest również znany zasięg tych rakiet. Wcześniej miały one atakować cele na odległości 500 km. Obecnie Szojgu wskazuje już na 1000 km.

Nie wiadomo też jak realne są groźby w odniesieniu do zachodnich systemów przeciwlotniczych. Najważniejsza siłą „Cirkonów" ma być ich prędkość. Rosjanie w swojej argumentacji całkowicie ignorują jednak fakt, że nowoczesne, zachodnie systemy przeciwlotnicze średniego zasięgu: lądowe: Patriot i SAMP-T oraz okrętowy AEGIS i PAMMS są przygotowane na odpieranie ataków rakiet balistycznych, a więc na zwalczanie celów ponad dwukrotnie szybszych.

Fot. mil.ru

Zachód więc nie musi się bać „Cirkonów" tak, jakby chcieli tego Rosjanie. Dodatkowo by wystrzelić te pociski rosyjskie okręty muszą się skrycie zbliżyć na odpowiednią odległość do natowskich jednostek pływających. A to jak na razie jest po prostu niemożliwe.

Wątpliwości te mogłoby rozwiać podejście fregaty „Admirał Gorszkow" do brzegów Ukrainy na odległość mniejszą niż 200 km. Wtedy Ukraińcy mogliby powiedzieć „sprawdzam" i wysłać w tym celu kilka „Neptunów".

Komentarze (19)

  1. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Proszę zauważyć - w tym planie likwidacji Królewca nie potrzeba ani Mieczników - ani nawet F-35A czy lotnictwa bojowego jako takiego. Za to potrzebny jest sieciocentryczny kompleks C5ISTAR/EW [bo atak EW/cyber następuje PRZED kinetycznym] - w tym zwłaszcza satelity, ale także aerostaty HALE [np. klasy Thales Stratobus o pułapie 20 km] z radarami/sensorami dalekiego zasięgu - i jako uzupełnienie samoloty umownej klasy "AEW/AWACS". Tu znowu zakup - i to dwóch - okrętów rozpoznania [wobec łączenia danych NATO real-time - w tym ze szwedzkiego okrętu rozpoznawczego] mam za bezsens - dużo lepszy byłby zakup kilku Global Eye, ew. E-2D czy nawet maszyn z Izraela - dla kompleksowego rozpoznania sieciocentrycznego dalszego zasięgu.

  2. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    cd2 Jeżeli Kreml nie zgodzi się na ewakuację Królewca - wtedy faza 2 - zrolowanie pozostałych sił taktycznych Rosji przez 400 Krabów z 8-10 tys APR i 3,5 tys Gladiusów - głównie przeciw pozostałemu sprzętowi i sile żywej. - wraz z jednoczesnym działaniem naszych sił zajmujących Królewiec, co niestety przyniesie straty ludzkie w WP, o rząd wielkości mniejsze od rosyjskich, ale jednak nie do uniknięcia. Wtedy Rosjanom pozostanie już tylko kapitulacja i poddanie. Proponowane zlikwidowanie aktywów Królewca przez 600 [!] pocisków z 20 HIMARSów mam za przykład skrajnego życzeniowego myślenia, braku realizmu na poziomie działań strategicznych, operacyjnych i taktycznych.

  3. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    cd 2 Co do 5000 Gladiusów - są zbyt wolne na "pierwsze uderzenie" - natomiast roje przełamujące po pierwsze mogą rolować w głąb zawczasu wykryte siły operacyjne wojsk lądowych Rosji, ale co ważniejsze - mogą idą "falą w głąb" na bieżąco wykrywać i niszczyć niewykryte dotąd aktywa Rosji. Jeżeli chcemy uzyskać "przeskanowanie" całego Obwodu Królewieckiego w godzinę - potrzeba ca 2,5 tys Gladiusów [w rojach część "bojowa" a część rozpoznawcza/pozycjonująca]. Przy współczynniku rezerwy 2 - daje to 5 tys Gladiusów, z tego jak sądzę , zużytych będzie ca 1 tys na opłacalne cele a 0,5 tys zestrzelonych.. Cel: doprowadzić błyskawicznie metodą faktów dokonanych do neutralizacji strategicznej i operacyjnej [i częściowo taktycznej] Królewca - postawić go w sytuacji beznadziejnej - nie do utrzymania, zmusić Kreml do przyjęcia nowego układu sił, a faktycznie do ewakuacji Królewca.

  4. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    cd Liczy się koncentracja jednoczesnego zsynchronizowanego ognia precyzyjnego dalekiego zasięgu - przekierowywanego w locie. 400 luf 155mm/L52 to minimum przy naprawdę poważnym potraktowaniu DO KOŃCA likwidacji zagrożenia jądrowego z Królewca. To pierwsze 5 salw. W drugiej kolejności - ataki Krabów APR na lotniska i samoloty - także w powietrzu [Vulcano-Dardo] - tez ca 5 salw. Następnie trzeba zlikwidować z radarami/sensorami całą prak/plot Królewca [zwłaszcza systemy od S-300 po S-500 [piszę o stanie za pod koniec dekady], potem cała artylerię taktyczną dalszego/średniego zasięgu, potem składy, sztaby, wrażliwe obiekty infrastruktury, potem czołgi, BWP, BTR, tak by doprowadzić, Zakładam realne zużycie 10-12 tys APR 155 mm., 8-10 tys APR jako rezerwa [ale i jako obrona prak/plot przed atakami dalszego zasięgu z Białorusi czy z dalszego regionu. To kwestia artylerii UNIWERSALNEJ z APR - atakuje powierzchnię i powietrze - ale i broni się sama przed napadem z powietrza.

  5. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Do pytajacych - dlaczego 400 Krabów/Kryli z 20 tys APR i 5 tys dronów uderzeniowych Gladius plus rozpoznanie/pozycjonowanie sieciocentryczne real-time. do likwidacji Obwodu Królewieckiego? Bo pierwsza salwa musi jednocześnie zniszczyć wyrzutnie Iskander/Kalib/Cyrkon itp "klasy strategicznej" [możliwe nosiciele głowic jądrowych]. Realnie nie więcej jak 100 wyrzutni - ale dochodzą cele pozorne - a tych może być znacznie więcej, dlatego druga salwa musi mieć pociski prak/plot klasy Vulcano-Dardo - do likwidacji wyrzutni/rakiet w trakcie odpalania z ocalałych wyrzutni lub do likwidacji ich w locie na niskim/średnim pułapie, przy prędkości poniżej 3 Mach. Dlatego tak ważna jest sieciocentryczność real-time - i przekierowanie pocisków w locie.

  6. Ein

    Nie zapominajmy o Harpoonach, do tej pory nie wykorzystanych przez UA. Trzymają to jak widać na właśnie taką okazję - zatopienie grubej sztuki, tj. nowy flagowy czy to, co teraz płynie w rejsie propagandowym. Problematyczne dla orków może być też saturacyjne i skoordynowane uderzenie małymi bsl-ami oraz morskimi bezzałogowcami. Może się okazać, że w sytuacji wielodomenowego zagrożenia ich najnowsza fregata nie ma szans na skuteczną samoobronę. W ogóle ta szopka to stan umysłu. Turcja przepuszczając Groszkowa przez cieśniny złamała by konwencje. Dla sułtana byłoby to przeciwskuteczne.

    1. Vixa

      Próba przepłynięcia Gorszkowa przez Istambuł jest na rękę sułtanowi przecież, i do tego mogła być skonstruowana. Tak Erdo może szantażować i rządać od swoich "sojuszników": "Bo przepuszczę!". I na dzisiaj, patrząc na przepychanki z Finlandią i Szwecją to wydaje się wpisywać w schemat. Przepłynie - plus, nie przepłynie - jeszcze lepiej: można bezkarnie straszyć Europę pływając i nagłaśniając teoretyczne ataki rakietowe z tej fregaty. Znowu dowiemy się ile czas będą lecieć Cyrkony do Londynu, Berlina, itd.

    2. Jaberwak

      Neptun to jest klon ruskiego klona Harpoona....

  7. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    cd2 Mieczniki są TUTAJ NA BAŁTYKU "potrzebne" jak pancerniki w erze lotniskowców. Potrzebujemy saturacyjnej precyzyjnej wysokomobilnej projekcji siły z lądu - głownie artylerii rakietowej i lufowej i fronów. No i pokrycia sensorami - od satelitów po drony - w 100% w trybie real-time. Na tym polega prawdziwa SKUTECZNA strategia ery RMA. Niestety - strategia MON/PMW nie istnieje - a jest o najwyżej ślepym odtwarzaniem dawnych zasobów - dobrych na zimna wojne wg sztuki wojowania AD1980. Tyle, że mamy AD2023 - i RMA. Dla jasności - nasze stocznie winny wyprodukować w dużych seriach - przynajmniej 50 unwersalnych bogato doposażonych kutrów klasy CB90 i 200-300 miniDiugoni rozproszonego transportu strategicznego - i setki/tysiące skalowalnych dronów nawodnych i podwodnych.

  8. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    cd Panowanie nad Bałtykiem to oczywiście sprawa bałtyckich państw NATO [Niemców można tu traktować realnie jako państwo "neutralne"] . Do Skandynawii należy likwidacja bastionu Petersburga i neutralizacja bastionu Siewieromorska, do Polski likwidacja bastionu Królewca i przynajmniej neutralizacja razem z Ukrainą rosyjskiego bastionu, jaki powstaje na Białorusi. O panowaniu nad Bałtykiem nie decydują okręty - tylko precyzyjna projekcja siły rakiet, artylerii lufowej [np. strumieniowa APR Nammo 155 mm/L52 z Krabów i K9 o zasięgu 130 km - pokrywa z brzegu całą Zatokę Fińską i całe przedpole Bałtijska - i 85% Baltyku], dronów, a w pewnym stopniu lotnictwa [głownie jako nosicieli precyzyjnych efektorów dalekiego zasięgu].

  9. Keras

    Ruscy się chwalą a Ukraińcy po prostu ich rozwalają. Z krążownikiem "Moskwa" na czele. Co ten okręt może mieć nadzwyczajnego skoro rusycy są zapóźnieni do Zachodu, lekko licząc, 15-20 lat. Poza tym skala.. Nie są w stanie zaoferować odpowiedników wszystkiego co Zachód ma do dyspozycji. Nawet Chiny nie mają takich możliwości. Ruscy zostają w tyle coraz bardziej i żadne gadanie ruskich urzędasów tego nie zmieni. Jedynie co im pozostaje to broń atomowa. Geyby jej nie mieli zostaliby już dawno zaorani przez Jankesów. Coś jak Serbia w 1999 roku, tylko, że w dużo większej skali.

  10. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Do oponentów - możemy uzyskać pełne panowanie na Bałtyku [powietrze, powierzchnia, pod wodą], ale warunkiem jest przełamanie A2/AD i likwidacja aktywów Królewca - ale i przełamanie A2/AD i likwidacja aktywów Petersburga. Bo Rosja bez okrętów może uzyskać panowanie na powierzchni [ale i uderzeniami nie do obrony - w porty] jeżeli wykorzysta Cyrkony z mobilnych wyrzutni z rozpoznaniem/pozycjonowaniem sieciocentrycznym real-time z satelitów i dronów, czy nawet z radarów pozahoryzontalnych, dla których detekcja większej jednostki to nie problem. W sumie NASZE PEŁNE panowanie nad Bałtykiem to likwidacja siłami z lądu bastionów Królewca i Petersburga - oraz "oczu i uszu" zwłaszcza satelitów - ale i uderzeń rakiet/dronów w radary pozahoryzontalne Rosji.

  11. OptySceptyk

    A od kiedy stan morza 3-4 to "trudne warunki atmosferyczne"? No i pytanie, w jaki sposób fregata miałaby się znaleźć na Morzu Czarnym bez zgody Turcji? Bo strzelanie rakietami z Morza Śródziemnego, nad głowami państw NATO jest generalnie słabym pomysłem.

    1. QVX

      Stan 3-4 to słaby sztorm na Bałtyku czy Morzu Północnym. Nic szczególnego, choć może zaszkodzić okrętowi o kiepskiej dzielności morskiej. W 1942 USS Massachusset miał awarię wieży po czymś takim, ale to był typ South Dakota, czyli pancernik hawajsko-jeziorowy. Dla porównania w 1943 r. pod Nordkapem brytyjskie niszczyciele o wyporności ponad 2x mniejszej od tej fregaty pomykały przy stanie 6-7, a Duke of York trafiał Scharnhorsta. Co to oznacza? Ta fregata to typowy okręt hawajsko-jeziorowy nienadający się na Atlantyk, Bałtyk, M. Północne czy Barentsa. Dobry na środkowy Pacyfik, Indyk czy Morze Śródziemne i od biedy Czarne (oraz Kaspijskie :-)). Stąd ta trasa podróży. Ciekawi mnie tylko, gdzie tkwi źródło tego... Projekt sknocony od początku czy przeładowanie wyrzutniami hipersoników etc.?

    2. Kontrapara

      Jako oficer marynarki handlowej wielokrotnie odwiedzałem Morze Czarne.Zwracam wam uwagę na fakt, że Morze Czarne jest bardzo burzliwym i trudnym akwenem , podobnie jak ciesząca się złą sławą Zatoka Biskajska.Silne sztormy mogą mieć bardzo negatywny wpływ na działania w/w okrętu a nawet je uniemożliwić.

    3. Jaberwak

      Nie wiem czy w tym przypadku do przejścia przez cieśniny nie wystarczyłoby włączenie tej fregaty na stałe do floty czarno morskiej. Konwencja z Montreux o ile dobrze pamiętam zapewnia możliwość powrotu okrętów wojennych do portów macierzystych - pytanie czy zmiana przynależności jednostki do innej floty wystarczałaby. Ogólnie byłby to ciężki orzech do zgryzienia dla Tureckich prawników, którzy musieliby się zmierzyć z tym problemem.

  12. Jaberwak

    Nie dziwie się że nie trenowali ZOP - nie do tego zostały zaprojektowane te okręty. Rosjanie w przeciwieństwie do reszty świata do zwalczania okrętów podwodnych wykorzystują niszczyciele - to jest ich główne zadanie. Fregaty odpowiadają za to za walkę nawodną i ochronę PLOT.

  13. Pibwl

    Warto wiedzieć, że według polskich zasad transkrypcji to Cyrkon, a nie Cirkon.

  14. kukurydza

    PFFF. "Okrynt" russni... litości, Roman Abramowicz ma DWA jachty dłuższe i większe od tej "fjegaty" - "My Eclipse" i "Solaris". Usmanowicz też ma swój jacht DILBAR. Wszystkie te jednostki mają 140-162 metry, jedno lub dwa lądowiska dla śmigłowca pokładowego, i większą wyporność.... a to tylko pierwsze trzy z brzegu....

    1. Rusmongol

      Wiesz co jest znamiennego w tej wypowiedzi? Że pewne osoby bardzo dużo mają do powiedzenia na temat usraela i jak to czosnki niszczą i grabia nas. Niby Rosja ma dla nas być przykładem hehe. A ty wymieniasz najbogatszych Rosjan i demaskujesz te brednie ukazując jak to wygląda w kacapi i kto tam trzyma kasę.

  15. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    "Zachód nie musi się bać Cyrkonów". Owszem - na pełnym oceanie - wystrzeliwanych z rosyjskich platform okrętowych. Natomiast z Królewca - z mobilnych platform lądowych - niestety Rosjanie panują nad Bałtykiem i wybijają wszystkie jednostki nawodne - z naszymi Miecznikami na czele. Dlatego całkowite przełamanie saturacyjne A2/AD Królewca i wybicie wszelkich wyrzutni rakiet i radarów jest zadaniem nr 1 o panowanie nad Bałtykiem - rzecz dla 400 Krabów/Kryli z 20 tys AP oraz 5 tys Gladius - przy pełnym sieciocentrycznym rozpoznaniu/pozycjonowaniu celów real-time. Czyli rzecz dla sił z lądu - dlatego zamiast na Mieczniki - powinniśmy te pieniądze przeznaczyć na Kraby, APR i Gladiusa i drony.

    1. Hoze

      Zapomniał pan zdaje się że żeby zaatakować cokolwiek to trzeba to najpierw wykryć. A Moskale bynajmniej nie kontrolują Bałtyku i szanse na przeprowadzenie rozpoznania są znikome. Więc mogą strzelać na odległość horyzontu radiolokacyjnego i tyle. A zasięg pocisku nie ma na to wpływu.

    2. tomcio55

      Z tym panowaniem nad Bałtykiem to taki żarcik?

    3. OptySceptyk

      A mnie najbardziej ciekawi, skąd wzięło się akurat 400 Krabów i cała reszta cyferek? Dlaczego nie 100 albo nie 2000?

  16. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Gorszkow czy każda inna duża i wartościowa jednostka - NA PEWNO może zostać zatopiona atakiem przeciążającym [i zadającym uszkodzenia np. radarom i innym sensorom] - najpierw dronów - a w drugiej fazie pocisków rakietowych. Rój 100 dronów amunicji krążącej plus w drugiej fazie ca 10 rakiet - i koniec. Przepis niezawodny - o czym WSZYSTKIE admiralicje milczą zgodnie jak jeden mąż - bo w razie uświadomienia tego "na górze" - będą pozbawieni tych jednostek i kariery w starym stylu. Podałem 100 dronów amunicji krążącej i 10 rakiet, oczywiście obrona może podwyższyć poprzeczkę kosztem wzmocnienia systemów obrony - ale i tak kalkulacja koszt/efekt jest po stronie atakującego - I TO DECYDUJE. Oponentom radzę od razu przejść od emocjonalnych wygibasów do chłodnej merytorycznej i racjonalnej argumentacji - opartej o twardy REAL - a nie życzeniowe chciejstwo.

    1. Al.S.

      Ależ masz proste rozumowanie. Naciskasz guzik z napisem - OKRĘT i pociski już tam lecą, dokładnie wiedząc dokąd i slalomem omijają obronę. Jak zwykle zapominasz o domenie elektromagnetycznej, co świadczy o nikłej wiedzy. Tymczasem już w czasie wony Yom Kippur,, czyli równe 50 lat temu, Izraelczycy pokonywali rosyjskie pokr właśnie za pomocą WRE. Oczywiście, dzisiaj środki ataku dysponują bardziej zaawansowanymi systemami naprowadzania, ale też środki WRE i ich moc obliczeniowa poszły do przodu. Żeby okręt zaatakować, trzeba najpierw dokładnie określić jego pozycję- głowice naprowadzania pokr nie widzą poza ok 20 Mm, a okrętu stealth jeszcze bliżej. Każdy środek obserwacji, który znajdzie się tak blisko, będzie dawno wykryty przez systemy pokładowe. Później uzbrojenie musi przejść przez zaporę WRE, nie dać się zmylić pułapkom- termicznym, radarowym, itp, Fizyczne środki przeciwdziałania to ostatnia bariera ochrony.

    2. kukurydza

      Mniej gwiezdnych wojen, więcej praktyki. Serio. Tak się składa, że systemy walki elektronicznej, a także w przypadku USA wyniki testów morskich laserów bojowych to, WŁAŚNIE z racji na zasadniczą rolę w obronie przed "niezawodnymi dronami", NAJŚCIŚLEJ UTAJNIONE wyposażenie tych "bezbronnych" okrętów. Atak na USS Cole był jeden - i co? Dronów i wrogów USA zabrakło? A może zwyczajnie nowoczesne okręty mają czym się bronić, tylko nikt o tym specjalnie nie trąbi? Ostatnia "poważna" wojna z wielkoskalowym zastosowaniem realnych środków walki elektronicznej to była pierwsza wojna w Zatoce, i jak Amerykanie odpalili zagłuszarki, to zauważalnie pogorszył się odbiór gównianej telewizji, wtedy jeszcze na ruskich pasmach, w Polsce. Potem realnych konfliktów gdzie Zachód coś w domenie EM robił nie było.... co nie znaczy, że środki do tego nie istnieją albo że nie były dalej rozwijane.

  17. easyrider

    Dla Kremla fregata to już niemalże kres możliwości ich gospodarki. Być może stąd ta oprawa. Być może po prostu potrzebują gawiedzi dać nieco igrzysk, bo z chlebem zacznie się robić krucho. A może faktycznie chcą wywinąć jakiś numer, jak niegrzeczne dziecko, które zbroił o coś żeby zwrócić na siebie uwagę a nie przyniosło to efektu i kombinuje jak mimo wszystko cel osiągnąć. Nie wiemy czy mimo megalomańskiej osobowości, do Putina i otoczenia nie zaczęło jednak docierać w jakie bagno się władowali i teraz podejmują coraz bardziej absurdalne decyzje.

  18. szczebelek

    Cirkon to kolejna rosyjska cudowna broń bez analogów na świecie? Jeśli działa jak opl to można spać spokojnie...

  19. GB

    Turcja zgodnie z Konwencją Montreux już dawno zablokowała Cieśniny Czarnomorskie dla okrętów rosyjskich. Przykładowo w oparciu o bazę w Tartus operował krążownik Wariag (tego samego typu co Moskwa), trzecia fregata projektu 11356 Admirał Grigorowicz, czy obecnie 2 korwety 20380 z Floty Bałtyckiej. Każdy z tych okrętów mógłby wzmocnić Flotę Czarnomorską, ale tak się nie stało ze względu na Turcję i Konwencję Montreux i tak samo na M. Czarne nie przejdzie Admirał Gorszkow.