- WIADOMOŚCI
Broń, która oskarża własnych żołnierzy. Czas odesłać Glauberyty do muzeum
Autor. ppor. Magdalena Czekatowska
Najpierw były oskarżenia, widmo wieloletnich wyroków i prokuratorskie zarzuty o rażące niedopełnienie obowiązków. Dopiero po miesiącach stresu, ekspertyz balistycznych i drobiazgowych śledztw wojskowy wymiar sprawiedliwości musiał przyznać to, o czym w armijnych korytarzach i na strzelnicach mówi się od dawna: problemem nie byli ludzie, lecz trzymana przez nich w rękach, wyeksploatowana broń.
Dwa głośne przypadki niekontrolowanych wystrzałów na wschodniej granicy – sprawa z posterunku Nowa Łuka (27 sierpnia 2024 r.), w której w grudniu 2024 r. prokuratura oficjalnie umorzyła śledztwo, uznając wadę techniczną broni za bezpośrednią przyczynę postrzelenia dwóch żołnierzy, oraz najświeższe orzeczenie z 21 października br. uniewinniające kolejnego mundurowego – powinny być dla decydentów ostatecznym sygnałem alarmowym.
Sprawiedliwość zwyciężyła! 🇵🇱 Żołnierz, który podczas pościgu za nielegalnym migrantem przypadkowo go postrzelił, został uniewinniony. Wyrok nie jest prawomocny. Ale dla mnie pozostaje kluczowe pytanie: jakiej produkcji była broń, która według biegłych miała wady konstrukcyjne, i kto dostarczył ją polskiemu wojsku? Bezpieczeństwo żołnierzy to podstawa. Czas wyjaśnić również tę kwestię.
— August Żywczyk (@august_zywczyk) October 21, 2026
W obu tych dramatycznych incydentach wspólnym mianownikiem okazał się pistolet maszynowy z rodziny PM-84/98 Glauberyt. Narzędzie, które w założeniu miało służyć żołnierzom do obrony osobistej, w warunkach realnej służby patrolowej stało się bezpośrednim zagrożeniem dla samych użytkowników oraz osób postronnych. Dostawy tej broni do różnych formacji realizowano w latach 80. i 90. XX wieku, ale też w pierwszych latach obecnego wieku.
Lata intensywnej eksploatacji, zużycie zmęczeniowe elementów mechanizmu uderzeniowo-spustowego oraz archaiczna konstrukcja zabezpieczeń doprowadziły do sytuacji niedopuszczalnej: ta broń potrafi samoczynnie wystrzelić przy rutynowych czynnościach manipulacyjnych, drobnym wstrząsie czy przeładowaniu.
Zamiast pewnego „narzędzia” żołnierze i funkcjonariusze strzegący bezpieczeństwa państwa otrzymali konstrukcję nieprzewidywalną, za której ułomności muszą nierzadko tłumaczyć się przed sądami.
Dlaczego wymiana Glauberytów ugrzęzła na lata?
Co szczególnie uderzające, problem ten bynajmniej nie narodził się wczoraj. Już w 2020 roku – analizując sprawę na łamach Defence24 w tekście „Groty za Glauberyty. Wkrótce testy subkarabinka” na bazie ówczesnej interpelacji poselskiej – zwracaliśmy uwagę na palącą potrzebę pilnego wyłonienia ich następcy i zapowiedzi testów nowej broni. Od tamtej pory minęły kolejne lata, a kwestia definitywnego zastąpienia „peemów” wciąż grzęźnie w decyzyjnym bezwładzie.
W tym samym czasie w środowisku wojskowym i służb mundurowych nieprzerwanie narastała fala relacji samych żołnierzy i funkcjonariuszy: o zacięciach, zużyciu materiałowym, a nade wszystko o powtarzających się, skrajnie niebezpiecznych incydentach z przypadkowymi wystrzałami przy operowaniu zamkiem czy uderzeniu bronią. Dziś te wieloletnie ostrzeżenia znajdują bolesne, urzędowe potwierdzenie w postanowieniach prokuratur i wyrokach sądowych.
Autor. st. chor. Rafał Mniedło/MON
Następca potrzebny na wczoraj. Jest o co walczyć
Skala tego zjawiska jest wręcz przytłaczająca. Szacuje się, że w magazynach i w ciągłym użytkowaniu Wojska Polskiego, Policji, Straży Granicznej, Służby Więziennej oraz w cywilnych Specjalistycznych Uzbrojonych Formacjach Ochronnych (SUFO) znajduje się wciąż ponad 60 tysięcy egzemplarzy pistoletów maszynowych z rodziny PM-84/98/06. Ta potężna liczba rodzi dwa fundamentalne skutki.
Z jednej strony oznacza to, że każdego dnia w systemie bezpieczeństwa państwa krążą dziesiątki tysięcy potencjalnie niebezpiecznych, zużytych konstrukcji, które w każdej chwili mogą doprowadzić do kolejnego postrzału – na strzelnicy, podczas patrolu granicznego czy w trakcie konwoju. Z drugiej jednak strony konieczność wymiany tak ogromnego wolumenu uzbrojenia tworzy potężny rynek i bezprecedensową szansę biznesową dla polskiego przemysłu obronnego na wdrożenie nowoczesnego, bezpiecznego systemu broni.
Wymiana Glauberytów jest nieodzowna nie tylko ze względów bezpieczeństwa obsługi, ale i z racji ich rażącego anachronizmu balistycznego. Zasilanie klasyczną amunicją pistoletową 9×19 mm Parabellum czyni z nich oręż iluzoryczny w starciu z przeciwnikiem wyposażonym we współczesne kamizelki z twardymi wkładami balistycznymi. Pocisk pistoletowy nie jest w stanie sforsować takiego „pancerza”, a jego energia drastycznie maleje wraz z odległością. Dyskusyjna ergonomia, brak stabilnego oparcia pod policzek i miniaturowa baza celownicza dopełniają obrazu broni z innej epoki.
Czym zastąpić Glauberyty?
Dalsze utrzymywanie pistoletów maszynowych z rodziny PM-84 w formacjach uzbrojonych to igranie ze zdrowiem i życiem mundurowych. Wojsko Polskie i służby stoją przed koniecznością pilnego wyboru następcy/następców przestarzałej broni. Czy będą to niszowe kalibry klasy PDW, czy też wykorzystana zostanie szansa na unifikację i wdrożenie subkarabinków 5,56 mm – w tym innowacyjne, bezkolbowe odmiany polskiego systemu MSBS Grot?
W naszej analizie, która zostanie opublikowana wkrótce, szczegółowo rozkładamy na czynniki pierwsze dylematy techniczne i doktrynalne stojące za wyborem nowej broni – od logistyki, przez fizykę gazów w ultrakrótkich lufach, aż po kwestię tłumików przepływowych i optoelektroniki.
