Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA
  • OPINIA
  • KOMENTARZ

Amerykańskie bazy pod presją. Lekcje dla Polski z incydentu w Fairford

B-2 RAF Fairford
Amerykański wojskowy z U.S. Air Force pilnuje bombowca B-2 Spirit, marzec 2020, RAF Fairford,Wielka Brytania.
Autor. (U.S. Air National Guard Tech. Sgt. Colton Elliott, domena publiczna

Potencjalny zamach terrorystyczny na obiekty bazy Fairford Air Force Base (AFB), zlokalizowanej w brytyjskim hrabstwie Gloucestershire, sygnalizuje, jak skomplikowanym procesem jest zabezpieczenie instalacji wojskowych oraz baz wykorzystywanych przez siły zbrojne USA lub współwykorzystywanych z wojskami państwa gospodarza (host nation). Jest to tym samym cenna lekcja również dla Polski i naszej debaty o wyzwaniach płynących z rozbudowy amerykańskiej obecności wojskowej.

Na wstępie należy bowiem zrozumieć, że USA są państwem aktywnym globalnie z racji pozycji międzynarodowej. Stąd też nie zawsze bezpieczeństwo ich obiektów w innych państwach jest definiowane jedynie wydarzeniami stricte w regionie, w którym stacjonują Amerykanie. Zauważmy, że w kontekście działań zbrojnych USA wymierzonych w Iran od dłuższego już czasu pojawiają się scenariusze przerzucenia części reakcji irańskich poza sam Bliski Wschód. Pomijając obecny kazus brytyjski i związane z nim pytania o możliwość zaistnienia wątku irańskiego lub proirańskiego, to przecież mniej lub bardziej zawoalowane ostrzeżenia były wysuwane wobec baz bułgarskich, które mogły być wykorzystywane do wsparcia działań USA na Bliskim Wschodzie. Co więcej, jak opisywaliśmy na łamach Defence24, Grecja miała ponownie wzmocnić obronę instalacji wojskowych, z których korzystają Amerykanie na Krecie.

Reklama

Bazy pod ostrzałem

Już dziś możemy mówić, że wraz z irańskimi atakami na amerykańskie bazy w całym regionie Bliskiego Wschodu zniknęła swoista granica strachu odnosząca się do możliwego pogwałcenia suwerenności innego państwa. Zauważmy bowiem, że Irańczycy nie krępują się w swych atakach na inne państwa, nawet jeśli mogą wywołać bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia obywateli państw trzecich, a tym bardziej w sferze myślenia o casus belli (powód do wojny). Taka sytuacja będzie oczywiście analizowana przez innych aktorów państwowych względem ich podejścia do spraw relacji z USA, co przenosi implikacje de facto z każdego uderzenia irańskiego na Jordanię, ZEA, Królestwo Arabii Saudyjskiej itd. daleko poza sprawy bliskowschodnie. Dlatego też problematyka działań zbrojnych wobec Iranu będzie miała szersze geograficznie i dłuższe czasowo konsekwencje.

Naturalnie Wielka Brytania jest w tym przypadku o wiele bardziej skomplikowanym przykładem. Wynika to umownie z dwóch faktów – pierwszy odnosi się do skali wykorzystania takich instalacji jak Fairford Air Force Base w bezpośrednich działaniach zbrojnych (użytkowanie pod kątem np. bombowców), a drugim jest łatwiejsza możliwość penetracji wywiadowczej. W tym ostatnim przypadku należy zwrócić uwagę, że terytorium brytyjskie jest nasycone potencjalnie sporą grupą osób, które można pozyskać i zadaniować w celach terrorystycznych, sabotażowych i dywersyjnych. Jeśli zaś chcemy doprecyzować pozyskanie i zadaniowanie, to nie zawsze musi to oznaczać pracę struktur wywiadowczych danego aktora państwowego wprost, pod własną afiliacją. Równie dobrze mogą to być działania wykonywane pod fałszywą flagą, ale zespolone ideologicznym wątkiem agresji wobec USA i ich polityki.

Reklama

Zagrożenia terrorystyczne

Innym wątkiem jest potencjalne aktywowanie bezpośrednie lub pośrednie (inspiracja) struktur niepaństwowych, z którymi Brytyjczycy nadal mają poważne problemy w zakresie bezpieczeństwa. Upraszczając, chodzi o odwołanie się do mniej lub bardziej zorganizowanych struktur terrorystycznych. Lecz znów nie jest to tylko specyfika brytyjska, gdyż doświadczenia walki z terroryzmem w XX i XXI w. wykazują jego transnarodowy charakter. Szczególnie że w Europie nie trzeba mieć komórek terrorystycznych w danym państwie, by mogły przygotować ataki w innym rejonie. Co więcej, współczesna technologia tylko ułatwia przestrzeń logistyki, ale też rozpoznania celów. Ułatwione jest również kamuflowanie form inicjujących kontaktów z wykonawcami. Zauważmy bowiem, że służby wywiadowcze mogą posługiwać się szyfratorami, zamkniętymi grupami i forami do mapowania, rekrutacji i prowadzenia pojedynczych osób, ale też mniejszych komórek. Przypomnieć należy szereg niestety kłopotliwych doświadczeń, gdy np. tzw. Państwo Islamskie (Daish) potrafiło namierzać osoby spoza swojej przestrzeni geograficznej do prowadzenia działań w Europie.

Generalnie czynnik zagrożeń terrorystycznych jest nadal bardzo mocno zakorzeniony w sposobie myślenia społeczeństw Europy Zachodniej i może niestety być celowo wykorzystany do ich destabilizacji w kolejnych latach. Przy czym w żadnym wypadku nie oznacza to, że państwa Europy Środkowej i Wschodniej są niejako impregnowane na podobne zagrożenia dla ich systemów antyterrorystycznych. Ponownie trzeba więc stwierdzić, że mówimy o potrzebach symultanicznego wzmacniania zdolności antyterrorystycznych i kontrwywiadowczych w każdym państwie na naszym kontynencie, włącznie z Polską.

Reklama

Nie tylko bomby i drony

Istotne jest także z naszej polskiej perspektywy zaobserwowanie kazusu Fairford Air Force Base również od strony taktycznych wyzwań dla bezpieczeństwa instalacji wojskowych, które są wykorzystywane przez Amerykanów. W 2026 r. możemy mówić o wręcz rosnącej złożoności i różnym poziomie skomplikowania oraz skali. Nasze ulokowanie, ale nie tylko ono, na styku USA-państwo gospodarz (np. Polska), wymaga analiz z zakresu zróżnicowanego operowania systemami bezzałogowymi (przede wszystkim bezzałogowymi statkami powietrznymi), prowadzącymi misje ISR, nękającymi ochronę bazy i instalacji, kinetycznie zagrażającymi bezpieczeństwu ludzi i sprzętu w przypadku zastosowania materiałów wybuchowych, w tym improwizowanych, środków zapalających, a nawet czynników CBRN. Pomijamy przy tym otwarte porażenie bardziej zaawansowanymi środkami napadu powietrznego, co w przypadku Rosji oznaczałoby przekroczenie granicy otwartego konfliktu z USA.

Nie zmienia to faktu, że chociażby systemy kontrdronowe i reagowanie na zagrożenia związane z BSP już teraz przeobrażają bezpieczeństwo amerykańskich baz, o czym wielokrotnie pisaliśmy na łamach Defence24. Zaś te wkomponowane w systemy sojusznicze wymagają interoperacyjności z państwem przyjmującym. W tym, jeśli chodzi o np. sygnalizowanie operatorów BSP lokalnym służbom porządkowym, zbieranie informacji odnoszących się do specyfiki ich użycia na rzecz ludności lokalnej, itd. Amerykanie projektując nowe standardy ochrony kontrdronowej w czasie pokoju podkreślają właśnie wagę relacji między ochroną bazy należącej do wojska a lokalnymi siłami policyjnymi.

Reklama

Dywersja i sabotaż

Dalsze kwestie są już bezpośrednio związane z działaniami dywersyjno-sabotażowymi, szerzej omawianymi tutaj działaniami terrorystycznymi, wystąpieniami publicznymi, protestami i pikietami. Próbami dewastacji mienia, także poza samą bazą. Wywieraniem nacisku psychologicznego na wojskowych, obsługę, ochronę oraz zewnętrznych kontraktorów. Mówimy o szeregu form klasycznego nękania, ale także za pomocą nowych narzędzi komunikacyjnych. Analizując problematykę, trzeba podkreślić znaczenie pracy nad bezpieczeństwem informacyjnym po stronie relacji USA-państwo gospodarz. Mówimy więc zarówno o klasycznym OPSEC i PERSEC, ale także inwestowaniu w relacje cywilno-wojskowe w ramach CIMIC, a przede wszystkim koordynowaniu działań w zakresie komunikacji strategicznej.

W tym miejscu musimy zauważyć – i to również z naszej perspektywy –, że nie wszystkie działania wymierzone w instalacje amerykańskie, bazy i samych żołnierzy będą łatwe do przypisania np. Rosji czy też Iranowi. Część z nich może być inspirowana i koordynowana właśnie z użyciem metod kamuflujących końcowego beneficjenta. W takim przypadku może to oznaczać próbę animowania różnych ruchów ideologicznych – od antyamerykańskich, poprzez pacyfistyczne, ekologiczne, aż po islamistyczne. W dodatku nie zawsze musi to oznaczać najgroźniejszy wariant działań, czyli chociażby próby użycia materiałów wybuchowych lub broni palnej, broni białej czy też pojazdów mechanicznych. Już wcześniej, także w przypadku Wielkiej Brytanii, mogliśmy dostrzec próby fizycznego blokowania infrastruktury wojskowej lub dokonywania nieautoryzowanych wtargnięć w strefę chronioną.

Reklama

Interoperacyjność służb i wojska

W tym przypadku, analogicznie jak w przypadku systemów bezzałogowych, musimy podkreślić znaczenie współpracy między jednostkami ochrony baz, w tym Military Police i jednostkami wyspecjalizowanymi strony amerykańskiej, a służbami ochrony państwa przyjmującego. Widząc w przypadku zagrożeń o najwyższej skali trudności niezbędność wspólnych ćwiczeń i zgrywania się, jeśli chodzi o, zespoły EOD i pirotechników policyjnych, ale też jednostki kontrterrorystyczne oraz wojskowych z takich instalacji wojskowych USA. Wiele z tych aspektów jest już widoczne, analizując chociażby wspólne ćwiczenia sił amerykańskich i polskich struktur w kontekście Naval Support Facility w Redzikowie.

Nie wolno też pomijać aspektu typowo szpiegowskiego, gdyż każda amerykańska obecność wojskowa budzi zainteresowanie wywiadowcze rywali i wrogów USA. W naszym przypadku wszelka rozbudowa baz naturalnie znajdzie się na umownym celowniku wywiadów rosyjskiego, białoruskiego, ale też chociażby chińskiego i nie da się wykluczyć, że także irańskiego. Instalacje amerykańskie są poddawane presji z użyciem narzędzi IMINT-u, SIGINT-u, ale też HUMINT-u czy OSINT-u. Zaś państwo przyjmujące, szczególnie w przypadku własnych działań kontrwywiadowczych, ma wiele do zrobienia, jeśli chodzi o ograniczanie skali pozyskiwania źródeł agenturalnych czy działań kadrowych oficerów innych państw. Zaś edukacja jest niezbędna, by ograniczać zdolności obcej pracy nad źródłami otwartymi.

Reklama

Zagrożenia wokół baz

Tak czy inaczej, nie uciekniemy umownie od zwiększającej się presji na nas jako państwa gospodarza w zakresie ochrony baz, ale też zabezpieczenia zewnętrznej strefy w pobliżu. A przecież zupełnie jeszcze nie wspomnieliśmy o takich aspektach, jak możliwość oddziaływania na wojskowych i ich rodziny, a także zewnętrznych kontraktorów, którzy są widoczni w ekosystemie baz amerykańskich rozsianych po całym świecie. Pamiętajmy, że w toku napięć amerykańsko-libijskich w Wielkiej Syrcie ówczesne służby wywiadowcze (Muchabarat al-Dżamahirija – Hajat al-Amn al-Charidżi) podległe Mu’ammarowi al-Kaddafiemu doprowadziły do zamachu bombowego na dyskotekę „La Belle” w Berlinie Zachodnim w 1986 roku. Celem byli przede wszystkim amerykańscy wojskowi. W XXI w. wiele zagrożeń rodziło się w związku z amerykańską obecnością czy to w Afganistanie, Iraku czy Syrii, ze strony Al-Kaidy oraz wspomnianego Daish.

Musimy zauważyć, że w obecnych warunkach irański MOIS oraz Sazman-e Ettela’at-e Sepah i Siły Quds potencjalnie mogą posiadać zdecydowanie porównywalne lub większe zdolności (względem libijskich) do prowadzenia tajnych operacji względem amerykańskich obiektów i zasobów wojskowych w Europie. Pytaniem otwartym zapewne pozostaje kwestia decyzyjności, a także wola podjęcia ryzyka. Chociaż i w tym przypadku trzeba wskazać na pewne utrudnienie po stronie służb europejskich, a ułatwienie po stronie wrogów USA. Zauważmy bowiem, że w obecnej sytuacji międzynarodowej i regionalnej od razu muszą być brane pod uwagę równoprawne wątki rosyjskie i właśnie irańskie, co wymusza na śledczych, przynajmniej we wstępnych fazach działań, aktywność niejako dwutorową. Zaś oba wspomniane podmioty państwowe (Rosja i Iran) mogą narracyjnie rozgrywać ten fakt w domenie informacyjnej i kognitywnej na własną korzyść, rozpraszając przestrzeń dyskursu, szczególnie medialnego.

Bezpieczeństwo baz nie zaczyna się od przysłowiowego ogrodzenia i wjazdu do takiej czy innej instalacji wojskowej. Musi być zakorzenione w szerszej prewencji antyterrorystycznej oraz działaniach kontrwywiadowczych. W obu przypadkach na pierwszej linii są zasoby danego państwa gospodarza, ale też jego zdolności do prewencji, w tym edukacji lokalnych społeczności. Nie wolno również uciec od obserwacji, że kluczową rolę odgrywa w tym przypadku też system wywiadowczy i szybkość intelligence sharing (wymiany informacji między sojusznikami, państwami partnerskimi). Powiedzmy wprost, każde kolejne przykłady w stylu Fairford Air Force Base jeszcze bardziej to podkreślają, dając nam obraz wymogów, przed jakimi w trybie stałym stoją państwa przyjmujące siły sojusznicze, na czele z USA.

Reklama

Głębsza refleksja

Sprawa Fairford Air Force Base nie powinna więc być zawężana jedynie do wątków zagrożeń terrorystycznych i tym samym zbyt daleko upraszczana. Pokazuje ona nam, jak ważna jest symbioza działań amerykańskich z sojusznikami. Ci ostatni oprócz widzenia spraw czysto wojskowych mają bowiem w swych strategiach wpisane również obowiązki państwa gospodarza, wykraczające poza sprawy stricte wojskowe. Obejmując nowe wyzwania dla wojska, policji, służb wywiadowczych i kontrwywiadowczych, edukacji i prewencji terrorystycznej oraz wywiadowczej, a skończywszy na zrozumieniu po stronie lokalnych społeczności i całego społeczeństwa.

Wszystko to wymaga nie tylko dostrzeżenia, ale także działań usprawniających po stronie państwa gospodarza. Jako Polska mamy ten komfort strategiczny, że wielu kwestii nie musimy wypracowywać od podstaw, zauważając, że mamy ogrom lessons learned z perspektywy naszych najbliższych sojuszników strategicznych z Europy (Włochy, Niemcy, Wielka Brytania, Belgia, Niderlandy, itd.) oraz pozaeuropejskich partnerów, np. Republiki Korei czy Japonii. Bazy wojskowe i instalacje militarne to nie tylko element wojskowego wpisania się w sojuszniczą zdolność do odstraszania i obrony, a tym bardziej wszelkie konstrukty teoretyczne. To żywe ekosystemy, które są poddawane różnym formom presji, w których państwo gospodarz ma wiele do zrobienia.

Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować
Reklama