Formoza szuka dywersyjnych min morskich

8 czerwca 2020, 09:29
DSC_1017
Mina przeciwokrętowa Piovra produkowana przez firmę Rheinmetall Waffe Munition Italia. Fot. M.Dura

Zgodnie z prawem zamówień publicznych Jednostka Wojskowa Formoza rozpoczęła postępowanie mające wyłonić dostawcę min morskich, które są przeznaczone do podwodnej dywersji. Podobny zakup dwa lata temu realizowała inna jednostka Wojsk Specjalnych – GROM. 

Ogłoszenie o rozpoczęciu postępowania w sprawie „min morskich” z 28 maja br. zostało opublikowane przez Jednostkę Wojskową 4026. Powszechnie dostępne materiały wskazują jednak jednoznacznie, że chodzi o Jednostkę Wojskową Formoza im. gen. broni Włodzimierza Potasińskiego z Gdyni.

Prawdopodobnie ze względu na niejawność, do ogłoszenia nie załączono od razu specyfikacji istotnych warunków zamówienia zawierającej m.in. szczegółowy opis planowanych do zakupu min. Ten opis zostanie przekazany tylko tym Wykonawcom, którzy zostaną zaproszeni do składania ofert spełniając warunki udziału w postępowaniu. Jednak sam charakter Jednostki Wojskowej Formoza może oznaczać tylko to, że planowany jest zakup min morskich dla Wojsk Specjalnych, a więc przeznaczonych do dywersji podwodnej.

Jest to oddzielny rodzaj min morskich, których cechą podstawową jest możliwość ich dostarczenia pod wodą przez płetwonurków. Nie może to więc być uzbrojenie dużych rozmiarów, a ze względu na limit masy, zastosowany ładunek wybuchowy nie pozwala na zatopienie dużych jednostek pływających. Jednak po przymocowaniu miny do kadłuba w odpowiednim miejscu (najczęściej w okolicy sterów, linii wałów i śrub) istnieje możliwość spowodowania takich uszkodzeń, że dany okręt lub statek zostanie poważnie unieruchomiony i to na długo. Dodatkowo zawsze istnieje możliwość zainstalowania kilku min i zaprogramowania ich jednoczesnego wybuchu.

image
Mina przeciwokrętowa Mila zamontowana na pojeździe podwodnym SDV opracowanym przez firmę JFD. Fot. JFD

Nie jest znany docelowy budżet przeznaczony przez Formozę na zrealizowanie zamówienia. Z ogłoszenie wynika tylko, że jego wartość jest równa lub przekracza wyrażoną w złotych równowartość kwoty 428 000 euro. Nie wymaga się również, by dostawcą i producentem była polska firma. Założono jedynie, że o „udzielenie zamówienia mogą ubiegać się Wykonawcy mający siedzibę albo miejsce zamieszkania w jednym z państw członkowskich Unii Europejskiej, Europejskiego Obszaru Gospodarczego lub państwie, z którym Unia Europejska lub Rzeczpospolita Polska zawarła umowę międzynarodową dotyczącą tych zamówień”.

Ustalono dodatkowo, że przetarg wygra firma, której oferta będzie „najkorzystniejsza ekonomicznie z uwzględnieniem kryteriów określonych w specyfikacjach, w zaproszeniu do składania ofert lub negocjacji lub w dokumencie opisowym”.

image
Efekt wybuchu miny przeciwokrętowej Piovra w płycie stalowej o grubości 20 mm. Fot. Rheinmetall Waffe Munition Italia

 Jakie miny dla Formozy?

W zbliżającym się postępowaniu, teoretycznie największe szanse, ze względu na politykę ujednolicania sprzętu, może mieć firma Rheinmetall Waffe Munition Italia (RWM Italia), której poprzez polską spółkę Griffin Group udało już się sprzedać w 2018 roku dywersyjne miny przeciwokrętowe dla Jednostki Wojskowej GROM. Wtedy zamówienie o wartości 4 053 588 zł brutto dotyczyło min przeciwokrętowych Piovra (Ośmiornica) w wersji: bojowej, ćwiczebnej i szkolnej.

Jednak w tamtym przetargu uczestniczyła również inna firma, hiszpańska spółka Sociedad Anónima de Electrónica Submarina (SAES SME) z Kartageny, której oferta była tańsza. Jak się jednak okazało propozycja złożona przez Hiszpanów, obejmująca miny przeciwokrętowe MILA, nie spełniała polskich wymagań. Było to zresztą niemożliwe, ponieważ jak od razu zauważyli specjaliści, wymagania napisane przez Jednostkę Wojskową GROM w 2018 roku były bardzo wyraźnie wzorowane na specyfikacji Piovry proponowanej przez RWM Italia.

Jeżeli takiego samego „plagiatu wymagań” nie zrobiono w przypadku Formozy to jest szansa, że hiszpańska mina Mila może okazać się lepsza i wygrać w przetargu z Piovrą. Na przeszkodzie nie stoi także konieczność ujednolicania systemu wsparcia logistycznego, ponieważ w obu przypadkach chodzi o miny morskie, które mogą być przechowywane bezobsługowo przez dziesięć lat, a po okresowo przeprowadzonej konserwacji – przez dwadzieścia lat.

image
Mina przeciwokrętowa Piovra produkowana przez firmę Rheinmetall Waffe Munition Italia. Fot. M.Dura

Podobny jest również sposób wykorzystania. Obie miny są bardzo proste w użyciu i doczepiane do jednostek pływających na kilka sposobów, w zależności od materiału, z jakiego jest wykonany ich kadłub (np. stalowy, aluminiowy, z tworzyw sztucznych czy nawet drewniany). W przypadku Piovry wskazuje się na możliwość wyboru przez nurka dowolnej kombinacji z aż czterech zainstalowanych w minie mechanizmów mocujących (magnesów, przyssawek, liny z hakiem i cicho wstrzeliwanych bolców). Usunięcie nowoczesnych min z burt jest o tyle trudne, że mają one zabezpieczenia inicjujące ładunek, gdy zrobi się to w nieodpowiedni sposób. Dlatego przy usuwaniu tego rodzaju zagrożeń, działa się z wykorzystaniem specjalistów, jak najszybciej to możliwe i najlepiej zdalnie. Ładunek może bowiem nie tylko uszkodzić okręt, ale także zabić płetwonurków – nawet jeżeli znajdują się oni w pewnej odległości.

image
Spód miny przeciwokrętowej Piovra z widocznymi mechanizmami mocującymi do kadłubów okrętów. Fot. Rheinmetall Waffe Munition Italia

 Sama mina Piovra, po wyjęciu ze skrzyni transportowej i po przygotowaniu do misji na powierzchni waży około 15 kg. Na lądzie jest ona przenoszona najczęściej przez dwóch płetwonurków, jednak w wodzie można samemu określić pływalność, w tym ustawiając ją na neutralną. Dzięki temu do jej transportu pod wodą wystarczy jeden komandos (chociaż najczęściej transport min zabezpieczają różnego rodzaju pojazdy podwodne). Wewnątrz Piovry znajduje się ważący 6 kg kumulacyjny ładunek wybuchowy, którym może być C4 lub PBXN-109.

Mina ma rozmiary 440 x 295 x 160 mm i dzięki trwałej obudowie może być wykorzystywana do głębokości 50 m. Płetwonurek ma możliwość ustawienia na lądzie (podczas przygotowywania misji) lub w wodzie dokładnego czasu wybuchu: elektronicznie (na okres do 10 dni) i mechanicznie (do około 30 minut). Istnieje też możliwość zaprogramowania tzw. detonacji łańcuchowej, w której można wykorzystać sześć Piovr. Prawidłowe działanie elektronicznego zapalnika czasowego można sprawdzić w dowolnym momencie (w powietrzu i wodzie) za pomocą wbudowanego w minie testera.

image
Mina MILA. Fot. Sociedad Anónima de Electrónica Submarina

Mina MILA hiszpańskiej firmy SAES SME jest mniejsza, ale dzięki temu każdy płetwonurek może przenosić aż dwa takie ładunki. W ma kształt ściętego stożka o średnicy podstawy 345 mm i wysokość 117 mm (dane dla wersji MILA-6C). Jest prostsza w budowie niż Piovra i lżejsza, m.in. z powodu mniej skomplikowanego systemu mocującego minę do kadłuba. Wewnątrz Mili integralną częścią są bowiem jedynie magnesy. Do mocowania miny do okrętów z kadłubem np. z tworzyw sztucznych wykorzystuje się natomiast specjalny, przenoszony oddzielnie i wyzwalany pod wodą mechanizm wstrzeliwania bolców zaczepowych.

image
Sposób podczepiania min MILA od różnego rodzaju materiałów. Fot. Sociedad Anónima de Electrónica Submarina

Minę można zaprogramować zdalnie pod względem czasu wyzwalania przed misją, albo w jej trakcie nawet przy bardzo słabej widoczności. Testy detonacyjne wykazały, że MILE są bardzo skuteczne w odniesieniu do stali o grubości 12, 24 i 36 mm.

Po co miny dla Formozy?

Dywersyjne miny przeciwokrętowe określane jako „Miny-skałoczepy” (Limpet mine) były na szeroką skalę wykorzystywane w czasie II wojny światowej. Użył ich również co najmniej dwukrotnie polski i brytyjski agent oraz bohater Grecji, Jerzy Iwanow-Szajnowicz doprowadzając prawdopodobnie do zatonięcia m.in. niemieckiego okrętu podwodnego U-133 i hiszpańskiego parowca „Agios Isidoros” (który był wykorzystany przez Niemców do przemytu).

Słowo prawdopodobnie zostało tu użyte specjalnie, ponieważ bardzo trudno jest potwierdzić rzeczywiste skutki min użytych podczas dywersji. Przykładem tego może być sławna operacja Jaywick z września 1943 roku przeprowadzona przez czternastu komandosów i marynarzy alianckich z zespołu Z Special Unit w Singapurze. Przez długi czas uważano, że udało im się zatopić w porcie sześć statków o łącznej wyporności około 39000 ton. Obecne badania wykazały, że zatonęły trzy statki, a trzy inne doznały uszkodzeń, co i tak było ogromnym sukcesem.

image
Płetwonurek ze specjalną uprzężą do przenoszenia dwóch dywersyjnych min MILA. Fot. Sociedad Anónima de Electrónica Submarina

Po II wojnie światowej odnotowywano wiele przypadków użycia tego rodzaju uzbrojenia, jednak najczęściej odbywało się to z naruszeniem obowiązującego w danym miejscu i czasie prawa (bez ogłoszenia stanu wojny). Miny dywersyjne posłużyły np. francuskim agentom do zatopienia statku „Rainbow Warrior” należącego do organizacji Greenpeace protestującej przeciwko wykonywanym przez Francję próbom broni atomowej na Pacyfiku. W tej nielegalnej akcji przeprowadzonej w porcie Auckland w Nowej Zelandii zginęła jedna osoba. Nieudaną próbę sabotażu za pomocą miny dennej próbowali wykonać również w 1982 roku argentyńscy płetwonurkowie w Gibraltarze w czasie Wojny o Falklandy.

image
Zdjęcie z Zatoki Omańskiej pokazujące uszkodzenia w burcie tankowca "Kokuka Courageous” prawdopodobnie spowodowane przez dwie irańskie miny magnetyczne. Fot. United States Central Command.

Proste w konstrukcji miny magnetyczne okazały się bardzo użytecznym środkiem do prowadzenia operacji terrorystycznych. W tego rodzaju działaniach szczególnie wyspecjalizował się Iran. Według Amerykanów to właśnie Irańczycy mieli 12 maja 2019 roku podłożyć miny pod cztery tankowce w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Takie same działania sabotażowe były także prawdopodobnie przyczyną wybuchów w Cieśninie Ormuz 13 czerwca 2019 roku na irańskim i norweskim tankowcu. W tym przypadku wybuchy były na burcie ponad wodą, a nie jak standardowo dla min magnetycznych – pod linią wodną. Jednak według Amerykanów ładunki umieszczone już na poruszających się statkach, stąd nie można było tego zrobić z wykorzystaniem płetwonurków.

image
Amerykańskie zdjęcie pokazujące irański okręt patrolowy typu Gashti prawdopodobnie usuwający jedną z min magnetycznych, która nie eksplodowała, a którą umieszczono razem z dwiema innymi na burcie tankowca "Kokuka Courageous” w Zatoce Omańskiej. Fot. United States Central Command
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 15
Reklama
onide
czwartek, 11 czerwca 2020, 12:08

Formoza to niech lepiej zakupi atmosfere

Maro
środa, 10 czerwca 2020, 12:57

Polski NONSENS - ogłoszenie o zakupie MIN DYWERSYJNYCH DLA JW FORMOZA - W TRYBIE JAWNYM

say69mat
środa, 10 czerwca 2020, 10:19

Męczy mnie problem, że Formoza - w trybie człap człap - staje się projekcją potencjału naszej floty.

say69mat
piątek, 12 czerwca 2020, 04:32

... w trybie człap człap??? Proces modernizacji naszej MW przypomina szlachetną próbę uskuteczniania marszu defiladowego w ... płetwach ;)))

Krecik
poniedziałek, 8 czerwca 2020, 13:01

jaką łatwą dzisiaj robotę /krecią/ mają szpiedzy - czytanie gazet i internetu. Jak sprawdził się w Białym Wywiadzie syn Bolka? Miał wyniki? Wyczytał coś? Mógł poczekac.

ach jo
środa, 10 czerwca 2020, 00:25

Myślę, że w porównaniu do twojego idola - wybuchacza parówkowego, syn Bolka miał słabe osiągnięcia. Podzielić prawie 40-milionowy naród, rozwalić służby specjalne średniej wielkości państwa nad Wisłą i załatwić ich zagranicznych agentów, wydać ciężkie miliony na badanie zamachu, którego nie było, mianować na tłuściutkie teetaty tłuściutkich młodzieńców - tak zrobić może tylko wybitna jednostka, o niewątpliwie wysokiej znajomości fachu agenta pewnej służby zagranicznej. Równie wysokie wyniki może osiągać TW Wolfgang psując nasze relacje z pewnym krajem za naszą zachodnią granicą.

Andrzej
poniedziałek, 8 czerwca 2020, 12:57

A czy Formoza jest jednostka o działaniu jawnym ? Kto ujawnia takie informacje co poszukuje Formoza,chyba ze to celowe działanie ?

-CB-
poniedziałek, 8 czerwca 2020, 20:05

Przecież nie jest żadną tajemnicą , jaką broń i wyposażenie posiadają tego typu jednostki na całym świecie, więc co tu utajniać? Większość szczegółów technicznych też jest najzwyczajniej w świecie dostępna na stronach producentów. A poza tym 'wróg' też ma podobne oddziały, więc stąd też mniej więcej wie czego się spodziewać. Sam przepływ broni również jest przecież w obecnych czasach kontrolowany, więc takich zakupów i tak się nie ukryje. Najważniejszy jest sam sposób działania, taktyka użycia podobnych jednostek czy dane osobowe członków i to jak najbardziej musi być tajne.

Dudley
poniedziałek, 8 czerwca 2020, 18:59

Nie przesadzaj, to jest standardowe wyposażenie płetwonurków bojowych. Nie ma tu nic tajnego, tego typu miny są na wyposażeniu takich jednostek od dekad.

Sidematic
poniedziałek, 8 czerwca 2020, 12:30

Czyli GROM ustawił przetarg pod Niemców i nikt za to nie beknął a kasa w Szwajcarii już leży. Czy tym razem też ten generał CZ., co sie zauważył że mu milion Euro ukradli z konta?

Zbigniew
poniedziałek, 8 czerwca 2020, 18:17

Od rozwiewania takich podejrzeń jest w porządnym państwie kontrwywiad oraz inne służby wewnętrzne, jakoś niewiele słyszymy o sukcesach polskiego kontrwywiadu.

Auslander
piątek, 12 czerwca 2020, 01:02

Bo go nie ma :E

NUREK
poniedziałek, 8 czerwca 2020, 16:47

Jeśli jest Tobie potrzebny samochód dostawczy, a ktoś chce sprzedać Tobie samochód sportowy, to jeśli wybierzesz to co jest Tobie potrzebne czyli samochód dostawczy tzn., że ustawiłeś przetarg ?

Robert
wtorek, 9 czerwca 2020, 12:19

Akurat nie tak się ustawia przetargi. Na przykładzie z samochodem wyglądałoby to tak: Potrzebujemy kombi, pięcioosobowy, o mocnym benzynowym silniku. Piszemy to w specyfikacji i dopisujemy, że odległość pomiędzy osiami ma wynosić conajmniej 2119mm a maksymalna 2121mm. W większości wypadków zamiast kombinować samemu bierze się specyfikację od upatrzonego producenta. A oni mają takich fachowców co w kliku niepozornych punktach ograniczą "wybór" do jednego produktu I już możemy meldować się w salonie i ubiegać się o 10% rabat przy zakupie VW. przy zamówieniu o wartości 400 tys euro wziątka raczej nie będzie niższa niż 40tys. W wojsku po prostu tak musi być. Chyba inaczej nikt nawet nie potrafi. Tak było jest i będzie.

BadaczNetu
środa, 10 czerwca 2020, 16:53

Od pewnego czasu, w zakupach panuje tak duży strach przed posądzeniem o kręcenie lodów, że miejscami powoduje to paraliż zakupowy. A o przypadkach puszkowania kombinatorów można regularnie znaleźć notki w mediach.

Tweets Defence24