- WIADOMOŚCI
Nowy model produkcji dronów: Od doskonałości do masowości [OPINIA]
Współczesna wojna weryfikuje tradycyjne podejście do uzbrojenia: fizyczny dron staje się dziś jedynie tanim, łatwo zastępowalnym nośnikiem, a prawdziwą amunicją są gromadzone przez niego dane. Tradycyjny przemysł obronny musi ustąpić miejsca elastycznemu oprogramowaniu, które ewoluuje w rytm frontowych doświadczeń. O przewadze na polu walki nie decyduje już konstrukcyjna perfekcja, lecz szybkość, z jaką inżynierowie przekładają wnioski żołnierzy na nowy kod. Cyfrowa pętla sprzężenia zwrotnego i ekonomia tanich bezzałogowców bezpowrotnie zmieniają reguły gry.
Z tego materiału dowiesz się:
- Dlaczego dane gromadzone podczas misji są dla systemów bezzałogowych cenniejsze niż same nagrania wideo,
- W jaki sposób pętla zwrotna od użytkowników tworzy samonapędzający się mechanizm szybkiego rozwoju dronów,
- Dlaczego tradycyjny, wieloletni model projektowania i certyfikacji uzbrojenia nie sprawdza się w przypadku tanich bezzałogowców,
- Dlaczego na współczesnym polu walki masowość produkcji i łatwość obsługi sprzętu są ważniejsze od dążenia do konstrukcyjnej perfekcji.
Niniejszy artykuł stanowi drugą część analizy gen. broni (w st. spocz.) dr. Andrzeja Fałkowskiego pt. „Ekonomika tanich dronów. To oprogramowanie da przewagę”. W tej części autor poszukuje odpowiedzi na pytanie: gdzie znajduje się wartość dronizacji i jak można ją przełożyć na trwałą przewagę dronową?
Dane jako nowa amunicja
Produkcja tanich dronów coraz bardziej przypomina rynek elektroniki użytkowej. Sam sprzęt staje się coraz łatwiejszy do skopiowania, a przewaga coraz szybciej przenosi się tam, gdzie nie wystarczy już zamówić podzespołów z katalogu. Coraz większe znaczenie mają dane, oprogramowanie i zdolność do uczenia się szybciej niż konkurencja.
Przewagę osiągną więc niekoniecznie firmy produkujące najlepszy hardware, lecz te, które zgromadzą największą liczbę danych operacyjnych, będą w stanie najszybciej rozwijać i aktualizować oprogramowanie, stworzą skuteczniejsze algorytmy sztucznej inteligencji oraz najlepiej zintegrują swoje rozwiązania z systemami dowodzenia. Równie ważna będzie możliwość ciągłego doskonalenia produktu na podstawie doświadczeń użytkowników. W tym modelu klient stanie się, zapewne ku swojej radości, źródłem danych, testerem, dostawcą informacji zwrotnej i współtwórcą kolejnej wersji produktu.
Każda wykonana misja staje się źródłem nowych danych. Informacje o zachowaniu drona, warunkach lotu, skuteczności algorytmów, sposobach wykrywania obiektów czy problemach z łącznością mogą zostać wykorzystane do poprawy kolejnych wersji systemu. Dron, który wraca z misji, przywozi więc coś znacznie cenniejszego niż samo nagranie. Przywozi doświadczenie, które można zamienić na kod, a następnie na kolejną przewagę.
Powstaje w ten sposób mechanizm samonapędzający. Im więcej dronów działa, im więcej wykonują misji i im więcej użytkowników dostarcza informacji zwrotnej, tym więcej danych trafia do producenta. Im więcej danych, tym lepsze mogą być algorytmy i oprogramowanie. Im lepszy system, tym większa jego atrakcyjność dla kolejnych użytkowników, a więc tym więcej danych wraca do producenta. W pewnym momencie okazuje się, że największą przewagą nie jest już sama fabryka, lecz zgromadzone doświadczenie.
To trochę jak z amunicją, tylko bardziej kłopotliwe w zarządzaniu. Klasyczną amunicję trzeba wyprodukować, dostarczyć i zużyć. Dane można natomiast wykorzystać wielokrotnie, a każda kolejna operacja może zwiększać ich wartość. O ile oczywiście ktoś potrafi je sensownie wykorzystać. Samo posiadanie kilku terabajtów nagrań z dronów nie uczyni jeszcze firmy technologicznym hegemonem. Równie dobrze może uczynić ją właścicielem bardzo dużego i bardzo drogiego archiwum filmowego. Nawiasem mówiąc powinno to mieć zastosowanie w odniesieniu do każdego rodzaju technologii stosowanej na polu walki.
W rezultacie przewaga konkurencyjna zaczyna narastać wraz z liczbą użytkowników i przeprowadzonych operacji. Firma, która sprzeda tysiąc urządzeń i potrafi wyciągać wnioski z ich działania, może z czasem znaleźć się w zupełnie innej pozycji niż producent, który sprzedał podobny sprzęt, ale potraktował każdą transakcję jako zakończenie relacji z klientem. W świecie tanich dronów sprzedaż produktu powinna być więc dopiero początkiem przewagi, a nie jej zwieńczeniem.
Produkcja – procesem ciągłym
Klasyczny model przemysłu obronnego zakłada wieloletni cykl projektowania, certyfikacji i produkcji. Najpierw powstaje projekt, potem prototyp, następnie seria testów, analiz, komisji i dokumentów, a po kilku latach produkt jest wreszcie gotowy do użycia. Wtedy pojawia się drobny problem. Rzeczywistość zdążyła się już zmienić, przeciwnik również, a część założeń, na których oparto projekt, ma mniej więcej tyle wspólnego z aktualną sytuacją, co mapa sprzed dekady z dzisiejszym ruchem ulicznym.
Rynek tanich dronów funkcjonuje zupełnie inaczej. Tutaj produkt nie może czekać kilku lat na swoją kolejną generację. Nowe wersje powinny pojawiać się co kilka tygodni lub miesięcy, bo tyle właśnie może wystarczyć, żeby zmieniły się sposoby zakłócania łączności, metody wykrywania, oprogramowanie przeciwnika albo zwyczajnie pojawił się nowy pomysł, jak zrobić coś szybciej, taniej i skuteczniej. Dron, który w styczniu był rozwiązaniem nowej generacji, a w czerwcu niestety może być już rozwiązaniem poprzedniej edycji.
Autor. Damian Ratka/Defence24
Dlatego konstrukcja musi być przygotowana na ciągłe zmiany. Podzespoły powinny dać się szybko wymieniać, oprogramowanie aktualizować, a cały system dostosowywać do nowych warunków bez konieczności rozpoczynania od zera kolejnego wieloletniego programu. W idealnym świecie zmiana kamery, modułu komunikacyjnego czy algorytmu nie powinna wymagać budowania nowego drona. Powinna wystarczyć wymiana elementu, wgranie nowego oprogramowania i wysłanie urządzenia z powrotem do służby, czyli dokładnie to, czego przemysł obronny przez lata uczył się nie robić.
W praktyce oznacza to odejście od modelu „producent – odbiorca”. W tradycyjnym podejściu producent dostarcza gotowy produkt, użytkownik go odbiera, a następnie przez kilka lat korzysta z niego i cierpliwie czeka na kolejną modernizację. W przypadku tanich dronów taki model przestaje mieć większy sens. Użytkownik stajnie się częścią procesu rozwoju. To on dostarcza informacji o tym, co działa, co nie działa, co można poprawić i co przeciwnik właśnie wymyślił, żeby całość przestała działać.
Producent musi więc nauczyć się słuchać użytkownika równie szybko, jak użytkownik nauczył się narzekać na produkt. Informacja z kolejnej misji powinna możliwie szybko trafić do zespołu projektowego, a następnie zostać zamieniona w zmianę konstrukcji, aktualizację oprogramowania albo nową wersję urządzenia. W efekcie produkcja przestajnie być wydarzeniem, a stajnie się procesem ciągłym.
To oznacza również zmianę mentalności. Nie chodzi już o stworzenie „idealnego drona”, który przez następne kilkanaście lat będzie symbolem technologicznej doskonałości. Chodzi raczej o stworzenie dobrej wersji, a następnie bardzo szybkiego mechanizmu dochodzenia do kolejnych wersji. Idealny dron nie jest więc tym, który nigdy nie wymaga zmian. Idealny jest ten, którego zmiany można wprowadzać szybciej, niż przeciwnik zdąży przygotować na nie odpowiedź.
W świecie tanich bezzałogowców przewagę może więc zdobyć nie ten, kto najdłużej projektuje, lecz ten, kto najszybciej się uczy. Co jest o tyle zabawne, że przez dziesięciolecia przemysł obronny doskonalił przede wszystkim sztukę przekonywania wszystkich zainteresowanych, że skoro coś projektowano przez dziesięć lat, to musi być wyjątkowo dobre. Teraz okazuje się, że równie ważne może być to, czy za kilka tygodni potrafimy zrobić coś lepszego.
Wnioski
W najbliższych latach zwycięzcami rynku nie będą więc ci, którzy zbudują „najlepszego drona”. To pojęcie zresztą zaczyna mieć coraz mniej sensu. Znacznie ważniejsze będzie stworzenie systemu, który potrafi wykorzystać tysiące prostych dronów jako element jednej, inteligentnej architektury działania. Pojedynczy dron może być tani, prosty i wymienny. Jego prawdziwa wartość pojawia się dopiero wtedy, gdy staje się częścią większej całości.
Trwała przewaga nie będzie wynikać z samej konstrukcji drona, lecz z szybkości rozwoju, skali produkcji, modułowości oraz ścisłego sprzężenia z użytkownikiem. Kluczowe znaczenie zyskają software, autonomia, odporność na EW, alternatywna nawigacja, komunikacja i integracja z systemami dowodzenia. W efekcie największą wartość będzie tworzył nie pojedynczy dron, lecz stale rozwijany, skalowalny ekosystem łączący hardware, software, produkcję, serwis i dane. Masowość jest ważniejsza niż perfekcja. Lepiej produkować tysiące dobrych dronów niż setki „idealnych”.
Autor. M.Dura
A czy w Polsce mamy już setki, a może nawet tysiące dronów różnych typów, gotowych do natychmiastowego użycia? Czy w NATO mamy ich już miliony – zwłaszcza w kontekście zapowiadanej przez Rosję produkcji ponad 3 milionów dronów w przyszłym roku?
Czy mamy je, gdzie przechowywać, serwisować i uzupełniać? A może stoją już grzecznie w jednostkach, a wszyscy żołnierze – przynajmniej w zakresie tych najprostszych modeli – są regularnie szkoleni, żeby z nich korzystać?
Czy nadal traktujemy drony jak eksponaty muzealne: „proszę nie dotykać, łatwo uszkodzić”? Czy może wreszcie zaczynamy traktować je jak zwykłe wyposażenie – coś, co żołnierz dostaje, jak karabin i używa, zużywa, wymienia i po prostu wie, jak obsługiwać?
Bo jeśli drony mają być jednym z podstawowych narzędzi współczesnego pola walki, to chyba najwyższy czas przestać traktować je jak drogocenne gadżety, które najlepiej oglądać przez szybę.



Wybrane okazje dla Ciebie