- sponsorowane
- WIADOMOŚCI
Teren jako sojusznik. Historia daje przykłady
Autor. Ministerstwo Obrony Ukrainy.
Koncepcja Zielonej Tarczy Wschód wykorzystująca ukształtowanie terenu do celów obronnościowych nie jest czymś zupełnie nowym. Dla uzyskania przewagi nad przeciwnikiem warunki terenowe wykorzystuje się bowiem w wojnach od tysięcy lat, natomiast „renaturyzacja” w celach obronnych była wprowadzana już w siedemnastym wieku.
Historia niejednokrotnie pokazała, że wiedza o sile natury jest dla żołnierzy tak samo ważna jak umiejętność władania bronią czy znajomość taktyki. Teren może być bowiem wsparciem, niwelować przewagę liczebną oraz techniczną przeciwnika, jak również spowolnić i ograniczyć działanie wroga do bardzo wąskich obszarów pomiędzy bagnami, lasami, jeziorami i rzekami.
I to właśnie dlatego, w natowskich wytycznych, przeprowadzanie analizy warunków terenowych uznano za jeden z pierwszych i kluczowych elementów informacyjnego przygotowania pola walki. Jej częścią jest ocena terenu ze względu na przejezdność, podzielonego na trzy klasy:
- teren nieprzejezdny (No-Go Terrain);
- teren trudno przejezdny (Slow-Go Terrain);
- teren przejezdny (Go Terrain).
Terminy te zostały zresztą przejęte w opracowaniu wykonanym przez specjalną, międzyresortową komisję powołaną w 2025 roku przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, która pracowała nad projektem „komponentu przyrodniczego Tarczy Wschód”. Założono w nim np., że strefa Slow-Go (spowalniająca) ma leżeć na głębokości od 5 do 50 km od wschodniej granicy Polski.
Zobacz też 
W natowskich normach zalecono m.in. obliczenie „współczynnika oporu pokrycia terenu”. Współczynnik ten może mieć wartość od 0 (teren nieprzejezdny) do 1 (teren łatwo przejezdny). Dla przykładu: sucha powierzchnia trawiasta jest oceniana na 0,9, a bagna mają ten wskaźnik na poziomie 0,1.
Mokradła i lasy a „wąskie gardło"
Oczywiście jest bardzo trudno doprowadzić do sytuacji, by cały pas przygraniczny składał się tylko z obszarów o małym współczynniku oporu pokrycia terenu. Można jednak tak zaplanować ich rozłożenie, by przeciwnik miał do wykorzystania jedynie niewielkie przesmyki, utrudniające rozwinięcie sił (tak jak pod Maratonem) lub zmuszające do rozciągnięcia kolumn marszowych (tak jak w Lesie Teutoburskim).
Pod Maratonem 12 września 490 roku przed naszą erą Grecy tak wybrali miejsce walki, by góry i znajdujące się obok tzw. Wielkie Bagno ograniczyły pole bitwy, a Persowie nie mieli możliwości wykorzystania swojej kawalerii. To bagno spełniło ważną rolę również w końcowej części batalii, gdy perscy żołnierze otaczani coraz bardziej przez greckich hoplitów zaczęli uciekać i nie znając terenu grzęźli w błocie, dobijani później przez Greków.
Bagna i lasy pozwoliły więc na wyrównanie szans, nawet gdy przeciwnik miał liczebną i techniczną przewagę. Persów było bowiem dwa razy więcej niż Greków (około dwudziestu tysięcy piechoty), mieli łuczników oraz tysiącosobowy oddział jazdy. Zlekceważenie terenu zemściło się również pięćset lat później na Rzymianach, którzy przez niedocenienie przyrody stracili całą armię w Lesie Teutoburskim jesienią 9 roku naszej ery.
Autor. Wikipedia
Przez brak właściwego rozpoznania rzymskie wojska weszły w gęstą puszczę z jedną błotnistą drogą. Rozciągnęło to całą kolumnę na ponad 15 km. Wtedy uderzyły na nich połączone plemiona germańskie, które metodą walki podjazdowej ostatecznie rozbiły Rzymian. Z 25 tysięcy rzymskich żołnierzy uratowały się pojedyncze osoby. Rzymianie utracili wtedy trzy legiony (XVII, XVIII, XIX) i nigdy więcej nie używali ich numerów.
Dokładnie tę samą taktykę wykorzystała Finlandia broniąc się po ataku Związku Radzieckiego w czasie Wojny Zimowej (1939-1940). Finowie wypracowali własny sposób działania, tzw. taktykę „motti”. Polegała ona na dzieleniu rozciągniętych kolumn radzieckich wojsk skrytymi atakami małych oddziałów. Stworzone w ten sposób mniejsze grupy (tzw. motti), pozbawione dostaw i odpowiedniego dowodzenia, były później łatwiejsze do likwidowania.
Dzięki tej taktyce trzy fińskie pułki (liczące około 11 tysięcy żołnierzy) pokonały dwie rosyjskie dywizje i jedną brygadę pancerną (liczące około 50 tysięcy żołnierzy) w bitwie pod Suomussalmi. Zakończyła się ona 8 stycznia 1940 roku wyeliminowaniem prawie 30 tysięcy Sowietów przy fińskich stratach ocenianych na około tysiąc żołnierzy zabitych i zaginionych.
Autor. Wojciech Kossak/ Domena publiczna
Takie naturalne, tworzone przez mokradła i lasy wąskie przejścia były wykorzystywane do niwelowania przewagi przeciwnika praktycznie wszędzie, w tym w Polsce. Dobrym tego przykładem jest bitwa pod Raszynem stoczona 19 kwietnia 1809 roku w czasie wojny polsko-austriackiej. Szczególnie intensywne walki w tej batalii toczyły się o Groblę Falencką, a więc o wąski nasyp biegnący wśród rozlewisk rzeki Raszynki oraz bagnistych stawów. Armia austriacka została ostatecznie zatrzymana, chociaż była dwukrotnie liczniejsza od polskiej.
Mokradła i lasy jako miejsce schronienia i oporu
Trzeba przy tym pamiętać, że lasy i mokradła nie były jedynie przeszkodą, ale również bardzo skutecznym ukryciem. W czasach bez dronów i lotnictwa wróg w gęstej puszczy mógł zobaczyć jedynie to, co znajdowało się od niego w odległości kilkunastu metrów. To właśnie dlatego lasy i mokradła przez wieki były przede wszystkim ostatnią szansą na ucieczkę dla ludności atakowanej przez obce wojska, dając dodatkowo budulec potrzebny później na odbudowę spalonych domostw.
Takie leśno-mokradłowe schronienie pozwalało dodatkowo na kontynuowanie działań zbrojnych przeciwko najeźdźcy, nawet wtedy, gdy wróg teoretycznie zdobył już cały teren. W Polsce legendarnym przykładem takiego oporu była walka partyzancka Kurpiów ze Szwedami w czasie Potopu, głównie na terenie Puszczy Zielonej. Znajomość terenu oraz doskonałe umiejętności strzeleckie pozwoliły im nawet we wrześniu 1655 roku zatrzymać kilkutysięczny korpus wojsk brandenbursko-szwedzkich pod dowództwem generała Waldecka i księcia Bogusława Radziwiłła.
Autor. A. Chętnik, Jak Kurpie ze Szwedami wojowali. Gawędy, Warszawa 1986.
Budując przegrody, zasieki, organizując zasadzki i zrywając mosty (w tym na Pisie), Kurpie nie pozwolili Szwedom na stworzenie dodatkowej linii dostaw logistycznych, jak również na stałe odcięli ewentualną drogę odwrotu. Nie miało to większego znaczenia w czasie całego Potopu, jednak na wiele lat stało się symbolem oporu polskiej ludności wobec najeźdźcy.
Naturalna osłona ze strony lasów była wykorzystywana zresztą później, nawet w XX wieku – w dobie lotnictwa rozpoznawczego. Korzystała z nich np. partyzantka w Polsce, na Białorusi i w Jugosławii, jak również wojska walczące m.in. z Amerykanami na Półwyspie Indochińskim, przede wszystkim w Wietnamie.
Sytuacji nie zmieniły również drony rozpoznawcze, powszechnie wykorzystywane w czasie wojny na Ukrainie. Pomimo ich obecności, drzewa udowodniły swoją wartość, w tym również te, sadzone wzdłuż dróg. Po II wojnie światowej były one bez zastanowienia wycinane, bo podobno stanowiły śmiertelne zagrożenie dla „piratów drogowych”. Wojna na Ukrainie pokazała jednak, że drzewa wzdłuż dróg chronią je nie tylko samymi sobą, ale również pozwalają na łatwe rozwieszenie dodatkowych osłon – w tym przede wszystkim sieci przeciwko dronom.
Przydrożne drzewa pomagają też w obronie, ponieważ w naturalny sposób ograniczają przepustowość szlaków komunikacyjnych (według prostej zasady „więcej się nie zmieści”), pomagają również w organizowaniu punktów obrony i zasadzek. Dlatego obecnie uważa się nawet, że bardzo dobrym rozwiązaniem jest tzw. prewencyjne sadzenie drzew w celach obronnych (ang. pre-emptively growing trees).
Autor. Michał Żmihorski
Dopiero za kilka lat może się bowiem okazać, że staną się one przydatne i pozwolą na stworzenie silnej linii obrony. Wielokrotnie potwierdzili to Ukraińcy, organizując doraźne punkty oporu. W ten sposób zadrzewione miedze, likwidowane często w Polsce, na Ukrainie okazały się kluczowe dla ukraińskiego sposobu walki, wymagającego ukrycia przed atakiem. A poza samą wojną, takie zadrzewienia stanowią miejsce pochłaniające wodę spływającą z rzek i neutralizujące nadmiar nawozów z pól uprawnych.
Rzeki, mokradła i lasy do odtworzenia
Pomimo że lasy, mokradła i rzeki były wielokrotnie wykorzystywane, to jednak korzystano z nich głównie według zasady „bo są”. Trzeba jednak pamiętać, że w miarę upływu czasu, rozwijające się rolnictwo, a później przemysł doprowadziły do masowych wycinek drzew oraz systemowego osuszania terenów podmokłych. Już w XVIII wieku dostrzeżono, że taka gospodarka negatywnie wpływa na bezpieczeństwo, likwidując naturalne bariery przed niespodziewanym atakiem obcych wojsk.
Początkowo zajęto się odtwarzaniem lasów i to jeszcze przed zdefiniowaniem takich pojęć jak „ochrona środowiska” czy „ekologia”. Pierwsi byli Francuzi, którzy po przegranej wojnie z Niemcami w latach 1870–1871 musieli oddać Alzację i Lotaryngię. By w przyszłości lepiej się zabezpieczyć przed wschodnim sąsiadem, na wniosek francuskiego sztabu generalnego wydano ustawę o zalesieniu i ochronie lasów na terenach graniczących z Niemcami (szczególnie w rejonie Wogezów).
Ale podobne podejście mieli również niemieccy wojskowi, którzy wprost żądali podporządkowania gospodarki leśnej na terenach przygranicznych celom obronnym. Ostatecznie pod koniec XIX wieku pruski parlament wydał ustawę nakazującą zalesienie wschodniej strefy graniczącej z Rosją. Te nowe lasy miały powstrzymać nie tylko zagony rosyjskiej kawalerii, ale również miały pozwolić ukrywać rozmieszczenie własnych wojsk.
Mało natomiast było przykładów odtwarzania mokradeł. W tym przypadku stosowano bardziej taktykę czasowego zalewania określonych obszarów.
Nie tylko dla wojny, ale i dla środowiska
Zielona Tarcza Wschód jest o tyle wartościową koncepcją, że zakłada trwałe przystosowanie terenu do celów obronnych z korzyścią również dla samego środowiska. O ile więc druty kolczaste, betonowe przegrody czy głębokie rowy są obiektami nienaturalnymi i najczęściej szkodliwymi dla otoczenia przyrodniczego, to odtworzone tereny podmokłe oraz zagęszczone lasy stanowią coś w pełni zgodnego z naturą. I tego po ewentualnym zakończeniu konfliktu w żaden sposób nie trzeba będzie usuwać.
Autor. Ministerstwo Obrony Ukrainy
Dodatkowo w wielu przypadkach naturalne przeszkody, takie jak mokradła, lasy i rzeki stanowią trudniejszą przeszkodę do przebycia niż bariery kreowane sztucznie przez ludzi. Zgodnie z ugruntowaną wiedzą z dziedziny wojskowości można więc znaleźć te miejsca, gdzie ingerencja wojska w przyrodę jest nawet w ogóle niepotrzebna. A to się przekłada na zmniejszenie kosztów samego zabezpieczenia terenu, jak również później, na jego przywrócenie do stanu naturalnego.
Bo nikt już nie zaprzecza, że wszelkie działania wojennej mają negatywny wpływ na środowisko, czego przykładem drastycznym było podpalanie lasów w czasach II wojny światowej. By temu zapobiec, wprowadzono specjalne pojęcie „ekologii wojny” (ang. warfare ecology), czy też „wojennego przywracania dzikości” (ang. warwilding). Działania objęte tymi terminami były wdrażane już na terenach objętych konfliktem zbrojnym, jednak również później, pozytywnie wpływały na środowisko naturalne. Przykładem może być koreańska strefa zdemilitaryzowana, która po wycofaniu stamtąd wojsk, zamieniła się w ostoję dla dzikiej fauny i flory.
Takie prawdziwe przywracanie dzikości przyrodzie in pierwszej kolejności odnosiło się do lasów. Należy jednak pamiętać, że jest to przy tym proces najdłuższy. Lasy stają się bowiem całkowicie nieprzejezdne, jeżeli ich gęstość to ponad 4 drzewa, o średnicy ponad 20 cm lub 11-15 drzew o średnicy 15-20 cm na powierzchni 100 m². By więc powstał las nieprzejezdny z brzozy, potrzeba ponad 10 lat, z sosny 21 lat, a z dębu już 50 lat i to przy dobrym dostępie do światła, sprzyjającej glebie i odpowiedniej wilgotności. O wiele szybciej można odtworzyć mokradła.
Autor. Ukraiński Sztab Generalny/ Facebook
Same mokradła i lasy nie wystarczą
Rozważając znaczenie projektu Zielona Tarcza Wschód, trzeba jednak pamiętać, że nie jest on sposobem na stworzenie bariery nie do przebycia dla obcego wojska. Bo takiej bariery zbudować się po prostu nie da. Jest to jednak sposób na wzmocnienie systemu obronnego i to w sposób naturalny. Jak wielokrotnie pokazała historia, to wzmocnienie polega na spowolnieniu działań przeciwnika i ograniczeniu ich tylko do tzw. wąskich gardeł.
Najbardziej trwałą przeszkodą jest gęsty las. Jeżeli bowiem nie zostanie zniszczony, to stanowi barierę nie do przebycia. Z kolei skuteczność mokradeł zależy od wielu czynników i przy odpowiednim zaplanowaniu oraz prowadzeniu operacji, przeciwnik może przez nie przeprawić nawet ciężki sprzęt. Nie zmienia to jednak faktu, że są one bardzo niebezpieczne.
W tragiczny sposób przekonali się o tym Amerykanie w marcu 2025 roku, gdy ich czołg wsparcia M88 HERCULES ARV (Armored-Recovery Vehicle) zatonął w bagnie na poligonie w Podbrodziu na Litwie. Okazało się, że pojazd gąsienicowy, który sam miał służyć do ewakuacji uszkodzonego sprzętu wojskowego z pola walki, nie poradził sobie w trudnym terenie i w ciągu kilku sekund znalazł się 5 metrów pod powierzchnią mokradła wraz z czteroosobową załogą.
Za przykład skutecznego pokonania mokradeł uważa się sowiecką Operację Bagration w czerwcu i sierpniu 1944 roku. Dowódca 1. Frontu Białoruskiego marszałek Rokossowski poprowadził bowiem uderzenie swoich dywizji pancernych i zmechanizowanych również przez białoruskie bagna. Trzeba jednak pamiętać, że nie odbyło się to natychmiast, ale po wielotygodniowych przygotowaniach. Sowieci skrycie budowali bowiem drogi w podmokłym terenie z dylów drewnianych oraz drewniane mosty, które były w stanie utrzymać nawet czołgi T-34.
Autor. Ukraiński Sztab Generalny/ Facebook
Z kolei żołnierze otrzymali specjalne buty plecione z łoziny oraz narty bagienne. Rosjanie działali dodatkowo nocą, przez co Niemcy do ostatniego momentu nie zorientowali się, skąd wyjdzie uderzenie pancerne. Nieprawdziwy jest jednak obraz prezentowany przez sowiecką propagandę, że zaskoczenie było pełne. Wszędzie tam, gdzie Niemcy mieli zbudowane punkty oporu wykorzystujące mokradła, Rosjanie musieli toczyć zaciekłe i długotrwałe walki.
Znaczenie stałej renaturyzacji mokradeł jest szczególnie widoczne w przypadku rzek i kanałów. Uregulowane rzeki wbrew pozorom nie stanowią bowiem tak trudnej przeszkody dla obcych wojsk, jak np. lasy. Wystarczy tylko pamiętać, że mosty towarzyszące na podwoziach gąsienicowych pozwalają na pokonywanie przeszkód wodnych o szerokości od 20 do 26 metrów. Dodatkowo rozkłada się je w czasie tylko od 2 do 5 minut.
Jeżeli jednak, zbliżając się do wody, trzeba się przedzierać przez mokradła to zorganizowanie doraźnej przeprawy staje się już o wiele trudniejsze. Dodatkowo „wąskie gardło”, jakim jest sam most wydłuża się znacznie o groble, które trzeba zbudować po obu stronach rzeki przez otaczające je mokradła. A to ułatwia niszczenie przeprawy, tworząc z niej swoistą „strefę śmierci”.
Bagna i mokradła znacząco ograniczają mobilność i wymuszają kierowanie ruchu pojazdów na groble, co drastycznie zwiększa podatność na ataki z powietrza, ostrzał artyleryjski oraz ogień broni bezpośredniego rażenia. Historycznie rzecz biorąc, atakujące armie unikały terenów bagiennych. Bagna i mokradła o głębokości przekraczającej 1 metr mogą stanowić skuteczniejszą przeszkodę niż rzeki, ponieważ budowa grobli jest zazwyczaj trudniejsza niż budowa mostów.
Amerykański podręcznik polowy dotyczący działań ograniczających mobilność przeciwnika - The U.S. Army Field Manual on Countermobility
Odbudowa na stałe takich mokradeł może być szczególnie użyteczna przy obronie tzw. Przesmyku Suwalskiego, oddzielającego Białoruś od rosyjskiej eksklawy Obwodu Królewieckiego. Dzięki wdrożeniu Zielonej Tarczy Wschód ten teren można jeszcze bardziej „zawęzić”, ułatwiając tym samym prowadzenie działań obronnych z wykorzystaniem w pierwszej kolejności artylerii, dronów i lotnictwa.
Stworzony w ten sposób stały, naturalny system obronny będzie ważny nie tylko dla Polski, ale również dla całej Europy. Przesmyk Suwalski jest bowiem jedyną drogą lądową, którą Sojusz Północnoatlantycki będzie mógł udzielić pomocy Krajom Bałtyckim.
Historia pokazała, że w tych działaniach warto się posiłkować mokradłami i lasami.
Artykuł sponsorowany. Partnerem publikacji jest ClientEarth



