Geopolityka

Mołdawia między Europą a Rosją. Problemem korupcja i wyludnianie kraju

Fot. presedinte.md
Fot. presedinte.md

Największym problemem Mołdawii nie jest ani Naddniestrze, ani ewentualna Besarabska Republika Ludowa, obejmująca terytorium północnego Budziaku (Gagauzji). Nie jest nią też groźba interwencji rosyjskiej z terytorium Naddniestrza. Jest nim natomiast monstrualna korupcja elit politycznych oraz wyludnianie się kraju na niespotykaną nigdzie skalę.

W Kiszyniowie słyszałem dowcip: spotyka się dwóch młodych ludzi i jeden się chwali „Mój ojciec jest w stanie kupić całą Mołdawię”, a drugi na to odpowiada: „Ale to zależy od tego czy mój ojciec będzie chciał ją sprzedać”. Ci dwaj ojcowie to para Vladów: Plahotniuc i Filat. Obecnie nie piastują oni żadnych ważniejszych funkcji w Mołdawii, choć Filat wcześniej był premierem. Do czasu gdy został odwołany w związku z jedną z licznych tutaj afer korupcyjnych. Obaj jednak mają decydujący wpływ na dwie partie koalicji rządowej: Partię Liberalno-Demokratyczną (PLD) oraz Partię Demokratyczną (PD) i trzęsą zarówno polityką jak i gospodarką Mołdawii.

W ostatnich mołdawskich wyborach parlamentarnych pierwsze miejsce zajęła Partia Socjalistyczna (PSRM), kierowana przez b. członka mołdawskiej Partii Komunistycznej (PCRM) Igora Dodona. Nazwy mogą mylić, bo to PSRM jest obecnie najbardziej prorosyjska i sprzeciwia się integracji europejskiej. Po wyborach wszyscy nowo wybrani deputowani z tej partii pojechali (wszyscy razem) do Moskwy, co było jednoznacznie odczytane jako „hołd” oddany pryncypałom. Jednak wielu komentatorów mołdawskich twierdzi, że Dodon będzie realizował dyrektywy Kremla tylko dopóki będzie mu się to opłacało finansowo i już dawał znaki, iż jest gotowy do politycznej korupcji. Mołdawscy komuniści natomiast postanowili po wyborach poprzeć proeuropejski rząd mniejszościowy. Nie można wykluczyć, iż ceną będzie powrót ich lidera Woronina na stanowisko prezydenta w 2016 r. Ostatnią partię w parlamencie Mołdawii jest prawicowa Partia Liberalna, dążąca do zjednoczenia z Rumunią – dostała ona jednak tylko 10 % głosów.

Integracja Mołdawii z Rumunią to jednak obecnie całkowita abstrakcja choć znaczna część (może nawet większość) Mołdawian ma obywatelstwo Rumunii (a więc jednocześnie UE). Ale ponad 300 tys. Mołdawian ma również obywatelstwo rosyjskie i oznacza to, że (w wartościach bezwzględnych) w Mołdawii jest dwukrotnie więcej obywateli Rosji niż w Naddniestrzu. Dlatego właśnie nie należy się spodziewać żadnych poważnych prowokacji Rosji względem Mołdawii. Póki co bowiem, mimo podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, członkostwo Mołdawii w Unii jest wysoce wątpliwe. Rosja więc nie jest zainteresowana rozbiorem Mołdawii bo wciąż ma nadzieje (i to uzasadnione) na utrzymanie tego raju w swojej strefie wpływów. Dlatego też Rosja popiera reintegrację Mołdawii z Naddniestrzem, gdyż w ewentualnej federacji Naddniestrze ostatecznie zahamuje zachodni wektor polityki tego państwa. Z drugiej strony mołdawska armia praktycznie nie istnieje. Formalnie to około 4 tys. osób ale nikt nie ma wątpliwości, że władze nie podjęłyby żadnych samodzielnych działań obronnych, całkowicie zdając się na pomoc zewnętrzną.

Fakt, iż dla rządu koalicji PLD-PD zachodni kierunek nie podlega dyskusji nic nie zmienia. Jeden z ekspertów mołdawskich powiedział mi zresztą, że nawet gdyby Mołdawia wstąpiła dziś do UE, to reprezentowałaby tam interesy Rosji. Nie chodzi bowiem wyłącznie o te 300 tys. obywateli ale dwa razy tyle mieszkańców Mołdawii pracuje w Rosji. W ogóle ocenia się, iż co najmniej 1 mln (a niektórzy mówią nawet o 2 mln) obywateli Mołdawii wyjechało z kraju w poszukiwaniu pracy – przeważnie do Włoch lub Hiszpanii albo do Rosji. Jeżeli odniesie się te liczby do ogólnej liczby mieszkańców republiki, to wychodzi, że wyjechało około 30% – 50% mieszkańców, co jest liczbą porażającą. Tej emigracji towarzyszy też migracja wewnętrzna – z prowincji do Kiszyniowa, gdzie mieszka w tej chwili około połowa wszystkich Mołdawian, którzy w kraju jeszcze zostali. Natomiast wiele wsi jest już bezludnych, a pola i winnice leżą odłogiem. Mołdawskie wina są wprawdzie słynne, jednak sami Mołdawianie są przekonani o ich niekonkurencyjności. W dodatku znaczna ich część była przeznaczana na rynek rosyjski i Mołdawia poniosła ogromne straty finansowe w związku z tym, iż przyłączając się do antyrosyjskich sankcji, została objęta wzajemnym embargiem rosyjskim (150 mln USD w 2014 r.).

Wpływ Rosji na percepcję Mołdawian jest stymulowany też przez media. Mimo, że mieszkańcy Gagauzji i Naddniestrza narzekają na rzekomy ucisk językowy w stosunku do ludności nie-rumuńskojęzycznej, zwłaszcza rosyjskojęzycznej, to w rzeczywistości rosyjski zna wciąż zdecydowana większość społeczeństwa i rosyjska telewizja, dysponująca lepszą ofertą programową (filmy, rozrywka, itp.) ma znacznie większą oglądalność niż telewizja mołdawska. W efekcie narasta pewien dualizm percepcyjny w odniesieniu do integracji europejskiej. Z jednej strony rząd może się poszczycić sukcesami w rozmowach z UE: zniesienie wiz dla obywateli Mołdawii, umowa stowarzyszeniowa, duże dotacje unijne, zaawansowane negocjacje dot. wolnego handlu. W dodatku politycy tacy jak szefowa MSZ Natalia Gherman cieszą się wysokim uznaniem w Brukseli. Cóż z tego, skoro dla przeciętnego Mołdawianina zniesienie wiz ma znaczenie tylko jeśli zamierza opuścić kraj na stałe i nie czuje w ogóle jakichkolwiek korzyści, bo polityka informacyjna UE i rządu leży na łopatkach. Natomiast rosyjska telewizja straszy Mołdawian „małżeństwami jednopłciowymi”, a o licznych, realizowanych ze źródeł UE, projektach infrastrukturalnych Mołdawianie są przekonani, iż wszystko jest rozkradane. Niestety to ostatnie nie jest bezpodstawne, o czym świadczy ostatnia afera bankowa. W wyniku niejasnych operacji zniknęło 1 mld USD (równowartość 15 % mołdawskiego PKB) i nikt do końca nie wie, co się stało, kto jest winny i gdzie są te pieniądze.

Właśnie dlatego obecna proeuropejska koalicja z trudem utrzymała się przy władzy po ostatnich wyborach, a około polowy Mołdawian woli integrację „euroazjatycką” (Rosja) od europejskiej. Kondycję społeczeństwa mołdawskiego najlepiej chyba oddaje moja rozmowa z Wasilem, młodym studentem spotkanym w Kiszyniowie. Stwierdził on, że jego rówieśnicy dzielą się na dwie kategorie – tych, którzy chcą wyjechać na stałe i tych, którzy zakładają rodziny, by potem wyjechać na jakiś czas i za zarobione pieniądze wegetować w Mołdawii. On zamierza wybrać pierwszą opcję, gdyż nie widzi żadnych perspektyw w Mołdawii, przy czym cała jego rodzina już wyjechała – ojciec Rosjanin z jego siostrą do Rosji, a matka Mołdawianka do Włoch. Ojciec chciał go ściągnąć, ale on woli wyjechać do Europy i potem USA i żałuje, że jego siostra będzie Rosjanką.

Witold Repetowicz
________________________________________________
 

Prawnik, analityk ds. międzynarodowych, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor wielu artykułów dotyczących Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji Centralnej m.in. publikacji „Międzynarodowa jurysdykcja karna – szansą dla Afryki?”. W 2010 roku prowadził wykłady na Universite Panafricaine de la Paix w Uvirze, prowincja Kivu Sud w Demokratycznej Republice Kongo.

Komentarze