Geopolityka

Turcja: Dalej od Waszyngtonu, bliżej do Moskwy

Fot. kremlin.ru
Fot. kremlin.ru

W wyniku nieudanego wojskowego zamachu stanu, po którym nastąpiła koncentracja władzy przez prezydenta Erdogana, Turcja poczyniła kolejny krok na drodze większej niezależności w ramach wspólnoty transatlantyckiej. Towarzyszące temu ochłodzenie relacji ze Stanami Zjednoczonymi i UE, stwarza jednocześnie presję do poprawy stosunków z Rosją. Choć w interesie - kontestującej obecny porządek geopolityczny w Europie - Rosji jest wzmocnienie antyamerykańskiej postawy Turcji, to z powodu dużej dozy nieufności wśród rosyjskiej elity ale też negocjowania wspólnych, amerykańsko-rosyjskich działań wojskowych w Syrii - Moskwa przyjmuje zwrot w tureckiej polityce zagranicznej z pewnym dystansem.

Nadchodzące w ostatnich dniach informacje dotyczące relacji między Turcją a Stanami Zjednoczonymi były niepokojące i zapowiadają prawdopodobne napięcia o trudnej do oszacowania skali. I tak w czasie weekendu do opinii publicznej docierały doniesienia o odcięciu dostaw prądu do bazy sił powietrznych USA w Incirlik, zdecydowane domaganie się ekstradycji z USA Fethullah Gülen, a nawet oskarżenia rządu USA o współudział w puczu. Ze strony amerykańskiej usłyszeliśmy zaś stwierdzenia, że mająca miejsce koncentracja władzy przez prezydenta Erdogana może zagrażać członkostwu Turcji w NATO. Z kolei głęboką konsternację w Brukseli musiały wywołać zapowiedzi przywrócenia  w Turcji kary śmierci. Szybko zareagowały na to władze Niemiec, stwierdzając, że będzie to oznaczało "koniec negocjacji o wstąpieniu do UE".

Napięcia w relacjach Ankary z zachodnimi sojusznikami nie są bynajmniej czymś wyjątkowym, szczególnie w ostatnich latach. I tak w kontaktach z Waszyngtonem kością niezgody jest wsparcie administracji dla syryjskich Kurdów - walczących z bojownikami ISIS. Problemów nie brakuje także w relacjach z państwami UE, w tym przede wszystkim Niemcami. Wymienić tu można burzliwe negocjacje, firmowanego przez Angelę Merkel, porozumienia ws. zatrzymania napływu migrantów.

Jednocześnie fakt, że ustawa ta ostatecznie weszła w życie jest symptomatyczny dla relacji Zachodu i Turcji i pokazuje, że pod narastającymi sprzecznościami - dotyczącymi m.in. sfery wartości - znajduje się solidny fundament, na który składają się liczne wzajemne interesy. O ile więc mówienie o zrywaniu Turcji z Zachodem wydaje się nieuprawnione, to dążenie do zwiększenia niezależności (czy też odwołując się do polskiej debaty - "podmiotowości") jest oczywiste.

W tym kontekście należy postrzegać przyspieszenie turecko-rosyjskiego odmrożenia relacji, którego jesteśmy świadkami i w którym to strona turecka musi wykazać się inicjatywą. W przestrzeni publicznej zapoczątkował je list prezydenta Erdogana z przeprosinami za zestrzelenie rosyjskiego Su-24. Kolejnym krokiem na drodze normalizacji była niedzielna rozmowa telefoniczna obu liderów, w trakcie której ustalili, że jeszcze w sierpniu spotkają się osobiście. Przed rozmową w tureckich mediach pojawiły się też informacje, że jeden z pilotów, który zestrzelił rosyjski samolot, brał udział w próbie zamachu stanu. Kolejnym "prezentem" dla Moskwy są zaś dzisiejsze doniesienia o aresztowaniu obu pilotów tureckich sił lotniczych. 

Rosja pozostaje jednak dosyć zdystansowana wobec tych zabiegów ze strony tureckiego lidera. I tak na przykład, komentując dramatyczne wydarzenia w Stambule i Ankarze, premier Medwiediew, stwierdził, że obrazują one "mocne i głębokie podziały w tureckim społeczeństwie i siłach zbrojnych" oraz, że Rosja musi podjąć wszelkie działania w celu ochrony interesów swoich obywateli i firm w Turcji. Taką postawę częściowo tłumaczy zapewne utrzymujący się duży poziom nieufności, spowodowany niespodziewanym ciosem w prestiż Rosji, który prezydent Putin nazwał "ciosem w plecy". Według sondażu opinii publicznej dla gazety Kommiersant, aż 60 proc. Rosjan stwierdziło, że rząd nie powinien spieszyć się z normalizacją stosunków z Turcja a 39 proc. uznało decyzję o stopniowym znoszeniu sankcji za błąd.

Wydaje się jednak, że dodatkowym czynnikiem wpływającym na postawę Kremla, może być dążenie do wynegocjowania jak najlepszych warunków odbudowy relacji, w tym w szczególności w odniesieniu do konfliktu w Syrii. Nie należy bowiem zapominać, że praktycznie równolegle do wydarzeń w Turcji toczyły się rosyjsko-amerykańskie rozmowy na temat wojskowej współpracy przeciwko siłom ISIS i Al-Nusry w Syrii. Oprócz bezpośredniego celu rosyjskiej interwencji w tym kraju, czyli utrzymania u władzy obecnego reżimu, Kreml traktuje tamtejszy konflikt jako część szerszej rozgrywki ze Stanami Zjednoczonymi, której stawką jest m.in. udowodnienie, że korzyści ze współpracy z rosyjskimi władzami przewyższają kłopoty związane z ambicjami na obszarze b. ZSRR (a przynajmniej powinny być poważnie brane pod uwagę).

W tym kontekście, Turcja ze swoją własną agendą w Syrii - obejmującą zwalczanie Kurdów i ambiwalentny stosunek do ISIS - mogłaby zaszkodzić realizacji amerykańsko-rosyjskiego porozumienia. Dlatego to właśnie ewentualna korekta tureckiej polityki wobec Syrii zapewne znajduje się na szczycie rosyjskiej listy życzeń. Być może początkiem tego procesu była dzisiejsza rozmowa prezydenta Erdogana ze swoim irańskim odpowiednikiem, podczas której stwierdził, że Turcja "jest gotowa współpracować z Rosją i Ranem w celu przywrócenia pokoju i stabilności w regionie".

Andrzej Turkowski

Komentarze