Rosja traci poparcie na Białorusi. Jakie skutki dla Łukaszenki?

12 stycznia 2021, 11:09
putin
Fot. kremlin.ru

Poparcie dla zbliżenia z Rosją na Białorusi maleje na tle protestów i poparcia Kremla dla Łukaszenki – mówi PAP białoruski analityk Alaksandr Kłaskouski wskazując, że trend ten rozpoczął się już wczesniej. Zdaniem eksperta próba jego odwrócenia, to „zadanie niewdzięczne, a wręcz beznadziejne”.

Reklama

„To niewdzięczne zadanie, wręcz beznadziejne i nierozwiązywalne, ponieważ poparcie dla sojuszu z Rosją zaczęło zmniejszać się jeszcze przed wyborami prezydenckimi. Represje wobec opozycji, uczestników protestów i poparcie Władimira Putina dla Alaksandra Łukaszenki tylko ten proces pogłębiło” – mówi publicysta Alaksandr Kłaskouski, analizując obecne nastroje na Białorusi, gdzie od sierpnia trwają protesty przeciwko fałszerstwom wyborczym.

„Dla zwolenników przemian jest oczywiste, że gdyby nie Putin, to władzy Łukaszenki już by dzisiaj nie było” – ocenia białoruski publicysta.

„Ten protest, który domaga się uczciwych wyborów, jest wyraźnie skierowany przeciwko Łukaszence, a poparcie udzielona przez Kreml jemu osobiście, zwiększyło niechęć do Rosji i forsowanych przez nią planów pogłębienia integracji w ramach państwa związkowego” – dodaje analityk.

Białoruska Pracownia Analityczna Andreja Wardamackiego przeprowadziła kolejne badania, z których wynika, że od września procent Białorusinów, którzy wybierają sojusz z Rosją, a nie z UE spadł z 51,6 proc. do 40 proc. UE wybrało 33 proc. badanych (we wrześniu 26,7 proc.). Sondaż przeprowadzono telefonicznie na 1008-osobowej grupie.

W wywiadzie dla rosyjskojęzycznej redakcji Deutsche Welle Wardamacki wyjaśnił wówczas, że jest to reakcja na poparcie Kremla udzielone Alaksandrowi Łukaszence w trakcie kryzysu powyborczego na Białorusi. „I to przy tym, że początkowo geopolityka nie odgrywała istotnej roli dla uczestników protestów. Chodzi zarówno o tych, którzy aktywnie wychodzili na ulicę, jak i o tych, którzy są bierni, ale popierają przemiany w kraju” – mówił Wardamacki.

„Ludzie na Kremlu najwyraźniej mają świadomość tego procesu i postrzegają go jako problem” – mówi PAP mieszkający w Czechach rosyjski analityk Iwan Prieobrażeński. „Wynika to m.in. z niedawnych przecieków, w których opublikowano, jak twierdzą autorzy publikacji (portal The Insider), fragmenty korespondencji urzędnika kremlowskiej administracji Władimira Czernowa. Jest w nich mowa o projekcie utworzenia i wspierania na Białorusi sił politycznych, które popierają sojusz z Rosją, ale nie Łukaszenkę” – mówi Prieobrażeński.

Plany te miały być odpowiedzią m.in. na pogarszające się notowania Rosji wśród Białorusinów i brak realnie prorosyjskich sił. „Z punktu widzenia Kremla obecna sytuacja to swojego rodzaju pułapka, bo jako antyrosyjski postrzegany jest zarówno Łukaszenka, jak i opozycja”.

Kłaskouski i Prieobrażeński podkreślają, że „problem” pojawił się znacznie wcześniej. „Sam Łukaszenka przez cały 2019 r. +walczył+ z Rosją, próbując przeciwdziałać naciskom Kremla na pogłębienie integracji i prowadząc rozliczne batalie o ropę, gaz, inne sektory gospodarki. Antyrosyjska retoryka była kierowana do elektoratu Łukaszenki i musiała wywrzeć wpływ także na tych ludzi” – mówi Kłaskouski.

„Obecnie problem się pogłębia, ale Kreml nie ma ruchu. Putin poparł Łukaszenkę w czasie protestów i teraz nie może się z tego wycofać. W tej sytuacji próby nacisku takie jak sankcje czy, tym bardziej, czołgi, będą wyglądać co najmniej głupio. Poza tym na chwilę obecną Kreml nie ma w zanadrzu żadnej alternatywy dla Łukaszenki” – uważa Kłaskouski.

Plan forsowanej przez Kreml ze zmienną dozą finezji reformy konstytucyjnej, która miałaby ograniczyć rolę prezydenta w białoruskim systemie, idzie opornie. Według Kłaskouskiego, deklarując gotowość do tej reformy, Łukaszenka będzie ją maksymalnie przeciągać i osłabiać i „na pewnonie chce dopuścić do żadnych zmian, które mogłyby zagrozić jego pozycji monopolisty”.

„Nie zapominajmy, że od dwudziestu lat na Białorusi nie zarejestrowano żadnej partii, w parlamencie nie ma możliwości tworzenia frakcji, a sam Łukaszenka jest kategorycznie przeciwny wyborom proporcjonalnym, co oznacza, że żadna partia wyborów nie wygra” – dodaje.

„Wygląda na to, że Kreml zamierza tak czy inaczej zmusić Łukaszenkę do przejścia do republiki parlamentarnej, a potem – z ludźmi z otoczenia Łukaszenki i tej części opozycji, z którą zdoła się porozumieć, utworzyć w parlamencie większość i wtedy już w umownie konkurencyjnych warunkach forsować potrzebne zmiany, dociskając gospodarczo. To znaczy – przeprowadzając tę – zarzuconą chwilowo - +pogłębioną integrację+” – mówi Prieobrażeński. Według Prieobrażeńskiego jeśli uda się stworzyć na Białorusi pozory konkurencji parlamentarnej, to potrzebne zmiany będą forsowane, niezależnie od nastrojów społecznych.

Z kolei Kłaskouski przekonuje, że po doświadczeniach minionego pół roku „nie ma szans, by społeczeństwo zapomniało to, co się wydarzyło i jak zachowała się Moskwa”. „Kimkolwiek będzie +drugi prezydent Białorusi+ (Łukaszenka od 26 lat jest pierwszym), będzie musiał się liczyć z opinią społeczeństwa” – przekonuje białoruski analityk.

„Należy również rozumieć to, że sympatia do Rosji i oczywista konstatacja bliskości z tym krajem to nie jest zgoda na głęboki sojusz czy inkorporację. Z sondaży wynika, że wejście w skład Rosji popiera zaledwie kilka procent społeczeństwa” – mówi Kłaskouski. „Białorusini są bardzo praktyczni. Nie będą chcieli wymienić swojego własnego mieszkania na jakiś akademik ze starszym bratem” – konstatuje Kłaskouski.

PAP - mini

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 28
Reklama
Bobo
czwartek, 14 stycznia 2021, 08:13

Co możemy zrobić żeby przeciągać ich na zachód? Propaganda w Internecie? Wspólpraca gospodarcza? Przecież to jest klucz dla naszej Geostrategii...

Palmel
środa, 13 stycznia 2021, 11:14

Poparcie dla zbliżenia z Rosją na Białorusi maleje na tle protestów i poparcia Kremla dla Łukaszenki – niespełnione marzenia a Łukaszenka sam sobie poradzi z opozycją już uznał tych sponsorowanych przez Unię za zdrajców Białorusi, czyli chcą aby na naszej wschodniej granicy z Białorusią byli rosyjscy pogranicznicy w naszej przedwojennej bazie lotniczej w Lidzie stacjonują już rosyjskie samoloty

bender
środa, 13 stycznia 2021, 23:43

Nihil novi, Łukaszenko już dawno stał się wasalem Putina, a teraz zależy od suwerena bardziej niż kiedykolwiek.

Stary Grzyb
wtorek, 12 stycznia 2021, 20:01

Jaka "konkurencja parlamentarna" (czy nawet jej pozory), jak "większość w parlamencie", jaka "republika parlamentarna"? Wszyscy sąsiedzi Rosji - o krajach, które były bezpośrednio inkorporowane do Sowietów, nawet nie wspominając - doskonale rozumieją, że jedyną propozycją, jaką ma dla nich Rosja, jest rosyjska inwazja. Dla nieszczęsnych Białorusinów - nieszczęsnych, bo Białorusini jak chyba żaden inny naród bezpośrednio wchłonięty przez Sowiety zasługują na uwolnienie się od moskiewskiej satrapii i kremlowskiego jarzma - jest to oczywista oczywistość. W wymiarze technicznym Rosja, zirytowana niedostatecznym posłuszeństwem Łukaszenki postanowiła narobić mu kłopotów i zmusić do całkowitej uległości, ale plan udał się częściowo, i Kreml stanął wobec wyboru "podtrzymywanie zranionego Łukaszenki lub wprowadzenie czołgów". Wprawdzie zraniony Łukaszenka nadal próbuje wierzgać w moskiewskim uścisku (zdecydowanie lepiej jest być nawet osłabionym prezydentem Białorusi, niż gubernatorem guberni mińskiej), ale są to koszty zasadniczo mniejsze, niż koszty wprowadzenia czołgów; co więcej, każda próba prowadzenia jakichś "demokratycznych gierek", czy ich pozorów, grozi dojściem do głosu narodu białoruskiego, a to oznacza dla Moskwy już nie konieczność wspierania Łukaszenki (w ostateczności nawet czołgami), ale konieczność zbrojnego stłumienia, pod własną flagą, kolejnej "kolorowej rewolucji". Innymi słowy, w krótkim horyzoncie czasowym Rosja zmuszona jest wspierać celowo przez siebie poturbowanego (w celu wymuszenia pełnej uległości) Łukaszenkę, a w średnim będzie szukać jakiegoś jego zmiennika (typu kogoś w rodzaju Janukowycza "wygrywającego" kolejne wybory prezydenckie), bo wszelkie zabawy w demokrację, nawet pozorne, grożą wymknięciem się sytuacji spod kontroli, zwłaszcza, że Białorusini całkowicie naturalnie chcieliby wspiąć się na polski poziom życia, a nie spaść w otchłań rosyjskiej głubinki.

xXx
środa, 13 stycznia 2021, 06:23

Dlatego sympatyczni Białorusini będą musieli poczekać na mocny kryzys w Rosji. A ten w ciągu najbliższych 5-6 lat nieuchronnie nastąpi. A wtedy ...

Eee tam
wtorek, 12 stycznia 2021, 19:39

Oprócz czystej przemocy Rosja nie ma nic do zaoferowania Białorusi i jej obywatelom zresztą po bezgranicznym poparciu dla tyrana Moskwa jest tam już całkowicie na dekady skompromitowana

Uzbrojony
wtorek, 12 stycznia 2021, 14:35

Pytanie nie co oznacza to dla Lukaszenki, tylko co oznacza to dla Bialorusi. Bo moze sie scenariusz ukrainski powtorzyc, albo wrecz wymuszona federacja. Dla nas najgorsza opcja...

mixmix
wtorek, 12 stycznia 2021, 13:59

W krajach rozwijających się komuna upada z hukiem. Za to w krajach zachodnich nie dotkniętych nigdy komunizmem, komuna ma się coraz lepiej i powoli opanowuje nawet USA. Wystarczy popatrzeć na cenzurowanie internetu, blokowanie niewygodnych prawicowych kont i pojedyńczych wypowiedzi. Tyrania Wielkiego Brata. Marks ucieszyłby się.

Alberta
czwartek, 14 stycznia 2021, 04:35

To prawda

Takietam
środa, 13 stycznia 2021, 01:26

Bo w Rosji i Białoruśi jest wolny internet... Co Ty piszesz...

Hanys
wtorek, 12 stycznia 2021, 13:19

Bardzo wątpliwe delikatnie mówiąc, że w kraju w którym 75% ludności używa w domu języka rosyjskiego (białoruski to zresztą też taka rosyjska gwara) większość nie chciała sojuszu z Rosją, od której zresztą w 100% zależy gospodarka tego państwa :) Ale jakiś "expert" zachodni zawsze się znajdzie, co będzie twierdził na opka, że białe jest czarne, to nie dziwi. Niedługo przeczytamy, że rośnie poparcie dla USA i Izraela wśród Syryjczyków ;)

bobo
wtorek, 12 stycznia 2021, 17:16

białoruski to nie rosyjska gwara a raczej razem z ukraińskim i rosyjskim to takie gwary języka ruskiego-pierwotnego języka Słowian wschodnich. Różnice jednak między tymi językami są tak duże a historia ich rozwoju kompletnie inna, że tak naprawdę nie można ich nazwać gwarami. To tak jak różnice miedzy polskim, słowackim i czeskim. Tysiąc lat temu podobieństwa były bardzo duże, dziś też te trzy języki mają sporo wspólnego. Ale jednak to są odrębne języki, przez wieki rozwijające się w odmiennych warunkach kulturowo-społecznych.

Adam S.
wtorek, 12 stycznia 2021, 15:04

Większość ukraińskich żołnierzy walczących przeciwko rosyjskiej agresji - też jest rosyjskojęzyczna. A w wojnie o niepodległość USA obie strony były angielskojęzyczne. Po prostu czas imperiów się skończył i nie tylko Białoruś się usamodzielni, ale i Syberia.

qwert
środa, 13 stycznia 2021, 08:38

Szczególnie wyraźnie widać czasy końca imperium w Waszyngtonie

xXx
środa, 13 stycznia 2021, 06:28

Syberia? Usamodzielni? To jest kwestia czasu, kiedy wróci do macierzy, czyli Chin. No, chyba, że Mandżurowie, to nie Chińczycy. Co wcale takie pewne nie jest.

Że tak to ujmę
wtorek, 12 stycznia 2021, 12:38

Putin ma dla Białorusinów ofertę: "wiecie co moi bracia i siostry, nie stać mnie na utrzymanie was więc stwórzmy jedno państwo dzięki czemu wasz poziom dobrobytu spadnie do poziomu rosyjskiej prowincji. Propozycja "nie do odrzucenia".

rokon
wtorek, 12 stycznia 2021, 14:25

Mówisz o Rosji, Białorusi, a sam jesteś na utrzymaniu euro kołchozu. Zanim cos napiszesz to się zastanów.

bender
wtorek, 12 stycznia 2021, 17:30

Na samych otwartych granicach UE zarabiamy ponad 40 mld EUR rocznie. Czyli prawie tyle ile wynosi roczny PKB Białorusi. Nasz eksport to niemal 400 mld EUR, główne do innych krajów UE.

qwert
środa, 13 stycznia 2021, 08:44

Może i dostajemy 40 mld € ale przy okazji wycięli w pień polski przemysł, reszta to tylko montownie , które dziś są o jutro może nie być. Najlepszy przykład to stocznia Gdańska, została z niej tylko brama

rokon
wtorek, 12 stycznia 2021, 22:22

"Na samych otwartych granicach UE zarabiamy ponad 40 mld EUR rocznie." Tak, ale na te samą UE wpłacamy rocznie ponad 65 mld EUR (w tym roku 67,2 mld). Jeśli w podstawowej szkole nie miałeś dwa z matematyki to policz ile wynosi różnica na niekorzyść Polska.

bender
środa, 13 stycznia 2021, 22:27

Nie masz pojęcia o czym piszesz. 40 mld EUR to kasa jaką rocznie zarabiamy, bo nie wydajemy na cła, podatki i związaną z tym administrację. Do tego dostajemy grubo ponad sto miliardów EUR dofinansowania na infrastrukturę i dobre pomysły w budżetach wieloletnich (czyli rozciągniętych na kilka lat). Nasza składka rośnie proporcjonalnie do PKB, ale w tym roku to coś pomiędzy 6 a 8 mld EUR (detale do sprawdzenia w sieci). Sporo wody w Wiśle upłynie zanim staniemy się płatnikiem netto. Do tych kwot dolicz dochody z eksportu, głównie do UE. Na oko łącznie wychodzi ponad 400 mld EUR rocznie zarabiane na członkostwie w UE. To ponad 1/3 naszego PKB w w metodologii PPP. Do tego dołącz korzyści polityczne wynikające ze wspólnego stanowiska w ważnych dla nas kwestiach jak sankcje czy polityka energetyczna. Gra na Polskę poza UE to głupota, jeśli nie zdrada narodowego interesu. Jeśli nie rozumiesz jak członkostwo w UE przekłada się na rozwój, to porównaj Polskę z Białorusią: zaokrąglając populacja w Polsce jest 4 razy większa, a PKB w dowolnej metodologii jest 10 razy większe.

xXx
środa, 13 stycznia 2021, 06:31

Ty natomiast z pewnością miałeś problemy z logiką i udowadnianiem twierdzeń.

Amatour
środa, 13 stycznia 2021, 01:27

Jeszcze nic nie wpłacamy.. Doucz się

środa, 13 stycznia 2021, 01:04

Z tego co piszesz, to ten cały euro kołchoz jest jednak na naszym garnuszku. Zdecyduj się jakie bzdury piszesz, bo raz jesteś "za", a dwa zdania dalej "przeciw".

Mikołaj
środa, 13 stycznia 2021, 00:36

No to jesteśmy na utrzymaniu "eurokolhozu" czy nie? :)

oplos
wtorek, 12 stycznia 2021, 14:24

A byłes na tej prowincji, widziałes, jedź na Polską prowincje to zobaczysz jak ludzie w biedzie żyja.

bender
wtorek, 12 stycznia 2021, 17:36

Nie ma porównania, zwłaszcza, że w Rosji dystans między biednymi szarakami a bogatymi oligarchami jest ogromny. Pamiętasz badanie Rosstatu z 2019, gdzie wyszło, że cztery na pięć rosyjskich rodzin z trudnością wiąże koniec z końcem i może sobie pozwolić na zakup jedynie dóbr podstawowych, dla połowy obywateli odpoczynek w weekend poza domem – choćby na działce u babci – jest luksusem, a co trzeciego Rosjanina nie stać na drugą parę butów w sezonie?

bobo
wtorek, 12 stycznia 2021, 17:26

po co jechać. Wystarczy street view i przeciętny mieszkaniec polskiej prowicji byłby zszokowany tym jak zaniedbana jest prowincja rosyjska.

Tweets Defence24