Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

Rosja poniżej progu wojny. Jak długo to potrwa?

Generalnie Geopolitycznie
Autor. Defence24

Rosja od kilku lat prowadzi przeciwko państwom europejskim działania, które pozostają poniżej progu otwartego konfliktu. Drony, podpalenia, cyberataki, działalność służb i kolejne prowokacje nie prowadzą automatycznie do uruchomienia art. 5 NATO. I właśnie dlatego Moskwa może z nich korzystać. Pytanie brzmi jednak, czy jest to substytut wojny, czy przygotowanie do kolejnego etapu.

Skala tych działań nie pozwala już mówić o pojedynczych przypadkach. W Europie odnotowano setki incydentów i dziesiątki w Polsce. To pokazuje, że mamy do czynienia z metodą wywierania presji, która pozwala Rosji testować reakcję państw NATO bez ponoszenia kosztów klasycznej operacji wojskowej.

Reklama

Jednocześnie trzeba pamiętać, że Federacja Rosyjska pozostaje państwem funkcjonującym w modelu gospodarki wojennej. Około 7,3 proc. PKB przeznaczane jest na obronę, przemysł pracuje na potrzeby frontu, a duża część państwa została podporządkowana prowadzeniu wojny. Takiego systemu nie można wyłączyć z dnia na dzień. Zamrożenie wojny na Ukrainie nie musi więc oznaczać zmniejszenia rosyjskiej aktywności wobec Zachodu.

Nie oznacza to jednak, że Rosja automatycznie przygotowuje drugi front przeciwko NATO. Wojna na Ukrainie nadal pochłania ludzi, sprzęt i pieniądze. Dlatego pojawiające się terminy – 2030 rok, trzy do pięciu lat czy znacznie krótszy horyzont – nie są datami rosyjskiego ataku. Pokazują przede wszystkim, jak duża jest dziś niepewność dotycząca tempa odbudowy rosyjskiego potencjału.

To właśnie dlatego najbliższe 12–24 miesiące będą mieć szczególne znaczenie. Jeżeli wojna na Ukrainie zostanie zamrożona, Rosja otrzyma czas na odbudowę jednostek, uzupełnienie zapasów i przeniesienie części uwagi na inne kierunki. Jeżeli będzie trwała dalej, działania poniżej progu wojny pozostaną dla Moskwy najprostszym sposobem nacisku na NATO.

Przesmyk Suwalski jest jednym z miejsc, które zawsze pojawiają się w takim scenariuszu. Łączy państwa bałtyckie z pozostałą częścią NATO i znajduje się pomiędzy Białorusią a obwodem królewieckim. Można wyobrazić sobie ograniczoną prowokację albo próbę sprawdzenia reakcji Sojuszu. Nie należy jednak zakładać, że właśnie tędy Rosja musiałaby rozpocząć konflikt. To jeden z najlepiej rozpoznanych i najbardziej analizowanych obszarów wschodniej flanki. Rosjanie również o tym wiedzą, dlatego patrzą na inne opcje.

Znacznie ważniejsze jest pytanie o gotowość Polski do reagowania na sytuacje, które nie będą jeszcze wojną. Testy z użyciem dronów pokazały, że system wykrywania i współpraca sojusznicza mogą działać, ale ujawniły również problem kosztów. Nie można budować obrony w taki sposób, aby przeciwko tanim celom każdorazowo używać najdroższych dostępnych pocisków.

Do tego dochodzi rola Stanów Zjednoczonych, ponieważ Polska nadal opiera znaczną część odstraszania na obecności i możliwościach USA. Trzeba jednak przygotować system, który będzie działał również w pierwszych godzinach kryzysu, zanim zapadną wszystkie decyzje polityczne w Waszyngtonie, Brukseli czy innych stolicach NATO.

Rosja może pozostawać poniżej progu wojny tak długo, jak długo uznaje ten model za skuteczny. Dlatego najbliższe miesiące nie powinny być czasem oczekiwania na odpowiedź, czy Rosja zaatakuje NATO. Powinny być wykorzystane na przygotowanie państwa na sytuację, w której kolejny rosyjski test będzie trudniejszy, droższy i znacznie szybciej spotka się z odpowiedzią. Ponadto należy – w końcu – pomyśleć o działaniach ofensywnych. Jak? Wszystko w materiale wideo.

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Więcej tematów