- WIADOMOŚCI
Pekin zakazuje nie tylko latania dronami. Nielegalne będzie samo ich posiadanie
Od 15 listopada 2026 roku na całym obszarze administracyjnym Pekinu nie będzie wolno nie tylko latać dronem, ale też go posiadać, przechowywać ani wwieźć do miasta. Zakaz obejmuje również kluczowe komponenty. Władze tłumaczą to bezpieczeństwem przestrzeni nad stolicą.
Nowe brzmienie Przepisów o zarządzaniu bezzałogowymi statkami powietrznymi w Pekinie przyjęto 11 września na posiedzeniu Stałego Komitetu miejskiego Zgromadzenia Ludowego i ogłoszono dwa dni później. Artykuł 3 stanowi, że cały obszar administracyjny miasta jest przestrzenią kontrolowaną; zabronione są loty, posiadanie i przechowywanie dronów oraz ich kluczowych części, a także transport i wnoszenie ich do miasta. Katalog tych części ma ustalić miejski urząd gospodarki i informatyzacji. Zasada ta została nazwana przez władze „całkowitym zakazem przechowywania”.
Pekin zaczął podobne ograniczenia wprowadzać już na początku roku. Wersja przepisów uchwalona 27 marca weszła w życie 1 maja i już wtedy zakazywała sprzedaży oraz wynajmu dronów na terenie stolicy, ograniczała wwóz i wymagała weryfikacji danych właścicieli. Istniejący sprzęt można było jednak, po rejestracji, zatrzymać w ograniczonym zakresie. Wrześniowa nowelizacja ten wyjątek znosi.
Za posiadanie lub przechowywanie grozi konfiskata oraz grzywna od 500 do 5 000 juanów dla osoby fizycznej i od 5 000 do 50 000 juanów dla jednostki. Nielegalny lot oznacza konfiskatę i karę od 1 000 do 10 000 juanów. Przepisy zakazują też nielegalnej produkcji, montażu i modyfikacji oraz ingerencji w systemy sterowania i fabryczne parametry urządzenia. Zakup, transport i przechowywanie po ocenie bezpieczeństwa policji są dopuszczalne m.in. dla działań antyterrorystycznych, ratownictwa, wielkich wydarzeń, badań, produkcji oraz rolnictwa i leśnictwa. Loty w tych przypadkach i tak podlegają przepisom krajowym.
Od 15 listopada Pekin nie tylko zakaże lotów dronami. Zakazane będzie również ich posiadanie, przechowywanie i wwożenie do miasta. Regulacja obejmie także kluczowe komponenty. Na pierwszy rzut oka wygląda to absurdalnie radykalnie. Dopiero kiedy spojrzymy na to, co działo się wcześniej w Chinach, decyzja zaczyna mieć swoją logikę. Chińskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego ujawniło w lutym kilka przypadków tak zwanych „black flights”. Jeden z nich jest szczególnie ciekawy. Operator zapłacił za złamanie fabrycznych ograniczeń swojego drona. Najpierw poleciał na prawie 3000 metrów. Później kupował kolejne urządzenia i ponownie zlecał usuwanie ograniczeń wysokości. Wykonał w ten sposób ponad 20 nielegalnych lotów. Kilka razy przekroczył 6000 metrów, a jeden z opublikowanych materiałów pokazywał lot powyżej 8000 metrów. To już wysokość, na której poruszają się samoloty komunikacyjne. Co gorsza, część jego tras weszła w przestrzeń wykorzystywaną przez lotnictwo cywilne. W jednym przypadku dron znalazł się około 800 metrów od samolotu pasażerskiego. Operator został ostatecznie aresztowany pod zarzutem stworzenia zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego. I nie był to pojedynczy przypadek. Chińska policja opisywała również operatora, który specjalnie kupił zmodyfikowanego drona z usuniętym geofencingiem i limitem wysokości, po czym poleciał nim w rejonie lotniska, żeby nagrywać startujące i lądujące samoloty. Powstał nawet rynek usług zdejmowania zabezpieczeń. W jednej ze spraw z 2026 roku technik zdobył nielegalne oprogramowanie pozwalające praktycznie jednym kliknięciem zmienić parametry drona. Znikały strefy zakazu lotów i fabryczny limit wysokości. Standardowe ograniczenie około 120 metrów można było podnieść do około 600 metrów. Usługa była sprzedawana klientom komercyjnie. I tu dochodzimy do sedna. Geofencing działa tylko tak długo, jak długo użytkownik nie potrafi go usunąć. Rejestracja nie zatrzyma drona. Remote ID również go nie zatrzyma. Fabryczny limit wysokości jest zabezpieczeniem programowym, a nie fizycznym. Pekin najwyraźniej doszedł więc do wniosku, że jeżeli chce rzeczywiście zabezpieczyć przestrzeń nad stolicą, musi kontrolować nie tylko lot, ale również dostęp do samego sprzętu. Co ciekawe, w nowych przepisach znalazł się osobny zakaz nielegalnego modyfikowania dronów, łamania systemów kontroli oraz zmieniania fabrycznych parametrów urządzenia. To raczej nie jest przypadkowy zapis. Do tego dochodzi katastrofa z czerwca 2026 roku, kiedy lekki samolot zboczył z trasy i uderzył w wieżowiec w Pekinie. Nie była przyczyną całego procesu, bo ograniczenia zaczęto wprowadzać wcześniej, ale mogła być momentem, w którym władze uznały, że dotychczasowy model ochrony niskiej przestrzeni powietrznej jest niewystarczający. Dlatego Pekin wykonał ruch znacznie dalej idący niż klasyczny zakaz lotów. Nie można latać. Nie można posiadać. Nie można przechowywać. Nie można wwozić. Nie można swobodnie kupować. Kontrolowane są również komponenty. To w praktyce kolejna warstwa C-UAS, tylko zastosowana jeszcze zanim dron wystartuje. I właśnie to jest w tej historii najciekawsze. Chiny, kraj który stworzył światowy rynek tanich dronów konsumenckich, zaczynają traktować taki sam sprzęt nie jak zwykłą elektronikę, ale jak potencjalny element systemu rozpoznania, łączności lub ataku. Pekin nie próbuje już tylko kontrolować tego, gdzie lata dron. Próbuje doprowadzić do sytuacji, w której bez specjalnego powodu drona po prostu nie ma w mieście.
— Tomasz Darmolinski (@DarmolinskiT) October 7, 2026
Do 14 listopada właściciele mogą sprzedać sprzęt w wyznaczonych punktach odkupu, oddać go na złom, wysłać bezpłatnie pocztą EMS poza Pekin albo wywieźć go sami. Dopłata do odkupu wynosi 30 procent ceny, maksymalnie 3 000 juanów, jeśli transakcja nastąpi do 31 października, a potem spada do 15 procent i 1 500 juanów.
Poza granicą administracyjną Pekinu drony w Chinach pozostają legalne przy krajowej rejestracji imiennej. Eksport nie jest objęty miejskim zakazem. Zamyka się natomiast jeden z największych miejskich rynków zbytu dla producentów takich jak DJI. Mieszkańcy, których cytowały „Financial Times” i „Sydney Morning Herald”, mówią o zaskoczeniu i niskich cenach skupu w kraju.


