Geopolityka

Międzynarodowe implikacje tureckiej inwazji na Afrin [ANALIZA]

Inwazja turecka na kurdyjską enklawę Afrin nie przyniesie żadnej ze stron łatwego zwycięstwa, natomiast doprowadzi do katastrofy humanitarnej. Trudne do przewidzenia są również jej skutki dla głównych graczy w bliskowschodnim konflikcie: USA, Rosji i Iranu. Rosja liczy na skompromitowanie USA w oczach Kurdów i przejęcie patronatu nad nimi ale wiele wskazuje na to, że sama się właśnie skompromitowała w ich oczach. Niewykluczony jest jednak układ Kurdów z Iranem.

Atak Turcji na znajdujący się w północno-zachodniej części syryjskiej prowincji Aleppo kurdyjski kanton Afrin rozpoczął się 19 stycznia i nosi kryptonim „Gałązka Oliwna”. W inwazji uczestniczą też protureckie grupy rebeliantów i dżihadystów, działające pod niespójnym kierownictwem w ramach szyldu „Wolnej Armii Syryjskiej”. Póki co strona atakująca nie odniosła znaczących sukcesów, zajmując tylko kilka wiosek przygranicznych, w których zresztą wciąż toczą się walki. Natomiast o intensywności walk oraz nalotów tureckich na kurdyjskie miasta świadczy wysoka liczba ofiar. W ciągu pierwszych 6 dni zginęło 43 obrońców Afrin z kurdyjskich Powszechnych Jednostek Samoobrony (YPG), 48 członków protureckich milicji, a także 3 żołnierzy tureckich oraz co najmniej 35 kurdyjskich cywilów.

Turcja od dawna planowała inwazję na Afrin by stłumić emancypacyjne tendencje mieszkających tam Kurdów. W 2012 r., w toku rozwijającej się w Syrii wojny domowej, syryjscy Kurdowie stworzyli trzy kantony (Dżazira, Kobane i Afrin), w których przejęli władzę. Nigdy jednak nie ogłosili ani secesji ani nawet planów oddzielenia się od Syrii, deklarując wprowadzenie tam systemu federalnego. W toku dalszych walk z Państwem Islamskim terytorium kontrolowane przez Kurdów i ich sojuszników, zjednoczonych w ramach Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF), zaczęło się rozszerzać. W 2017 r., m.in. w związku z bitwą o stolicę Państwa Islamskiego ar-Rakka, którą SDF zdobyło w październiku zeszłego roku., intensyfikacji uległa też współpraca z USA. Amerykanie dostarczyli SDF sprzęt wojskowy i założyły na terenie opanowanym przez tę koalicje kilka baz wojskowych.

Współpraca USA z SDF nie obejmowała jednak kantonu Afrin, gdyż ten nie ma połączenia z resztą terytorium kontrolowanego przez Kurdów. Tzw. połączenie kantonów było ich priorytetem do 2016 r. ale zostało zniweczone przez pierwszą turecką interwencję w Syrii, rozpoczętą w sierpniu 2017 r. W jej wyniku wojska tureckie zajęły część prowincji Aleppo, oddzielającą Afrin od wyzwolonego spod okupacji Państwa Islamskiego przez SDF (przy wsparciu USA) miasta Manbidż.

W październiku doszło do pierwszych starć turecko-kurdyjskich na terenie Syrii. Turcy próbowali rozpocząć ofensywę w kierunku Manbidż, a także rozpoczęli przygotowania do inwazji na Afrin, dokonując intensywnych bombardowań tej enklawy. Ponieważ USA szykowały się wówczas do zadania ostatecznego ciosu Państwu Islamskiemu w Syrii tj. ataku na ar-Rakkę, a jedyną siłą zdolną do przeprowadzenia tej operacji lądowej było SDF, zatem doprowadziły do układu z Rosją, który powstrzymał dalsze działania Ankary. Układ ten polegał na rozmieszczeniu sił rosyjskich i rządowych sił syryjskich na pograniczu strefy kontrolowanej przez Turków i pozycji SDF w rejonie Manbidż, a także stworzenia rosyjskiej bazy wojskowej w kantonie Afrin. Rosja udzieliła wówczas nieformalnych gwarancji bezpieczeństwa kantonowi Afrin, a USA uznały, że ten rejon nie wchodzi do ich strefy wpływów. W związku z tym YPG z tego kantonu nie jest sojusznikiem Waszyngtonu, który nie ponosi przy tym odpowiedzialności za ataki na tę enklawę.

Turcja nie zrezygnowała jednak ze swoich agresywnych planów wobec stworzonego przez SDF Demokratycznego Systemu Federacyjnego Północnej Syrii, twierdząc, że zagraża on jej bezpieczeństwu. Ankara twierdzi, że zarówno kurdyjskie YPG, jak i cała koalicja SDF, a także dominująca na terenach kurdyjskich Partia Jedności Demokratycznej (PYD) są tożsame z uznawaną za organizację terrorystyczną i prowadzącą partyzancką wojnę w Turcji Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). Na początku 2017 r. amerykańskie dowództwo CENTCOM opublikowało jednak oświadczenie SDF i YPG o braku związków z PKK. Turcja nie przedstawiła też żadnych dowodów potwierdzających rzekome wspieranie PKK przez SDF, w szczególności przekazywanie PKK otrzymanej od Amerykanów broni. Jedynym „dowodem” na związki YPG z PKK jest odwoływanie się przez kurdyjskich polityków w północnej Syrii do ideologii demokratycznego konfederalizmu, stworzonej przez więzionego przez Turcję założyciela PKK Abdullaha Ocalana. SDF powstrzymywała się też przed odpowiadaniem na graniczne prowokacje ze strony Turcji, w tym wielokrotny ostrzał północnej Syrii.

Wrogość wobec Kurdów nie jest jednak wyłączną przyczyną tureckiej interwencji. W grudniu 2016 r. Turcja pomogła Rosji i syryjskim siłom rządowym przejąć kontrolę nad wschodnim Aleppo, kontrolowanym do tego czasu przez protureckich dżihadystów. Była to cena jaką władze w Ankarze zapłaciły za rosyjską zgodę na kontynuowanie ofensywy na al-Bab, co było dla Turcji konieczne aby odciąć kanton Afrin od reszty terenów zajętych przez SDF. Turcja miała jednak uzasadnione powody by obawiać się odwetu ze strony swoich dotychczasowych dżihadystycznych sojuszników, niezadowolonych z coraz bardziej wyraźnego (choć oficjalnie nieartykułowanego) odstąpienia Turcji od dążenia do obalenia Assada i jej zbliżenia do Iranu i Rosji w ramach negocjacji astańskich. W październiku 2017 r. siły tureckie zajęły kontrolowaną dotychczas przez dżihadystów, północną część prowincji Idlib, graniczącą z kantonem Afrin. Formalnie operacja ta wymierzona była w związane z Al-Kaidą Hajat Tahrir asz-Szam (HTS) ale de facto było to przygotowanie do uderzenia na Afrin.

Tymczasem armia syryjska zaczęła ofensywę w południowej części prowincji Idlib, odzyskując w styczniu 2018 r. kontrolę nad bazą lotniczą i miastem Abu ad-Duhur. Turcja w tym czasie finalizowała jednak umowy z Rosją dotyczące budowy drugiej nitki Turkish Stream i zakupu systemu obrony przeciwrakietowej S-400. Nie miała więc zamiaru przeciwstawiać się rosyjskim interesom w prowincji Idlib. Turcja w zamian oczekiwała od Rosji tylko jednego: zielonego światła dla ataku na Afrin. Skierowanie wspierających ją syryjskich dzihadystów do walki ze wspólnym wrogiem tj. Kurdami, gwarantowało tez Turcji podtrzymanie wsparcia ze strony środowisk islamistycznych i nacjonalistycznych. Propaganda turecka przedstawia bowiem Kurdów jako ateistów i dlatego interwencji w północnej Syrii nadano charakter wojny religijnej. Nadzorujący tureckie meczety urząd Dijanet nakazał odczytywanie koranicznej sury al-Fath (Zwycięstwo), nakazującej walkę i obiecującej łupy, a także zapowiadającej karę dla tych, którzy od walki się powstrzymają. Obiecanym łupem ma być przy tym samo terytorium Afrin. Turcja nie ukrywa bowiem, że chce zmienić etniczną kompozycję tego rejonu, utrzymując że właściwy odsetek Kurdów wynosi tam 35 %, podczas gdy obecnie jest to ponad 85 %. Sura al-Fath odczytywana jest prawdopodobnie również w kontrolowanych przez Dijanet meczetach w Europie, których kilka tysięcy funkcjnonuje w Niemczech, a jeden w Warszawie. 

Rosja od samego początku zawiązania się kurdyjsko-amerykańskiego sojuszu w Syrii stara się w niego wbić klin, przy czym chce dokonać tego nie swoimi ale tureckimi rękami. Atak na Kurdów stawia USA przed dylematem, który z perspektywy Moskwy oznacza sytuację „win-win”. Opowiedzenie się USA po stronie SDF oznacza bowiem zagrożenie dla spójności NATO, zwłaszcza jeśli doszłoby w Syrii do starć zbrojnych między armią USA, a armią turecką (czego nie można obecnie wykluczyć, gdyż powstrzymanie tureckiej agresji na Afrin na drodze dyplomatycznej jest mało prawdopodobne). Natomiast opowiedzenie się przez USA po stronie Turcji oznacza zdradzenie sprawdzonego sojusznika tj. SDF i bezczynne przyglądanie się atakom na te same oddziały, które dopiero co pokonały Państwo Islamskie, ściśle współpracując z armią amerykańską. Miałoby to bardzo poważne konsekwencje dla USA i mogłoby pozbawić USA wszelkich wpływów nie tylko w Syrii ale i na całym Bliskim Wschodzie.

USA wprawdzie próbowało dalej opierać się na tezie, że sojusz z Kurdami nie obejmuje Afrin, jednak dla nich takie rozróżnienie nie ma żadnego sensu. Kurdowie z Afrin walczyli w Kobane i oddziały walczące niedawno w ar-Rakce czy dolinie Eufratu w prowincji Dajr az-Zaur są gotowe wesprzeć Kurdów w Afrin. Ponadto Turcja, by nie dopuścić do przegrupowania sił YPG z pozostałych części północnej Syrii, zaczęła również bombardowanie i ostrzał miast kurdyjskich na terenach, gdzie stacjonują wojska amerykańskie. To skłoniło USA do zaostrzenia retoryki. 24 stycznia Donald Trump w trakcie rozmowy telefonicznej zażądał od Erdogana „deeskalacji, ograniczenia działań zbrojnych i unikania ofiar cywilnych”, a także „unikania działań które mogą powodować ryzyko konfliktu między siłami amerykańskimi i tureckimi” oraz wyraził zaniepokojenie „destrukcyjną i fałszywą retoryką Turcji”. To ostatnie stwierdzenie stanowi aluzję do łączenia przez turecką propagandę SDF z PKK, a także sugestii, że operacja „Gałązka Oliwna” wymierzona jest też w Państwo Islamskie, podczas gdy organizacji tej nie ma ani w Afrin ani nigdzie w pobliżu.

Rozmowa telefoniczna Trumpa z Erdoganem nie przesądza jednak tego w jakim kierunku pójdą dalsze działania USA. Póki co Amerykanie podkreślają kontynuację sojuszu z SDF poza Afrin i brak gotowości militarnego dla atakowanej enklawy. Jeśli jednak Kurdowie sami nie powstrzymają agresji tureckiej to wielce prawdopodobne jest to, że będą szukać innego sojusznika. Według Rosji takim naturalnym sojusznikiem jest tylko ona, co jednak wcale nie jest takie oczywiste. Moskwa jednak nie zadowala się już tylko protektoratem nad Afrin, chcąc roztoczyć go nad całym terytorium SDF. W ten sposób wyeliminowałaby z Syrii wpływy USA, bo poza SDF Amerykanie nie mają na kim tu się oprzeć. Ponadto podważyłoby to wiarygodność sojuszniczą USA w ogóle, co propaganda rosyjska wykorzystałaby również w Europie.

Na razie jednak Rosja zbyt mocno odkryła swoje karty i Kurdowie już oskarżyli ją o zdradę, zachowując póki co wstrzemięźliwość w krytyce stanowiska USA (tj. braku pełnego wsparcia, w tym zbrojnego). Kurdowie za zdradę uznali wycofanie się sił rosyjskich z pogranicza Manbidż i z bazy w Afrin, czyli faktyczne cofnięcie udzielonych gwarancji bezpieczeństwa. Dla Kurdów oczywistym jest również to, że bez zgody Rosji Turcy nie mogliby dokonywać nalotów na Afrin nie narażając się na działania obrony przeciwlotniczej. Co prawda Rosja jako pretekst swojego stanowiska podała amerykański plan stworzenia nowego 30-tysięcznego „korpusu granicznego” SDF, co spotkało się z nerwową reakcją zarówno Turcji jak i Assada oraz Rosji. Ten ruch zrodził także oskarżenia o plany separatystyczne, ale tuz przed inwazją turecką USA było gotowe odstąpić od tego pomysłu. Znacznie bardziej zręczne jest natomiast stanowisko Iranu i samego Damaszku wobec inwazji tureckiej. Iran oraz władze syryjskie jednoznacznie potępiły „Gałązkę Oliwną”, a media z nimi związane (np. portal al-masdar) podają dość wiarygodne informacje na temat rozwoju sytuacji, sprzeczne z propagandą turecką. Pojawiły się również doniesienia, że rządowe siły syryjskie przepuszczają przez swoje terytorium oddziały YPG idące na pomoc Afrin.

Interesy rosyjskie i irańskie w Syrii nie są zbieżne. W szczególności Rosja nie jest zainteresowana stabilizacją tego kraju pod pełną kontrolą Asada, lecz sytuacją wiecznego chaosu, w którym mogłaby wdrażać politykę „dziel i rządź”, odgrywając rolę mediatora i protektora zwaśnionych stron (np. Kurdów i Asada). Iran natomiast zainteresowany jest jak największym wzmocnieniem Asada i przywrócenia jego kontroli nad całą Syrią. Niekoniecznie jednak musi to oznaczać pacyfikację Kurdów. Dla Iranu najważniejsze jest wyparcie z Syrii wpływów USA, Saudów i Izraela. Doświadczenia Iranu z kontaktów z władzami kurdyjskimi w Iraku pokazują, że konfrontacja Asada z YPG może być dla jego interesów bardziej kosztowna niż osiągnięcie jakiegoś kompromisu, dającego Kurdom bardzo ograniczoną podmiotowość. Dla Iranu najważniejsze jest przy tym otwarcie korytarza tranzytowego łączącego Iran z Morzem Śródziemnym. Co prawda jeden taki korytarz jest już otwarty, jednak prowadzi on przez dwie niespokojne, pustynne, trudne do kontrolowania i zdominowane przez sunnickie plemiona prowincje Syrii i Iraku: Dajr az-Zaur i Anbar. Ponadto układ z Kurdami pozwalałby Iranowi wywierać większy nacisk na Bagdad. Władze Iraku starają się bowiem równoważyć wpływy Iranu intensyfikacją współpracy z Arabią Saudyjską i innymi krajami sunnickimi.

Układ syryjskich Kurdów z Iranem oznaczałby katastrofę dla USA, które zostałoby w ten sposób wyparte nie tylko z Syrii ale w ogóle z Bliskiego Wschodu. Byłoby to również potężne uderzenie w interesy Izraela, Arabii Saudyjskiej i innych sunnickich państw arabskich w regionie. Dlatego nie może dziwić ich bardzo krytyczny stosunek do tureckiej interwencji. Przejście Kurdów na stronę Iranu spowodowałoby zapewne również odrodzenie się Państwa Islamskiego w Syrii, gdyż część plemion z Rakki i Dajr az-Zaur, które przyłączyły się do SDF w wyniku mediacji saudyjsko-amerykańskiej, teraz mogłyby stanąć ponownie po stronie Państwa Islamskiego, które nie zostało jeszcze całkowicie zniszczone.

Europa, w tym Polska, również odczują negatywne skutki ataku tureckiego na Afrin, bez względu na ostateczny rezultat tej konfrontacji. Po pierwsze turecka „zapłata” dla Rosji w postaci drugiej nitki Turkish Stream doprowadzi nie tylko do osłabienia pozycji Ukrainy i Polski poprzez przekierowanie tranzytu rosyjskiego gazu ale zapewne doprowadzi do integracji rosyjskiego i tureckiego systemu przesyłowego co uczyni dywersyfikację z tego kierunku fikcją. Paradoksalnie alternatywą (a więc również zagrożeniem dla interesów rosyjsko-tureckich) może być irański korytarz tranzytowy idący przez północny Irak i północną Syrię do Morza Śródziemnego. Po drugie, atak na Afrin pogłębia kryzys w NATO, co jeszcze bardziej podkreśla finalizacja rozmów na temat zakupu systemu przeciwlotniczego S-400 przez Turcję. Po trzecie, w rękach SDF jest obecnie wielu pochodzących z Europy jeńców, którzy walczyli w szeregach Państwa Islamskiego. W interesie Europy jest to by ci "foreign fighters" nie wrócili do niej, zwłaszcza, że sądy w Europie pokazały, że są wobec nich bezradne, gdyż uznają materiał dowodowy pochodzący z Syrii za niewiarygodny. Kurdowie, opuszczeni przez Europę, nie będą mieli jednak powodu, by tych europejskich "foreign fighters" dalej trzymać na swoim terytorium. Po czwarte, nadanie przez Turcję religijnego charakteru wojny z Kurdami, zwiększa prawdopodobieństwo przeniesienia konfliktu do Europy. Chodzi o groźbę starć turecko-kurdyjskich w Niemczech i w innych miejscach o dużej koncentracji Kurdów i Turków. Do pierwszych takich zdarzeń, choć na razie bezkrwawych, doszło już na lotnisku w Hanowerze w dniu 23 stycznia.

Najmniej prawdopodobnym scenariuszem jest opanowanie Afrin przez Turcję. Dla Kurdów jest to zagrożenie egzystencjalne, gdyż oznaczałoby ich exodus z tego terenu tj. ucieczkę kilkuset tysięcy osób. Dlatego jeśli opór kurdyjski zostanie przełamany, a USA nie udzieli pomocy, to nie ulega wątpliwości, że każda opcja będzie dla nich lepsza niż oddanie kantonu Turcji. Może nią być zarówno sojusz z Iranem i Hezbollahem, jak i oddanie Afrin pod pełną kontrolę armii syryjskiej.

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.