Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Izrael czekają kolejne wybory? Impas w Tel Aviwie

Benjamin Netanjahu
Premier Izraela Benjamin Netanjahu.
Autor. Benjamin Netanjahu/X

Wybory w Izraelu – co spodziewanie – nie przyniosły rozstrzygnięcia i doprowadziły do impasu. Blok Netanjahu uzyskał 53 mandaty, obóz opozycyjny pod wodzą Ajzenkota – 48, a partie arabskie – 19. Do większości brakuje każdemu z głównych graczy, a formalne przekazanie wyników prezydentowi Herzogowi nastąpi dopiero 4 listopada. Do tego czasu Netanjahu pozostaje premierem tymczasowym, a Kneset zostanie zaprzysiężony 10 listopada niezależnie od tego, czy ktoś zdąży ułożyć rząd.

Reklama

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są ostateczne wyniki i podział mandatów?
  • Dlaczego żaden blok nie ma większości i jaką rolę odgrywają partie arabskie?
  • Jakie są realne scenariusze tworzenia rządu?
  • Czy grozi powrót do serii wyborów znanej z lat 2019–2022?

Matematycznie opozycja żydowska i partie arabskie mają razem 67 mandatów. W praktyce droga do rządu jest bardziej skomplikowana. Większość liderów opozycji – Ajzenkot, Bennett, Liberman – w kampanii wykluczała formalną współpracę z partiami arabskimi. Jedynie Demokraci Jaira Golana mówili o tym otwarcie. Ra’am Mansura Abbasa wchodziła wcześniej w koalicję z Bennettem i Lapidem, ale po 7 października 2023 r. klimat wokół takich układów wyraźnie się zaostrzył. Dla wielu wyborców i polityków to nadal tabu, nawet jeśli chodzi tylko o zewnętrzne wsparcie rządu mniejszościowego.

Nie obyło się również bez standardowych już w Izraelu kontrowersji. Netanjahu i Likud po ogłoszeniu wyników wskazywali na nieprawidłowości i sugerowali ingerencję zewnętrzną, w tym ze strony Kataru. Zgłaszano setki przypadków, głównie w lokalach arabskich. Centralna Komisja Wyborcza i Szin Bet uznały jednak zarzuty o masowe fałszerstwa za nieuzasadnione. Potwierdzono pojedyncze przypadki kupowania głosów, ale nie skalę, która mogłaby zmienić wynik. Katar i Turcja zaprzeczają oskarżeniom.

Reakcje po stronie opozycji są mieszane. Ajzenkot mówi, że wyborcy zagłosowali przeciwko Netanjahu i „rządowi 7 października”, i zapowiada próbę budowy rządu syjonistycznego. Lapid określa wynik jako „zwycięstwo na punkty” i prosi o cierpliwość. Golan nadal apeluje o współpracę z partiami arabskimi. Bennett wcześniej deklarował, że Netanjahu przegrał. Żaden z nich nie ma jednak gotowej większości.

Reklama

Możliwe scenariusze

  • Rząd mniejszościowy Ajzenkota z zewnętrznym wsparciem partii arabskich - Teoretycznie realny, ale w praktyce już niekoniecznie. Wymagałby jednak złamania obietnic wyborczych przez część opozycji i akceptacji wsparcia ze strony Ra'am i/lub Wspólnej Listy. Trudne politycznie i społecznie, zwłaszcza w kontekście postulatów arabskich dotyczących dyskryminacji, infrastruktury i kwestii palestyńskiej;
  • Rząd jedności narodowej - Likud + część opozycji (Ajzenkot, Bennett/Lapid, Liberman) dałyby solidną większość. Wymagałby kompromisów: Netanjahu musiałby prawdopodobnie odsunąć skrajną prawicę (Ben Gwir, Smotricz), a opozycja – zgodzić się na jego dalsze przywództwo lub rotację. Natomiast szansa na taki układ nie wydaje się duża, zważywszy na fakt, że żadna ze stron raczej nie będzie chciała ustąpić;
  • Netanjahu przejmuje posłów z opozycji - Obecny premier potrzebuje zaledwie 8 mandatów do większości. Dużo? Mało? Mało prawdopodobne przy obecnych deklaracjach, natomiast posłów zawsze można starać się kupić posadami lub silną pozycją w rządzie;
  • Kolejna runda wyborów - Jeśli negocjacje się nie powiodą, kraj wróci do urn. Prezydent Herzog już apeluje o unikanie tego scenariusza i otwarte podejście do rozmów.
  • Można jeszcze zasugerować mniejszościowy rząd Benjamina Netanjahu, natomiast to wyjście wydaje się obecnie praktycznie niemożliwe.

Plebiscyt nad polityką Netanjahu

Wybory były w dużej mierze referendum nad polityką Netanjahu po latach wojny i polaryzacji. Stanowiska głównych rywali w kwestiach bezpieczeństwa (Hamas, Iran, osady) pozostają zbliżone, różnice dotyczą stylu rządzenia, rozliczeń i stosunku do mniejszości arabskiej. Wysoka frekwencja i rekordowy wynik partii arabskich pokazują mobilizację wyborców, którzy czują się dyskryminowani i widzą w tych wyborach szansę na zmianę.

Najbliższe tygodnie pokażą, czy ktoś zdoła ułożyć większość, czy Izrael wróci do znanej z lat 2019–2022 serii wyborów. Między kwietniem 2019 a listopadem 2022 Izrael przeszedł pięć wyborów do Knesetu. Pierwsze dwie tury (kwiecień i wrzesień 2019) nie dały nikomu większości. W 2020 udało się ułożyć rząd jedności Netanjahu–Gantz, ale rozpadł się przez spór o budżet. W 2021 powstała szeroka koalicja Bennetta i Lapida, która przetrwała niecały rok. Dopiero wybory z listopada 2022 dały Netanjahu stabilną większość.

Tamten impas wynikał głównie z tego, że znaczna część opozycji nie chciała dogadać się z Netanjahu, a sam Likud nie był gotów go zastąpić. Do tego dochodziły spory o pobór ultraortodoksów i kruche układy z partiami arabskimi. Dziś sytuacja jest podobna w jednym punkcie – nikt nie ma 61 mandatów – ale różni się w kilku innych. Po 7 października 2023 r. opozycja jest bardziej rozproszona, a niechęć do współpracy z partiami arabskimi silniejsza niż w 2021 r. Jednocześnie Netanjahu ma za sobą prawie cztery lata rządów i wyraźny spadek poparcia swojego bloku.

Reklama
Mogą Cię zainteresować
Najpopularniejsze
Najnowsze
Wojna na Ukrainie
Zobacz także
Reklama