- WIADOMOŚCI
Izraelskie wybory bez rozstrzygnięcia. Partie arabskie mogą przesądzić o nowym rządzie
Autor. צילום: איציק אדרי / wikipedia/ CC BY 2.5
Wtorkowe wybory parlamentarne w Izraelu nie przyniosły wyraźnego rozstrzygnięcia. Według sondaży exit poll Likud premiera Benjamina Netanjahu zdobył najwięcej głosów, jednak ani obóz rządzący, ani opozycja nie uzyskały większości w 120-osobowym Knesecie.
Blok przeciwników premiera, skupiający ugrupowania od prawicy po lewicę i kierowany przez byłego szefa sztabu armii Gadiego Ajzenkota, może zdobyć 52–53 mandaty, a partie związane z Netanjahu – 50–51. Do utworzenia rządu potrzeba co najmniej 61 miejsc.
Kluczową rolę w negocjacjach mogą odegrać partie reprezentujące arabskich obywateli Izraela. Według prognoz mogą one zdobyć 17–18 mandatów, co byłoby ich rekordowym wynikiem. Ich poparcie może umożliwić opozycji odsunięcie Netanjahu od władzy, choć przed wyborami niemal wszystkie główne ugrupowania żydowskie wykluczały współpracę z partiami arabskimi.
Wstępne prognozy wskazują, że umiarkowanie islamistyczna partia Raam Mansura Abbasa może uzyskać siedem mandatów, a lewicowa Zjednoczona Lista – 10–11. Oba ugrupowania pozostają poza dwoma głównymi blokami politycznymi, a ich ewentualne poparcie dla nowego gabinetu będzie zależało zarówno od gotowości pozostałych partii do współpracy, jak i od spełnienia ich postulatów.
Arabscy obywatele stanowią około jednej piątej ludności Izraela. Większość z nich to potomkowie Arabów, którzy pozostali na terytorium państwa po wojnie w 1948 r. i uzyskali izraelskie obywatelstwo. Mają pełne prawa wyborcze, jednak ich społeczność od dziesięcioleci zmaga się z dyskryminacją i nierównościami. Arabskie miejscowości często otrzymują mniej środków na infrastrukturę i usługi publiczne, a mieszkańcy mają ograniczone możliwości rozbudowy domów oraz gorszy dostęp do ochrony zdrowia i schronów. Poważnym problemem pozostaje również przestępczość, której niewystarczające zwalczanie zarzuca się policji.
Współpracę z arabskimi ugrupowaniami utrudnia nieufność znacznej części żydowskiego elektoratu, pogłębiona po ataku Hamasu z 7 października 2023 r. i późniejszej wojnie w Strefie Gazy. Izraelscy Palestyńczycy jako społeczność nie są jednak związani z Hamasem, a wśród ofiar ataku i osób uprowadzonych do Strefy Gazy byli również arabscy obywatele Izraela. Partie skrajnie nacjonalistyczne zaostrzyły tymczasem antyarabską retorykę, zapowiadając m.in. „judaizację” Galilei i Negewu, zamieszkanych przez liczną społeczność arabską.
Po ogłoszeniu sondaży Mosze Fajglin, polityk startujący z listy skrajnie prawicowej Żydowskiej Siły, określił dobry wynik partii arabskich mianem „politycznego 7 października”. Stwierdził również, że arabscy obywatele Izraela są Palestyńczykami, a nie Izraelczykami, przeciwstawiając sobie tożsamości, które dla części mieszkańców kraju nie są sprzeczne.
Partie arabskie mają własne postulaty, których realizacji mogą oczekiwać w zamian za poparcie rządu. Deputowana Raam Iman Chatib-Jasin wskazała na problemy arabskich obywateli Izraela, a także opowiedziała się za utworzeniem państwa palestyńskiego i wznowieniem procesu pokojowego. Są to postulaty trudne do pogodzenia ze stanowiskiem niemal wszystkich potencjalnych koalicjantów. Raam przełamała już jednak polityczne tabu w 2021 r., wchodząc do rządu Naftalego Beneta jako pierwsza partia arabska w izraelskiej koalicji rządzącej.
Lider Zjednoczonej Listy Jusuf Dżabarin podkreślił, że jego ugrupowania nie można pominąć w żadnym scenariuszu politycznym. Wśród priorytetów wymienił walkę z przestępczością i dyskryminacją, przeciwdziałanie wyburzeniom arabskich domów oraz poprawę warunków mieszkaniowych.
Ajzenkot po wyborach zapowiedział jak najszybsze utworzenie „syjonistycznego rządu”, nie wyjaśniając, czy nadal rozważa powołanie gabinetu mniejszościowego, który później poszukiwałby poparcia w Knesecie, między innymi wśród partii arabskich. Z kolei Awigdor Lieberman, lider prawicowej partii Nasz Dom Izrael, nie powtórzył po głosowaniu wcześniejszej deklaracji wykluczającej współpracę z tymi ugrupowaniami. Opozycja stoi więc przed wyborem między utrzymaniem przedwyborczych obietnic a podjęciem negocjacji, które mogą okazać się niezbędne do odsunięcia Netanjahu od władzy.
Po wyborach prezydent Icchak Herzog przeprowadzi konsultacje z partiami parlamentarnymi, a następnie powierzy misję utworzenia rządu politykowi, który jego zdaniem ma największe szanse na zbudowanie większości. Brak porozumienia może oznaczać wielotygodniowy impas, korzystny dla Netanjahu, który pozostanie premierem do czasu powołania nowego gabinetu. Jeśli próby utworzenia koalicji zakończą się niepowodzeniem, na początku przyszłego roku mogą odbyć się kolejne wybory. Podobny kryzys doprowadził do pięciu głosowań między kwietniem 2019 a listopadem 2022 r.
Netanjahu, który ma 77 lat, sprawował urząd premiera przez niemal 19 z ostatnich 30 lat i wielokrotnie wychodził zwycięsko z kryzysów politycznych. Od 2009 r. przeciwnikom udało się odsunąć go od władzy tylko raz – w 2021 r. – ale półtora roku później powrócił na stanowisko. Obecne wybory odbyły się w cieniu procesu przeciwko premierowi w sprawie zarzutów korupcyjnych oraz krytyki dotyczącej zaniedbań służb bezpieczeństwa przed atakiem Hamasu z 7 października 2023 r., w którym zginęło około 1200 osób, a 251 zostało uprowadzonych do Strefy Gazy.
Głównym rywalem Netanjahu był 66-letni Ajzenkot, były szef sztabu armii, który podczas wojny w Strefie Gazy stracił syna i dwóch bratanków. W kampanii podkreślał doświadczenie wojskowe i twarde stanowisko w sprawach bezpieczeństwa, jednocześnie przedstawiając się jako polityk centrowy w kwestiach wewnętrznych.
W sprawach międzynarodowych stanowiska obu głównych rywali pozostają zbliżone. Opowiadają się oni za zakończeniem rządów Hamasu w Strefie Gazy i rozbrojeniem tej organizacji, również przy użyciu siły militarnej. Łączy ich także dążenie do osłabienia militarnego Iranu i niedopuszczenia do zdobycia przez niego broni jądrowej. Największe partie żydowskie sprzeciwiają się również powstaniu niepodległego państwa palestyńskiego. Nakaz aresztowania Netanjahu wydany przez Międzynarodowy Trybunał Karny w związku z zarzutami dotyczącymi zbrodni wojennych w Strefie Gazy nie odegrał istotnej roli w kampanii; zarzuty są w Izraelu powszechnie odrzucane.
Wtorkowe wybory charakteryzowały się wyjątkowo wysoką frekwencją. Według Centralnej Komisji Wyborczej do godz. 20 zagłosowało ponad 74 proc. uprawnionych – najwięcej o tej porze od kilkudziesięciu lat i o około osiem punktów procentowych więcej niż w wyborach w 2022 r.