Geopolityka

Dlaczego nikt nie chce uznać Islamskiego Emiratu Afganistanu?

Bojownik Talibów w Afganistanie.
Fot. Fot. Witold Repetowicz/Defence24.pl

Cztery miesiące po przejęciu władzy w Afganistanie przez talibów ich rządy nie zostały uznane przez żadne państwo, a większość placówek dyplomatycznych wciąż reprezentuje stare władze. Zaniepokojenie prawami człowieka, zwłaszcza sytuacją kobiet, a także brak inkluzyjności władz, to jednak tylko preteksty, podczas gdy rzeczywistym powodem wstrzemięźliwości wobec uznania Islamskiego Emiratu Afganistanu jest niepewność co do przyszłości tego kraju, sytuacji bezpieczeństwa wewnętrznego oraz stabilności obecnych rządów.

Tłumaczenie odłożenia przez ONZ na początku grudnia kwestii uznania reprezentacji władz Islamskiego Emiratu Afganistanu, troską o prawa człowieka i reprezentatywność rządu, byłoby naiwnością. Wprawdzie w samym Afganistanie nie brakuje osób, zwłaszcza powiązanych z poprzednią władzą, które wierzą, że jest to kluczowa kwestia zarówno z punktu widzenia stabilności rządów jak i zdolności do funkcjonowania Afganistanu w systemie międzynarodowym, ale takie podejście stanowi daleko idące oderwanie od rzeczywistości.

Żaden z sąsiadów Afganistanu nie jest bowiem krajem w pełni demokratycznym, a większość z nich uznawana jest za autorytarne dyktatury. W Pakistanie wprawdzie odbywają się wybory parlamentarne ale swobody obywatelskie, a zwłaszcza wolności religijne, budzą, delikatnie mówiąc, zastrzeżenia. Środkowoazjatyckie republiki postradzieckie, graniczące z Afganistanem, a także Chiny, należą do totalitarnej elity świata. Trudno również zakładać, że demokracja i prawa kobiet w Afganistanie są główną bolączką Iranu.

Podobne wnioski nasuwają się w odniesieniu do nieco dalszego sąsiedztwa Afganistanu tj. Rosji czy też większości państw arabskich, zwłaszcza głównych rozgrywających tj. Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy też Kataru. Można wprawdzie uznać, że troska o sytuację kobiet czy demokrację w Afganistanie, jest szczera w przypadku USA i krajów europejskich, czyli tej części świata, gdzie te zasady rzeczywiście panują, ale warto pamiętać, że prawa człowieka nie przeszkadzają w robieniu interesów, a nawet uznawaniu za sojuszników, wielu krajów o niezbyt inkluzyjnych rządach. Np. sytuacja kobiet w Arabii Saudyjskiej jeszcze niedawno była znacznie gorsza od tej, która, póki co, panuje w Islamskim Emiracie Afganistanu. W rzeczywistości motywacja nieuznawania nowych władz Afganistanu przez poszczególne kraje jest bardzo zróżnicowana i wynika ona przede wszystkim z kalkulacji geopolitycznych i obaw przed braniem odpowiedzialności za dalszy rozwój wypadków w tym kraju.

Najbardziej znamienne jest nieuznanie nowych władz Afganistanu przez Pakistan, który był głównym sponsorem talibów i miał napięte relacje z poprzednimi władzami. Pakistan z jednej strony nie chce wychodzić przed szereg, gdyż uznanie Islamskiego Emiratu Afganistanu byłoby w pewnym sensie przyznaniem się do tego jaką rolę odegrał Islamabad w dojściu do władzy talibów. Tymczasem, choć pakistański sponsoring talibów (a zwłaszcza sieci Haqqani) jest tajemnica poliszynela, to Pakistan wciąż uznawany jest za ważnego sojusznika USA w walce z terroryzmem. Z drugiej strony Pakistan póki co nie musi się śpieszyć z uznawaniem Islamskiego Emiratu Afganistanu, gdyż i tak odgrywa obecnie pierwszoplanową rolę w relacjach zagranicznych nowych władz. Fakt, iż pod koniec rządów ekipy Aszrafa Ghaniego stosunki dyplomatyczne między oboma krajami znalazły się w dołku, a z Kabulu i Islamabadu odwołani zostali ambasadorowie, pozwolił na obsadę placówek w Pakistanie przez ludzi talibów, a zatem faktyczne nawiązanie przez Pakistan stosunków dyplomatycznych z Emiratem bez jego uznawania. Ponadto Pakistan nie musi uznawać Emiratu by poprzez relacje swoich służb ISI i Haqqani rugować wpływy Indii z Afganistanu oraz prowadzić działania operacyjne zmierzające do wspierania z terytorium Afganistanu terrorystów w Kaszmirze.

Talibowie w Afganistanie
Fot. Witold Repetowicz/Defence24.pl

Co więcej, nieuznawanie Emiratu ułatwia ISI unikanie odpowiedzialności za ewentualne ataki. Warto przy tym zaznaczyć, że choć obecnie pakistańska dominacja w Afganistanie wydaje się być absolutna to nie zmienia to faktu, że animozje pakistańsko-afgańskie nie zniknęły i będą się pogłębiać. Większość Afgańczyków zdaje sobie sprawę, że w interesie Pakistanu jest to by ich kraj był słaby gospodarczo, politycznie i militarnie. Jeśli chodzi o ten pierwszy aspekt to chodzi o to by Afganistan, pozbawiony własnej produkcji, był rynkiem zbytu. Brak międzynarodowego uznania to również blokada handlu i przejmowanie przez Pakistan rynków. W zakresie relacji politycznych nie można natomiast zapominać o sporze terytorialnym między obydwoma krajami dotyczącym Linii Duranda. Nawet sami talibowie nie są zgodni w kwestii stosunku do Pakistanu, gdyż o ile radykalni Haqqani realizują cele ISI to frakcja Muły Baradara uznawana jest za „nacjonalistyczną", a to oznacza próbę stopowania wpływów pakistańskich.

Pakistan nie jest też krajem bogatym, a zatem nie jest w stanie uchronić Afganistanu przed katastrofą humanitarną. Dlatego był inicjatorem konferencji Organizacji Współpracy Islamskiej, która niedawno miała miejsce w Islamabadzie i na której uzgodniono stworzenie specjalnego funduszu pomocy humanitarnej. Ma on być zarządzany przez Islamski Bank Rozwoju. Jest to jednak kolejna geopolityczna rozgrywka. W Organizacji Współpracy Islamskiej pierwsze skrzypce gra bowiem Arabia Saudyjska i to w tym kraju mieści się Islamski Bank Rozwoju. Saudowie nie są jednak zbytnio zainteresowani pomocą Afganistanowi, ale krok ten pozwala wzmocnić ich wpływy w Pakistanie, który w ubiegłym roku wraz z Turcją próbował budować alternatywny wobec Organizacji Współpracy Islamskiej ośrodek pretendujący do reprezentowania światowego islamu w wymiarze politycznym.

Pakistan potrzebuje jednak „sponsora" dla swych planów wobec Afganistanu, a wejście Chin póki co się opóźnia. Z kolei Turcja, wprawdzie przymierzała się do mocnego wejścia polityczno-gospodarczego do Afganistanu ale jest na to zbyt słaba i po prostu nie liczy się w obecnej rozgrywce. Saudowie, a także Zjednoczone Emiraty Arabskie, umacniając się w tej części Azji, zdobywają też dodatkowe atuty w regionalnej rywalizacji z Iranem. Potencjalnie bowiem mogą wykorzystać Afganistan do ataków proxy na Iran (poprzez wspieranie terrorystycznych organizacji sunnickich w Beludżystanie i Chuzestanie). Ponadto wiele wskazuje na to, że Organizacja Współpracy Islamskiej wcale nie zamierza być kluczowym źródłem pomocy, lecz raczej pośrednikiem, oczekując, że główny ciężar przejmie na siebie USA i Europa.

Flaga Islamskiego Emiratu Afganistanu
Fot. Witold Repetowicz/Defence24.pl

Z uznaniem władz Islamskiego Emiratu Afganistanu nie śpieszą się również Chiny, choć już od wielu miesięcy mówi się o ich zamiarze położenia ręki na afgańskich zasobach naturalnych. Talibowie wyrazili przy tym zainteresowanie pogłębioną współpracą z Chinami i obiecali im zapewnienie bezpieczeństwa. Pekin jednak wydaje się być niezbyt przekonany tymi gwarancjami. Jako główne zagrożenie Chiny postrzegają Ujgurów z Partii Islamskiej Wschodniego Turkiestanu (ETIP), która była dotąd sojusznikiem talibów. Chiny obawiają się transgranicznych ataków z korytarza wakchańskiego i stworzenia w Afganistanie zaplecza logistycznego dla aktywności separatystów w ujgurskiej prowincji Xinjiang. Talibowie wprawdzie zapewnili Pekin, że usunęli bojowników ETIP z terenów przygranicznych z Chinami ale nie musi to być wcale sytuacja trwała. Poza tym talibowie nie panują w pełni nad sytuacją bezpieczeństwa i ataki bombowe na ich checkpointy są niemal codziennością.

Przyjmuje się, że stoi za nimi Państwo Islamskie Prowincji Chorasan (IS-K) ale nie można wykluczyć, że aktywność taka jest również dziełem Front Narodowego Oporu (NRF) Ahmeda Massouda. IS-K nie ma przy tym takiego samego charakteru jak syryjsko-iracki ISIS, choć teoretycznie jest jego filią. W rzeczywistości jednak od samego początku instalacji IS-K w prowincji Nangarhar istniały uzasadnione podejrzenia, że jest to projekt oparty na zewnętrznym finansowaniu, przy czym „sponsorzy" mogą się zmieniać. Dlatego nie można wykluczyć, że IS-K zbierać będzie grupy niezadowolone ze współpracy talibów z Chinami i Pakistanem, w tym ETIP i NRF, korzystając ze wsparcia podmiotów niezainteresowanych podporządkowaniem Afganistanu tym dwóm krajom. Chiny przy tym zdają sobie sprawę, że mogą wejść do Afganistanu tylko poprzez Pakistan, rozszerzając Chińsko-Pakistański Korytarz Ekonomiczny (CPEC) o Afganistan i tworząc z tego ostatniego ich wspólne kondominium. To jednak powoduje, że wyzwaniem dla Chin jest również pakistański Taliban, czyli Tehriki Taliban Pakistan.

W takiej sytuacji chińskie inwestycje wciąż nie wydają się zbyt bezpieczne. Ponadto Chiny mają świadomość nadciągającej katastrofy humanitarnej i dlatego coraz głośniej wzywają USA do uwolnienia afgańskich rezerw finansowych w wysokości niemal 10 mld usd, przywrócenia połączenia tego kraju z międzynarodowym systemem bankowym, zniesienia sankcji oraz udzielenia pomocy humanitarnej (przez USA i inne kraje NATO). To ostatnie żądanie Pekin argumentuje odpowiedzialnością NATO za zniszczenia w Afganistanie dokonane w czasie okupacji, choć nie przeszkadzała ona Chinom w robieniu interesów z ówczesnymi władzami tego kraju (w szczególności kopalnia miedzi Aynak). Obecnie Chiny rozkręcają antyzachodnią propagandę inwestując w narrację dotyczącą „zbrodni NATO" w Afganistanie. Ma to również odwrócić uwagę od antyislamskiej polityki wewnętrznej Pekinu. Od pełnego wejścia do Afganistanu Chiny odstraszają też amerykańskie sankcje i ich konsekwencje, które mogą dotknąć chińskich inwestorów. Jednakże głównym argumentem powstrzymującym Chiny przed realizacją swoich planów inwestycyjnych w Afganistanie jest groźba załamania władzy talibów w wyniku katastrofy humanitarnej, która może nastąpić za kilka miesięcy.

Chiny i Pakistan nie muszą się przy tym obecnie obawiać konkurencji ze strony Indii. Póki co zostały one wyeliminowane z rynku afgańskiego, w który mocno inwestowały za czasów poprzednich władz. Indiom zagraża również ewentualna skuteczność pakistańskiego ISI w jego planach stworzenia w Afganistanie (w oparciu o Haqqani) zaplecza dla ataków w Kaszmirze. Dlatego Indie próbują stworzyć platformę współpracy z państwami środkowoazjatyckimi (b. republikami radzieckimi, w tym Tadżykistanem i Uzbekistanem), które również są niezadowolone z rozwoju sytuacji w Afganistanie. Niedawno w Nowym Delhi odbył się szczyt indyjsko-środkowoazjatycki w sprawie Afganistanu. Tadżykistan i Uzbekistan obawiają się eksportu ekstremizmu islamskiego, który już wcześniej był wyzwaniem w obu tych krajach.

Czytaj też

Ponadto dochodzi do tego kwestia dominacji pasztuńskiej w Islamskim Emiracie Afganistanu, co wiąże się z eliminowaniem wpływów tadżyckich (i w mniejszym stopniu uzbeckich). Dlatego to Tadżykistan stał się głównym centrum opozycji z Ahmedem Masudem i Amrullahem Salehem (wiceprezydent w poprzednich władzach, który ogłosił się prezydentem po ucieczce Aszrafa Ghaniego z Kabulu) na czele. Tadżykistan nie dopuścił jednak do oficjalnego stworzenia na swoim terytorium afgańskiego „rządu na uchodźstwie" w obawie przed samobójczymi atakami terrorystycznymi, którymi nieoficjalnie zagrozili talibowie gdyby do tego doszło. Obawy republik środkowoazjatyckich przekładają się również na postawę Rosji, która jest sojusznikiem Tadżykistanu w ramach Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB). Warto przy tym jednak zaznaczyć, że na percepcję Rosji przez Afgańczyków w znikomym stopniu wpływa okupacja radziecka z lat 1979-1989, a ostatni komunistyczny przywódca Afganistanu Nadżibullah doczekał się nieformalnej rehabilitacji w oczach znacznej części Afgańczyków.

Wśród północnych sąsiadów Afganistanu wyłomem w tym negatywnym stosunku do talibów może być Turkmenistan. Zdaniem wielu afgańskich ekspertów talibowie będą dążyć do rewitalizacji projektu budowy gazociągu pompującego gaz turkmeński do Pakistanu przez Afganistan, a także równoległej infrastruktury przesyłu energii elektrycznej. Projekt ten sięga czasów pierwszych rządów talibów i był pomysłem USA na zyskanie wpływu na Afganistan pod ich ówczesnymi rządami. Obecnie byłby jednak raczej realizowany bez amerykańskiego patronatu.

Również Iran ma wiele powodów do niepokoju i dlatego prowadzi podwójną grę w stosunku do Afganistanu. Póki USA obecne były w Afganistanie to Teheran i talibów łączył wspólny wróg. Po wycofaniu się USA na pierwszy plan wysunęły się obawy Iranu o własne bezpieczeństwo związane z ewentualnym wsparciem z Afganistanu dla sunnickich grup terrorystycznych oraz z możliwymi atakami transgranicznymi. Wprawdzie zdaniem niektórych afgańskich ekspertów, z którymi rozmawiałem w Kabulu, talibowie nie są zainteresowani konfrontacją z Iranem ze względu na militarne możliwości tego kraju, a Iran ma świadomość, że stworzone przez ten kraj oddziały szyickich Chazarów Liwa al-Fatimijun nie są wystarczająco silnym graczem by zmienić układ sił w Afganistanie i zagrozić rządom talibów, ale również i w tym wypadku działania niektórych grup mogą wymknąć się spod kontroli, zwłaszcza jeśli dojdzie do tego zewnętrzny „sponsor".

O tym, że stan relacji między Iranem a Islamskim Emiratem Afganistanu jest niepewny świadczą starcia na granicy, do których doszło 1 grudnia. Niepokojące dla Iranu jest również rugowanie irańskich wpływów kulturowych poprzez pasztunizację Afganistanu oraz antyszyickie nastawienie nie tylko samych talibów ale również znacznej części sunnickiej populacji Afganistanu. Dlatego niektórzy liderzy opozycji, np. Ismail Chan, znaleźli schronienie własnie Iranie. W Iranie doszło też do spotkania Ismaila Chana z Ahmedem Massoudem w sprawie wspólnych działań przeciwko talibom. Z drugiej strony Iran obawia się exodusu Afgańczyków w przypadku katastrofy humanitarnej. Na uwagę zasługują przy tym sygnały kierowane przez Teheran pod adresem Europy, że Iran oczekuje od niej poniesienia ciężaru pomocy humanitarnej związanej z przyjęciem uchodźców lub poniesienia konsekwencji odmowy (chodzi oczywiście o przerzut migrantów na granice UE). 

W tym świetle można mieć również wątpliwości na ile postawa USA wobec Islamskiego Emiratu Afganistanu motywowana jest troską o inkluzyjność rządów i prawa kobiet, a na ile dążeniem do zablokowania przejęcia przez Chiny kontroli nad tym krajem. Zdaniem niektórych afgańskich ekspertów chodzi raczej o to drugie, a część talibów z Mułłą Baradarem na czele nadal zainteresowana jest implementacją układu zawartego z USA w Dosze w 2020 r., a nawet jego rozwinięciem o dodatkowe elementy współpracy. Faktem jest również to, że amerykańskie programy pomocowe wciąż są realizowane poprzez afgańskie organizacje humanitarne.

Komentarze (5)

  1. Darek S.

    Bo z Chinami się widocznie jeszcze nie dogadali. Przecież jaj dojdzie do współpracy Chin i Afganistanu to będzie idealny dla Chin Szlak Jedwabny drogą lądową z ominięciem Rosji. Coś o czym Chiny od dawna marzyły, a Amerykanie im to wspaniałomyślnie ofiarowali z powodu korupcji u siebie przeniesionej na towarzyszy broni w Afganistanie.

  2. Ech

    jESLI chodzi o zbrodnie NATO w Afhanistanie to nie jest Chinska propadnda tyljo fakt. OZN szacuje liczbe ofiar okupacji amerykanskiej na ok 300 tys ludzi. Jesli chodzi o odmrozenie pieniedzy nalezacych do Afhastanu to znowu powirdza to ze dla USa i milion zmarlych z glodu to nic bylo by na zlosc Chinom. Jesli chodzi ogolnie o Zachod to pownnsmy odbudowac Irak Afhasan Syrie i Libie (a nie je niszczyc) tak by zyli tam ludzie a nie uciekali do nas. To oczywiste. Ale bandycki kraj jak Usa nie wpadnie na to. Oglnie zas prawa kobiet to pretekst - dlatego wlasnia Arabia Saudyjska to glowny sojjusznik USa. Najwikszy zamrodyzm najlepszym sojusznikiem. A w Afhastanie prawa kobiet (poza stolica) sa prawie bez zmian i wzesiej

  3. Niedzielny żołnierzyk, ale nie z WOT

    Ja powiem tak. Sytuacja niefajna, ale powinniśmy, jako kraje zachodu, zostawić ich w spokoju i nie zbawiać na siłę całego świata. Niektórzy mają takie poglądy, że im tym tylko zaszkodzimy. Jako kraje cywilizowane powinniśmy pozwolić im samodecydować o sobie, ale też podjąć dialog, by osoby chętne mogły do nas przyjechać, pracować i cieszyć się pełnią swobód obywatelskich.

    1. Chyżwar

      Cel operacji na początku był jasny i został zrealizowany. Potem ktoś (jakiś geniusz z cywilizowanego świata) uznał, że Zachód powinien zbudować tam demokrację na swój wzór. Ja się pytam po wuj? Odstrzelono, kogo należało odstrzelić. Spacyfikowano kogo należało spacyfikować. Należało więc dać sobie spokój i zabrać manatki. Tymczasem "geniusz" uznał, że należy zajmować się prawami kobiet i sprawdzać czy pan, który "kocha" drugiego pana nie uczy się fruwać bez skrzydeł z wieżowca. Skoro tak, należało być konsekwentnym i utrzymywać iluzję na bagnetach. Afgańskie decydowanie o sobie obchodzi mnie tyle, ile zeszłoroczny śnieg. Debata i dialog z tamtejszym towarzystwem obchodzi mnie jeszcze mniej. A najmniej zainteresowany jestem przyjazdem jegomościów stamtąd tutaj. Jest tak dlatego, bo moje uszy nie znoszą wycia z wieży. Tak na marginesie. O swobody obywatelskie u siebie mogli byli walczyć sami. Dostali na to pieniądze i sprzęt. Swobody obywatelskie w Polsce zaś, są dla obywateli RP.

  4. Davien

    Dlaczego nikt z tzw. zachodu nie wyraża zaniepokojenia sytuacją Kobiet w polsce? U nas też powoli tworzy się drugi Afganistan gdzie Kobiety mają tylko jeden cel w życiu a potem równie dobrze mogą zniknąć.

    1. nico

      potrzebujesz jednak lekarza....

    2. Chyżwar

      @nico A to się nie da ukryć.

    3. [email protected]

      Człowieku o czy ty gadasz. Wymień mi chociaż dwa - trzy prawa dyskryminujące w Polsce kobiety. Jakie to paragrafy. Aż dziw że redakcja pozwala na zamieszczanie takich głupot

  5. easyrider

    No właśnie. Taki Afganistan. Pasztunowie nie mają ochoty dzielić się władzą z Tadżykami czy Uzbekami. Wszyscy muzułmanie i do tego sunnici. A opętani ideologowie od nas uważają, że ci ludzie zasymilują się z zachodnimi społeczeństwami. Mają źle? Nie tylko oni. Może zamiast się zabijać niech wezmą narzędzia do rąk i budują swój dobrobyt. Nie ma najmniejszego powodu, dla którego mamy poświęcić nasze bezpieczeństwo w imię utopijnej i fałszywej idei wielokulturowości.