Czad: jakie będą konsekwencje śmierci Idrisa Deby?

24 kwietnia 2021, 12:20
5825016 2
Fot. U.S. Navy/Mass Communication Specialist Second Class Evan Parker
Reklama

Śmierć prezydenta Czadu Idrisa Deby, który zginął w walkach z rebeliantami FACT, niesie za sobą zagrożenie dla operacji antydżihadystycznych w Sahelu. Czad jest bowiem od niemal dekady kluczowym sojusznikiem militarnym Francji w coraz bardziej zagrożonym regionie. Wiele jednak wskazuje na to, że Paryż nie zamierza powtórzyć swojego błędu z Republiki Środkowoafrykańskiej i zabezpieczy przejęcie schedy przez syna zabitego prezydenta 37-letniego Mahamata.

Wspieranie skorumpowanych dyktatorów nie jest sprawą wdzięczną choć w przypadku Francji ma akurat długą tradycję. Niestety czasem jest to jedyna droga by nie dopuścić do znacznie poważniejszych, negatywnych konsekwencji i to nie tylko dla danego kraju ale całego regionu, a także stabilności globalnej. Tak właśnie wygląda sytuacja w wielu krajach Afryki Północnej, w tym w szczególności Sahelu. Stawką jest tu zagrożenie rozwoju dżihadystycznego terroryzmu, a także przepływy migrantów do Europy. Popełniając błędy dobrze jest choć się na nich uczyć więc warto przypomnieć konsekwencje niektórych z nich z ostatniej dekady. Obalenie Muamara Kadafiego nie tylko doprowadziło do trwającej do dziś anarchizacji Libii ale również zdestabilizowało region Sahelu. Już rok później doszło do proklamowania państwa tuareskiego w Mali, a następnie aktywizacji dżihadystów co ostatecznie zmusiło Francję do interwencji militarnej w ramach operacji Serval. Choć dżihadyści zostali wówczas rozbici to dżihadystyczne zagrożenie terrorystyczne szybko rozlało się po całym Sahelu i obecnie sytuacja coraz bardziej się pogarsza.

Zwolennicy obalenia Kadafiego wskazywali również na jego długą przyjaźń z Moskwą co przysłaniało im długoterminowe zyski Rosji z jego obalenia. Teraz widać je wyraźnie: otwarcie kanałów migracyjnych doprowadziło do kryzysu w Europie i wzmocniło sympatyzującą z Rosją radykalną prawicę, a w samej Libii pojawili się rosyjscy najemnicy opłacani przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. Podobnie było w Republice Środkowoafrykańskiej, gdzie w 2013 r. Francja pozwoliła na upadek tamtejszego prezydenta Francois Bozize. Ocena jego rządów ma w tym kontekście znaczenie drugorzędne. Ważniejsze jest bowiem to, że odmowa wsparcia ze strony Paryża doprowadziła do jego upadku, a następnie krwawych walk między chrześcijańską anty-balaką i muzułmańską Seleką, proklamowania separatystycznej Republiki Logone i wreszcie pojawienia się Rosjan w tym państwie. Dzisiaj sąsiadujące z Czadem RŚA jest główną areną rywalizacji rosyjsko-francuskiej, a Rosjanie są kluczowym sojusznikiem obecnego prezydenta Faustine-Archange Touadery.

Reklama
link: https://sklep.defence24.pl/produkt/wojny-zastepcze/
Reklama

Do postępującej destabilizacji regionu przyczynił się też upadek innego sahelskiego dyktatora tj. Blaise’a Compaore, który w czasie konfliktu w Mali odgrywał pozytywną rolę jako mediator między Tuaregami a zdominowanym przez plemię Bambara rządem w Bamako. Właśnie kwestie plemienne mają kluczowe znaczenie dla destabilizacji i będących jej rezultatem innych negatywnych zjawisk. W Burkina Faso dominujące plemię Mossi obejmuje raptem połowę populacji tego kraju, a chrześcijanie (stanowiący elitę rządzącą) stanowią niespełna 25 % podczas gdy muzułmanie ok. 60 %. Największą grupą plemienną po Mossi są Fulani, którzy zyskali sobie złą sławę jako rozsadnik destabilizacji w Sahelu od Atlantyku po Czad i RŚA. Są oni również jednym z głównych nośników dżihadyzmu, przy czym miało to już miejsce w XVIII i XIX w. i odnosiło się m.in. do Czadu.

image
Fot. Office of the White House

Demografia Czadu jest jeszcze bardziej skomplikowana, gdyż brak tam jednego, dominującego plemienia. Największe jest zamieszkujące południe kraju plemię Sara, z którego wywodziły się elity polityczne tego kraju po dekolonializacji w 1960 r., w tym pierwszy prezydent chrześcijanin Francois Tombalbaye. Chrześcijanie stanowią przy tym ok. 44 % mieszkańców Czadu, podczas gdy muzułmanie – 52 %. Po przewrocie w 1979 r. władza przeszła w ręce muzułmańskich plemion północy, najpierw stanowiących ok. 7 % czadyjskiej populacji Tubu, a następnie Zaghawa, z której wywodzi się właśnie Deby, a którzy stanowią raptem niespełna 3 % czadyjskiej populacji. Sytuację komplikuje fakt, ze większość tych plemion ma charakter transgraniczny co powoduje umiędzynarodowienie konfliktów wewnętrznych. Tubu zamieszkują m.in. południową Libię i odgrywają ważną rolę w libijskiej wojnie domowej. Z kolei Zaghawa zamieszkują m.in. Darfur, gdzie stworzyli rebeliancką grupę o nazwie Ruch Sprawiedliwości i Równości walczącą przeciwko reżimowi Omara al-Baszira (do czasu jego obalenia). Wspomniani wcześniej Fulani rozlani są po całym regionie Sahelu odgrywając kluczową rolę w wielu konfliktach, w tym w szeregach organizacji dżihadystycznych.

Kariera Idrisa Deby zaczęła się po objęciu władzy w 1982 r. przez jego poprzednika Hissene Habre, wywodzącego się z plemienia Tubu, który obecnie odsiaduje w Senegalu (gdzie był sądzony przez międzynarodowy trybunał) wyrok dożywotniego więzienia za zbrodnie popełnione w czasie swoich dyktatorskich rządów. Deby był dowódcą armii u boku Habre i m.in. w 1987 r. dowodził siłami czadyjskimi (wspieranymi przez Francję) w tzw. „wojnie Toyot” czyli konflikcie z Libią, który ta ostatnia przegrała. Siłami libijskimi dowodził wówczas gen. Chalifa Haftar, odgrywający obecnie kluczową rolę w libijskiej wojnie domowej jako dowódca Libijskiej Armii Narodowej (LNA). Niedługo potem drogi Habre i Deby się rozeszły, a w 1990 r. Deby obalił Habre i rozpoczął swoje ponad 30-letnie rządy. Z całą pewnością nie był to okres wewnętrznej stabilności, a próby przewrotów, walki wewnętrzne i aktywność plemiennych grup rebelianckich była na porządku dziennym. Rządy Debyego charakteryzowała typowo afrykańska korupcja i faworyzowanie własnego plemienia, a także bezwzględne prześladowanie polityczno-plemiennych oponentów.

image
Fot. Ministerstvo obrany České republiky

Przeciwnicy wspierania takich dyktatorów jak Deby podnoszą, że plemienne nierówności, korupcja, złe rządy, brak sprawiedliwej dystrybucji zysków ze sprzedaży bogactw naturalnych, są przyczyną rosnącej niestabilności w Sahelu i wzmacniania się dżihadystycznych organizacji terrorystycznych. Postulują oni zmianę strategii walki z terrorystami ze zorientowanej na środki militarne na zorientowaną na stymulację reform społeczno-polityczno-gospodarczych. Z całą pewnością jest w tym sporo racji tyle, że obecność innych globalnych podmiotów (w szczególności Chin) powoduje, że możliwości Zachodu są ograniczone. Ponadto strategia zorientowana na reformy może przynieść efekty dopiero w dłuższej perspektywie, a sytuacja w Sahelu już obecnie jest krytyczna i wymaga wsparcia militarnego. Jego brak prowadzi do stworzenia próżni bezpieczeństwa, którą znów może wypełnić ktoś inny np. Rosja. Tak się stało w RŚA i tak mogłoby się stać również w Czadzie, gdyby Francja postawiła na demokrację i prawa człowieka.

Na początku XXI w. eksploracje złóż ropy przyniosły w Czadzie efekty i kraj ten zaczął eksportować ropę. Zbudowany został również ropociąg z Czadu do Kamerunu, którego finansowanie wsparł Bank Światowy. Obarczone to było jednak warunkami transparentności dystrybucji zysków. Tymczasem Czad w rankingu rozwoju społecznego (HDI) zajmuje trzecie miejsce od końca (na 189 krajów). Bank Światowy wycofał się zatem z Czadu tyle, że skorzystały na tym Chiny, których nie interesują kwestie wewnętrzne krajów, z którymi robią interesy. Chiny weszły do Czadu w 2006 r. i szybko opanowały czadyjski przemysł petrochemiczny.

Deby nie przeorientował jednak swojej polityki zagranicznej na Chiny utrzymując jako priorytet swoje relacje z Zachodem, w tym w szczególności z Francją. Trudno się dziwić, gdyż to Paryż interweniował w 2008 i 2019 r. przeciwko rebeliantom z Sojuszu Sił Demokratycznych (RFC) stworzonego przez siostrzeńca Debyego Timane Erdimi i złożonego również z plemienia Zaghawa. Przyczyną tego konfliktu były głównie ambicje Timane Erdimi, który liczył na przekazanie mu przywództwa kraju, a także spory o podział dochodów.  Gdy w 2008 r. Deby zawarł pokój z dyktatorem Sudanu Omarem al-Bashirem (po latach sudańsko-czadyjskiej wojny proxy) i odstąpił od wspierania rebeliantów w Darfurze RFC stało się ich sojusznikiem. Warto przy tym dodać, że w Czadzie przy granicy z Darfurem wciąż przebywają uchodźcy z tej sudańskiej prowincji. W 2012 r. zmiana kursu Debyego wobec Sudanu została przypieczętowana jego małżeństwem z córką lidera okrytych złą sławą sudańskich dżandżawidów szejka Musy Hilala. Dżandżawidzi to dżihadystyczna milicja odpowiedzialna za liczne zbrodnie popełnione w Darfurze w okresie rządów Omara al-Baszira. Związany z nimi jest również gen. Mohamed Hamdan „Hamedti” Dagalo odgrywający kluczową rolę w obecnych władzach przejściowych Sudanu. Kuzyn Dagalo Biczara Issa Dżadallah był natomiast bliskim doradcą Debyego, którego czwarta żona zresztą też wywodzi się z czadyjskich Arabów. Niemniej w szeregach oddziałów podległych Hamedtiemu służy też wielu czadyjskich Arabów i ex-rebelianci przeciwko Debyemu. Zważywszy na to, że dżandżawidzi przyczynili się również do destabilizacji RŚA w szeregach Seleki to zmiana regionalnego układu spowodowana śmiercią Idrisa Deby może wywołać efekty w Sudanie i wpłynąć stymulująco na destabilizującą rolę dżandżawidów w regionie.

image
Fot. U.S. Army\Richard Bumgardner

Choć z perspektywy interesów Zachodu, w szczególności Francji, a także USA czy Wielkiej Brytanii, rządy Debyego były bardzo korzystne z uwagi na jego rolę w operacjach Serval i Barkhane, to nie wszystkie jego działania w regionie służyły stabilizacji. W 2013 r. Czad wspólnie z Sudanem odegrali kluczową rolę w obaleniu Bozize i przejściowym przejęciu kontroli nad krajem przez Selekę, co ostatecznie skutkowało wspomnianym wcześniej pojawieniem się w RŚA Rosjan. Francja tolerowała rolę Czadu w RŚA, gdyż bardziej zależało jej na wsparciu czadyjskim w Mali. Warto dodać, że oparcie się obecnego prezydenta RŚA Touadery na Rosjanach spowodowało zbliżenie anti-balaki i Seleki, a zatem również interesów Francji oraz Czadu. Od tego jak rozwinie się sytuacja w Czadzie zależy zatem również równowaga sił w RŚA.

W walkach w RŚA Deby wykorzystał też oddziały Fulanich pod dowództwem Baby Ladde od 1998 r. stojącego na czele rebelianckiej grupy plemiennej o nazwie Zjednoczone Siły na rzecz Zmiany (FUC). W latach 2012 – 2014 został on włączony do systemu władzy w Czadzie ale w 2018 r. wsadzono go do więzienia, z którego wyszedł niedawno. Fulani odgrywają przy tym kluczową rolę w wielu konfliktach, w tym w Mali, gdzie tworzą związany z Al Kaidą Front Wyzwolenia Maciny. Warto przy tym dodać, że Fulani mają ścisłe historyczne związki z plemieniem Kanuri. Np. obecny prezydent Nigerii Muhammadu Buhari pochodzi z mieszanej rodziny Kanuri-Fulani. Tymczasem Kanuri stanowią główny składnik etniczny terroryzującego od lat północną Nigerię i powiązanego z Państwem Islamskim Boko Haram. W tym kontekście znów pojawia się Czad i polityka zagraniczna Idrissa Deby przy czym jej ocena jest niejednoznaczna. Boko Haram stanowi bowiem zagrożenie również dla Czadu i w wyniku ataków tej organizacji w rejonie Jeziora Czad od 2015 r. zginęło kilkaset osób, a ponad 100 tys. musiało opuścić swoje domy. Deby wielokrotnie zarzucał przy tym władzom Nigerii, że nie są dostatecznie zaangażowane w zwalczanie Boko Haram. Zanim jednak Czad przystąpił do walk z Boko Haram Deby wspierał północnonigeryjskich polityków oskarżanych o powiązania z tą organizacją np. b. gubernatora prowincji Borno Ali Modu Szerifa.

W ostatnich latach, wraz z coraz większym chaosem w Libii, rola Czadu w walce z Boko Haram wzrosła z uwagi na blokowanie przemytu broni z Libii dla tej organizacji terrorystycznej. Jednocześnie przez Czad przechodzi również jeden ze szlaków migracyjnych z głębi Afryki do libijskiego wybrzeża i dalej do Europy. W tym kontekście Deby też odgrywał oczekiwaną przez Europę rolę blokując te szlaki. Według niektórych komentatorów przejął regionalną pozycje jaką wcześniej miał Kadafi. Tymczasem Deby zginął w czasie walk z rebelianckim ugrupowaniem o nazwie Front na rzecz Zmian i Zgody (FACT), które zaatakowało z Libii, gdzie brało aktywny udział w tamtejszej wojnie domowej.

image
Fot. U.S. Army/Sgt. Derek Hamilton

 

FACT dowodzone przez Mahamata Mahdiego Ali jest ugrupowaniem etnicznym Tubu czyli tego samego plemienia, do którego należy odsiadujący dożywocie ex-prezydent Czadu Hissane Habre. Jednocześnie Tubu zamieszkują również południowolibijski region Fezzan i w wojnie domowej w Libii wspierali oparty na dżihadystach oraz popierany przez Katar i Turcję ośrodek władzy w Trypolisie (GNA) walczący z popieranym przez m.in. Francję LNA gen. Chalify Haftara. Deby był również sojusznikiem Haftara mimo doświadczeń z „wojny Toyot”, a FACT miało swoją bazę w kontrolowanej przez dżihadystów z Misraty Dżufrze. Z Misratą związany był też RFC Timane Erdimiego, który sam przebywa zresztą w Katarze, będącym głównym (obok Turcji) sponsorem libijskich dżihadystów. W 2017 r. gdy Haftar zajął Dżufrę doszło jednak do zawarcia między FACT a LNA układu o nieagresji, który umożliwił szybkie przemieszczenie się FACT do granicy z Czadem i dokonanie błyskawicznego ataku 11 kwietnia czyli w dniu wyborów prezydenckich (będących oczywiście fikcją legitymizująca kolejną kadencję Debyego).

Nie ulega wątpliwości, że na śmierci Debyego traci Francja, niemniej równie ciekawe jest pytanie kto mógł próbować na niej zyskać. W tym kontekście na uwagę zasługuje fakt związków czadyjskich rebeliantów z Katarem oraz z wspieranymi przez Turcję dżihadystami z Misraty. Deby utrzymywał wprawdzie dobre relacje z Turcją ale ostatnio zaczęło następować coraz większe zbliżenie między Czadem a Egiptem, który m.in. zaproponował budowę autostrady łączącej oba kraje. Dla Egiptu Czad ma strategiczne znaczenie i sojusz czadyjsko-turecki, w tym w szczególności ewentualne pojawienie się tureckich żołnierzy w tym kraju byłoby zagrożeniem. Warto przy tym dodać, że sojusznikiem Turcji był też Omar al-Baszir i dzięki temu Turcja była bliska stworzenia bazy wojskowej w Sudanie. Projekt ten upadł wraz z rewolucją, która obaliła Baszira i reorientacją władz Sudanu w kierunku Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, wspierających Egipt i będących w konflikcie z Turcją. Z drugiej strony warto też pamiętać, że Haftara wspierają rosyjscy najemnicy, a destabilizacja Czadu mogłaby sprzyjać pojawieniu się tam wagnerowców (którzy są wszak już zarówno w Libii i RŚA) i otwarciu nowego frontu rywalizacji strategicznej Rosji i Francji w Afryce. W tym kontekście warto też pamiętać, że z punktu widzenia Francji sytuacja w Czadzie jest znacznie ważniejsza niż na Ukrainie i jej stanowisko wobec Rosji jest bardziej wypadkową rosyjskiej aktywności w Afryce a nie w Europie Wschodniej.

Destabilizacja Czadu z cała pewnością wpłynęłaby negatywnie na operację Barkhane czyli wojnę z dżihadystami w Sahelu, zwłaszcza że RFC krytykowało operacje militarne Czadu poza granicami tego państwa. Dlatego optymizmem (choć umiarkowanym) napawa fakt, że na czele powołanej po śmierci Debyego junty stanął jego 37-letni syn Mahamut Kaka. Mimo niepozornego wyglądu i stosunkowo młodego wieku, a także krytyki czadyjskiej opozycji dotyczącej dziedziczenia władzy, ma on duże szanse na utrzymanie (z pomocą Francji) swojej pozycję. Mahamut Kaka stoi na czele kluczowych formacji wojskowych tj. elitarnej gwardii prezydenckiej oraz sił specjalnych. Ponadto już w styczniu 2013 r., w wieku 29 lat, jako sojusznik Francji w operacji Serval w Mali dowodził on oddziałami czadyjskimi w wygranej przez stronę czadyjsko-francuską bitwie w Ifoghas przeciwko powiązanym z Al Kaidą dżihadystom. Jest on zatem osobą dobrze znaną Francuzom, na której mogą oni polegać, iż będzie kontynuował sojuszniczą politykę ojca. Wszystko też wskazuje, że Francja zdecydowała się nie dopuścić do wkroczenia rebeliantów do stolicy Czadu. Wprawdzie sytuacja po śmierci Debyego była niepewna, a rebelianci dementowali informacje o wycofywaniu się twierdząc, iż dokonują taktycznego przegrupowania, niemniej w piątek 23 kwietnia pojawiły się informacje o nalotach francuskich. Ponadto fakt, że na pogrzeb Debyego przybył prezydent Francji Emanuel Macron świadczy o tym, że sytuacja w stolicy Czadu jest stabilna, a Macron udziela poparcia nowym władzom. Warto przy tym dodać, że przejęcie władzy przez Tymczasową Radę Wojskową z Mahamatem Deby na czele było oczywiście niekonstytucyjne i stanowiło de facto zamach stanu, zwłaszcza, że towarzyszyło temu rozwiązanie zarówno parlamentu jak i rządu. Nie wywołało to jednak żadnych protestów międzynarodowych, zwłaszcza w samej Afryce oraz ze strony kluczowych sojuszników Debyego to jest Francji czy USA. Tymczasowa Rada Wojskowa ogłosiła przy tym, że rządzić będzie przez 18 miesięcy po czym nastąpią „wolne wybory”. W takim kraju jak Czad może to być bardzo ryzykowny eksperyment ale niekoniecznie musi do niego dojść. Być może deklaracja ta była też warunkiem ze strony Francji i USA dla wsparcia junty młodego Deby.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 21
Reklama
tagore
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 14:20

Jeśli Paryż utraci kontrolę nad kopalniami uranu, Rosja będzie mogła na nią wywierać silną presję.

kotlet kolonialny
niedziela, 25 kwietnia 2021, 13:14

Epidemia covid-19 inspiruje władze wielu krajów do wykorzystywania aplikacji na smartfony, by śledzić osoby zarażone i ich kontakty lub by ostrzegać zdrowych przed zarażonymi, gdyby się do nich zbliżali. Jedynymi dobrze sprawdzonymi i skutecznymi aplikacjami tego typu są produkcje izraelskie, gdyż Izraelczycy dysponują zniewolonym narodem – palestyńskim, który nieustannie śledzą na różne sposoby. Jest on idealnym, zbiorowym królikiem doświadczalnym, co zapewnia izraelskiej marce NSO zainteresowanie wielu dyktatorskich rządów i tajnych służb, w tym komercyjnych. Problem: zainteresowanie produktami NSO wyraża Unia Europejska.

Wawiak
niedziela, 25 kwietnia 2021, 23:18

Rosja nie wyraża zainteresowania, tylko prawdopodobnie się w takie oprogramowanie w rzeczonej firmie zaopatrzyła...

Gulden
niedziela, 25 kwietnia 2021, 12:28

Cóż,obecna syttuacja w tym regionie,czyli w róznych Czadach,RŚA i tak dalej,to nic innego jak celowa,cyniczna kontynuacja polityki ówczesnych potęg kolonialnych na tych terenach.Czyli Francuzów,anglików,portugalczyków,czy niemców.Po prostu,celowo i z premedytacją stworzono te kraje i podzielono w taki sposób,że bez ingerencji,"pomocy",supportu kolonizatorów,lokalsi jak się nie pozabijają,to co najmniej będą patrzeć na siebie krzywo,i w każdej chwili rzucą się sobie do gardła.I to powinno być ich główne zajęcie.Zajmować się sobą,a kolonizatorom pozwalać na drenaż gospodarczy,surowcowy, danego kraju.

dynamit
niedziela, 25 kwietnia 2021, 01:21

Czytając takie artykuły żałuję że nie zdecydowałem się na stosunki międzynarodowe...jak zwykle ciekawa analiza sytuacji

WDR
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 01:24

Zawsze możesz kogoś poznać z zagranicy

Kolo
sobota, 24 kwietnia 2021, 23:25

Ktoś pamięta jeszcze rządy PO i działania ówczesnego ministra Sikorskiego, który chciał do środkowej Afryki wysyłać polskich żołnierzy , aby pomagali Francuzom

Bogusław Łysy
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 10:09

A jakże... pamiętamy.

Jato
niedziela, 25 kwietnia 2021, 14:06

A czy ktoś jeszcze pamięta o tym, iż w roku 2018 pisowski minister Macierewicz uzgadniał z prezydentem Dudą warunki wysłania polskich żołnierzy do Mali, właśnie po to by pomagać Francuzom ?!

kmdr
sobota, 24 kwietnia 2021, 22:33

Jaki jest sens zajmowania się tym? Jaki to Nasz problem ? Niech Francuzi wezmą znowu w ajencje.

ZYX
wtorek, 27 kwietnia 2021, 11:49

Wiekszy niż Ci się wydaje :) to bardzo istotne kwestie oddziaływujące na wiele czynników - od rosnącej siły Rosji (co jest oczywiście dla nas niekorzystne) po kwestie migracyjne, globalny terroryzm itp. Trzeba mieć jednak o tym trochę pojęcia zeby umieć powiązać ze sobą pewne kwestie. Pozdrawiam

Milutki
sobota, 24 kwietnia 2021, 22:18

Turcja nie wspiera dzihadystów w Libii , Turcja wspiera legalny j uznany przez cały świat rząd który broni Libijczyków przed uzurpatorem. Dżihadysci walczą w oddziałach Haftara , awangarda jego oddziałów to brygada o nazwie Tarika Bin Zijada to wahabici oplacani z Arabii Saudyjskiej, głoszą oni że demokracja to herezja a jedyne dopuszczalne rzady to dyktatorskue co dla Halify Chaftara odpowiada. Linia z około 6 mln mieszkańców i Czad z około 12 mln mieszkańców nie mogą stanowić zagrożenia dla ponad 100 mlnowego Egiptu. Powodzenie w tych krajach stanowi natomiast zagrożenie dla władzy Sisiego i dlatego Sisi czuje się zagrożony

aut
niedziela, 25 kwietnia 2021, 13:20

Legalny rząd został obalony przy udziale USA i Zachodu, a libijski lider zamordowany.

Jato
niedziela, 25 kwietnia 2021, 21:41

Ja bym był bardzo ostrożny z używaniem słowa "legalny" w odniesieniu do zdecydowanej większości afrykańskich przywódców. Bo idąc tym tropem, legalną można również nazwać władzę Stalina w Sowieckiej Rosji. A rządy Kadafiego nie miały nic wspólnego z legalnością.

mc.
sobota, 24 kwietnia 2021, 16:35

Biorąc pod uwagę pierwsze zdjęcie ("Kałach" bez magazynka), Francuzi muszą wysłać dużo żołnierzy by ich "BRONIĆ"...

Wojtek
sobota, 24 kwietnia 2021, 15:30

"Obalenie Muamara Kadafiego nie tylko doprowadziło do trwającej do dziś anarchizacji Libii ale również zdestabilizowało region Sahelu." - a za to należy podziękować również m.in. Francji, która pod płaszczykiem niesienia demokracji przejęła pola naftowe Libii. Tak właśnie wygląda ten cywilizowany Zachód jak chodzi o kasę i ropę, ale to przecież Rosja jest tylko agresywna i ekspansywna :D

mc.
niedziela, 25 kwietnia 2021, 14:07

W każdej wojnie liczą się tylko pieniądze. Pieniądze są do "zyskania" lub "stracenia'. Po obaleniu Kadafiego Francja miała tylko "zyskać" (oczywiście nikt nie przewidział strat z tytułu masowego napływu emigrantów socjalnych). Ale sam "ruch rewolucyjny" był wewnętrzną sprawą Libii, gdyby tego nie było, zabicie Kadafiego byłoby niemożliwe.

Eee tam
sobota, 24 kwietnia 2021, 14:47

Przeczytałem tylko gdzieś do połowy sorry...

andys
sobota, 24 kwietnia 2021, 22:14

To typowe dla Europejczyka i białego czlowieka. Podobnie robia Amerykanie, zachodni Europejczycy także, czytajac o Rosji i jakiejs tam Ukrainie, o problemach w sadownictwie Polski, a jeszcze szybciej kończa czytać , gdy mówi sie o Miedzymorzy, jakichś Trójkatach itd.

mc.
niedziela, 25 kwietnia 2021, 14:14

I właśnie dlatego tak zwani "specjaliści" oceniają nas na podstawie filmów. "Wszyscy" (głównie pseudo historycy żydowscy lub żydowskiego pochodzenia) twierdzą że jesteśmy antysemitami, tylko nie widzą faktów - że najbardziej niebezpiecznym krajem dla Żydów w Europie jest Francja i Niemcy. Nie widzą tego że do nas przyjeżdżają pielgrzymki z Izraela i nigdy im się nic nie wydarzyło. Że to w Polsce pielęgnuje się pamięć Żydów, że my obchodzimy ich rocznice. chciałbym zobaczyć jak w Izraelu obchodzi się pamięć Powstania w Gettcie Warszawskim - bo do końca lat 60-tych Izrael-Żydzi w ogóle nie chcieli o tym pamiętać. Przypomnieli sobie kiedy Kanclerz Niemiec klęknął przed pomnikiem powstania i mogli z tego "wyciągnąć pieniądze".

JaPrzeczytałemCałość
niedziela, 25 kwietnia 2021, 13:34

W punkt! Niestety. Taka prawda zbyt wiele długich i skomplikowanych zdań wielokrotnie złożonych... Świetna analiza :)

Tweets Defence24