Siły zbrojne

Fregaty Adelaide – rozwiązanie pomostowe, a nie odrzucenie możliwości rozwojowych sektora stoczniowego

Fot. Wikimedia Commons, CC BY 3.0

Programy modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP dotyczące zwalczania zagrożeń na morzu notują największe opóźnienia, mimo że potrzeby Marynarki Wojennej RP nie zmieniają się, a wykorzystywane jednostki coraz szybciej się starzeją i zostaną w wielu wypadkach niebawem wycofane z linii. Równocześnie militarne działania Federacji Rosyjskiej w Gruzji, na Ukrainie i w Syrii wskazują na kurs obrany i podtrzymywany przez elity kremlowskie. W tej sytuacji konieczne jest podtrzymanie potencjału MW RP w czym pomocne mogą okazać się gruntownie zmodernizowane fregaty rakietowe  klasy Adelaide – pisze na blogu Defence24.pl Filip Seredyński. 

Strategiczny Przegląd Obronny realizowany właśnie w resorcie obrony ma przynieść odpowiedzi na pytania dotyczące modernizacji Marynarki Wojennej RP przy uwzględnieniu roli krajowego przemysłu zbrojeniowego. Jego uzupełnieniem z pewnością będzie Strategiczna Koncepcja Bezpieczeństwa Morskiego RP opracowana przez specjalny zespół pracujący pod auspicjami Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wypracowywane rozwiązania są pilnie potrzebne. Sojusznicy w NATO chętnie korzystają z polskiej pomocy, która przy braku nowych okrętów będzie coraz mniejsza. Sytuacja polskiej floty stale się pogarsza, a na horyzoncie nie widać wielu nowych jednostek.

Dla przykładu budowa okrętów obrony wybrzeża „Miecznik” jest opóźniona o 4 lata. Zgodnie z aktualnymi przewidywaniami zakończenie budowy trzech jednostek tego typu jest planowane na lata 2022-2024. Program budowy okrętów patrolowych z funkcją zwalczania min „Czapla” również jest opóźniony o 4 lata. Jego finał planuje się obecnie na lata 2024-2026. W takiej konfiguracji, biorąc pod uwagę zwyczajowe kolejne opóźnienia, wejście do służby wszystkich nowych jednostek ziści się zapewne za blisko dekadę. Marynarze definitywnie potrzebują koła ratunkowego w postaci jednostek bojowych o dużych zdolnościach do rażenia i odpowiedniej dzielności morskiej, by w ramach pełnionej służby mieć się na czym szkolić się i w sytuacji zagrożenia skutecznie bronić polskich interesów lub wspierać sojuszników z NATO.

Skoro rodzime stocznie będą wykorzystywały swoje moce produkcyjne do budowy nowych okrętów klasy „Miecznik” i „Czapla”, które powstaną dopiero za kilka lat, trzeba rozważyć sięgnięcie po rozwiązanie pomostowe. Od niedawna toczy się publiczna dyskusja nad możliwością pozyskania przez Polskę od Królewskiej Australijskiej Marynarki Wojennej (Royal Australian Navy) używanych, ale gruntownie zmodernizowanych fregat klasy Adelaide. Warto przyjrzeć się tej koncepcji, bo jest interesująca.

Po pierwsze, trzeba mieć świadomość, że na podjęcie decyzji nie ma wiele czasu. Australijczycy już w listopadzie 2015 r. wycofali pierwszą zmodernizowaną fregatę HMAS „Sydney”. W służbie pozostają jeszcze trzy okręty tej klasy, które niebawem czeka taki sam los. W związku z tym zwłoka w ewentualnym przyjęciu całej koncepcji jest niewskazana.

Po drugie, fregaty klasy Adelaide są konstrukcyjnie zbliżone do obecnie wykorzystywanych przez polskich marynarzy fregat klasy Oliver Hazard Perry – ORP „Gen. K. Pułaski” i ORP „Gen. T. Kościuszko”. Zakup tych jednostek byłby zatem korzystny z punktu widzenia szkolenia marynarzy, którzy na pewno prędzej zdobędą odpowiednie umiejętności obsługowe szkoląc się na pokrewnym typie jednostki, tyle że nowocześniejszym, niż na zupełnie odmiennym. Takie rozwiązanie będzie zapewne tańsze, bo część systemów zamontowanych na naszych fregatach jest tożsama i nie wymaga zdobywania dodatkowych uprawnień.

Po trzecie, zakup okrętów od Australii może przynieść korzyści dla polskiego budżetu i dla polskich stoczni. Koszt pozyskania Adelaide będzie stosunkowo niski wliczając w to zakup uzbrojenia oraz niezbędne remonty i prace przystosowawcze. Krajowe spółki mogą serwisować i na bieżąco utrzymywać fregaty posiłkując się partnerami amerykańskimi i australijskimi. Dzięki temu, obok budowy nowych okrętów dla Marynarki Wojennej RP, ich portfolio poszerzy się o dodatkowe zadania zlecane przez resort obrony, których w przeciwnym razie nie będzie.  

Po czwarte, australijskie fregaty są dobrze uzbrojone. Przykładowo na ich pokładach znajdują się nowoczesne rakiety przeciwlotnicze SM-2MR. Obecnie należą one do najbardziej zaawansowanych pocisków dostępnych dla flot wojennych NATO w Europie. Rakiety SM-2 tworzą system obrony powietrznej i przeciwlotniczej, zdolny do zapewnienia ochrony samej fregacie oraz jednostkom jej towarzyszącym. Australijskie okręty są również wyposażone w rakiety przeciwokrętowe Harpoon oraz wyrzutnię pionowego startu rakiet przeciwlotniczych RIM-162 Evolved Sea Sparrow tworzącą system samoobrony przed rakietami przeciwokrętowymi i zwalczania celów powietrznych. Polska flota obecnie nie ma w arsenale tak zaawansowanego uzbrojenia, więc przyjęcie do służby tak wyposażonych jednostek stanowiłoby istotne wzmocnienie potencjału operacyjnego Marynarki Wojennej.

Po piąte, dzięki nowym okrętom polscy marynarze mogliby aktywniej wspierać NATO na różnych akwenach. Tym samym Polska mogłaby prowadzić skuteczniejszą politykę zagraniczną. Sojusz dysponuje dwoma tzw. Stałymi Zespołami Okrętów NATO (Standing NATO Maritime Group), które tworzą trzon sił szybkiego reagowania NATO – kluczowych w przypadku ewentualnego kryzysu lub konfliktu w rejonie Bałtyku. Do zadań specjalnych tych zespołów należy też walka z międzynarodowym terroryzmem oraz zapobieganie przemytowi ludzi, broni i nielegalnych substancji. Operują one głównie na Morzu Śródziemnym, Morzu Czarnym, Morzu Północnym i na Bałtyku. Dzięki wspieraniu sojuszników na morzu Polska może w większym stopniu liczyć na ich pomoc przy realizacji swojej polityki i obronie międzynarodowych interesów.

Decyzja w sprawie pozyskania nowych fregat jeszcze nie zapadła. W tym czasie, obserwując wycofywanie kolejnych wiekowych jednostek, marynarze wciąż czekają na nowy sprzęt. Warto pamiętać, że pozytywne rozstrzygnięcie dylematu pozyskania okrętów od Australii pozwala uzupełnić lukę sprzętową do czasu powstania nowych okrętów w krajowych stoczniach. Koszty z pewnością będą akceptowalne, bo cena nowych fregat czy korwet byłaby wielokrotnie wyższa. Polskie firmy zarobią, bo pomogą w serwisowaniu i remontach. W takiej sytuacji należy gruntowanie przyjrzeć się propozycji pozyskania fregat od Australii, gdyż na takim ruchu nikt nie traci.

Filip Seredyński

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.