- WIADOMOŚCI
Rosja atakuje przy granicy z Polską. Ekspert: celem był też Zachód
W nocy Rosja przeprowadziła kolejny zmasowany atak rakietowo-dronowy na Ukrainę, który obok Kijowa objął zachodnią część kraju, gdzie użyto ciężkiego pocisku balistycznego. Defence24.pl rozmawia z Marcinem Jędrysiakiem z Ośrodka Studiów Wschodnich o okolicznościach i skutkach ataku.
Autor. DSNS.GOV.UA (@SESU_UA)/X
Według dostępnych informacji w jednym z uderzeń miał zostać użyty pocisk balistyczny typu Oresznik, który spadł na terytorium obwodu lwowskiego. Atak ten wyróżniał się na tle innych nie tylko zastosowanym środkiem bojowym, ale również kierunkiem uderzenia, oddalonym od linii frontu i położonym relatywnie blisko granic państw NATO.
Choć skutki fizyczne ataku były ograniczone do jednego rejonu, jego znaczenie miało przede wszystkim charakter polityczno-psychologiczny. Jak wskazuje Marcin Jędrysiak, starszy specjalista w Zespole Białorusi, Ukrainy i Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich, Rosja chciała w ten sposób wysłać czytelny sygnał zarówno do Kijowa, jak i do zachodnich stolic. – ”Celem była demonstracja względem Zachodu, ale też Ukrainy, że Rosja jest w stanie uderzyć swoimi rakietami daleko na zachód, czyli też potencjalnie w państwa NATO” – mówi Jędrysiak w rozmowie z Defence24.pl.
Warto przy tym zaznaczyć, że sam rodzaj użytej rakiety pozostaje przedmiotem dyskusji. Część ukraińskich ekspertów kwestionuje, czy rzeczywiście był to Oresznik, co dodatkowo wzmacnia element niepewności i wojny informacyjnej towarzyszącej rosyjskim działaniom. Niezależnie jednak od typu pocisku, sam fakt uderzenia w zachodniej Ukrainie miał jasno komunikować rosyjskie zdolności rażenia na dużą odległość.
Zdaniem analityka OSW, atak ten należy również rozpatrywać w kontekście ostatnich deklaracji politycznych Zachodu, w tym rozmów o możliwym wysłaniu zagranicznych kontyngentów wojskowych na Ukrainę. – Można to wiązać z niedawnymi deklaracjami Koalicji Chętnych i negocjacjami pokojowymi. Może chcą przestraszyć kraje deklarujące możliwość wysłania własnych wojsk, że jak wyślą żołnierzy, to Rosjanie są w stanie ich trafić na całym terytorium Ukrainy” – ocenia Jędrysiak.
Równolegle atak ten stał się elementem narracji wykorzystywanej przez stronę ukraińską. – Ukraińcy zresztą trochę to wykorzystują, bo straszą, że Europa nie ma własnych środków, by takie rakiety zestrzeliwać” – zauważa rozmówca Defence24.pl. Wpisuje się to w szersze zabiegi Kijowa mające na celu zwiększenie presji na partnerów w zakresie dostaw systemów obrony powietrznej i przeciwrakietowej.
Jeżeli jednak rzeczywistym celem uderzenia była infrastruktura energetyczna lub gazowa, atak nie odbiega od dotychczasowej rosyjskiej strategii prowadzenia wojny. „–Jeśli Rosjanie faktycznie celowali w ukraińską infrastrukturę gazową lub energetyczną, to wpisuje się to w ich dotychczasową strategię obniżania morale poprzez wywoływanie blackoutów i przerw w dostawach – podkreśla Jędrysiak”. Ma to szczególne znaczenie w okresie silnych mrozów, gdy temperatury na Ukrainie mogą spadać nawet do –30 stopni Celsjusza, a stabilność dostaw energii ma bezpośredni wpływ na funkcjonowanie państwa i nastroje społeczne.
Z militarnego punktu widzenia znaczenie samego uderzenia pozostaje jednak ograniczone. – W skali kraju uderzenie tej konkretnej rakiety ma znaczenie marginalne, bo dotknęło chyba tylko jednego rejonu na Lwowszczyźnie” – podsumowuje ekspert OSW.
Ostatecznie atak z użyciem Oresznika – lub pocisku o zbliżonych parametrach – należy traktować przede wszystkim jako narzędzie presji strategicznej i sygnał odstraszający, a nie jako próbę zasadniczej zmiany sytuacji operacyjnej na froncie.
Oresznik to pocisk balistyczny pośredniego zasięgu (klasy IRBM), a więc mogący zwalczać cele na maksymalnej odległości od 3000 do 5500 km od miejsca odpalenia, może jednak zwalczać również cele na mniejszych dystansach (nawet rzędu 1000 km lub mniej) po dostosowaniu trajektorii lotu. Przenosi sześć ładunków wielogłowicowych klasy MIRV. W obecnej wersji każdy z nich ma sześć konwencjonalnych ładunków, prawdopodobnie kinetycznych. Jest zdolny do przenoszenia broni jądrowej. Prawdopodobnie oparty jest na konstrukcji rosyjskiego pocisku RS-26 Rubież. Z punktu widzenia funkcji jest dalekim następcą rakiet RSD-10 Pionier (SS-20 Saber w kodzie NATO). Te rakiety były zwane „eurostrategicznymi” i służyły dawnemu ZSRR do projekcji siły na zachodnią Europę. Zostały wyeliminowane przez traktat INF podpisany w 1987 roku, zakazujący wykorzystania rakiet bazowania lądowego o zasięgu od 500 do 5500 km. Jednak umowa ta od 2019 roku nie obowiązuje, po jej złamaniu przez Rosję (poprzez wprowadzenie pocisku manewrującego 9M729), a następnie wypowiedzeniu przez USA . Za kontrowersyjny z punktu widzenia INF uznawano też RS-26 Rubież, bo miał możliwość rażenia celów na mniejszych niż 5500 km, i miał cechy charakterystyczne dla pocisku o pośrednim lub międzykontynentalnym zasięgu. I to ten pocisk najprawdopodobniej stał się bazą dla Oresznika. Po raz pierwszy użyto go bojowo w listopadzie 2024 roku, oficjalnie jako odwet za uderzenie amerykańskimi rakietami ATACMS na teren Rosji.

PROGNOZA 2026 | Jakie drony na Ukrainie? | Flota cieni na Bałtyku | Defence24Week #142