- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Korowaj: Kreml przygotowuje na jesień operację presji wobec Europy
Autor. kremlin.ru
Jesień 2026 roku nie jest kolejnym kwartałem tej wojny. Jest oknem, w którym Kreml próbuje związać wojnę na Ukrainie, wybory do Dumy, amerykańską politykę wewnętrzną, europejskie zmęczenie zagrożeniem i presję nuklearną w jeden mechanizm nacisku.
Moja ocena analityczna wskazuje, że między wrześniem a listopadem Moskwa może uruchomić operację kaskadową – serię uderzeń podprogowych, które mają spiętrzyć eskalację i utrudnić zbiorową decyzję sojuszników. Każda domena ma pracować na tę samą tezę polityczną, że Zachód powinien zaakceptować rosyjską przewagę negocjacyjną.
Ta sama jesień niesie drugi, mniej oczywisty wątek – ryzyko sytuacji określanej tu jako kryzys kubański 2.0. Czyli moment, w którym kolejny krok eskalacyjny oznacza katastrofę trudną do kontrolowania. Kryzys kubański z 15–28 października 1962 roku nie zakończył się kapitulacją, lecz układem, w którym obie strony mogły przedstawić wynik jako sukces. ZSRR wycofał rakiety z Kuby, a USA dały gwarancje nieagresji i poufnie wycofały rakiety Jupiter z Turcji. Dziś rosyjskim celem jest przekonanie Zachodu, że ustępstwo kosztuje mniej niż napięcie.
Oceniam, że Kreml od jesieni będzie chciał odwrócić tę perspektywę. „Drabiną wyjścia” nie byłoby wtedy zachodnie ustępstwo, lecz zmiana twarzy na szczycie, pozwalająca Rosji skorygować kurs bez formalnego przyznania, że obecny lider się pomylił. Zastrzegam wyraźnie, że zachodnie ustępstwo taką drabinę częściowo by zdemontowało, bo dałoby Putinowi sukces uzasadniający dalsze trwanie jego w tym systemie. Dlatego pokusa rozwiązania eskalacyjnego i negocjacje oparte na ustępstwie (Zachodu lub Rosji) są tak atrakcyjne dla wielu rosyjskich środowisk politycznych i biznesowych.
Nie jest to prognoza upadku Kremla. To ocena, że system władzy wokół Putina może zacząć liczyć koszty inaczej niż w 2022 roku. Kalendarz sprzyja Moskwie. W listopadzie 2026 roku odbędą się amerykańskie wybory środka kadencji, we wrześniu Rosja przeprowadzi wybory do Dumy, a New START wygasł 5 lutego 2026 roku. Kluczowe pytanie nie brzmi, czy Rosja ma siły na wielką ofensywę, lecz czy ma zasoby, agenturę, drony, paliwo i narzędzia presji psychologicznej, by wytworzyć wrażenie nieuchronności. W rachunku Kremla wrażenie funkcjonuje jak zasób operacyjny.
Prawdopodobieństwo, że Kreml podtrzyma wielodomenowy nacisk przez cały sezon jesienny, oceniam jako bardzo wysokie (powyżej 75%). Prawdopodobieństwo, że przełoży się on na jedno spektakularne wydarzenie zamiast rozproszonej kaskady, pozostaje niskie (poniżej 25%).
Wyczerpywanie modelu kontraktowego
Model kontraktowy, na którym Kreml przez cztery lata opierał zasilanie frontu, wchodzi w fazę wyczerpania. Rosja płaciła za żołnierza jak za usługę, unikając jawnej mobilizacji na dużą skalę. Ten mechanizm słabnie – znika perspektywa końca wojny, rosną straty, a płace cywilne konkurują z premią wojskową.
Awersja Kremla do pełnej mobilizacji ma źródło historyczne. Wojna w Afganistanie pochłonęła, według najczęściej przywoływanych danych, około piętnastu tysięcy zabitych żołnierzy sowieckich i wielokrotnie więcej rannych oraz chorych. Tego precedensu nie usuwa komunikat propagandowy.
Zaworem bezpieczeństwa stał się kontrakt kierowany do mieszkańców prowincji, Azji rosyjskiej i republik narodowych. Mechanizm polega na eksporcie ryzyka śmierci tam, gdzie import gotówki ma największą siłę politycznego przekonywania. Formacje Sztorm-Z i Sztorm-V osiągały w szczycie od osiemdziesięciu do dziewięćdziesięciu tysięcy ludzi, a obecnie spadły poniżej trzydziestu tysięcy.
Substytutem pełnej mobilizacji pozostają rozwiązania proceduralne. BARS, program aktywnej rezerwy, umożliwił przejście od operacji planowanej na tygodnie do wojny wieloletniej. Dekret mobilizacyjny z września 2022 roku wciąż obowiązuje – jest zawieszony, nie uchylony. Potencjał szkoleniowy sięga około dziewięćdziesięciu tysięcy żołnierzy miesięcznie, a podstawowe szkolenie skrócono do czterdziestu pięciu dni.
Prawdopodobieństwo pełnej, jawnej mobilizacji jesienią 2026 roku oceniam jako niskie (25–30%). Prawdopodobieństwo dalszej mobilizacji ukrytej, rozszerzenia poboru i zachęt finansowych jest bardzo wysokie (powyżej 75%). Wskaźnikiem do obserwacji pozostaje relacja strat do rekrutacji – według ISW około 27 tysięcy rekrutów miesięcznie wobec około 35 tysięcy strat.
Front donbaski - tempo, adaptacja, ograniczenia
Na Ukrainie Rosja będzie jesienią grała przede wszystkim o czas i obraz operacyjny, w mniejszym stopniu o realne tempo natarcia. Według ISW rosyjskie postępy w czerwcu 2026 roku spadły do około 1,01 kilometra kwadratowego dziennie. Kreml wyznaczył dowództwu politycznie nierealny termin zajęcia całego obwodu donieckiego do 31 grudnia 2026 roku. Gierasimow nie musi zdobyć Donbasu operacyjnie. Musi wytworzyć wrażenie, że sytuacja dojrzewa do rosyjskiego przełomu – po to, by uderzyć w innym miejscu i wejść na drabinę eskalacyjną z Zachodem.
Głównym punktem odniesienia pozostaje pas Kostiantyniwka–Drużkiwka–Słowiańsk–Kramatorsk, donbaski kręgosłup obronny. W praktyce oznacza to rozszarpywanie obrony małymi grupami piechoty, dronami i bombami szybującymi, nie klasyczny manewr pancerny. Kompanie bywają, według ISW, niszczone w ciągu siedmiu do dziesięciu dni, odtwarzane i ponownie kierowane na front. Rosjanie przechodzą do infiltracji małymi grupami, motocyklami, uderzeń dronami FPV i dronami światłowodowymi.
Nie należy lekceważyć tej formy wojny. Armia rosyjska wykazuje wysoką adaptacyjność techniczną i niskie standardy ochrony życia własnych żołnierzy. Zasięg dronów światłowodowych wzrósł do około 50 kilometrów, a Jelabuga - centrum produkcji dronów typu Geran – osiągnęła według CSIS masową skalę produkcyjną.
Największym ograniczeniem Rosji pozostają paliwo, personel i zdolność rotacji jednostek. Ukraińskie uderzenia w rafinerie obniżają moce przerobowe i pogłębiają problemy z benzyną. Prawdopodobieństwo kontynuacji ofensywy i uderzeń na energetykę Ukrainy oceniam jako wysokie (50–75%). Prawdopodobieństwo realnego przełamania operacyjnego pozostaje niskie (20–25%).
Flanka wschodnia – operacja podprogowa i schody eskalacyjne
Dla Polski kluczowe jest to, że jesienią 2026 roku Kreml nie musi przemieszczać wojsk pancernych, aby prowadzić wobec regionu operacje ofensywne. Wojna podprogowa nie jest dodatkiem do wojny konwencjonalnej i eskalacji nuklearnej – jest ich integralną warstwą operacyjną.
NATO opisuje Rosję jako najpoważniejsze i bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego, a Rada UE wskazuje na zakłócanie GNSS, cyberataki i sabotaż infrastruktury podmorskiej, lotniczej oraz lądowej. Polska stanie się celem nie dlatego, że Moskwa dąży do zajęcia Warszawy, lecz dlatego, że kraj funkcjonuje jako węzeł logistyczny w zachodnim systemie bezpieczeństwa.
Schemat jest powtarzalny – incydent, zaprzeczenie, oskarżenie strony ukraińskiej, a następnie propozycja rozmów o deeskalacji, w której strona atakująca występuje jako strona łagodząca napięcie.
Białoruś funkcjonuje w tym układzie jako platforma operacyjna Rosji. Łukaszenka utrzymuje retorykę pokojową, ale rosyjska infrastruktura wojskowa działa niezależnie od niej. Estoński wywiad ocenia z kolei, że Rosja nie zamierza w 2026 roku atakować Estonii ani innego państwa NATO, choć reforma wojskowa zwiększa ryzyko w kolejnych latach. Prawdopodobieństwo bezpośredniego konwencjonalnego ataku na terytorium NATO jesienią 2026 roku pozostaje niskie i mieści się w przedziale 8–12%.
Praktyczna zasada analityczna wymaga czytania incydentów łącznie, nie osobno. Dron przy granicy, pożar magazynu, fałszywy alarm bombowy i nagły wzrost aktywności kont propagujących narrację o wciąganiu Polski do wojny stanowią elementy jednego wzoru synchronizacji, jeśli występują równocześnie. Korelacja kilku niezależnych sygnałów - nie pojedyncza obserwacja – jest podstawą do podniesienia poziomu gotowości.
Reorganizacja aparatu siłowego i sukcesja na Kremlu
Równolegle z eksploatacją frontu Kreml przebudowuje architekturę aparatu przymusu. Etat Federalnej Służby Ochrony (FSO) zwiększono, a formacja otrzymała szersze kompetencje operacyjne wewnątrz kraju. Na początku 2026 roku Rosgwardia uzyskała własny sztab generalny, co zwiększa jej autonomię planistyczną i integrację z systemem obronnym państwa – choć nie oznacza to powstania „trzeciego sztabu generalnego” równorzędnego z Siłami Zbrojnymi Federacji Rosyjskiej. Decyzję tę należy odczytywać jako wzmocnienie frontu wewnętrznego przed możliwym kryzysem jesiennym.
W tym kontekście istotne staje się nazwisko Aleksieja Diumina - asystenta prezydenta Federacji Rosyjskiej i sekretarza Rady Państwa, byłego oficera FSO, byłego zastępcy szefa Głównego Zarządu Sztabu Generalnego i byłego wiceministra obrony. To kariera rzadka w rosyjskim systemie władzy, łącząca armię, służby i administrację prezydencką. Diumin dowodził Siłami Operacji Specjalnych (SSO), a po operacji krymskiej otrzymał tytuł Bohatera Federacji Rosyjskiej.
Zastrzegam wyraźnie, że teza o Diuminie jako kandydacie systemowym do sukcesji jest hipotezą, nie faktem. Prawdopodobieństwo, że stanie się formalnym kandydatem w ciągu najbliższych 12–18 miesięcy, oceniam jako umiarkowane (25–50%), z zastrzeżeniem, że materiał źródłowy jest trudny do pełnej weryfikacji. Kluczowe pozostaje inne zdanie. Zmiana twarzy na Kremlu nie musi oznaczać zmiany strategicznego kursu Rosji.
Wymiar nuklearny – osłona, nie zapowiedź
Rosyjska retoryka nuklearna jesienią 2026 roku pełni funkcję osłonową, nie jest zapowiedzią użycia broni jądrowej. Ma przykrywać uderzenia konwencjonalne na Ukrainie, spowalniać decyzje Zachodu i zaszczepiać w społeczeństwach NATO pytanie o koszt dalszej pomocy.
Rewizja doktryny z listopada 2024 roku rozmyła próg użycia, między innymi przez nieostrą kategorię krytycznego zagrożenia suwerenności. Taktyczna broń nuklearna, której gotowość operacyjną Rosja co roku podnosi, pozostaje zarówno narzędziem kinetycznym, jak i symbolem politycznym. CSIS opisuj Oresznik jako mobilny system pośredniego zasięgu z technologią wielogłowicową MIRV, trudniejszy do przechwycenia, a Białoruś ogłosiła jego rozmieszczenie.
Koniec New START zmienia tło strategiczne – brak inspekcji i wymiany danych utrudnia ocenę rosyjskiego arsenału, a nieprzejrzystość staje się narzędziem nacisku stosowanym przez Moskwę. Oceniam, że sygnałem otwierającym może być niezapowiedziana próba nuklearna na poligonie Nowej Ziemi.
Prawdopodobieństwo faktycznego użycia broni jądrowej pozostaje bardzo niskie (poniżej 5%). Bardziej prawdopodobne są demonstracyjne ćwiczenia, relokacje systemów i odsłonięcie elementów infrastruktury białoruskiej, co oceniam na poziomie umiarkowanym do wysokiego (30–40%).
Celem takich działań nie jest efekt militarny, lecz informacyjny – wywołanie telefonu europejskiego ministra do Waszyngtonu z pytaniem o zasadność dalszej eskalacji.
Implikacje dla Polski
Wniosek dla Polski jest prosty i niewygodny. Jesienią 2026 roku nie należy oczekiwać jednego wyraźnego sygnału ostrzegawczego, ponieważ Rosja działa przez korelację małych sygnałów – drona, pożaru, zakłócenia GNSS, plotki o prowokacji. Sygnał o wysokiej wiarygodności powstaje dopiero wtedy, gdy elementy te układają się we wspólny wzór. Poziom rosyjskich zapasów paliwa, relacja strat do rekrutacji i produkcja dronów powiedzą więcej niż komunikaty personalne z Moskwy.
Polska musi też uwzględniać, że Kreml będzie celował w tkankę społeczną kraju. Narracja o wciąganiu Polski do wojny czy o nadmiernym koszcie pomocy dla Kijowa często nie jest spontanicznym głosem opinii publicznej, lecz sterowanym przekazem. ODNI opisuje rosyjskie metody wpływu przez pośredników i podszywanie się pod lokalne portale, a Microsoft wskazuje na rosnące znaczenie AI i deepfake’ów. Nie każda krytyka polityki państwa jest jednak sterowana z zewnątrz. Rosja będzie identyfikować istniejące pęknięcia społeczne i wzmacniać je przekazem medialnym.
Najgorszą reakcją Polski byłaby panika, drugą najgorszą – lekceważenie zagrożenia. Wymagana jest odporność instytucjonalna, cierpliwość kontrwywiadowcza, ochrona infrastruktury krytycznej, obrona przeciwdronowa, rezerwy paliwowe oraz polityczna zgoda minimum, że Rosja pozostaje zagrożeniem niezależnie od tego, kto rządzi w Moskwie i kto wygrywa krajowy spór partyjny.
Rosja przygotowuje na jesień 2026 roku nie jedną decydującą bitwę, lecz rozciągniętą w czasie kampanię presji – frontową na Ukrainie, mobilizacyjną, podprogową wobec Europy, siłową i nuklearną wobec NATO i USA.
Pytanie brzmi, jak długo jeden coraz bardziej izolowany ośrodek decyzyjny – prezydent Federacji Rosyjskiej – utrzyma tę konstrukcję, zanim system uzna, że potrzebuje innej twarzy na szczycie.


