Polskie wojska specjalne u progu III dekady XXI w. – wyzwania

14 października 2020, 07:46
Zrzut ekranu 2020-10-9 o 14.37.50
Fot. st. chor. szt. Waldemar Młynarczyk, st. chor. szt. mar. Arkadiusz Dwulatek / Combat Camera DO RSZ

Przełom dekad zawsze stanowi podstawę do snucia refleksji na temat teraźniejszości oraz tego, czego możemy spodziewać się podczas kolejnych dziesięciu lat. Niniejszy artykuł ma na celu przybliżenie Czytelnikowi jakim problemom będą prawdopodobnie musieli stawić czoła nasi „specjalsi” w perspektywie kolejnych dziesięciu lat - pisze ppłk (rez.) dr Marek Gryga, były szef szkolenia JW AGAT.

  1. Sytuacja polskich wojsk specjalnych w 2020r.

Wojska Specjalne Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej (WS) posiadają status Rodzaju Sił Zbrojnych (RSZ) przeznaczonego do prowadzenia operacji określanych jako „specjalne”[2]. Te ostatnie mogą być prowadzone przez komandosów samodzielnie, we współpracy ze służbami specjalnymi (bądź innymi podmiotami państwa) lub w ramach operacji połączonych[3] w ścisłym współdziałaniu z pozostałymi RSZ[4]. WS posiadają przy tym zdolność do prowadzenia działań na lądzie, w środowisku wodnym oraz powietrznym posiadając odpowiednio wyselekcjonowany oraz wyszkolony ku temu personel, sprzęt oraz własną doktrynę, taktykę i techniki działania.

We wrześniu 2020r. w czasie pokoju WS znajdują się w podporządkowaniu Dowódcy Generalnego RSZ co wynika z rozwiązań przyjętych w ramach Systemu Dowodzenia i Kierowania Siłami Zbrojnymi (SKiD). Strukturę organizacyjną WS przedstawia rysunek.

image

Na czele WS stoi Dowódca Komponentu Wojsk Specjalnych, który posiada pełnię uprawnień dowódczych zarówno nad Dowództwem Komponentu Wojsk Specjalnych (DKWS), komórkami łącznikowymi jak i poszczególnymi Jednostkami Wojsk Specjalnych (JWS). Wyjątkiem jest 7 Eskadra Działań Specjalnych (7eds) podporządkowanej mu operacyjnie, lecz wchodząca w skład Sił Powietrznych). Taka organizacja dowodzenia sprzyja wypracowaniu standardów i wymagań wspólnych dla wszystkich JWS, sprzyja wewnętrznej interoperacyjności (m.in. poprzez opracowanie procedur, organizację i prowadzenie ćwiczeń w ramach komponentu), wypracowaniu kierunków rozwoju tego RSZ oraz dowodzeniu działaniami bojowymi. DKWS bowiem jest organem dowodzenia zdolnym do planowania i kierowania zarówno narodowymi jak i sojuszniczymi operacjami specjalnymi. Na niższych poziomach dowodzenia za planowanie i kierowanie działaniami i operacjami specjalnymi odpowiadają także „specjalsi”. Wadą umiejscowienia WS w strukturze naszych sił zbrojnych w ramach SKiD jest niewątpliwie utrudniona bieżąca współpraca ze służbami specjalnymi oraz sprowadzenie DKWS do roli dowództwa poziomu taktycznego. Ww. wady stoją w jawnej sprzeczności zarówno z rozwiązaniami przyjętymi w ramach NATO, jak i zapisami zawartymi w narodowej doktrynie dotyczącej operacji specjalnych.

WS są (w ocenie autora) obecnie najnowocześniejszym RSZ w Wojsku Polskim. Dzięki znacznym inwestycjom poczynionym na przełomie I i II dekady XXIw. dysponują środkami dowodzenia i łączności niczym nie odbiegającymi od standardów przyjętych w siłach specjalnych innych państw NATO. Środki te zapewniają znaczny poziom bezpieczeństwa wymiany informacji dzięki stosowaniu kryptografii. Do zdobywania informacji wykorzystywane są zarówno przenośne urządzenia obserwacyjne (lornetki, lornetki wielofunkcyjne, celowniki optyczne, noktowizyjne, termowizyjne) jak i bezzałogowe statki powietrzne (BSP). BSP są przy tym wykorzystywane zarówno na szczeblu komponentu („Scan Eagle”, RQ-21A „BlackJack”) oraz pododdziałów (BSP „FlyEye”, „Black Hornet III”).

Do rażenia nasi komandosi wykorzystują całą gamę nowoczesnej indywidualnej broni strzeleckiej tak renomowanych producentów jak np. Heckler & Koch, Browning, Accuracy International, Glock czy Herstal wyposażonej w różnorodne celowniki, latarki taktyczne czy podświetlacze. Jako broń wsparcia wykorzystywane są karabiny maszynowe (m.in. 5,56mm oraz 7,62mm „Minimi”, 7,62mm M134D „Minigun” systemu Gatlinga czy 12,7mm M2 HB), różne granatniki (podwieszane pod karabinki HK AG416, automatyczne HK GMG, przeciwpancerne – jednorazowe (AT-4, RPG-75) jak i wielorazowego użytku „Carl Gustav” firmy Bofors), lekkie moździerze (czeskie „Antosy”) oraz przeciwpancerne pociski rakietowe „Spike-LR”. Uzupełniają je miny (w tym wykorzystywane w środowisku wodnym), materiały wybuchowe uzbrajane i detonowane za pomocą różnych zapalników, psy bojowe oraz podświetlacze umożliwiające naprowadzenie amunicji precyzyjnej (np. bomb lotniczych).

Do przemieszczenia na lądzie nasi „specjalsi” wykorzystują szereg typów pojazdów począwszy od motocykli dwu- i czterokołowych (np. Yamaha XT 660, Honda TRX400), przez samochody terenowe (m.in. Land Rover Defender 110, Mercedes Benz G270 CDI, HMMWV M1165A1), skrycie opancerzone, klasy MRAP (Oshkosh M-ATV) aż po samochody ciężarowe (np. Jelcze rodziny PD662).  Do przerzutu powietrznego wykorzystywane są zarówno śmigłowce (Mi-17 oraz S-70i „Black Hawk”) oraz różne systemy spadochronowe, w tym umożliwiające wykonywanie skoków techniką HALO lub HAHO. Z kolei do przemieszczania się w środowisku wodnym nasi komandosi wykorzystują kilka typów łodzi półsztywnych, łodzie pneumatyczne, holowniki podwodne oraz różne akwalungi ( w tym o obiegu zamkniętym).

image
Fot. st. chor. szt. Waldemar Młynarczyk, st. chor. szt. mar. Arkadiusz Dwulatek / Combat Camera DO RSZ

Nabór kandydatów jest prowadzony przez poszczególne JWS głównie spośród żołnierzy zawodowych z innych RSZ oraz funkcjonariuszy służb mundurowych w formie kwalifikacji (na stanowiska sztabowe lub zabezpieczające) oraz selekcji (na stanowiska bojowe). Podczas nich ocenia się zdolność kandydatów do służby w WS. Ich uzupełnieniem są ochotnicy ze środowiska cywilnego, których przydatność jest weryfikowana przez Centrum Szkolenia Wojsk Specjalnych (CSzWS).

Za szkolenie odpowiadają dowódcy poszczególnych szczebli (w myśl zasady: DOWODZISZ-SZKOLISZ-ODPOWIADASZ), którzy mają do dyspozycji CSzWS (na szczeblu WS), piony szkolenia (na szczeblu JWS) oraz instruktorów (na szczeblu pododdziałów). Do bieżącej działalności szkoleniowej wykorzystywana jest infrastruktura będąca zarówno w dyspozycji Wojsk Specjalnych (m.in. Ośrodek Szkolenia Poligonowego WS w Strzepczu, strzelnice zakryte i otwarte, place ćwiczeń, obiekty sportowe) jak i ta będąca w dyspozycji innych RSZ (np. ośrodki szkolenia poligonowego wojsk lądowych). Komandosi również wykorzystują do szkolenia obiekty komercyjne (krajowe jak i zagraniczne), przygodne (za zgodą ich właścicieli), a także szkolą się w na kursach w Szkole Operacji Specjalnych NATO[5], w Międzynarodowym Specjalnym Centrum Szkolenia[6] oraz ośrodkach szkolenia w państwach sojuszniczych lub zaprzyjaźnionych.

 

  1. Potencjalne wyzwania w kolejnej dekadzie.

Po zapoznaniu się z obecną sytuacją naszych komandosów wydawać się może, że jest ona wyśmienita co pozwala im śmiało patrzeć w przyszłość. Nic bardziej mylnego. Dynamiczne zmiany w otaczającej nas rzeczywistości nakazują bowiem przewidywać z wyprzedzeniem jakie problemy pojawią się w najbliższej przyszłości (o ile już się nie pojawiły) oraz szukać sposobów ich rozwiązania.

Pierwszym z takich wyzwań będzie niewątpliwie pozyskiwanie kandydatów
na komandosów oraz racjonalizacja zarządzania zasobami osobowymi
. Należy bowiem pamiętać, że to co stanowi o wartości każdych wojsk/sił specjalnych jest jakość służących w nich ludzi. Aby móc rozwijać zdolności WS do realizacji stawianych im zadań niezbędny jest bowiem dopływ nowych osób o wymaganych cechach psychofizycznych oraz wykształceniu, którzy będą w stanie zastąpić starszych służbą i wiekiem kolegów/koleżanki. Nabór takich ochotników już obecnie staje się problemem[7].

Z obserwacji i doświadczenia autora wynika, że maksymalnie 10-20% chętnych jest w stanie przebrnąć przez weryfikację podczas procesu kwalifikacji i selekcji. Spośród tych, którzy zakończą nią sukcesem będą i takie jednostki, które odpadną w trakcie szkolenia bazowego. Z kolei część spośród tych, którzy ukończą to ostatnie „wykruszy się” w trakcie dalszej służby na skutek wyczerpującej służby (często 8 miesięcy w roku poza domem) czy z przyczyn zdrowotnych (np. na skutek urazów w trakcie szkolenia). Jeszcze gęstsze jest sito selekcji stosowane wobec kandydatów na płetwonurków bojowych, skoczków techniką HALO/HAHO czy też wysuniętych nawigatorów naprowadzania lotnictwa (JTAC).

Sytuację pogarszają niekorzystne zmiany demograficzne w naszym społeczeństwie (m.in. niski poziom dzietności), zaniedbania w zakresie kultury fizycznej, konkurencja ekonomiczna rynku cywilnego (atrakcyjna zarobkowo praca za granicą) oraz zmiany światopoglądowe wśród części młodzieży (np. pacyfizm, kosmopolityzm czy hedonizm). Powodować to będzie potrzebę z jednej strony jeszcze większego otwarcia na środowisko cywilne (połączone z prowadzeniem akcji informacyjnych popularyzujących służbę komandosów), a z drugiej jeszcze lepszego zarządzania zasobami osobowymi. Wyszkoleni i doświadczeni żołnierze Wojsk Specjalnych, w których zainwestowano setki tysięcy złotych (i więcej) oraz wiele miesięcy pracy będą coraz cenniejsi, nawet po zakończeniu przez nich służby czynnej. Wymagać to będzie umiejętności ich racjonalnego zagospodarowywania (np. na stanowiskach pracowników cywilnych) oraz stworzenia osobnej „puli” rezerw osobowych spośród byłych komandosów. W tym ostatnim przypadku rezerwiści podlegać powinni okresowym szkoleniom podtrzymującym ich  umiejętności. Nabyte bowiem nawyki oraz coraz lepsza cywilna infrastruktura sportowa umożliwia długotrwałe podtrzymywanie względnie wysokiej sprawności fizycznej (wyższej niż u rówieśników), a to co najważniejsze – umysł, silna psychika i doświadczenie pozostaje (z reguły) do końca życia.

image
Fot. st. chor. szt. Waldemar Młynarczyk, st. chor. szt. mar. Arkadiusz Dwulatek / Combat Camera DO RSZ

Kolejnym problemem do rozwiązania będzie potrzeba konieczność posiadania coraz większej elastyczności mentalnej związanej z dostosowaniem się do realizacji zadań w coraz bardziej zróżnicowanym środowisku. Obecnie już bowiem istnieje potrzeba umiejętności działania w warunkach tradycyjnego konfliktu zbrojnego (w Europie  z przeciwnikiem dysponującym zaawansowanymi systemami uzbrojenia, posiadającym własną bogatą myśl wojskową popartą doświadczeniami z ostatnich konfliktów zbrojnych oraz wyszkolonym personelem), konfliktu  asymetrycznego (prowadzonego często w odległych rejonach świata przeciwko siłom nieregularnym bądź regularnym stosującym taktykę partyzancką) oraz agresji podprogowej[8] (zarówno na terenie własnego kraju jak i państw sojuszniczych).

 Każde z tych środowisk jest inne, ma zagrożenia występujące z innym nasileniem oraz wymaga dostosowania do nich taktyki i technik działania. O ile te ostatnie można w miarę szybko opracować, o tyle zmiana nawyków oraz sposobu myślenia wymaga często pewnego czasu. Problem ten jest często zauważalny u żołnierzy (nie tylko Wojsk Specjalnych) powracających z misji w odległych rejonach świata, gdy mają szkolić się do udziału w tradycyjnym konflikcie zbrojnym w Europie. To coraz bardziej zróżnicowane środowisko będzie także wyzwaniem pod kątem szkolenia, w tym realizacji zadań w różnych warunkach klimatycznych i terenowych. Przykładowo, rozważając odparcie agresji na tzw. „wschodniej flance” NATO należy zauważyć inne warunki terenowe i klimatyczne panujące w Estonii, Polsce czy Bułgarii.

Sprostanie dynamice rozwoju naukowo-technicznego, w tym dotyczącego szczególnie nowych środków walki, stanowić będzie bardzo poważne wyzwanie nie tylko dla naszych komandosów, ale i całych Sił Zbrojnych RP. Zmiany, które ze sobą niosą najnowsze osiągnięcia w dziedzinie m.in. elektroniki, robotyki, automatyki, informatyki czy też wytwarzania nowych materiałów mają coraz większy wpływ na współczesne pole walki. Nie chodzi przy tym tylko o wprowadzenie nowych środków walki, lecz także o zmiany jakie powodują one we wszystkich działach sztuki wojennej[9]. Doprowadziły już one także do zwiększenia liczby dotychczasowych wymiarów (domen) współczesnego pola walki[10] o cyberprzestrzeń oraz przestrzeń kosmiczną. Niosą one ze sobą ryzyka, ale także szanse. W odniesieniu do naszych „specjalsów” ryzyka wiążą się m.in. z rozwojem systemów dozorowania i monitorowania pola walki. Stanowi to poważny problem do skrytego prowadzenia działań bojowych przy użyciu dotychczasowego sprzętu oraz taktyki.

Coraz bardziej rozbudowane systemy ochrony wykorzystujące czujniki, zdalnie sterowane kamery elektrooptyczne, pojazdy bezzałogowe, podsystemy kontroli dostępu spięte w jedną sieć przekazującą dane do centrów kontroli w połączeniu z pododdziałami ochrony oraz przeciwdywersyjnymi znacznie utrudniają niezauważone podejście do obiektów będących celem oddziaływania pododdziałów specjalnych. Z kolei rozwój zintegrowanego systemu obrony powietrznej potencjalnego przeciwnika zmusza do zastanowienia się nad sposobami jej penetracji przy zachowaniu minimalizacji ryzyka wykrycia oraz związanych z tym poniesieniem strat. Coraz bardziej wyrafinowane systemy walki radioelektronicznej (WRE) mogą w znacznym stopniu utrudnić wymianę informacji przy wykorzystaniu dotychczasowych środków łączności oraz procedur, a także wpłynąć na dokładność przekazywanych danych (chociażby poprzez zakłócanie lub zniekształcanie sygnałów radiowych systemów nawigacji satelitarnej). Wreszcie postęp w dziedzinie przeprowadzania ataków informatycznych stanowić może bardzo poważne zagrożenie dla zaawansowanego technicznie sprzętu wojskowego, w tym środków wymiany informacji czy baz danych.

Skłania to do przemyślenia i wdrażania rozwiązań mających chronić przed tego typu atakami zarówno pod względem sprzętowym jak i proceduralnym. Wreszcie pojawienie się ww. nowych wymiarów (domen) prowadzenia działań bojowych z pewnością rozszerzą listę zadań i obiektów dla naszych komandosów. Postęp naukowo-techniczny stwarza jednak także szanse, które nasi komandosi będą mogli wykorzystać. Przykładowo - wdrożenie nowych rozwiązań w dziedzinie maskowania ludzi oraz sprzętu wojskowego, a także procedur warunkować będzie zachowanie skrytości prowadzenia działań. Koniecznym stanie się także nabycie nowych lub głęboka modernizacja posiadanych środków przerzutu (lądowych, powietrznych, morskich). Coraz bardziej wyrafinowane pojazdy bezzałogowe (w tym autonomiczne) umożliwią prowadzenie rozpoznania obiektów z większej odległości, a także ich zwalczanie pozwalając nie narażać coraz cenniejszych „specjalsów”. Zaawansowane systemy WRE oraz narzędzia informatyczne zwiększą zakres oddziaływania niekinetycznego (w tym poprzez ataki informatyczne) na obiekty wyposażone w urządzenia elektroniczne. Wreszcie nowe rozwiązania w dziedzinie łączności (np. oparte o lasery) zwiększą odporność na zakłócenia radioelektroniczne.

Wszystkie ww. przykładowe zmiany wymagać będą dogłębnej analizy na wszystkich szczeblach dowodzenia WS, śledzenia zachodzących zmian, podejmowania dalekowzrocznych decyzji, dokonywania zmian w obowiązujących dokumentach (np. doktrynach, regulaminach, podręcznikach, procedurach, programach szkolenia), a także przekonywania decydentów do dokonania szeregu inwestycji, co już samo w sobie będzie wyzwaniem (uwzględniając panujący wśród części polityków i wysokiej rangi wojskowych konserwatyzm oraz obserwowalną ślamazarność prowadzonych zakupów). Pewnym rozwiązaniem może być odzyskanie przez WS uprawnień dotyczących pozyskiwania sprzętu wojskowego. Postęp naukowo-techniczny niewątpliwie wpłynie też na proces rekrutacji oraz szkolenia. Wymusi on poszukiwanie osób także o nieco innych predyspozycjach oraz posiadających solidną wiedzę techniczną wymaganą do opanowania nowego sprzętu i narzędzi (np. oprogramowania). W dziedzinie szkolenia spowoduje on zmiany zarówno w programach szkolenia, infrastrukturze, a także scenariuszach prowadzonych zajęć oraz ćwiczeń.

image
Fot. st. szer. M. Chudziński

Kolejnym wyzwaniem jakie czeka naszych komandosów jest zwiększenie interoperacyjności oraz zakresu współdziałania zarówno z wojskami konwencjonalnymi (zarówno polskimi jak i sojuszniczymi) oraz podmiotami niemilitarnymi (np. służbami specjalnymi, Policją Państwową, Strażą Graniczną). Integracja wysiłku z tymi pierwszymi umożliwia osiągnięcie efektu synergii, który pozwala osiągnąć znacznie lepsze efekty przy jednoczesnym oszczędzaniu własnych sił. Przykładowo – zakup i wdrożenie systemu HIMARS w ramach programu HOMAR umożliwi kinetyczne oddziaływanie na obiekty w głębi ugrupowania przeciwnika, które mogą wskazać z wymaganą dokładnością komandosi (oraz ocenić skutki wykonanego uderzenia). Pozwoli to z jednej strony na porażenie celów o znaczeniu operacyjnym lub strategicznym przez ww. system, a z drugiej strony oszczędzić „specjalsów”, którzy nie będą musieli na niego oddziaływać osobiście (co oznaczałoby ich wykrycie przez przeciwnika i eliminację)[11].

Podobne rozwiązania dotyczą także innych lądowych, lotniczych i morskich środków rozpoznania i rażenia znajdujących się bądź mających się znaleźć na wyposażeniu Sił Zbrojnych RP (SZ RP). Nie jest bowiem odkryciem, że poziom zdolności pozostałych RSZ ma bezpośredni wpływ na możliwość realizacji zadań przez nasze WS (nasi komandosi przysłowiowej „wojny” sami nie wygrają!). Wymagać to będzie opracowania i wdrożenia zintegrowanego systemu świadomości sytuacyjnej SZ RP[12], do którego będą musieli się również „wpiąć” nasi „specjalsi”. W odniesieniu do podmiotów niemilitarnych koniecznym stanie się zwiększenie przepływu informacji, zakresu prowadzonych wspólnie szkoleń oraz udoskonalenie umiejętności wzajemnego wsparcia opartego o wspólne procedury. Będzie to szczególnie istotne w okresie wzrostu zagrożenia (zarówno zewnętrznego jak i wewnętrznego) dla bezpieczeństwa państwa oraz potrzeby podjęcia szybkich, zdecydowanych kroków aby rozwiązać kryzysową sytuację, a następnie przejąć inicjatywę. Zacieśnienie współpracy z ww. podmiotami nabiera szczególnego znaczenia w kontekście odpierania tzw. agresji podprogowej oraz zagrożenia ze strony aktorów niepaństwowych (np. ugrupowań terrorystycznych lub grup przestępczości zorganizowanej).  

Zwiększenie znaczenia i roli DKWS na tzw. wschodniej flance NATO jest kolejną szansą, której nie powinniśmy zaprzepaścić w najbliższej dekadzie. Obecnie już bowiem DKWS jest jedynym w Europie Środkowo-Wschodniej organem dowodzenia zdolnym do planowania i kierowania sojuszniczymi operacjami specjalnymi. Wraz ze wzrostem zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej oraz destabilizacją sytuacji na Białorusi, a także zmniejszeniem obecności sił zbrojnych USA w Europie pojawia się możliwość odgrywania roli Centrum Koordynacyjnego Operacji Specjalnych dla państw NATO (oraz zaprzyjaźnionych) naszego regionu. W czasie pokoju poprzez intensyfikację współpracy z wojskami specjalnymi państw naszego regionu DKWS mógłby pozytywnie wpłynąć na wzajemną interoperacyjność, przyczyniając się tym samym do większego odstraszania potencjalnego adwersarza.

Taki wzrost znaczenia byłby zgodny z aspiracjami naszego państwa w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym do jednoczenia wysiłków państw ościennych ukierunkowanych na przeciwdziałanie wzrostowi imperializmu rosyjskiego. Aby tak się stało koniecznym jest uzgodnienie tego z partnerami z naszego regionu, a następnie wystąpienie z taką inicjatywą przedstawicieli naszego rządu na forum NATO. Po uzyskaniu akceptacji niezbędnym stałoby się dokonanie zmian w podporządkowaniu DKWS w ramach SKiD (z poziomu taktycznego na poziom operacyjny), rozbudowa dowództwa pod względem etatowo-organizacyjnym, a także zwiększenie narodowych zdolności w dziedzinie transportu (szczególnie powietrznego). Przejęcie bowiem roli ww. Centrum (a w razie wojny Dowództwa Komponentu Operacji Specjalnych dla całej wschodniej flanki NATO) wiązać się będzie z koniecznością zaspokojenia potrzeb transportowych nie tylko naszych WS, ale i komandosów z państw naszego regionu. Oznaczałoby to konieczność rozwinięcia 7eds do Powietrznej Jednostki Operacji Specjalnych wyposażonej w większą ilość statków powietrznych (samolotów, śmigłowców).

Taki wzrost znaczenia DKWS wiązałby się również ze zwiększeniem zdolności w zakresie planowania i koordynacji powietrznych operacji specjalnych. W ocenie autora podjęcie tego wyzwania jest warte rozważenia, gdyż nasze WS mają ku temu potencjał. Dowodem na to niech będzie tegoroczny dyżur DKWS w roli Dowództwa Komponentu Operacji Specjalnych Sił Odpowiedzi NATO[13], będący drugim w historii naszego członkostwa w Sojuszu. Zaprzepaszczenie tej szansy może z kolei doprowadzić do przejęcia tej inicjatywy przez inne państwo regionu, a w konsekwencji stopniową marginalizację znaczenia DKWS w tej części Europy.

 

  1. Podsumowanie

Nadchodząca dekada z pewnością przyniesie zmiany w otaczającym nas świecie. Część z obecnie już obserwowanych ulegnie pogłębieniu, lecz będą i takie, których obecnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Nasi żołnierze i pracownicy cywilni Wojsk Specjalnych muszą wybiegać myślami i wyobraźnią w przyszłość, a także na bieżąco śledzić zachodzące wokół zmiany, aby zapewnić wysoki poziom zdolności do skutecznej i efektywnej realizacji teraźniejszych i przyszłych zadań. Obecne i przyszłe problemy wymagać będą analitycznego myślenia, ciągłego poszukiwania rozwiązań, śmiałego podejmowania decyzji, a także  determinacji – uniwersalnych cech każdego dobrego żołnierza, a komandosa szczególnie.

Od wykorzystania pojawiających się szans, a także minimalizacji ryzyka zależeć będzie jakie będziemy mieć w najbliższych latach możliwości w zakresie prowadzenia operacji specjalnych. Nie bez kozery to komandosi są często pierwszymi w wykorzystywaniu nowatorskich rozwiązań zarówno w dziedzinie taktyki, szkolenia jak i sprzętu wojskowego. Często te nowinki są początkowo postrzegane przez innych jako zbędne „gadżety”, ale z czasem przyjmują się także w pozostałych RSZ i rodzajach wojsk.

Niniejszy artykuł nie wyczerpuje oczywiście w pełni tematu, który zasługuje na osobne, znacznie obszerniejsze opracowanie. Ma on jednak zasygnalizować kilka możliwych problemów z jakimi będą musieli zmierzyć się nasi komandosi w najbliższej przyszłości. Autor wyraża przy tym nadzieję, że zainteresował nim Czytelnika, a osoby odpowiedzialne za rozwój naszych sił zbrojnych pobudzi do refleksji i energicznego działania.

 

Przypisy:

[1] Jak wskazuje Słownik języka polskiego PWN „wyzwanie” w potocznym znaczeniu oznacza trudne zadanie, nowa sytuacja itp. wymagające od kogoś wysiłku, poświęcenia itp., będące sprawdzianem czyjejś wiedzy, odporności itp. Przytoczona definicja wskazuje więc, że wyzwanie nie wpływa bezpośrednio na poczucie czy stan bezpieczeństwa podmiotu, a raczej może powodować potrzebę mobilizacji aby mu sprostać – przyp. autora

[2] Są definiowane jako () operacje wojskowe prowadzone przez specjalnie do tego celu wyznaczone, zorganizowane, wyszkolone i wyposażone siły obsadzone wyselekcjonowanym personelem i wykorzystujące niekonwencjonalną taktykę, technikę i metody działania (...). Źródlo: Operacje Specjalne DD-3.5 (A), Centrum Doktryn i Szkolenia SZ, Bydgoszcz 2016, s.14.

[3] Operacje te są definiowane jako (…) całokształt przedsięwzięć militarnych i niemilitarnych planowanych przez kierownictwo strategiczne i realizowanych przez dowództwo operacyjne dla osiągnięcia celu strategicznego (uzyskania rozstrzygnięcia). W operacji takiej biorą udział komponenty co najmniej dwóch rodzajów sił zbrojnych. Mogą w niej uczestniczyć również instytucje i organizacje pozamilitarne (…). Źródło: Wiatr M., Operacje połączone, Adam Marszałek, Toruń 2006, s. 164.

[4] W 2020r. status taki posiadają: Wojska Lądowe, Siły Powietrzne, Marynarka Wojenna oraz Wojska Obrony Terytorialnej – przyp. autora.

[5] NATO Special Operations School (NSOS) w Chievres (Belgia) – przyp. autora.

[6] International Special Training Center (ISTC) w Pfullendorfie (Niemcy) – przyp. autora

[7] Świadczy o tym treść artykułu Wojsko apeluje do byłych komandosów: wracajcie! opublikowanego na stronie internetowej gazety „Rzeczpospolita” w dniu 02.07.2020r. Internet: https://www.rp.pl/Wojsko/200709913-Wojsko-apeluje-do-bylych-komandosow-wracajcie.html [dostęp: 03.09.2020] – przyp. autora.

[8] Agresja podprogowa jest definiowana jako …działania wojenne, których rozmach i skala są celowo ograniczane i utrzymywane przez agresora na poziomie poniżej dającego się w miarę jednoznacznie identyfikować progu regularnej, otwartej wojny. Celem agresji podprogowej, jest osiąganie przyjętych celów z jednoczesnym powodowaniem trudności w uzyskaniu konsensusu decyzyjnego w międzynarodowych organizacjach bezpieczeństwa. Źródło: (Mini)Słownik BBN Propozycje nowych terminów z dziedziny bezpieczeństwa, BBN, https://www.bbn.gov.pl/pl/bezpieczenstwo-narodowe/minislownik-bbn-propozy/6035,MINISLOWNIK-BBN-Propozycje-nowych-terminow-z-dziedziny-bezpieczen-stwa.html [dostęp 03.09.2020]

[9] Do działów tych zalicza się: strategię, sztukę operacyjną i taktykę – przyp. autora.

[10] Dotychczasowymi wymiarami (domenami) prowadzenia działań zbrojnych były: ląd, wody (zarówno otwarte jak i śródlądowe) i przestrzeń powietrzna – przyp. autora

[11] Taki sposób realizacji akcji bezpośrednich nosi miano „naprowadzanie precyzyjne”, które już obecnie jest znane i ćwiczone przez naszych komandosów – przyp. autora.

[12] Strategia Bezpieczeństwa Narodowego podpisana 20.05.2020r., BBN, s. 19 p.3.6.

[13] Nato Response Forces Special Operations Component Command (NRF SOCC) – przyp. autora

image
Reklama
Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 65
Reklama
Dudley
środa, 21 października 2020, 12:52

Po przeczytaniu tego artykułu nasuwa mi się jedna myśl, że żołnierzy sił specjalnych to może i mamy, może też są dobrze wyszkoleni ( nie mam kwalifikacji by to oceniać ). Ale to tylko elitarne mięso, do jednorazowego użytku. Nie mamy bowiem elementarnego rozpoznania, ani satelitarnego, ani lotniczego w postaci dedykowanych BSLi, nie mamy dronów z systemami walki elektronicznej, blokujących lokalną transmisję, nie mamy możliwości wsparcia ogniowego i ewakuacji wykrytych operatorów. Bo nie oszukujmy się, to musi być cały system, gwarantujący neutralizację oplot nieprzyjaciela, chwilową przewagę w powietrzu, wsparcie ogniowe i sprawną ewakuację. A tego nie załatwi się paroma S70i i starymi Mi24 bez uzbrojenia. Możemy naszych specjalsów zrzucić na terytorium przeciwnika bez rozpoznania i kontroli sytuacji online, i w zasadzie tyle. Mogą wrócić jak im się uda, ale per pedes, jeśli zadanie będzie wystarczająco blisko bezpiecznej strefy . Jeśli się mylę to proszę mnie poprawić, i wskazać miejsce gdzie, bym nie popełniał więcej błędu. I cieszyłbym się niezmiernie, gdyby to była 100% bzdura

realizm
poniedziałek, 19 października 2020, 09:31

Bardzo ciekawy artykuł, z którego laik może dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po jego przeczytaniu jest następująca: czy, a jeśli tak, to do jakiej wartośc, jest możliwe rozwinięcie Wojsk Specjalnych w razie "W"? Jeśli obecnie jest to parę tysięcy (podkreślam znaczeniową różnicę pomiędzy "parę", a "kilka"), to czy możliwe jest w warunkach zagrożenia wojną rozwinięcie tej formacji np. pięcio-, dziesięciokrotnie? O przydatności takiego rozwinięcia na czas "W" chyba nie trzeba przekonywać. I to pytanie dotyczy właściwie wszystkich rodzajów sił zbrojnych RP, ale pozostańmy przy specjalsach. Oczywiście mam świadomość wszelkich uwarunkowań i ograniczeń. To kwestia nie tylko pieniędzy. Wiemy, że specjalsi są drodzy ze względu na używany sprzęt, którego cena, odzwierciedla jego różnorodność, stopień zaawansowania i specjalizacji. Pojawiają się też nowe pola działania specjalsów, co będzie wymagało dodatkowych inwestycji. Ale w okresie zagrożenia, poprzedzającym wojnę broń można dosyć łatwo nabyć. Chodzi tu może głównie o zasoby ludzkie i związany z tym długotrwały, kosztowny proces szkolenia. Te ograniczenia determinują elitarność, "wąskość" kadrową specjalsów. Nie przez przypadek jednak, tak mi się wydaje, w artykule padła kilkukrotnie nazwa "komandosi", odnosząca się do drugowojennej formacji, za względu właśnie na wojnę - stosunkowo licznej (oczywiście - inne czasy, inna technologia, inne potrzeby, ale istota rzeczy ta sama). Zatem: jeśli zaszłaby konieczność rozwinięcia specjalsów w obliczu zagrożenia i takie rozwinięcie zostałoby podjęte, to z pewnością musiałoby to w jakiś sposób wpłynąć na proporcję wyrażającą się w pojęciach: jakość/ilość. Ciekawi mnie do jakiej wartości liczbowej/kadrowej taki proces jeszcze miałby sens, to znaczy przy jakiej maksimum zwiększonej liczebności wojska specjalne pozostałyby jeszcze specjalnymi, to znaczy doskonale wyszkoloną formacją żołnierzy. Kolejne pytanie: czy w takim procesie powiększenia wojska specjalne mogłyby wykorzystać w jakimś zakresie kadry WOT? Za takim rozwiązaniem przemawia nie tylko wstępne przeszkolenie, ale i specyficzna mentalność tych żołnierzy, ich wysokie morale. To tyle refleksji i pytań. Pozdrawiam.

podatnik
sobota, 17 października 2020, 09:02

ta podpórka pod giwerę w śmiglaku to rozumiem "rozwiązanie pomostowe" zanim się kupi coś normalnego

Basia Blondyneczka
sobota, 17 października 2020, 14:50

Podatniku. Ta «podpórka”, jak ją nazywasz, to zupełnie profesjonalny zestaw APS, używany we wszystkich poważnych armiach świata. I nie ma nic bardziej „normalnego”... swoją drogą całkiem to wygodne ale trzeba się oswoić z użyciem. Dużo treningu. Samo się nie ustawi

tymm
niedziela, 18 października 2020, 08:48

jaki zestaw zwykła taśma z klamrą do montowania palet na tirze

piątek, 16 października 2020, 06:24

Zadania komandosów w polityce będą następujące...osłona ucieczki rządu...ewentualnie zbieranie 'ważnych' gdy ich środek transportu nawali. Nic innego nie zrobią nie maja sprzętu to raz a dwa nie są szkoleni na walkę z np.ruskim desantem. Przez wszystkie lata grom był szkolony do zadań policyjnych na biednych afgancow czy irakijcow ,którzy nie godzili się na kolaboracje z okupantem.

Maro
środa, 14 października 2020, 15:52

Wojska Specjalne miały być "Polską Specjalnością" ... i w latach 2008-2012 miały nawet dość dużą jak na standarty WP autonomię. Niestety najpierw Pan Siemoniak a potem Pan Macierewicz zmarnowali cały wysiłek, demolując system dowodzenia i zwalniając kompetentnych dowódców. Pan Koziej - "słynny teoretyk wojskowości" wprowadził taki system dowodzenia że POL SOCOM stracił niemal wszystko co miał. Amerykanie przez chwilę walczyli o zmiany ale potem odpuścili w myśl zasady: róbta co chceta. Kolejna stracona okazja ...

Piotr ze Szwecji
czwartek, 15 października 2020, 09:33

Niektórych należało zwolnić. W wojskach specjalnych nie powinno być miejsca dla kompetentnych z problemem lojalności. Teoretyk pewnie najlepiej się sprzedał, kiedy szukano kompetencji, a PiS jak i reszta tych z kanapy politycznej najlepiej reagują na tytuły akademickie, niż kompetencje i umiejętności. Problem znany nawet w USA.

jansen
poniedziałek, 19 października 2020, 10:40

Panowie, nie mylcie kolejności zdarzeń. Koziej pod auspicjami przedpisowej ekipy rozbił bardzo dobrze funkcjonujący system dowodzenia Wojsk Specjalnych, a obecny rząd stopniowo odtwarza to co poprzednicy zepsuli.

Olo
piątek, 16 października 2020, 11:45

A coś więcej o tych problemach z lojalnością?

Edmund
środa, 14 października 2020, 13:16

Trochę inny temat. ,,Amerykańskie wojsko przyznaje granty oraz finansuje firmy prywatne, które zajmują się dostarczaniem konkretnych rozwiązań oraz technologii". Dlaczego w ten sam sposób nie postępuje Polska? Przyniosłoby to duże oszczędności i rozwój całego sektora zbrojeniowego w Polsce. Niech sobie istnieje PGZ, ale niech nie będzie monopolem.

carl fath
czwartek, 15 października 2020, 18:47

U nas nie ma firm prywatnych na takim poziomie.

Troll z Polszy
czwartek, 15 października 2020, 01:12

Ale tak działa wide RAK-KRAB-ZSSW30, niestety pewne obszary są zarezerwowane do Łokietka Marcina i koniec

Jabadabadu
środa, 14 października 2020, 15:50

Tak kiedyś było i to naprawdę działało, ale to była "słusznie zapomniana i potępiona epoka". Zlikwidowano w ramach nowego jedynie słusznego szału. Efekt widać.

Monika Platek
środa, 14 października 2020, 11:38

Należy się otworzyć na osoby nieheteronormatywne, transpłciowe, transgenderowe i oczywiści zagwarantować parytety. W Wojskach Specjalnych musi służyć odpowiedni procent kobiet oraz mniejszości i nikt nie może być wykluczony. Zwłaszcza w DWS na kluczowych stanowiskach muszą się znaleźć kobiety i przedstawiciele mniejszości. Ważnym jest oby rządzący zadbali o bezpieczne i higieniczne warunki służby żołnierzy; muszą zagwarantowany dostęp do bezpiecznej antykoncepcji, a kobiety do bezpiecznej aborcji. Stałym elementem szkolenia musi być edukacja antydyskryminacyjna i genderowa, na równi z wyszkoleniem bojowym bo tylko to umożliwi dalszą integrację Wojsk Specjalnych z sojuszniczymi jednostkami z krajów Unii Europejskiej.

Piotr ze Szwecji
czwartek, 15 października 2020, 09:26

Nic dziwnego, że nasze wojska specjalne są światową elitą, kiedy nasi sojusznicy z krajów Unii Europejskiej sobie robią takie czysto ideologiczne przewałki. To wskazuje tylko, że na sojuszników nie można liczyć. Trzeba zawsze liczyć tylko na siebie.

Dude
czwartek, 15 października 2020, 03:57

Moze sobie sluzyc kto chce jak ogolne wymagania wypelni i te wymagania nie powinny byc dla celow politycznych obnizone ani zmienione.

Jabadabadu
środa, 14 października 2020, 15:53

Coś się komuś pozajączkowało totalnie. Wojska i siły specjalne to nie harcerze (jedynie słuszni harcerze oczywiście) i nie będą przeprowadzać staruszek na drugą stronę jezdni (oczywiście na pasach i wyłącznie na zielonym świetle).

KAR
środa, 14 października 2020, 12:31

Powinni jeszcze w jednostkach udzielać jedno-pułciowych ślubów... :)

Kosa
środa, 14 października 2020, 11:18

Liczebność WS powinna być znacznie zwiększona. Najprościej można to osiągnąć poprzez podporządkowanie WS 6 BPD i 25 BKPow. Kolejnych kilka tysięcy żołnierzy szkoliło by się i zostało wyposażonych na znacznie wyższym poziomie niż ma to miejsce obecnie. Istnieje zbyt duża różnica w poziomie wyposażenia pomiędzy WS a wojskami konwencjonalnych. Biorąc pod uwagę liczebną przewagę potencjalnego przeciwnika nie powinno tak być. Dysponując tak małą liczbą żołnierzy należy zadbać o to żeby jak najwięcej z nich było wyposażonych i wyszkolonych na jak najwyższym poziomie.

jansen
poniedziałek, 19 października 2020, 10:46

Wojsk Specjalnych nie tworzy się przez włączanie do nich jednostek konwencjonalnych, ani nie jest to metoda na podnoszenie poziomu ich wyposażenia i szkolenia. Doposażyć i lepiej szkolić można piechotę spadochronową i śmigłowcową i w ramach Wojsk Lądowych - trzeba tylko chcieć i mieć na to środki. Przesunięcie na papierze/zmiana nazwy nie uczyni tych brygad specjalsami i nie ma wcale takiej potrzeby.

carl fath
czwartek, 15 października 2020, 18:51

Co do wyposażenia to raczej niemożliwe, w Polsce niczego się nie produkuje.

andrzej.wesoly
środa, 14 października 2020, 16:23

Duże jednostki jak 6 B.Pow.Desantowa i 25 B.K.Pow. są przeznaczone do innych zadań i inaczej działają niż jednostki specjalne. Jedyne podobieństwa to uzbrojenie i sposób przerzutu

Piotr ze Szwecji
czwartek, 15 października 2020, 09:23

To są jednostki wojskowe (zamiast brygad winniśmy mieć dywizje), które w miejsce klepanej lekkiej piechoty na spadochronach czy śmigłowcach winny mieć specjalistyczny sprzęt i specjalistyczne przeszkolenie. Nie specjalistyczne przeszkolenie komandosów, lecz KP i PD specjalistyczne przeszkolenie. Przy tych jednostkach winny być ich własne bataliony wojsk specjalnych. Nie do działania na tyłach wroga, lecz do wspierania własnych dywizji na froncie. Te bataliony winny umożliwiać inaczej niemożliwe, a także zabezpieczać i minimalizować straty własne. Tak jak pułk inżynieryjny to czyni. Jak przejedziesz przez zaminowany most broniony przez silnie umocniony punkt obrony, bez wsparcia własnych komandosów? Będziesz z wrogich tyłów za linią frontu ściągał cały batalion Grom, aby pomógł ci zająć i zabezpieczyć ten most do przejazdu czołgów? Zmechanizowana albo pancerna jednostka nie muszą być ofiarami wjeżdżając w teren zabudowany. Od tego są komandosi, by dać zielone światło kolumnie.

Ktoś
czwartek, 15 października 2020, 20:23

2 lekkie dywizje z 4 które mamy w sumie? I to w sytuacji, gdzie nawet brygady nie będziemy w stanie przerzucić? Generalnie w wojskach specjalnych nie działa się tak dużymi formacjami jak batalion, liczebność całego GROMu to pewnie tyle co jeden zwykły batalion. Wojska specjalne to ten rodzaj wojsk, gdzie najbardziej widać, że ilość nie równa się jakość. Ich siłą jest skryte podchodzenie i błyskawiczny, skuteczny atak. A co do tego mostu, nie będę się tam pchał. Szybciej i z mniejszymi stratami będzie pojechać innym mostem, choćby i pontonowym i objechać wroga. Pancerna jednostka nie powinna nigdy działać bez piechoty w terenie zabudowanym, fakt, ale ta piechota to nie komandosi, tylko regularna, dobrze wyszkolona piechota.

Piotr ze Szwecji
czwartek, 15 października 2020, 23:09

Jak szkolenie może być dobre, kiedy jest brak specjalistycznego sprzętu? Najbardziej rzucający się brak to "lekka" składana 155 mm artyleria. Do tego sprzęt zmotoryzowany. 6 BPD dopiero co dostała lekkie auta terenowe. 25 BKP ma problemy ze starzejącym się parkiem śmigłowców, a potrzebuje śmigłowce jak Apache (wsparcie), AW-101(dla piechoty), UH-60(dla komandosów), Chinook(sprzęt zmotoryzowany) i drony/śmigłowce zwiadu. Do tego brak im lekkiego plot systemu zmotoryzowanego (na quadach i lekkich terenówkach). Taki lekki poprad? Jednostki specjalne otrzymały terenowe quady, a ten sprzęt z nich nigdy chyba nie dotarł do piechoty ani w 6 BPD ani w 25 BKP. Wiem, że to tylko narzekanie. Wiadomo brak pieniędzy na wszystko. Acz byle w pamięci było, że są tam nadal braki w 6 BPD i 25 BKP i w sprzęcie i w szkoleniu. ----- A co do ilości dywizji, to 3 starczą na obronę terenu 1 województwa. Z powodu zasięgu nowoczesnej 155 mm artylerii. Z każdego kierunku granica Polska to około 3 województwa. "Trochę" więcej dywizji Polska potrzebuje i godziwego uzbrojenia.

ZBiN
sobota, 17 października 2020, 00:11

Tylko, że połączenie 6 BPD, 25 BKP i 1 BLWL w dywizje nie będzie oznaczać nic innego jak podporządkowanie już istniejących jednostek pod nowe dowództwo szczebla dywizyjnego i utworzenie kolejnego batalionu dowodzenia który dla miłej odmiany będzie sobie pomykał w beretach bordo, a na co dzień wykonywał zadania jak ich koledzy z Siedlec czy Elbląga. W praktyce będzie to oznaczało tylko nowe miejsca służby bez przełożenia na na wzrost jakościowy szkolenia. Nie mówiąc o tym, że pieniądze które pójdą na stworzenie dowództwa takiej dywizji i jej jednostek zabezpieczenia lepiej by wykorzystać właśnie chociażby by sprawić chłopakom z Nowego Glinnika i Leźnicy Wielkiej nowe, albo chociaż porządnie zmodernizowane śmigłowce. 6BPD już rożnymi reorganizacjami zrobiono wystarczającą krzywdę (rozwiązanie 10BPD i upchnięcie do koszar po nich batalionu dowodzenia, które to koszary znajdują się blisko GOP "Pasternik" co czyniło z nich dobrą lokacje dla jednostki stricte bojowej poprzez bliską lokalizacje poligonu garnizonowego)

Piotr ze Szwecji
niedziela, 18 października 2020, 09:01

Dywizja to związek bojowy o jedną brygadę wojska i jedną brygadę lotnictwa większy niż 6 BPD, 25 BKP i 1 BLWL. Do tego dochodzą pułki i bataliony wojsk wspierających. 155 mm artyleria, której nie ma jeszcze na poziomie brygady, może być doraźnie nawet łatana dywizyjnym pułkiem artylerii. Dywizyjny batalion komandosów też i nie od działania na tyłach wroga, lecz na froncie. Dowództwo utworzyć zajmuje parę lat, lecz to nie jest koszt blokujący utworzenie takiej jednostki, co czas kształcenia nowych kadr. Sprzęt specjalistyczny i śmigłowce kosztują o wiele więcej. Sam widzisz jakie problemy ma IU z ich zakupem dla wymiany starego sprzętu. Poligony są w Polsce za małe, a każdego roku ćwiczenia WP winny mieć miejsce siłą jednej dywizji. Póki nie ćwiczysz działań wojsk łączonych całą dywizją aeromobilną to nie masz nawet zielonego pojęcia jak drastycznie okrojone są twoje poligonowe taktyczne ćwiczenia. Zgadzam się z twoimi słowami "lokacje dla jednostki stricte bojowej poprzez bliską lokalizacje poligonu garnizonowego", lecz do dziś dnia w Polsce nie mamy dużych wystarczająco poligonów, ani przy nich wybudowanych baz dywizyjnych. Szczególnie dziś, kiedy WP jest zawodowe.

Ktoś
piątek, 16 października 2020, 22:50

AW 101? Serio? Ze wszystkich możliwych maszyn akurat tę byś dał? Śmigłowce zwiadu to już obecnie przestarzałe i niewłaściwe rozwiązanie. PLOT u nich zapewniają przenośne wyrzutnie, je mają. Przenośne wyrzutnie SPIKE też. Co ma zasięg artylerii do liczby potrzebnych dywizji? A co równie istotne, są 4 dywizje, na więcej (a tak naprawdę to do końca na tyle) ani ludzi, ani pieniędzy nie ma. I nie będzie szybko. Jasne, można marzyć o wielkiej Polsce milion żołnierzy. Ale należy mieć jakiś realizm. I wbrew pozorom, 4 dywizje to duża siła. To więcej niż Rosja zaangażowała na Ukrainie.

Piotr ze Szwecji
niedziela, 18 października 2020, 09:11

AW101 ma wysoką kabinę, by wygodnie przetransportować żołnierzy desantu 25 BKP na miejsce. Ponadto ma 3 silniki, a nie 2 czy 1 co zwiększa koszty obsługi, lecz zapewnia większe bezpieczeństwo na froncie. Śmigłowce zwiadu to często też maszyny bojowe, które jednak zajmują się też nadzorem dronów zwiadu. Patrz na amerykańskie próby i błędy. Choć i tam kasy brakuje na wszystko. Bez artylerii wojsko nie ma większej wartości bojowej, a jej zasięg decyduje czy wróg ją zmiecie, czy ona zmiecie wroga. 200 tysięcy żołnierzy to nie 1 mln i z nowoczesną 155 mm artylerią nie potrzeba Polsce jak w 1939 roku 2 mln żołnierzy w WP, by utrzymać linię frontu. Ty się nie łam realizmem w Pentagonie, bo to oni w końcu te szacunki robili. Myślisz, że prezydent Trump w 2018 roku w Polsce o tych 4% PKB na WP mówił wziąwszy swoje cyfry z książek sci fi? 4 dywizje to duża siła jak na rozbrojone Czechy i Słowację, lecz do skutecznej obrony granic Polski potrzeba około 12 dywizji. To coś około 160-180 tysięcy żołnierzy z których około 4 dywizje (1/3 tych 160-180 tys) mogą stać w rezerwie i żyć z pracy w cywilu.

Ktoś
niedziela, 18 października 2020, 10:59

To co mówi Trump to często jest sci-fi albo podkręcona wersja dla opinii publicznej. Polski nie stać ani nie będzie woli, żeby wydawać 4% na wojsko. AW101 to tak droga maszyna, że używanie jej do celów zwykłego transportu żołnierzy to skrajna niegospodarność. I marnowanie pieniędzy, które możnaby lepiej wykorzystać. 160 k żołnierzy, a nawet 100k gdzie w tej chwili wojska lądowe to z 50 k. I nie wzrasta za szybko. No to raczej się takich sił nie doczekamy. 155mm i tak ma zasięg mniejszy niż artyleria rakietowa, oraz potrzebuje świetnego rozpoznania i naprowadzania. I od tego należałoby zacząć, a nie od tworzenia dywizji powietrznodesantowych czy zwiększania liczby jednostek artylerii. A przede wszystkim unowocześnienia artylerii, żeby faktycznie w brygadach kto były kołowe haubice 155 mam, a nie tylko posowiecki kaliber. Należałoby zapewnić obronę przeciwlotniczą, więcej dronów, unowocześnić wozy bojowe... A co do liczby dywizji to chyba możnaby wręcz jedną zwinąć. Żeby w pełni obsadzić pozostałe.

Piotr ze Szwecji
niedziela, 18 października 2020, 21:56

Mój wybór to bezpieczeństwo, a nie skąpstwo. Temu AW101, Apache i etc. Polska będzie musiała prędzej czy później wysupłać 4% PKB na swoją obronność, bo Polska nie leży samotnie na Pacyfiku. WOT to siła na około 56 tys i rośnie powoli od paru lat. Czemu więc 100 tys podobnym taktem nie przeszkolić i nie przyjąć do wojsk lądowych? Pośpiechu na razie nie ma. 155 mm ma zasięg na bezpośrednią artylerię wroga, a strącić objekt C-RAM przez plot jest o wiele trudniej niż rakietę. Danę lepiej byłoby zmodernizować faktycznie do Zuzanny, tak jak piszesz. Kryl bez automatu nie jest realistycznym uzbrojeniem dla Polski. Priorytet to Wisła, Narew i F-35, a nie wozy bojowe czy czołgi. Trzeba zbudować strefę anty-dostępową nad Polską. Następnie upewnić się (samoloty i śmigłowce), że mamy czym niszczyć sprzęt pancerny wroga. 18 DZ rozbudowuje swój komponent artyleryjski, który nie jest rozwinięty w pozostałych 3 dywizjach. Dlaczego więc zwijać jedną dywizję, która powoli dochodzi do funkcjonalności operacyjnej, aby utwierdzać pozostałe 3 dywizje w byciu wojskiem garnizonowym? Tych pozostałych 3 dywizji wartość bojowa w niczym nie wzrośnie poprzez dosłanie im po kilka tysięcy piechoty. Ot trochę więcej mięska armatniego pod ostrzał wroga. Sensu to nie ma. Lepiej dokupić im artylerii i dosztukować specjalistyczne pułki wojsk wsparcie. Ppanc, art, drony, plot, komandosów, inżynieryjny, medyczny, logistyczny, zwiadu i etc. Tak, aby te dywizje uzyskały realistyczne możliwości bojowe. Przestały być dywizjami na papierze.

Ktoś
niedziela, 18 października 2020, 23:03

4% PKB na obronność to kwota nierealna w przewidywalnej perspektywie. I tyle. Tu nie ma co dyskutować. Może 2,5% to maks. AW to rozrzutność, fatalna w relacji koszt-efekt. WOT to 20 tysięcy osób, nie 56. 100 000 dodatkowych do wojsk lądowych to ogrom dodatkowego sprzętu i pieniędzy, których ani nie ma, ani nie będzie. Co do wozów bojowych. Nasze wyróżniają się tym, że nie gwarantują sensowej obrony, nie mają rakiet przeciwpancernych i nie są w stanie (poza rosomakami) wspierać piechoty, mają fatalną świadomość sytuacyjną itd. I fajnie by było coś z tym zrobić. A i dodać im systemy ochrony aktywnej, żeby trudniej było je zniszczyć. Już o czymś takim, jak wozy naprowadzania artylerii jak mają amerykanie nie marze nawet. O to chodzi, że obecnie większość sił nie ma wartości operacyjnej, nie dlatego, że brakuje sprzętu (chociaż tu powinno być lepiej), ale ponieważ brakuje ludzi. Jeśli masz obsadzone połowę stanowisk w 2 dywizjach, to żadna nie jest w stanie walczyć tak naprawdę, a płacisz za utrzymanie 2 sztabów, oraz 2 razy większej ilości sprzętu niż realnie potrzeba. A efektywność żadna. Mamy za dużo dywizji jak na taką liczbę żołnierzy. Więc co z tego, że kupisz 24 haubice (przykładowo) do dywizji, jak żołnierzy starczy do obsługi 10-ciu? A zanim wyjadą z koszar to już zostaną zniszczone? A nawet jak wyjadą to te 10 nic nie zdziała, bo bez dronów rozpoznania, oraz żołnierzy wyszkolonych w naprowadzaniu artylerii (co btw. jest dobrym zastosowaniem dla NIEWIELKIEGO oddziału wojsk specjalnych) nie jest ona w stanie nigdzie trafić? Poza tym, pułki wsparcia są nieefektywne. Lepiej jest umieścić elementy wsparcia na poziomie brygady, a nawet pewne na poziomie batalionu, wówczas mamy lepszą współpracę i lepszy efekt. Najbardziej natomiast nie zgadzam się z tym, że pośpiechu nie ma. Wojska wszędzie (poza ofc. Polską) utrzymują różnie definiowane siły szybkiego reagowania, po to, aby móc reagować na jakiś nagły konflikt. I u nas też powinniśmy utrzymywać rotacyjnie, tak aby non-stop jedna brygada była chociaż gotowa do szybkiej akcji (dlatego też jestem zwolennikiem jednostek wsparcia jak najniżej w struktury, aby dać jak najwięcej autonomii pododdziałom), a reszta wojsk również gotowa, aby względnie szybko zareagować. I to jest najważniejsze. Zmiana mentalności i zwiększenie gotowości bojowej. I to jak najszybciej, a nie zakładać, że mamy 10 lat do najbliższego konfliktu i nie ma pośpiechu. Bo bez tego żadne zakupy nie mają sensu.

Piotr ze Szwecji
sobota, 24 października 2020, 09:13

Z jednym przesadzasz, że żołnierzy połowa stanu. Braki były wcześniej na koło 10%. Wynik szkolenia Sił Rezerwy w jednostkach WP. Propozycja była nawet, by z rezerwy utworzyć odrębne brygady (moja propozycja: dywizje) w rezerwie, a nie zapychanie nimi jednostek bojowych. Garnizony przy-poligonowe by rozwiązały wiele kwestii z problemem stawiania jednostki w gotowości i być może jakieś zmiany w kontraktach. WOT zaś takie 20 tys, że to bliżej 30 tys a nie 20 tys. Dronów brak w artylerii, fakt. Czekają na te z PGZ? Co do pośpiechu wyjaśnię, że WP nie ma sprzęty anty-dostępowego (Patrioty, Wisła. F-35 i etc), więc "bezpieczne" używanie jednostek bojowych na śmigłowcach jest skazane na krytycznie zawyżone straty własne. Temu pośpiechu nie ma. Jeśli Polskę stać jeno na 2.5% to może być następna tragedia narodowa. Nie musi, lecz wymaga to wówczas niesamowitego widzenia zdarzeń za zakrętem drogi.

Ktoś
sobota, 24 października 2020, 15:30

Dane z lutego tego roku to WOT 21 000, za "Rzeczpospolitą". To są najświeższe na jakie na szybko trafiłem. Mamy 4 dywizje, to więcej niż liczniejsza armia Niemiecka i tylko o 1 mniej niż 2 razy liczniejsza armia Brytyjska, NIK też pisał o znacząco niskim ukompletowaniu, więc dane o 50% ukompletowaniu sporej części jednostek brzmi dla mnie rozsądnie, bo dane dokładne oficjalne są niejawne. Jeśli masz jakieś źródło które to obala to podeślij, naprawdę się bardzo ucieszę, że nie mam racji. Ja jednak jestem za tym, żeby utworzyć jak najszybciej siły szybkiego reagowania, zarówno kołowe, jak i kawalerii powietrznej, żeby nie dać się zaskoczyć czemuś takiemu, jak teraz na Ukrainie (gdzie jak chyba przyznasz nie Wisła i topowe myśliwce grają dużą rolę), zwłaszcza, że wymaga to nie dużo pieniędzy, a przeorganizowania pewnych rzeczy i przemyślenia.

Kosa
środa, 14 października 2020, 16:45

Jakie widzisz na dzisiaj podobieństwa w uzbrojeniu ? Bo ja poza Antosami, Spajkami, Sako M10 nie widzę żadnych

Piotr ze Szwecji
środa, 14 października 2020, 15:50

Co do zwiększenia ilości komandosów się zgadzam. Acz zastanów się, że 6 BPD już jest wykorzystywana do rekrutacji na specjalsów. Potrzeba byłoby rozwinąć te jednostki w większe grupy taktyczne jak dywizje i stworzyć przy nich ich własne bataliony komandosów. Przy każdej dywizji winien być ich własny batalion komandosów. Dziś to działa na tej samej zasadzie jak ze wsparciem od Mi-24, czyli działa, lecz nie najsprawniej i nie najlepiej (choć najbardziej optymalnie z punktu widzenia logistyki). Do tego winny istnieć wojska specjalne jak dziś z własnym dowództwem przy głównej kwarterze dowodzenia do zadań specjalnych na zapleczu sił wroga. To by zwiększyło grupę już przeszkolonych żołnierzy z jednostek liniowych, z których można byłoby prowadzić rekrutację na Specjalsów, a także zwiększyłoby ilość specjalsów w samej WP. Także by zwiększyło zdolności operacyjne polskich dywizji.

Osa
środa, 14 października 2020, 13:25

Wojska specjalne to nie wojska aeromobilne - w jakim cleu miałyby zostać połączone ? JW AGAT pełni rolę wsparcia ogniowego i ewentualnie stamtąd mogą przechodzić żołneirz do bardziej specjalistycznych jednostek. 1 BLWL, 25 BKP i 6 BPD należy połączyć w jeden związek taktyczny tzn. brygadę desantowo-szturmową z 2 batalionami na śmigłowcach i 1 batalionem spadochronowym posiadającą własne eskadry śmigłowców szturmowych. 2 bataliony pozostałe po 6 BPD (6 i 18) należy połączyć z jedynym batalionem górskim z Kłodzka tworząc lekką brygadę piechoty górskiej - przydałaby się do wsparcia zabezpeiczenia granic na południu w razie prawdziwej wojny z ruskimi lub wsparcia ochrony granicy z Ukrainą w takich samych okolicznościach. WP tak naprawdę ma mocno ograniczone możliwości użycia wojsk aeromobilnych, a ich potencjał istnieje wyłącznie na papierze.

Kosa
środa, 14 października 2020, 16:49

JW Agat jest za mały żeby zabezpieczać działanie pozostałych jednostek specjalnych. Stąd pomysł żeby robiły to dużo większe jednostki takie jak 6 BPD i 25 BKPow

Osa
czwartek, 15 października 2020, 11:21

Nic prostszego, jak dodać mu kolejny pododdział - o ile rzeczywiście jest za mały. Wojska Specjalne korzystające z całeog potencjału Wojska Polskiego, współpracujące z tajnymi slużbami mają szerokie mozliwoscie działania zarówno w czasie kryzysu, pokoju i wojny. Natomiast w parktyce są one odzwierciedleniem zagranicznych struktur tj. JSOC czy brytyjskich sił specjalnych: w realiach polskich dzialania ekspedycyjne to kompletne "science fiction", a funkcjonowanie w warunkach konfliktu zbrojnego z Rosją wymusi działania w jakich dotąd szkoliły się po części jednostki specjalne SZ PRL - dywersja prowadzona na własnych nogach za liniami wroga. Siły Powietrzne WP znikną w ciągu pierwszych dni konfliktu, a jakiekolwiek operacje specjalne a'la "Gothic Serpent" to czyste fantazje., bowiem ani USA ani UK nie funkcjonują w systemie oddziaływania potężnego przeciwnika u swoich granic. Przewaga Rosji i jej agresywność tworzą jedyne w swoim rodzaju zagrożenia - żadne państwo wiodące państwo w gronie ansyzhc ew. sojuszników nie znajduje się w tak trudnym położeniu. Struktura Wojska Polskiego od wielu lat nie odzwierciedla realnych potrzeb i uwarunkowań w obliczu rzeczywistych zagrozeń - nie ma ona też nic wspólnego z rzeczywistymi możliwościami finansowymi państwa. Budowa "kawalerii powietrznej" jako dywizji, a nawet brygady skompromitowała polskie władze - już istniejąca wóczas brygada desantowo-szturmowa z batalionami o określonej specjalizacji była kresem mozliwości polskich. Jeydnie jej dyslokacja była idiotyczna, bo kto miałby nas zaatakować w tamtej części Polski ? Brygada aeromobilna zdolna do przerzutu w jednym rzucie 3 batalionów piechoty i mające własne śmigłowce szturmowe celem ubezpieczenia przerzucanej piechoty na polu walki lub ewentualnego błyskawicznego kontrataku na dywizje pancerne wroga, stacjonująca w centralnej Polsce na zapleczu stolicy - to konkretna siła i argument w wojnie. Znajdowałaby sie bowiem najbliżej najbardziej prawdopodobnego miejsca inwazji na Polskę. Taki zwiazek taktyczny byłby też naturalnym wsparciem dla operacji specjalnych w stylu amerykańskim, brytyjskim, izraelskim, ale tylko teoretycznie bo to nie jest nasza bajka. Skoro jednak ktoś poszedł po rozum do głowy i ograniczył wynalazki Packa tj. OSy ŻW to już korzystnym było zaadoptowanie jednego z nich do zadań DWS. WP to jednoi drugie to RP: Polska to takie jeździec bez głowy. Podejmowane pod wpływem chwilowej mody decyzje nijak sie mają do potrzeb i możliwości - kosztuje to krocie, chociaż pieniadzy nie jest zbyt wiele. Najpierw "kawalerie powietrzne", potem lotnictwo transportowe w warunkach kiedy lotnictwo bojowe jest mikroskopijne i nie zapewnia koniecznej przewagi w powietrzu, następnie okręty podwodne z pociskami manewrujacymi (nie więcej niż 3 okręty po 6 pocisków na każdym ..... olbrzymie wydatki na uzbrojenie oferujace nikły efekt i wymagające zdolności i doswiadczenia jakich MW WP niegdy nie posiadało - jest to równie mądre co budowanie malutkich korwet z pokładem dla śmigłowca a bez miejsca na odpowiedni zapas broni przeciwlotniczej i przeciwokrętowej ....). Zmniejszenie liczebności WP wobec liwkidacji ZSW było być może rozsądne, ale ..... nie tak duze zmniejszenie, a mądrego wydatkowania zaoszczędzonych pieniędzy jakoś nie widać. WP zostało zdegradowane technicznie, a dopiero misje w Iraku i Afganistanie unaoczniły kadrze czym ejt prawdziwa wojna i jak nikły jest potencjał WP. Amerykanie też zrozumieli jak niewiele prezentuje sobą WP po cyrku z MND CS w Iraku, nawet państwem ramowym dla działań specjalnych nie możemy być. Struktura DWS w dużej mierze odpowieda zagrozeniom jakich w realich polskich nie ma, a konia z rzędem temu, kto wyjasni po co nam jednostka morskiej dywersji i rozpoznania tj. "Formoza" skoro nie mamy linii brzegowej tj. Szwecja czy Norwegia ? Co ta jednostka będzie robić w czasie wojny ? Pilnować portu z Gdyni ? Policyjne jednsotki które zostały pokonane i skompromitowane rpzez pospolitych kryminjalistów już wiele razy otrzymały śmigłowce S70i - w jakim cleu ? Żeby sie lansować ? To 7 EDS powinna je otrzymac, a policja o ile ktoś w końcu nie pójudzie po rozum do głowuy i nie odbeirze im działań CT / AT mogłaby na podstawie umowy ze SG WP użytkować te maszyny pilotowane rpzez wyskzolonych w działaniach specjalnych fachowców z jedynej jednostki lotniczej która to wszyskto potrafi ....

Piotr ze Szwecji
sobota, 17 października 2020, 09:34

Zgadzam się z pańskim wpisem, panie Osa. Kto stacjonuje takie jednostki jak PD pod Krakowem. Jednostki PD i KP winny być pod Warszawą. Nawet jeśli by stolicą Polski ponownie Kraków był. Formoza ma jednak przy granicy z Rosją (Hel, Mierzeja Wiślańska) i Niemcami (Uznam, Wolin) "linię brzegową". Tylko przejazd między obiema trzeba załatwić ciężarówkami lądem. Temu, w miejsce tego żądania MW na okręty desantowe, powiadam: kutry, łodzie desantowe i łapcie się za głowę co wy tam w MW wyprawiacie. Sama Formoza nie wystarczy jednak. Potrzeba piechoty morskiej, która będzie mogła także działać wzdłuż nurtu rzek niczym po autostradzie. A co do wojennego zadania Formozy w wojnie z Rosją to też jest co ukąsić: Flota Bałtycka, brygada artylerii nadbrzeżnej. Do tego też potrzebne wsparcie piechoty morskiej dla Formozy.

Piotr ze Szwecji
czwartek, 15 października 2020, 09:12

Każda dywizja WP winna mieć własny batalion własnych komandosów. W USA każda dywizja ma też własne wsparcie własnych śmigłowców uderzeniowych. W Polsce 1 batalion śmigłowców uderzeniowych obsługuje aż 4 dywizje. To pokazuje stopień niedoinwestowania polskich sił zbrojnych, a politycy PiS zdobywają się na 2.5% PKB na wojsko i to tylko dlatego, że prezydent USA nakrzyczał na nich o 4% PKB na wojsko, albo zapomną o sojuszach z USA. NATO musi starczyć tej Polsce, jak widać. Byle zwierzaczkom krzywda się nie działa oczywiście, co jest po 5 latach rządów PiS jedynym jasnym ideologicznie zmartwieniem w PiS. Szkoda tylko, że nie patriotycznym.

Noname
środa, 14 października 2020, 13:23

Już jeden taki esperyment był pod nazwą AGAT. Nie każdy z jednostek desantowo szturmowych na profil psychologiczny odpowiadający WS i nie każdy się nadaje. Tworzenie JWS na bazie innej JW wymusza łatwiejsze pierwsze selekcje, bazówki. Tworzy się później różnica nie do wyrównania przez kolejne 15 lat. Lepiej stworzyć taką jednostkę od podstaw. Chociaż moim zdaniem nie ma takiej potrzeby. Obecnym JWS brakuje ludzi, sprzęt wcale nie jest najlepszy jak to przedstawia propaganda. Brakuje zaplecza szkoleniowego, pieniędzy.

środa, 14 października 2020, 13:08

WS i inne rodzaje, szkolone są do innych zadań

Sternik
środa, 14 października 2020, 11:14

Kiedyś Amerykanie - ciągle pod wrażeniem operacji Samum - wymyślili sobie, że zrobią z polskich specjalsów koordynatorów działań służb specjalnych NATO. Niestety okazało sie, że nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnego poziomu intelektualnego jeśli chodzi o kadrę dowódczą i tak koordynatorami d/s wojsk specjalnych zostali Turcy. Teraz może będzie druga okazja ale poziom naszych dowódców raczej sie nie poprawił, co udowodnili wielokrotnie podczas różnych ćwiczeń z innymi wojskami NATO.

Ciesla
środa, 14 października 2020, 13:20

Żołnierze wojsk specjalnych koordynatorami działań służb specjalnych ?? Operację Samum wykonał polski wywiad cywilny. Chyba mylisz wojska specjalne(GROM, JWK) z służbami specjalnymi(AW,SWW)

Drwal
czwartek, 15 października 2020, 11:28

"Operację Samum" wykonała policja polityczna PRL przefarbowana na "wywiad". "Reforma Kiszczaka" to były pozory tworzące mityczne "służby" wewnętrz struktur MSW PRL - tak naprawdę oprócz MO, WOP, NJW MSW i SB nic innego tam nie było - mitologia była tworzona na bieżąco na potrzeby poronionej "przemiany ustrojowej". Czempiński nie wstępował do żadnego wywiadu tlyko do SB - jego teczka jest przecież znana. Cała akcja w Iraku miała tylko uwiarygodnić esbeków, a powiodła się wyłacnzie dlatego, ze dotąd PRL miał świetne stosunki z arabskimi sojusznikami ZSRS i wykonywał tam kontrakty budowlane: było to mnóstwo Polaków więc i mozliwości operacyjne były. Przy okazji zmiana sojuszników mogła usprawiedliwić przekazanie wszelkich informacji o terrorystach palestyńskich którym PRL bardzo chętnie pomagało - ukrywali się w PRL najbardziej poszukiwani na świecie tj. Abu Nidal czy banda Baader-Meinhof. Bezpieczniaki i zomowcy chętnie wysługiwlai się tez nagle okdrytym jako sojusznicy Żydom. Wzajemności Polska nie uświadczyła, za to miała Art. B.

Sternik
środa, 14 października 2020, 17:22

Źle się wyraziłem. Koordynatorów działań wojsk specjalnych NATO. Tak jest poprawniej.

Jw
środa, 14 października 2020, 13:08

Ciekawa uwaga. Co masz na myśli "pewnego progu intelektualnego"? Podaj przykład, pytam serio. Dzięki.

Bursztyn
środa, 14 października 2020, 11:08

Z ciekawostek, żandarmeria wojskowa liczy pond 1680 a docelowo 2800 Zsiluc mja kadry Agat Wniosek soecils do rozwiązania Bo po co oni PIS?

Osa
środa, 14 października 2020, 13:28

OS ŻW "Warszawa" powinien otrzymać specjalizację jednsotki przeciwdywersyjnej - mnoże formacji CT / AT jest błedem, bo terroryzym jest czysto teoretycznym zagrozeniem, a jeśli się pojawi jest jednsotka doskonale do tego przygotowana: nie ma ona nic wspólnego ani z policją, a ni z ŻW. Chore ambicje różnych ludzi powodują zbędne mnożenie struktur w sytuajci, kiedy nie istnieje ku tmeu zaden racjonalny powód.

Adam
środa, 14 października 2020, 10:57

Rozdrobnienie dowództwa WS i tak jest idiotyczne, struktura powinna być jak najprostsza, dowódca WS powinien mieć całkowitą kontrolę operacyjną i administracyjną nad swoim rodzajem sił zbrojnych i podlegać bezpośrednio ministrowi ON.

Andrzej
środa, 14 października 2020, 10:33

Wyzwania, jakie wyzwania. Oprócz wspaniałych żołnierz ,sił specjalnych i innych. Nie mamy żadnych wyzwań, polskie wojsko sprzętowo to grupa rekonstrukcyjna która rekonstruuje wojsko bez uzbrojenia.

Piotr ze Szwecji
środa, 14 października 2020, 10:31

Z powodu, że całe wojsko w Polsce jest zmechanizowano-pancerne, a MW ograniczona wyłącznie do okrętów to wojska specjalne są wręcz anomalią. Nie ma dywizji piechoty morskiej, piechoty górskiej, kawalerii powietrznej i powietrzno-desantowej. Tylko z tych dwóch ostatnich w Polsce istnieje po brygadzie i samotny pojedynczy batalion piechoty górskiej. Te 2 brygady + 1 batalion to zwykła lekka piechota pozbawiona jeśli nie w całości to w większej części uzbrojenia specjalistycznego do swojego normalnego działania w warunkach bojowych. Tak więc polowanie za umiejscowieniem jednostek specjalnych w strukturach WP ograniczają się do odrębnie stojącej formacji bojowej, która by współdziałać z jednostkami lądowymi czy morskimi musi iść formalną drogą przez główne dowództwo, a nie przez stwierdzoną potrzebę lokalnego dowódcy na froncie w ramach działań siłą 1 dywizji (wojsk łączonych?). To oznacza, że wojska specjalnie właściwie realizują własne cele bez bardziej organicznego współdziałania z innymi jednostkami sił zbrojnych. To przekłada się praktycznie na mniejszy efekt obydwu na polu bitwy. Póki WP nie zorganizuje tych brakujących 4 specjalistycznych dywizji to wojska specjalne będą miały nadal trudności w werbunku, w nadrabianiu braków szkoleniowych u rekrutów, w naturalnym szerszym dojściu do sprzętu specjalistycznego, czy też współpracy z poszczególnymi dywizjami. Grom potrzebuje choć 1 brygady piechoty morskiej w ramach MW i mam nadzieję, że jakiś dowódca MW, WS czy w Dowództwie Generalnym RSZ to widzi.

Ktoś
czwartek, 15 października 2020, 20:35

Te 2 brygady to jednostki szkolone do działań ze śmigłowców czy samolotów, nieźle wyposażone w broń lekką. Generalnie działanie jednostek specjalnych tak wygląda, że działają one za linią wroga, wspierają ataki na najtrudniejsze cele, zdobywają ważne obiekty itd. I cele dla nich ustala dowództwo operacyjne. Które dostaje dane z wywiadu, od sojuszników, od jednostek specjalnych i dlatego wie, gdzie najlepiej daną jednostkę w danym momencie wykorzystać. A co do rozbudowy liczby dywizji. Już w obecnych jest za mało ludzi, a co dopiero jeśli by dodać powietrznodesantową, kawalerii powietrznej i piechoty morskiej. Na to ani nas nie stać, ani nie ma dość ludzi, ani sprzętu. Ani sensu tak naprawdę.

Piotr ze Szwecji
czwartek, 15 października 2020, 23:25

Amerykanie sobie jakoś radzą pomimo, że nikt nie garnie się do ich wojska. Osobiście nie widzę problemów z rekrutacją i to bez znacznego wysiłku intelektualnego jak to zorganizować. WP werbowało niedawno do jakiejś jednostki pancernej na Mazowszu. Ochotników było kilku na jedno miejsce. Więc skąd te braki ochotników na marynarzy i żołnierzy? Zwiększyć budżet z 2% do 4% PKB i stać nas na podwojenie dywizji w Polsce do 8 (4 zmech/panc + 4 specjalistycznych wojsk). Następne 4 zmech/panc można z czasem zorganizować jako rezerwy WP i szkolić z pomocą systemu szkolenia WOT, by nie zakłócać pracy w cywilu rezerwistom. Rezerwa będzie kosztowała mniej niż wojsko terytorialne. W razie wojny 12 dywizji jak znalazł. WP nie będzie większa niż 150-200 tys żołnierzy wówczas + 50 tys ochotników-żołnierzy z WOT. Z budżetem na 4% PKB niedługo to też zajmie. Plus Trump obiecał pakt obronny USA z Polską, jeśli ta silna będzie by sama móc się obronić. USA jest bardzo daleko od Polski. 3+ miesiące zajmie sam transport ich dywizji do Polski.

Ktoś
piątek, 16 października 2020, 22:41

4% PKB? W kraju, gdzie braki są we wszystkim od ochrony zdrowia, przez szkolnictwo, po emerytury? Bądźmy realistami. Poza tym, nawet obecnie mamy 4 dywizje, ale poziom obsadzenia i jakość sprzętu jest często za niska. W praktyce 4 dywizje, to nawet przy zwiększeniu liczebności wojska będzie na granicy możliwości obsadzenia. Szybko licząc obecnie USA i Polska mają praktycznie taki sam odsetek żołnierzy do populacji. Problemy z rekrutacją są. I MON nie potrafi tego poprawić. Być może większość tych co się zgłaszają to jakieś odpady ludzkie, które nie mają pomysłu na życie, a że wojsko byle kogo nie chce (i słusznie) to i odsiew jest spory. A może po prostu tamta jednostka miała coś wyjątkowego. Nie wiem. Faktem jest, że nie mamy odpowiedniego obsadzenia, a dopóki tego nie będzie nie ma co rozwijać kolejnych dywizji.

laik, zupełny laik
środa, 14 października 2020, 20:58

Jeśli chodzi o dywizję piechoty górskiej to wystarczy, że WKU sprawdzi sobie, kto często nocował zimą w schroniskach, wypożyczał lub kupił rakiety śnieżne, brał udział w biegach na rakietach śnieżnych lub nartach biegowych, skiturach i już ma się grono ludzi, których wystarczy przeszkolić w obsłudze broni, sposobach komunikacji, walce wręcz, dywersji, wspinaczce na linach ( część ma to już za sobą ), a cały problem z nauką tych wszystkich umiejętności odpada. To najczęściej ludzie z umiejętnością chodzenia z mapą, do tego znający nasze góry. Może dywizji szybko się nie stworzy, ale pułk zbierze się i przeszkoli bardzo szybko.

marian
czwartek, 15 października 2020, 09:46

Jak kogoś stać na takie sporty, to będzie miał gdzieś pensję szeregowego WP.

Piotr ze Szwecji
czwartek, 15 października 2020, 09:04

Nie myl gór z Tajgą. Problem to wspinaczka górska, a nie śnieg. Wspinaczka na linach to nie wspinaczka po skale. Z góry spojrzysz w dół, albo z dołu w górę i cała to twoja orientacja. Wspinaczka i nie tylko samego siebie. Trzeba także móc zaimprowizować windę. Umieć sprzęt bezpiecznie przenosić po stromych płaszczyznach, a może on ważyć parę ton jak składana z 3 części "lekka" 7 tonowa 155 mm haubica. Nie ma wielu sportowców wyczynowych w Polsce, z których można stworzyć dodatkową kompanię do istniejącego batalionu piechoty górskiej (jak szkolonego specjalistycznie bez sprzętu specjalistycznego?). Tutaj trzeba specjalistycznych wojskowych ćwiczeń piechoty górskiej i nie tylko samej nauki, co kondycjonowania psychicznego i fizycznego tych zawodowych żołnierzy piechoty górskiej. Sprzęt specjalistyczny jest bardzo ważny, a WP nie ma ani jednego przenośnego "lekkiego" 155 mm działa. Może Sudety i Karpaty to nie Alpy ani Tybet (nie ma problemów z tlenem?), lecz chcieć się wspiąć na górę nie oznacza zawsze móc, czy potrafić. Do tego policz także avalanche nie tylko ze śniegu, co i ze skał na huk artyleryjski. Ten know-how trzeba się uczyć. Specjalistyczne wojska jak piechota morska, piechota górska czy wojska powietrzno-desantowe są naturalnym zasobem z którego normalnie wojska specjalne rekrutują. Tam jest przyczyna i powód ku temu. Talenty nie spadają z nieba. Je trzeba kształcić i wychowywać.

marian
czwartek, 15 października 2020, 14:50

Ale po co takie umiejętności w naszym kraju? Co mamy tak cennego w wysokich górach, że ktokolwiek będzie chciał zaczynać konflikt od tego terenu?

Piotr ze Szwecji
czwartek, 15 października 2020, 23:14

Cennego nie w naszym kraju, lecz w Czechach i Słowacji, tuż przy granicy z Polską. Doskonałe pozycje obronne południowej granicy Polski. Chcesz tej całej południowej granicy bronić 9 dywizjami w terenie wyżynno-równinnym? Nie efektywniej więc byłoby zablokować wjazd do Polski z południa... 1 dywizją, ot tylko taką wyspecjalizowaną? Kwestia także śmigłowców. Piechota górska ma na nie potrzebę jak i kawaleria powietrzna. To nie jest tanie wojsko, lecz na południowej granicy cuda by potrafiło zdziałać i to małymi siłami.

Heh
poniedziałek, 19 października 2020, 10:59

Akurat prze góry od południa to jest jedna z ostatnich dróg jaka w głąb Polski posuwałby się potencjalny agresor...

Piotr ze Szwecji
środa, 14 października 2020, 15:43

Nie Grom. Formoza. Mój błąd. Myślałem o brygadzie powietrzno-desantowej z której szeregów Specjalsi prowadzą rekrutację. Taki odpowiednik w MW potrzebowałaby też Formoza. Nie każdy potrafi pływać od urodzenia.

Dr.House
środa, 14 października 2020, 10:19

No cóż, wielka szkoda że jest tak źle.

Tweets Defence24