Siły zbrojne

Armie Świata: Siły Powietrzne Niemiec

Siły powietrzne Republiki Federalnej Niemiec, czyli Luftwaffe, są jednym z kluczowych elementów sił zbrojnych naszego zachodniego sąsiada. Choć nie są wolne od problemów trapiących całą armię Republiki Federalnej, są w większości relatywnie nowoczesne. Warto więc przyjrzeć się im bliżej.

Niemieckie siły powietrzne cechuje duża liczba jednostek, zarówno bojowych, jak i przeznaczonych do zapewnienia różnego rodzaju wsparcia. Jest ono także mocno zaangażowane w ramach współpracy międzynarodowej, zarówno ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie posiada na stałe jednostki szkolące zarówno pilotów, jak i przeciwlotników używających systemów Patriot, jak i z krajami europejskimi, szczególnie w zakresie transportu powietrznego.

I tak, trzon niemieckiego potencjału bojowego stanowi sześć skrzydeł lotnictwa taktycznego z samolotami Eurofighter (cztery skrzydła) oraz Panavia Tornado (dwa skrzydła). Maszyny te mają różne zadania i są na różnym etapie swojego cyklu życia. Niemcy dysponują około 140 myśliwcami typu Eurofighter, zaliczającymi się do różnych wersji i stopniowo modernizowanymi, między innymi poprzez integrację pocisków powietrze-powietrze Meteor, jak i bomb kierowanych GBU-48, dających im możliwość wykonywania precyzyjnych uderzeń na cele naziemne.

Reklama
Reklama

Z kolei najstarsze Eurofightery, należące do pierwszej transzy, zostaną do końca tej dekady zastąpione przez od 33 do 38 maszyn pozyskiwanych w ramach projektu Kwadryga. Stopniowo rośnie też dostępność operacyjna tych myśliwców, bo przed kilkoma laty zwykle do służby było zdolnych około 30 proc. z nich, teraz jest prawdopodobnie około połowy lub nawet nieco więcej. Dużo bardziej skomplikowana jest jednak sytuacja floty maszyn Panavia Tornado. W służbie jest ich 85, ale pomimo modernizacji i integracji coraz nowszego wyposażenia ich czas nieubłaganie się kończy, a utrzymanie gotowości jest coraz trudniejsze. Pomimo tego, grają one ważną rolę w Luftwaffe i to z kilku względów.

Tornado są w Niemczech używane w dwóch wersjach, mianowicie uderzeniowej IDS oraz rozpoznania i walki elektronicznej ECR. Jednym z zadań tych ostatnich maszyn jest niszczenie obrony powietrznej przeciwnika za pomocą pocisków HARM, z których część ma być zmodernizowana do standardu AARGM na podstawie kontraktu z 2019 roku. Co ciekawe, w 1999 roku podczas operacji niemieckie Tornado z pociskami HARM były wykorzystywane bojowo, był to pierwszy wypadek od II wojny światowej gdy niemieckie samoloty wykonywały bojowe misje powietrze-ziemia. Z kolei stosunkowo niedawno, przez pewien okres, niemieckie Tornada prowadziły działania rozpoznawcze nad Syrią, wspierając koalicję walczącą z państwem islamskim.

Z kolei maszyny Tornado w wersji uderzeniowej służą jako tak zwane Dual Capable Aircraft, czyli samoloty podwójnego zastosowania, przeznaczone są – obok działań konwencjonalnych, na przykład z użyciem pocisków manewrujących Taurus KEPD 350 do wykonywania misji przenoszenia bomb B61 w systemie NATO Nuclear Sharing. Znaczna część niemieckiej sceny politycznej, w tym Zieloni, Die Linke, ale i duża część partii SPD chce zakończenia realizacji tego zadania w ramach NATO i dlatego nie ma decyzji o zakupie samolotów, które miałyby zastąpić Tornado w tej roli. Resort obrony Niemiec, kierowany przez panią minister Annegret Kramp-Karrenbauer, wywodzącą się z CDU, czyli partii Angeli Merkel, już jakiś czas temu wskazał, że do zastąpienia Tornad potrzebne będą obok Eurofighterów także myśliwce amerykańskie: Super Hornet, właśnie do misji Nuclear Sharingu oraz E/A-18 Growler, ze zdolnością walki elektronicznej. Jak na razie jednak nie ma decyzji w sprawie zakupu tych maszyn, podejmie ją zapewne Bundestag wyłoniony po wyborach parlamentarnych we wrześniu tego roku. Pozyskanie tych myśliwców nie jest jednak pewne, co budzi obawy sojuszników o wiarygodność Niemiec i przyszłość ich zaangażowania w programie Nuclear Sharing, pomimo tego, że został on uznany za ważny w białej księdze obrony i bezpieczeństwa z 2016 roku. W dłuższej perspektywie flotę maszyn Bundeswehry uzupełnią też nowe systemy 6. Generacji, jakie mają być pozyskane w ramach wspólnego projektu z Francją. Na razie to jednak pieśń przyszłości.

Jak już wcześniej wspomniano, Luftwaffe dysponuje szerokim spektrum zdolności wsparcia. Te jednak rozbudowywane są częściowo na poziomie sojuszniczym. Przykładowo, Niemcy przystąpiły kilka lat temu do europejskiego projektu samolotów Airbus A330 MRTT. Dzięki współudziale we flocie od ośmiu do jedenastu tego typu maszyn z misji tankowania powietrznego można niejako zwolnić maszyny A310 MRTT, choć jeszcze niedawno to one wspierały koalicję prowadzącą działania nad Bliskim Wschodem. Luftwaffe otrzymuje też dostawy rozwijanych w ramach europejskiego projektu samolotów Airbus A400M Atlas. Jak na razie dostarczono ich, według danych z jednego raportów resortu obrony, 36, a docelowo będzie ich 53. Oprócz zastąpienia maszyn C-160 Transall w dwóch eskadrach Luftwaffe część Atlasów trafi do wielonarodowej jednostki stacjonującej w Niemczech, do której akces zgłosiły jako pierwsze Węgry. Niemcy uczestniczą też w europejskim dowództwie transportu lotniczego European Air Transport Command (EATC), a w ramach wspólnego projektu z Francją pozyskują łącznie sześć samolotów C-130J Super Hercules i KC-130J. Dzięki temu zostaną wzmocnione zdolności transportowe, ale i tankowania w powietrzu. W Niemczech, a konkretnie w Geilenkirchen, stacjonuje też jednostka NATO wyposażona w kilkanaście samolotów AWACS.

Elementem niemieckich sił powietrznych jest też jednostka gotowości lotniczej do dyspozycji ministerstwa obrony, wyposażona w samoloty i śmigłowce służące głównie, choć nie tylko do przewozu VIP. To łącznie kilkanaście samolotów, w tym Airbus A310 w różnych wersjach, jeden A350, po dwa A340 i A319CJ, a także po jednym Airbusie A321 i A319 OH (do misji w ramach traktatu otwarte niebo), a także cztery Bombardiery Global 5000 i trzy Bombardiery Global 6000. Uzupełnieniem są trzy śmigłowce Cougar. Niemieckie siły powietrzne mają też do dyspozycji mieszaną eskadrę śmigłowców z ciężkimi maszynami transportowymi CH-53 w kilku wersjach, których jest około 60 oraz docelowo piętnastoma lekkimi, uzbrojonymi Airbus H145M. Niemcy planują zakup ciężkich śmigłowców nowej generacji, jednak poprzedni przetarg został anulowany, brały w nim udział maszyny Sikorsky CH-53K King Stallion oraz Boeing Ch-47F Chinook. Z kronikarskiego obowiązku trzeba dodać, że inne śmigłowce – takie jak między innymi wielozadaniowo-transportowe NH-90 i uderzeniowe Tigery są w strukturach wojsk lądowych.

Strukturę niemieckich sił powietrznych dopełniają liczne jednostki szkoleniowe, w tym dwie rozmieszczone w USA, wsparcia, a także nadzoru nad przestrzenią powietrzną ze stacjami radiolokacyjnymi, i naziemnej obrony powietrznej. Warto powiedzieć kilka słów na temat tych ostatnich. Luftwaffe są bowiem całkowicie odpowiedzialne za naziemną obronę powietrzną w Niemczech, po tym jak dekadę temu rozformowano ostatnie jednostki obrony przeciwlotniczej w wojskach lądowych. Trzon obrony powietrznej stanowi 12 baterii Patriot stopniowo modernizowanych do wersji PAC-3+/PDB-8. Niemcy od kilku lat planują zastąpienie Patriotów nowszym, sieciocentrycznym systemem TLVS opartym o rozwiązania budowanego wcześniej wraz z USA i Włochami zestawu MEADS, jednak na razie nie podjęto w tym zakresie decyzji politycznych, a sam program jest mocno opóźniony, a jednocześnie kosztowny.

O ile jednak w zakresie obrony powietrznej średniego zasięgu zdolności zapewniają Patrioty, to dużo gorzej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o obronę krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu. Obrona krótkiego zasięgu w zasadzie nie istnieje – jeśli nie liczyć pojedynczych zestawów Roland, Osa i Kub, używanych jednak nie do obrony przeciwlotniczej, a do symulowania zestawów OPL w ramach POLYGONE, czyli niemieckiej części wielonarodowej francusko-amerykańsko-niemieckiej jednostki specjalizującej się w szkoleniu lotnictwa. Z kolei obrona bardzo krótkiego zasięgu opiera się na niewielkiej liczbie, bo około dwudziestu, zestawach Ozelot z rakietami Stinger i symbolicznej liczbie przenośnych wyrzutni z pociskami tego samego typu. Oczywiście w Niemczech od lat trwają prace analityczne w ramach programu NNBS, który ma doprowadzić do wprowadzenia nowego systemu obrony powietrznej krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu, ale na razie nie ma mowy o wyborze konfiguracji systemu, nie mówiąc już o dostawach, pomimo że niemiecki przemysł wielokrotnie składał różnorakie propozycje w tym zakresie, często wykorzystując gotowe już elementy.

Komentarze