- WIADOMOŚCI
Prezes Transbitu: Integracja Tarczy Wschód jest w naszym zasięgu [WYWIAD]
Autor. Transbit
„Zachodni producent w wypadku zamówienia na 50 sztuk powiedziałby, że nie ma takiej możliwości konfiguracji. A my to robimy, trzymając w rękach cały cykl życia urządzenia” – podkreśla Zbigniew Soporek, Prezes Zarządu Transbit Sp. z o.o. W rozmowie z Jędrzejem Grafem szef polskiej spółki wskazuje na gotowość krajowego przemysłu do spięcia łącznością programów Narew, San czy Tarczy Wschód i wyjaśnia, dlaczego unikalna elastyczność inżynieryjna daje polskiej armii realną przewagę na cyfrowym polu walki.
Jędrzej Graf: Transbit jest na rynku od 40 lat. Dziś borykamy się z lawinowo rosnącymi potrzebami państwa, jeśli chodzi o systemy bezpieczeństwa, a zagrożenia są już u naszych granic. Zacznijmy od pytania strategicznego: Panie Prezesie, jakie znaczenie dla systemu bezpieczeństwa państwa mają technologie, które dzisiaj rozwijacie?
Zbigniew Soporek, Prezes Zarządu Transbit Sp z o.o.: Przede wszystkim, skoro mowa o 40 latach, to już dziś serdecznie zapraszam Defence24 w przyszłym roku na nasze obchody. Wracając jednak do relacji między naszymi technologiami a tymi strategicznymi zmianami – myślę, że polska armia, tak jak zresztą większość armii w czasach pokoju, była traktowana trochę po macoszemu.
Nowe technologie nie miały za bardzo szansy szybkiego wejścia. A tymczasem na rynku, chociażby za sprawą sztucznej inteligencji, postęp niesamowicie przyspieszył – w obwodach, układach zintegrowanych, oprogramowaniu czy elektronice. To, co działo się obok, nie trafiało do wojska, a jak już trafiało, to w wydłużonym czasie i często w formie rozwiązań, które można określić jako półcywilne, nie zawsze dostosowane do specyficznych działań na polu walki.
My, jako inżynierowie i konstruktorzy, staramy się dotrzeć na ten początek, do najbardziej zaawansowanych technologii dostępnych na świecie i zaadaptować je tak, aby dostarczyć je polskiej armii i spełnić szczególne uwarunkowania działania w Siłach Zbrojnych. Oczywiście z całym bagażem uwarunkowań – Wojsko Polskie nie kupi 10 tysięcy radiostacji jednym ruchem, tak jak amerykańskie, co powoduje, że ceny i stosowane rozwiązania są inne. Ale know-how i wiedza niezbędna do zaspokojenia szczególnych potrzeb wojska są jak najbardziej w naszym zasięgu. Uważamy, że naszym zadaniem w tej strategicznej zmianie pola walki jest dostarczenie rozwiązań zbliżonych do tych na najwyższym poziomie.
Autor. Transbit
Transbit często współpracuje jako partner z większymi podmiotami z ugruntowaną pozycją na rynku, także z USA i innych państw NATO. Jakie wyzwania wiążą się z taką współpracą?
Współpracując chociażby z Amerykanami w dziedzinie IT i teleinformatyki, nie czujemy, żeby wyprzedzali nas o przysłowiowe dekady. W dziedzinie IT te różnice, jeśli w ogóle są, to są nieporównywalnie mniejsze niż w wypadku konwencjonalnych platform bojowych, samolotów czy rakiet. Bardzo dobrze się z nimi współpracuje przy różnego typu integracjach. Oni po prostu już mają pewne rzeczy wdrożone, a my dopiero musimy nasycić naszą armię środkami pozwalającymi na sprawne prowadzenie działań. Postęp jest tak szybki, że co roku zmieniają się zagrożenia i sposoby prowadzenia łączności.
Sam fakt stosowania AI, radarów, systemów zarządzania walką czy technologii satelitarnych powoduje niespotykane wcześniej zapotrzebowanie na przepustowość danych. Informacje generowane przez te sensory trzeba przecież zagregować i przetworzyć, bo dowódcy chcą mieć jak najpełniejszy obraz do podejmowania decyzji. Z drugiej strony łączność staje się ryzykowna sama w sobie na skutek nowoczesnych środków wykrywania emisji. Musimy więc dostosowywać najnowsze technologie do tego, czego wojsko realnie potrzebuje, i szukać odpowiednich rozwiązań, zapewniających zarówno bezpieczeństwo, jak i odpowiednią przepustowość.
Dużo się dziś mówi o suwerenności technologicznej, to też jest kwestia problemów z łańcuchami dostaw czy ograniczeń Zachodu. Transbit też stawia na ten wymiar – duża część produktów, od projektowania, przez produkcję, aż po modyfikacje, powstaje w spółce. Jaką to daje przewagę w dzisiejszym środowisku?
Na początek taka anegdota. Kiedy byłem na ćwiczeniach Anakonda w 2015 czy 2016 roku, pewien znany poseł zapewniał mnie, że za trzy lata będziemy mieli własne procesory i układy scalone, z których będziemy montować własny sprzęt. Minęło 10 lat i nikt takich procesorów w Polsce nie produkuje. Suwerenność technologiczna nie musi polegać na tym, że wykopujemy piasek z piaskownicy, oddzielamy krzem i sami wykonujemy z niego struktury. Takie pojęcie czasem mają decydenci, ale przy obecnej klasie integracji to tak nie działa.
My natomiast pokrywamy obszar od konstrukcji, designu i architektury, przez rozwój, doprowadzenie do produkcji, serwisowanie na polu walki, aż po ciąg modyfikacji. I w tym jesteśmy dobrzy. Co daje to wojsku? Po pierwsze, pewność, że nikt nie będzie ingerował w urządzenia krytyczne – sprzęt łączności, urządzenia kryptograficzne czy teleinformatyczne. Nikt nie wprowadzi tam „furtek”, bezpieczników, ani nikt z zewnątrz nie będzie mógł wstrzymać nam dostaw z powodów politycznych.
Z drugiej strony wojsko dostaje technologię unikalną. Jeżeli w specyficznym miejscu trzeba zastosować konkretną technologię, stworzyć własne protokoły, oprogramowanie czy warstwę fizyczną, to mamy nad tym pełną kontrolę. Nikt nie jest w stanie nam zagrozić. Oczywiście kupujemy układy scalone i zlecamy produkcję zaawansowanych obwodów wielowarstwowych za granicą, w Europie czy Azji. Ale potrafimy dywersyfikować źródła dostaw. Jeżeli zabraknie na rynku jakiegoś układu, bo został np. wyssany przez rynek AI czy koparki kryptowalut, to jesteśmy w stanie w skończonym czasie przeprojektować urządzenie, zmienić technologię i utrzymać funkcjonalność. Zachodni producent w wypadku zamówienia na 50 sztuk powiedziałby, że nie ma takiej możliwości konfiguracji. A my to robimy, trzymając w rękach cały cykl życia urządzenia.
Autor. Transbit
Mówił Pan o różnicy skali względem armii amerykańskiej. Widzimy też jednak rosnący popyt w Polsce, duże programy obrony powietrznej, a słychać z polskiego rynku, że niektóre firmy nie nadążają za tymi potrzebami. Jak to wygląda u Państwa pod kątem rozbudowy zakładu i pozyskiwania specjalistów?
W naszej dziedzinie – IT i teleinformatyce – skalowalność produkcji nie jest aż tak trudna jak w przemyśle ciężkim, gdzie trzeba stawiać kolejne potężne hale do spawania ram czy produkowania korpusów pocisków, przy zachowaniu rygorów bezpieczeństwa. U nas skalowalność dotyczy głównie montażu powierzchniowego (SMT). Nie zlecamy tego na zewnątrz, robimy to sami. W montażu powierzchniowym większość czasu to przygotowanie serii – to, czy potem puszczę na linię 100 czy 1000 płytek, nie ma już większego znaczenia. Pod tym względem czuję się bezpieczny.
Mimo to zabezpieczamy się i będziemy stawiać nowy budynek produkcyjny. Pozwoli nam to na zainstalowanie drugiej linii produkcyjnej i pięcio-, a nawet siedmiokrotne zwiększenie zdolności. Budowa rusza w tym roku, a budynek chcemy oddać do użytku pod koniec października przyszłego roku. Ma nas to przygotować na szczyt produkcyjny spodziewany w latach 2027-2029.
Jeśli chodzi o kadry – sytuacja powoli staje się z powrotem rynkiem pracodawcy. Przychodzą do nas ludzie o świetnych kompetencjach: elektronicy, programiści, specjaliści do R&D i na produkcję. Pamiętajmy też, że nasza produkcja zależy od przepustowości spółek PGZ, które produkują aparatownie czy wyrzutnie. My nie sprzedajemy wojsku „zielonych skrzynek” na magazyn, tylko wyroby do „obiektów wyższego rzędu” (aparatowni, wyrzutni, wozów bojowych) integrowanych przez spółki PGZ. Nasz potencjał jest w pełni dostosowany do ich możliwości i mamy też przestrzeń do ekspansji.
Niedawno skończyły się targi MSPO. Patrząc na Waszą ofertę – nowe systemy radioliniowe, wielokanałowe radiostacje – chciałem zapytać, dlaczego rozwój powinien iść właśnie w kierunku łączności MESH i jak szeroko planujecie rozwijać nowe radiostacje?
Na targach pokazaliśmy naszą „forpocztę”. Zaprezentowaliśmy radiolinię R-460W na bardzo wysokie pasmo 36-37 GHz. Posiada ona bardzo dobre własności ukrycia emisji przed przeciwnikiem i jest odporna na zakłócenia. Przy tak ostrej wiązce konieczna jest stała korekta ustawienia anten, dlatego zintegrowaliśmy z nią nasz rotor BZA-20P, który zapewnia automatyczne wizowanie anten i z powodzeniem może zastąpić kable w baterii.
Jeśli chodzi o sieci MESH – przyszłość pola walki, która mnie bardzo fascynuje, to użycie rojów dronów. To wymaga sieci samoorganizujących się i kognitywnych, które nie ulegają degradacji po wyeliminowaniu jednego węzła. Pokazaliśmy też dwukanałową radiostację R-452C-01 ze zintegrowanym waveformem TSM amerykańskiej firmy TrellisWare. To ukłon w stronę unifikacji – Wojsko Polskie używa tego rozwiązania w radiostacjach Harrisa, więc nasze systemy mogą dzięki temu rozmawiać z nimi „natywnie”, a komunikacja do pewnego stopnia będzie odbywać się w sposób zautomatyzowany.
Autor. Transbit
Bardzo rozbudowanym projektem, który zaprezentujemy w przyszłym roku, jest nowa, wielokanałowa radiostacja R-450C-05K. Będzie ona cechować się pełną modułowością. Wyposażymy ją w moduły umożliwiające bezpośrednią współpracę z satelitami telekomunikacyjnymi – tu liczymy na wdrożenia w oparciu o sieci takie jak ICEYE czy Viasat. Radiostacja będzie posiadała moduły wąskopasmowe, szerokopasmowe, opcję konfiguracji modułów radioliniowych, pracę z sieciami komórkowymi (LTE/5G) i WiFi, czy implementację technologii TETRA.
Co niezwykle ważne, R-450C-05K otrzyma zabudowany krajowy moduł krypto. Będzie on certyfikowany przez nasze służby, a prace nad nim toczą się w konsorcjum z firmą Krypton Polska na mocy umów zawartych z DKWOC. Implementacja tego krajowego rozwiązania szyfrującego wprost do radiostacji pozwoli u użytkownika zrezygnować z dodatkowych, osobnych urządzeń kryptograficznych w systemie dowodzenia. Nowa Radiostacja R-450C-05K będzie pracowała w trybie pełnej zgodności z radiostacjami R-450C01 i R-452C-01 we wszystkich waveformach.
To umowy związane z programem SAFE?
Pracujemy w zakresie modułu krypto w ramach dwóch umów, jedna z nich jest finansowana z programu SAFE.
Współczesne pole walki to wymóg otwartej architektury i możliwości współdziałania z różnymi sensorami. W tym kontekście chciałbym zapytać o program Wisła – zintegrowano tam z powodzeniem radiolinię Transbitu w ramach sieci IBCS. Jakie to ma dla spółki znaczenie i jak ta współpraca wygląda przy programach Narew czy Pilica+?
Rzeczywiście, nasza radiolinia, na prośbę decydentów MON, znalazła się w kręgu zainteresowań koncernu Northrop Grumman jako środek transmisji dla systemu IBCS. Amerykanie ją przetestowali pod kątem opóźnień czy zarządzania i z ich punktu widzenia wszystko spełnia rygorystyczne standardy. I o ile w pierwszej fazie Wisły nasze radiolinie i węzły łączności występowały obok rozwiązań Harrisa, to w drugiej fazie Wisły to nasze radiolinie przejmą funkcje transmisyjne w aparatowniach MCC.
Jednak Wisła to nie tylko jedna radiolinia. Opracowaliśmy na potrzeby tego programu około 30 nowych typów urządzeń – serwery, routery, switche, specjalistyczne konwertery. Wisła nauczyła nas zarządzania całym skomplikowanym ekosystemem. Biorąc pod uwagę pojazdy MCC, my nie tylko dostarczamy tam łączność, ale przez oprogramowanie zarządzamy całym wozem: od odczytu stanu podwozia przez szynę CAN, po zdalne odpalanie agregatu. I w taki sposób staramy się podchodzić do innych programów: dostarczamy nie tylko urządzenie – przykładowo radiolinię – ale całe, zintegrowane systemy informatyczne i łączności, wspierające działania na współczesnym polu walki.
Jeśli chodzi o program Narew, to charakter prac jest nieco inny. Wojsko oczekuje dużej unifikacji sprzętowej między Wisłą a Narwią, więc w dużej mierze skupiamy się na produkcji już opracowanych obiektów. Prawdziwym wyzwaniem inżynieryjnym jest jednak integrowanie krajowych systemów VSHORAD (iLauncher, Pilica+ pod parasol IBCS, który w pewien sposób schodzi niżej. Takie obiekty jak Pilica+ miały swój własny, zamknięty system dowodzenia C2. W systemie Narew naszym zadaniem jest dostarczenie środowiska do działania w IBCS, które pozwoli tym zróżnicowanym elementom komunikować się z całością bez zakłóceń.
Zadam może pytanie o harmonogram. W kwestię obrony powietrznej wchodzi również program antydronowy San, a wiemy, że często padają deklaracje o szybkich terminach. Jak dużym wyzwaniem jest harmonogram i czym ten program się cechuje z Waszego punktu widzenia?
Z naszej wewnętrznej strony nie widzę przeszkód. Program SAN jest specyficzny, bo nie ma tu amerykańskiego koncernu określającego warunki. Mamy firmę Kongsberg i polską firmę APS odpowiadającą za oprogramowanie klasy C2, które musi błyskawicznie podejmować decyzje w oparciu o napływające dane. Trudność polega na spięciu bardzo różnorodnych platform i sensorów od spółek PGZ (radary, armaty, wielkokalibrowe karabiny maszynowe kal. 12,7 mm w jedną sieć. Sieciocentryczność to jedno, ale prawdziwym wyzwaniem jest przeprowadzenie „logiki biznesowej” systemu – C2 musi przeliczyć dane na przykład ze stu lecących celów z sześciu radarów i natychmiast wybrać jeden z wielu efektorów. My musimy zapewnić architekturę łączności, która nie będzie dla tych obliczeń wąskim gardłem.
Co do harmonogramów, powtórzę: produkcyjnie i integracyjnie jesteśmy gotowi. Największym zagrożeniem jest to, co dzieje się poza nami, czyli przedłużające się procedury i podpisywanie umów. Na światowym rynku trwa boom na układy do sztucznej inteligencji, co drastycznie wydłuża terminy dostaw (lead time) niektórych pamięci czy procesorów. Jeśli stracimy czas na papierologię, możemy mieć problem z dostępnością komponentów, których nie da się tak łatwo zamienić bez modyfikacji dokumentacji.
Autor. Transbit
Patrząc na to, co Transbit robi, jesteście w stanie zaoferować kompleksowe spięcie systemu łączności. Przechodząc do Tarczy Wschód – cały czas nie zapadły tu jednoznaczne, strategiczne decyzje o zarządzaniu tym systemem. Czy my, jako polski przemysł, mamy wystarczający potencjał, aby to zrobić własnymi siłami?
Tak, absolutnie. Integracja, stworzenie kanałów komunikacyjnych i zarządzanie tym systemem to zadanie w zasięgu polskich firm, nawet jeśli – przykładowo – niektóre z elementów sensorów czy efektorów można pozyskać zza granicy. Na razie nie ma jednak kompleksowej decyzji i koncepcji infrastrukturalnej, jak to ma wyglądać. A to w takich projektach jest najważniejsze.
Budowa i integracja tak szerokiej platformy to nie jest kwestia samego przysłowiowego postawienia masztów w polu. Transbit złożył do MON koncepcję budowy systemu łączności w oparciu o relatywnie tanie platformy – aparaturę na jedno- lub dwuosiowych przyczepkach. W czasie pokoju pracowałyby one stacjonarnie na przygotowanych stanowiskach, a w czasie kryzysu można by je natychmiast przemieścić za pomocą lekkich pojazdów 4x4.
Przedstawiciele resortu to widzieli, mieliśmy wizytę delegacji, ale nie ma decyzji. Tarcza Wschód to też dylemat, jak współdzielić zasoby. Dziś barierą zarządza MSWiA (Straż Graniczna), która używa np. systemu Tetra. Jeśli wojsko wejdzie tam w czasie kryzysu, to ta infrastruktura musi być kompatybilna, aby mogło ono natychmiast podjąć działania. Żeby zbudować choćby odcinek testowy 40 km, trzeba mieć twardy projekt inżynieryjny: gdzie leżą kable, gdzie są podejścia zasilania, schrony czy magazyny. Bez tego opieranie się tylko na deklaracjach testowania nawet setek rozwiązań to w dużej mierze droga donikąd. Testy systemu muszą się odbywać w realnych warunkach i w szerokim zakresie, by dać wskazówki co do jego funkcjonowania w całej strefie nadgranicznej.
Chciałbym jeszcze zadać pytanie o współpracę ze spółkami PGZ. Są one liderami w wielu programach, w których uczestniczy też Transbit.
Tak, poza programami obrony przeciwlotniczej, dostarczamy sprzęt do wielu innych platform we współpracy z PGZ. Jesteśmy obecni w takich programach jak Orlik, dostarczamy tam systemy łączności, a także w transporterach rozpoznawczych LOTR czy bojowych wozach Borsuk. Nasze rozwiązania trafiają również do najnowszej generacji węzłów łączności dla wojsk lądowych, czyli do aparatowni AŁC-T (Aparatownia Łączności Cyfrowo-Transmisyjnej), dostarczanych przez Wojskowe Zakłady Łączności nr 1.
Jesteśmy dla PGZ uzupełnieniem kompetencji w wyspecjalizowanym obszarze systemów łączności, transmisji danych i integracji taktycznej infrastruktury teleinformatycznej. Holdingom zbrojeniowym nie opłaca się rozwijać własnych zasobów z zakresu zaawansowanej łączności i IT, bo nie mają na to czasu ani możliwości. Dzięki naszej współpracy biorą od nas te specjalistyczne rozwiązania i implementują w swoich wyrobach wyższego rzędu. Żaden koncern na świecie nie robi wszystkiego sam.
Chciałbym jeszcze zapytać o kwestie eksportowe. Jak widzicie szanse Transbitu na rynkach trzecich w obliczu tego, że polska armia kupuje dużo, ale ten rynek w końcu się nasyci?
Dostawy dla polskiego wojska są teraz najważniejsze. Musimy nasycić naszą armię. Jednak ten stan nie będzie trwał wiecznie, a budżety zbrojeniowe i programy unijne pojawiają się obecnie szerzej w Europie. Dlatego już teraz inicjujemy kontakty, by budować naszą „drugą nogę” biznesową za granicą.
Naszą wielką przewagą eksportową w stosunku do największych podmiotów na rynku, z USA czy zachodniej Europy, jest nasza zdolność do współpracy, modyfikacji i głębokiej adaptacji technologii do specyficznych potrzeb klienta. Jeśli państwo trzecie nie chce kupować tysięcy radiostacji z przysłowiowej półki (co w przypadku USA często kończy się czasochłonnym odsyłaniem ich na serwis do Ameryki), ale chce wypracować konkretny produkt, my jesteśmy elastyczni.
Dodatkowo naszym silnym atutem jest to, że nasze rozwiązania są sprawdzone operacyjnie – zawsze możemy odesłać potencjalnego klienta do Wojska Polskiego po doskonałe referencje. A to na rynkach zagranicznych jest argumentem nie do podważenia. Jeśli chodzi o współpracę z liderami na rynku, producentami uzbrojenia, wystarczy spojrzeć, że z Amerykanami można się świetnie dogadać, ale trzeba mieć po drugiej stronie partnera, który merytorycznie rozmawia z nimi na tym samym poziomie. I my udowadniamy to przy systemie IBCS. Przykładem może być również MBDA UK przy integracji systemu łączności na wyrzutni iLauncher. Możemy oferować nasze rozwiązania w zakresie łączności i teleinformatyki, które zapewnią współdziałanie sprzętu pochodzącego od różnych partnerów: kraju-kupującego i państw trzecich, spełniając wymagania konkretnego użytkownika. Udowodniliśmy to już wielokrotnie i w podobny sposób możemy oferować sprzęt także na eksport.
Dziękuję za rozmowę.

