- WIADOMOŚCI
- WYWIADY
Obrona powszechna w Polsce: dlaczego wciąż jesteśmy daleko od Finlandii?
Jak naprawdę wygląda obrona powszechna w Polsce i dlaczego ciągle mylimy ją z obroną cywilną? W rozmowie z Krzysztofem Papadisem, prezesem Polskiego Związku Strzelectwa Obronnego, analizujemy fiński model, rolę komponentu społecznego oraz to, dlaczego godzina „W” zaczyna się dużo wcześniej niż pierwszy alarm. Zobacz, co już dziś mogą zrobić samorządy i obywatele, żeby nie obudzić się w kryzysie bez planu.
Obrona powszechna wróciła do polskiej debaty dopiero kilka lat temu – najpierw w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego z 2020 roku, a później w rekomendacjach prezydenta dotyczących budowy modelu obrony powszechnej. Mimo tego w przestrzeni publicznej nadal dominuje pojęcie „ochrony ludności” i klasycznej obrony cywilnej, które obejmują głównie reagowanie na powodzie, pożary czy inne sytuacje kryzysowe. To tylko fragment większego systemu, którego zadaniem jest przygotowanie całego społeczeństwa do działania w czasie wojny – nie tylko do ewakuacji.
Finlandia jest przykładem państwa, które konsekwentnie inwestuje w komponent społeczny. Tam około 30% dorosłych obywateli jest deklaratywnie gotowych do obrony kraju, a szkolenie nie sprowadza się do jednorazowych kursów czy samej teorii. Systemowe ćwiczenia, jasne zasady użycia sprzętu i budowanie odporności państwa zaczynają się na długo przed pierwszym sygnałem alarmowym. Polska, przygotowując się przede wszystkim do niszczenia wroga poza granicami, wciąż nie rozwiązała problemu grup dywersyjnych, kryzysów lokalnych i słabej świadomości mieszkańców co do podstawowych procedur działania.
Polskie doświadczenia pokazują jednak, że dobrze zorganizowany komponent społeczny potrafi działać skutecznie. Ochotnicza Straż Pożarna od lat odpowiada za znaczną część interwencji w terenie i często jest pierwsza na miejscu zdarzenia. To dowód, że oddolne zaangażowanie można połączyć z systemowym wsparciem państwa i samorządów. Wyzwaniem pozostaje stworzenie spójnego modelu.
