- OPINIA
- ANALIZA
- KOMENTARZ
- WIADOMOŚCI
Wojna z Iranem jak konflikt w Wietnamie? Porażka może być początkiem rewolucji w wojsku
Autor. Tech. Sgt. Tiffany Emery, U.S. CENTCOM, domena publiczna
Konflikt USA z Iranem trwa w najlepsze, chociaż władze w Waszyngtonie ewidentnie zakładały szybką i decydującą kampanię wojskową jeszcze na początku roku. Należy więc wstępnie zastanowić się, czym spowodowane są rosnące problemy Amerykanów i jakie mogą być konsekwencje małej (nie)zwycięskiej wojny na Bliskim Wschodzie dla sił zbrojnych USA.
W USA konflikt zbrojny z Iranem jest coraz częściej krytykowany ze względu na brak osiągnięcia widocznych sukcesów polityczno-wojskowych. Kwestionowane są m.in. dotychczasowe postępy w zakresie niszczenia irańskich możliwości dalszego rozwoju tajnego programu zbrojeń jądrowych (sprawa braku eliminacji materiału rozszczepialnego). A przez pierwszą fazę walk w 2026 r., czyli operacji pk. Epic Fury, i w toku wcześniejszej operacji pk. Midnight Hammer, było czasowo decydującym czynnikiem podjęcia decyzji o atakach. Oczywiście, wiele wątpliwości budzi sprawa ograniczenia możliwości do dalszych uderzeń, w tym saturacyjnych, na cele w całym regionie z użyciem irańskich systemów dronowo-rakietowych. Przykładem tego były chociażby kolejne ostrzały baz i infrastruktury wojskowej amerykańsko-jordańskiej w Jordanii.
Coraz więcej wątpliwości
Naturalnie, nadal uwaga opinii publicznej, i to nie tylko w USA, jest skupiona na braku możliwości zabezpieczenia tranzytu przez Cieśninę Ormuz. Albowiem chociaż USA zapewniają o skutecznej operacji rozminowania i porażenia głównych sił morskich Iranu (marynarki wojennej i przede wszystkim komponentu morskiego Strażników Rewolucji), nadal nie zwiększono skali użytkowania tego strategicznego szlaku wodnego. Jeśli zaś chodzi o cele polityczne, to USA w żadnym wypadku nie mogą mówić o zmianie reżimu w Iranie na bardziej akceptowalny. Irańczycy, co więcej, są nadal twardymi negocjatorami, nieobawiającymi się kolejnych faz eskalacji. W dodatku udało się im najprawdopodobniej wymusić po stronie jemeńskich Huti przeprowadzanie ofensywy w kierunku Bab al-Mandab.
Ostatnim problemem, z jakim musi mierzyć się amerykańska administracja, są sprawy realnej skali zniszczeń i strat, w tym bezpowrotnych, po stronie sił zbrojnych USA. Wypływające na światło dzienne dane wywodzące się z dokumentów kierowanych do Kongresu USA, a także fotografie mają bowiem sugerować, że Pentagon mógł zaniżać skalę zniszczeń oraz ponoszonych strat w sprzęcie. Wszystko jest wzmacniane pytaniami o zagrożenie naruszenia zapasów wojennych, szczególnie w przypadku efektorów obrony powietrznej (w tym przede wszystkim systemów OPL/OPR), poprzez ich aktywowanie na potrzeby Bliskiego Wschodu, kosztem chociażby innych obszarów odpowiedzialności, np. europejskiego. Biały Dom i Pentagon reagują na tego rodzaju kwestie wysokim nasyceniem emocjonalnych komunikatów, szczególnie w mediach społecznościowych (np. walka z „przeciekami”). Zaś wszelkie wątki bliskowschodnie są jeszcze wzmacniane pytaniem o tło całej fali zmian kadrowych, które zachodzą wśród oficerów odpowiadających za krytyczne przestrzenie w różnych dowództwach i związkach taktycznych.
Autor. DoW, U.S. Navy Petty Officer 1st Class Eric Brann, domena publiczna
USA bez zwycięstwa za to z rosnącymi kosztami
USA są więc, przynajmniej w przestrzeni narracji medialnych, w znacznym stopniu w defensywie. W skali trudnej do porównania od czasów zmian postwietnamskich. I w tym przypadku możemy postawić dwie podstawowe hipotezy. Pierwszą z nich jest ta, że najprawdopodobniej jesteśmy w momencie przesilenia polityczno-wojskowego u naszego amerykańskiego sojusznika, które przełoży się na stan jego sił zbrojnych w kolejnych latach. Drugą jest stwierdzenie, że najprawdopodobniej USA ponownie nie dokonały realnej oceny korelacji między celami kampanii wojennej a posiadanym potencjałem. Obie hipotezy można oczywiście potraktować z perspektywy filozoficzno-historycznej i uznać, co jest bardzo popularne również w Polsce, że mamy do czynienia ze schodzącym mocarstwem. Jednakże, warto spróbować zastanowić się nad inną perspektywą, odwołując się do kilku punktów przełomowych dla amerykańskiej obronności z XX w.
Zauważamy, że amerykańska administracja poszła na wojnę, a dokładniej – rozpoczynając działania zbrojne bez wypowiedzenia wojny Iranowi, z pewnością budowaną w oparciu o dwie wojny z Irakiem. Zakładając, że potencjał zgromadzony na teatrze lub w strefie odpowiedzialności U.S. CENTCOM pozwala na przeprowadzenie szybkiej i decydującej kampanii powietrzno-morskiej, również z udziałem innych domen. Finalnie chodziło o sparaliżowanie Iranu i eskalowanie zgodnie z własnymi planami. Błędne założenia pojawiły się wokół oceny struktury systemu społeczno-politycznego Iranu, irańskich zasobów do przeniesienia działań zbrojnych w obrębie regionu oraz własnych możliwości w zakresie odpowiednio skalowanego zaangażowania militarnego na Bliskim Wschodzie.
Jest to o tyle zaskakujące w każdym z aspektów, że akurat nie można podejrzewać, iż amerykańscy analitycy wywiadu, wojska i sektora cywilnego nie mieli obrazu Iranu. Zauważmy, że jako cel potencjalnych działań zbrojnych Iran jest plasowany w amerykańskich planach niemalże od rewolucji w tym państwie i kryzysu wokół zajęcia ambasady USA w Teheranie. Później ten sam Iran musiał być analizowany w związku z pomocą dla terrorystów z Hezbollahu (amerykańskie straty w Libanie, a później w Iranie), ale przede wszystkim jeśli chodzi o irański program zbrojeń jądrowych.
Autor. U.S. Air Force, domena publiczna
Iran nie mógł zaskoczyć Amerykanów
Powiedzmy wprost, Iran w 2026 r. nie był dla Amerykanów jak Afganistan w 2001 r. Co więcej, także narzędzia działania Iranu, które okazały się tak skuteczne przeciwko Amerykanom, nie są niczym nowym. Jeśli mowa o uderzeniach całą gamą systemów rakietowych, bezzałogowych, itp., to przecież Irańczycy stali się znani z tego w ostatnich latach. Od ostrzału baz amerykańskich w Iraku, aż przez uderzenia na Izrael. Wiadomym było też, że tylko dzięki irańskiej pomocy jemeńscy Huti mogli prowadzić zmasowaną kampanię uderzeń dronowo-rakietowych na Królestwo Arabii Saudyjskiej. Co więcej, irańskie systemy bezzałogowe (OWA – jednokierunkowego uderzenia) stały się ikoną rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Zobacz też 
Idąc dalej, blokady Ormuzu czy Bab al-Mandab też były sygnalizowane przez lata w irańskich przekazach propagandowych, ale także w analizach oceniających zdolności bojowe Iranu. Trudno jest więc przypuszczać, że ktokolwiek w kręgach decyzyjnych w umownym Waszyngtonie mógł dziś mówić o zaskoczeniu. Zauważmy, że pojawiły się przy tym głosy, że dowódcy na teatrze sygnalizowali także np. braki, jeśli chodzi o nasycenie systemami kontrdronowymi.
Autor. Fars Media Corporation, licencja CC BY 4.0, commons.wikimedia.org
Zobacz też 
Powody piętrzących się problemów z Iranem
Należy więc już teraz zadać pytania, skąd problemy USA w 2026 r. lub raczej od końca 2025 r. do 2026 r. z przygotowaniem i przeprowadzeniem operacji militarnej wymierzonej w Iran. Na tym etapie analizy dostępnych danych, a są one jeszcze wysoce wstępne oraz szczątkowe, można pozwolić sobie na wysunięcie trzech roboczych odpowiedzi. Mianowicie:
Po pierwsze, niejako życzeniowy charakter oceny systemu irańskiego, oparty lub wzmocniony przekazami irańskich kręgów opozycyjnych w USA. Podobny problem wystąpił w 2003 r., gdy ówczesna administracja spodziewała się większej efektywności opozycji antysaddamowskiej po wkroczeniu do Iraku sił koalicyjnych. Mogło to być wzmacniane również przekazami politycznymi kierowanymi ze strony rządzących w Izraelu i szukających wsparcia dla własnej operacji pk. Roaring Lion. Należy być przy tym ostrożnym wobec narracji o błędach wywiadu USA, do czasu, gdy nie będzie można w pełni zaobserwować ocen wywiadowczych i pracy analitycznej na rzecz administracji Trumpa. Możemy raczej oscylować wokół hipotezy, że najprawdopodobniej dochodziło do politycznego ingerowania w urobek wywiadowczy, tak jak to miało miejsce za sprawą wiceprezydenta Dicka Cheneya i jego współpracowników względem irackiego programu broni masowego rażenia przed atakiem z 2003 r.
Po drugie, problemy z kreacją efektywnego polityczno-wojskowego procesu decyzyjnego w administracji prezydenckiej Donalda Trumpa. Politycy cywilni mogli mieć wolę wyjścia poza nakreślenie celów strategicznych dla wojska i wpływali na procesy już o charakterze operacyjnym, przekładające się na środki wojskowe. Zauważalne było to przykładowo, gdy Donald Rumsfeld (jako sekretarz obrony w administracji G.W. Busha jr.) w 2001 r. dokonywał korekt amerykańskich działań w Afganistanie po wstępnej fazie operacji obalenia Talibów, co mogło ostatecznie wpłynąć na fiasko oblężenia kompleksu Tora Bora. Ten sam sekretarz Rumsfeld miał ponownie ingerować w prace planistyczne odnoszące się do inwazji Iraku, ale w 2003 r. oprócz problemów taktycznych (np. niezabezpieczonych odpowiednio szlaków zaopatrzeniowych) udało się obalić Saddama Husajna – realizując cel strategiczny, niezależnie od późniejszych problemów.
Autor. DoD Tech. Sgt. Andy Dunaway, U.S. Air Force, domena publiczna
Po trzecie, zbyt duże przywiązanie do utartych rozwiązań doktrynalnych (model shock and awe) i oceny własnych możliwości wojskowych na teatrze, bez odpowiedniego zaplecza wielowariantowego w przypadku niemożności realizacji celów operacji. Zauważmy, że począwszy od konstrukcji baz, aż do potrzeby zaangażowania dodatkowych sił spoza U.S. CENTCOM można było odnieść wrażenie, iż w planach USA był najbardziej optymistyczny i oczywisty scenariusz ataku na Iran. W uproszczeniu, skomasowane uderzenia na cele osobowe i obiekty kluczowe miały zapewnić sukces w bardzo krótkim okresie. Bez długotrwałej kampanii i możliwych zmasowanych, a także powtarzalnych irańskich kontruderzeń. USA wymusiły na sobie nieplanowe ruchy w zakresie wzmacniania sił dyslokowanych na Bliski Wschód.
Zdradliwa pewność siebie
Za bardzo ufano również najprawdopodobniej pozycji państw arabskich względem Iranu, uznając, że jeśli Iran już kogoś i coś zaatakuje, to będzie to korytarz celów w Iraku i Izraelu. Pozwalając tym samym uniknąć zagrożenia dla innych instalacji w ZEA, Królestwie Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie czy Katarze, samemu je wykorzystując. Trudno jest bowiem zaakceptować, że amerykańscy planiści nie rozumieli znaczenia rozproszenia sił i środków, celów pozornych, możliwości współczesnych systemów bezzałogowych, itd. Wszystko to przecież w mniejszej skali dotykało amerykańskich wojskowych, w tym na Bliskim Wschodzie (Irak, Syria), a także pojawiało się w analizach w oparciu o lessons learned chociażby z wojny na Ukrainie (szeroko analizowanej przez stronę amerykańską). Mówiąc wprost, nie wszystkich strat można było uniknąć przy tak dużej operacji wojskowej (utrata F-15 za sprawą oddziaływania irańskiego zestawu MANPADS), ale część z nich jest niewątpliwie winą nieprzygotowania odpowiednich sił i środków.
Widząc wyżej wskazane wstępne wnioski z obserwacji toczącej się nadal wojny/konfliktu zbrojnego musimy jednak pokusić się o pewną konkluzję jakie to znajdzie przełożenie na amerykańskie siły zbrojne jako system.
Autor. U.S. Air Force Tech. Sgt. Alexander Frank, domena publiczna
Od słabości po siłę?
W krótkiej perspektywie czasu zauważalne będzie osłabienie amerykańskich zdolności wojskowych. Najczęściej mowa jest o zużyciu systemów uzbrojenia, ale także o ich przeciążeniu pod względem długości zaangażowania na Bliskim Wschodzie. Co więcej, konflikt zbrojny kosztuje i zabiera znaczne środki finansowe, które mogłyby posłużyć do modernizacji oraz innych działań wzmacniających siły zbrojne. Podkopane zostaje również morale, przy braku decydującego zwycięstwa, a także zaufanie wewnętrzne i zewnętrzne do sił zbrojnych. Dodać można, że z racji braku zaangażowania (na wrzesień 2026 r.) dużego komponentu lądowego raczej nie będzie odczuwalne tąpnięcie w rekrutacji do wojska. Wręcz przeciwnie, USA są w stanie realizować swoje plany rekrutacyjne ponad ustalone kwoty i jest to zauważalna zmiana po okresie globalnej wojny z terrorem (GWOT).
Na podstawie tych wskaźników część obserwatorów tworzy katastroficzne scenariusze upadku USA, wycofania się z roli jednego z liderów globalnych, a przede wszystkim erozji amerykańskich zdolności obronnych. Trzeba jednak uznać, że może być wręcz przeciwnie. Pierwszym czynnikiem motywującym ku takiej hipotezie jest zauważenie amerykańskich zmian w przestrzeni wojskowo-politycznej zachodzących po okresach kluczowych konfliktów zbrojnych, które nie zakończyły się ich decydującym tryumfem. Zauważmy, że wojna na Półwyspie Koreańskim (1950-53) wyprowadziła amerykańskie elity z błędnego dogmatu o decydującej roli sił strategicznych i tym samym możliwości oszczędzania na innych rodzajach sił, osłabiając USA w wielu domenach w latach 1945-50.
Jeszcze większą traumą niż tzw. „zapomniana wojna” w Korei był oczywiście konflikt na Półwyspie Indochińskim. USA weszły do tego konfliktu, w pewnym sensie równie jednowariantowo jak przy uderzeniach na Iran, i związały się z wieloletnimi zmaganiami w każdej z ówczesnych domen prowadzenia działań wojennych. Klęska strategicznego zaangażowania po 1975 r. wymusiła na planistach, dowódcach, politykach, ale też inżynierach i przemyśle poszukiwanie remedium na traumę postwietnamską. Zaś finałem tego procesu był kształt amerykańskich sił zbrojnych na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX w.
Autor. U.S. military – United States Special Operations Command History, 1987-2007, domena publiczna, commons.wikimedia.org/
Dojdzie do głębokich przeobrażeń
Tym samym, należy uznać, że istnieje prawdopodobieństwo, iż konflikt z Iranem może być w perspektywie średniookresowej wręcz stymulantem zmian w obrębie naszego strategicznego sojusznika. Nawet problemy finansowe mogą stymulować Amerykanów do poszukiwania bardziej opłacalnych rozwiązań technologicznych. Już teraz zauważmy, że w USA lepiej rozumie się konieczność zwiększenia skali produkcji zbrojeniowej, ale prowadzonej na nowych zasadach, umownie przemysłu 4.0. Wojsko jest w stanie pochłonąć każdy poziom finansowania i chyba trudno jest spotkać takie siły zbrojne, które same z siebie uznają, że nie potrzebują dodatkowych środków budżetowych. W USA Pentagon przyzwyczaił wojskowych do olbrzymiej skali transferów, zwiększając prawdopodobieństwo, niestety, marnowania części z nich, przykładowo w związku ze źle skrojonym zapotrzebowaniem, udzielaniem źle egzekwowanej pomocy wojskowej i modernizacją sił własnych.
Zobacz też 
Obecnie dla USA nie zniknie zagrożenie globalne, ale wojsko będzie musiało dokładniej skalować każdy dolar, widząc swoje luki. Niepewność co do własnych zdolności, jest też powodem szukania nowych rozwiązań doktrynalnych, które będą odpowiedzią np. na możliwość wystąpienia asymetrii sił na niekorzyść USA w jakimś konflikcie. Zauważmy, że chociażby Korpus Piechoty Morskiej USA (USMC) inaczej patrzy na możliwość hipotetycznej konfrontacji z Chinami, a Armia (U.S. Army) lepiej rozumie teatr europejski, a nawet arktyczny. W żadnym razie nie musimy być więc świadkami spadku USA w kolejnych latach z pewnego poziomu zdolności wojskowych, wręcz przeciwnie. Sprzyja takiemu rozumowaniu istnienie w tym państwie rozbudowanych procedur lessons learned. Zauważmy, że jedna z najboleśniejszych operacji dla amerykańskich sił operacji specjalnych, a więc nieudana misja w Iranie, doprowadziła później do rozwoju amerykańskiego potencjału sił operacji specjalnych, właśnie w oparciu o szerokie studia nad katastrofą na lądowisku Desert One.
Autor. USAF
Konflikt z 2026 r. wymusza jeszcze bardziej na USA poszukiwanie remedium na problemy nie tylko jakościowe (nowe rozwiązania do prowadzenia działań zbrojnych), ale też ilościowe. W tym ostatnim przypadku już wspominaliśmy o sprawie amunicji i logistyki, względem długotrwałych działań zbrojnych o dużej intensywności. Jednakże, efekt analizy uderzeń na Iran nie zatrzymuje się tylko na tym. Już teraz trwa dyskusja o przeciążeniu U.S. Navy jeśli chodzi o kształt współczesnej amerykańskiego potencjału morskiego w kontekście stawianych zadań strategicznych i operacyjnych. To samo tyczy się lotnictwa, w tym przede wszystkim U.S. Air Force. USA muszą dokonać refleksji strategicznej jak należy nie tyle punktowo uzupełniać stany materiałowo-sprzętowe z okresu zimnej wojny i szerzej końca XX w., ale dokonać szerszej generacyjnej zmiany w tzw. kontakcie. Mówiąc obrazowo, bez uznawania, że można dokonać zmian na spokojnie przy planowaniu stabilnych okresów przejściowych (ich zwyczajnie nie będzie z racji na sytuację międzynarodową).
Iran wywołuje już zmiany w amerykańskiej obronności
Tak samo można spodziewać się przykładowo zmian w systemach kontrdronowych chroniących amerykańskie bazy w przyszłości czy też większego nacisku na rozproszenie lub nasycenie zagrożonych baz celami pozornymi nowych typów. Innym aspektem, który należy wziąć pod uwagę, są procesy w obrębie bazy industrialnej. Od włączenia nowych podmiotów do produkcji zbrojeniowej o dużej skali, aż po poszukiwanie większej elastyczności w wyszukiwaniu i wspieraniu innowacyjności jeszcze na etapie badań i rozwoju, w tym w przestrzeni dual-use. Pentagon zaczął już też drogę do reformy samych zamówień i sposobu kontroli efektywności w tej przestrzeni działania państwa. Jeszcze innym wątkiem będzie poszukiwanie nowych rozwiązań typowo wojskowych, na modłę air-land battle, shock and awe itd. Wykracza to poza same rozważania o technologicznej przestrzeni wojska, ponieważ zakłada przyjęcie widzenia doktrynalnego.
Autor. U.S. Army Sgt. Michael Majors, domena publiczna
Zobacz też 
Zauważmy, że sprzyjać temu będzie nasycanie wojsk USA nowymi technologiami i potrzeba niejako ucieczki do łatwych rozwiązań bazujących na środkach pola walki wypracowanych jeszcze pod koniec zimnej wojny. Zostało to już poruszone w sektorowych analizach odnoszących się do urobku wojennego dla amerykańskich firm bazujących na analizie dużych wkładów danych na potrzeby systemów C2 i ISTAR. Wspominane było również na przykładzie transformacji zachodzących w siłach operacji specjalnych czy też piechocie morskiej (Marines). Sygnalizacją nowych kierunków i przede wszystkim ich kreowania są też informacje o tworzeniu jednostek wielodomenowych w obrębie amerykańskich sił zbrojnych.
Konkludując, można zasugerować, że konflikt USA z Iranem może z jednej strony obciążyć Amerykanów w ciągu kilku kolejnych lat, ale jednocześnie dać asumpt do wręcz rewolucyjnych zmian w ich siłach zbrojnych. Nie będzie to oczywiście proces łatwy i prosty, ale doświadczenia zmian po wojnie wietnamskiej wykazują, że jest on bardzo prawdopodobny. Przy jednakowym uwzględnieniu wielu innych czynników, takich jak stan amerykańskiej gospodarki i budżetu, wyniki kolejnych wyborów, a także nastroje społeczne.











