- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Trump zapowiadał koniec wojny już 38 razy. Co dzieje się w Cieśninie Ormuz?
Kolejna wojna na Bliskim Wschodzie trwa już ponad 3 miesiące. Status zawieszenia walk jest iluzoryczny, co udowodniło zestrzelenie amerykańskiego Apache’a. Co dzieje się w Cieśninie Ormuz?
Autor. U.S. Army Pfc. Aiden O'Marra, domena publiczna
Amerykański prezydent Donald Trump, potwierdził, że USA straciło śmigłowiec Apache nad Cieśniną Omuz. Załodze nic się nie stało, ale okoliczności strącenia maszyny są zagadkowe, ponieważ pojawiła się informacja, że miał tego dokonać dron Szahid. Prawdopodobnie była to jednak amunicja krążąca. Potwierdza to wszelako, że w Zatoce Perskiej wciąż trwa wojna i nie ma mowy o zawieszeniu broni, a tym bardziej, pokoju.
CNN wyliczył Trumpowi, że ten od początku „Epickiej Furii” zapowiedział w swoich przemowach, mediach społecznościowych i konwencjonalnych, aż 38 razy umowę o zawarciu pokoju z Iranem. Walki możemy podzielić na pięć faz: (1) bitwę powietrzno-morską trwającą od 28 lutego do 8 kwietnia, (2) następnie niejasny rozejm zmieniający dynamikę wojny, (3) kryzys w Cieśninie Ormuz, gdy Iran kontynuował blokadę morską, (4) okres amerykańskiej blokady Ormuzu od 13 kwietnia do 29 maja, oraz obecną fazę, (5) w której konflikt zbrojny tli się na mniejszą skalę.
Dziwna wojna
Z pewnością, jest to jedna z najdziwniejszych wojen amerykańskiego imperium. Jej późniejsza dynamika z blokadą morską USA przysłużyła się strategicznemu eksportowi amerykańskiemu, więc drugą część walk można ocenić jako korzystną dla Waszyngtonu, a przy okazji, o wiele tańszą. Właśnie z tego powodu, oraz z faktu, że traktat pokojowy na tym etapie walk mógłby być korzystny dla Iranu, a niekorzystny dla państw regionu będących w sojuszu z USA, Trump ostatecznie wojny nie kończy. A zaznaczmy, że formalnie to nie jest wojna, bo na „wojnę” potrzebna jest zgoda Kongresu USA.
Problem w tym, że zakończyć walki nakazał mu właśnie Kongres USA, i to w tym momencie, gdy Pentagon zaczął korzystać na walkach oraz spotyka się z mniejszą krytyką. Po pierwsze, prezydent USA „zużył” ustawowe terminy na zaangażowanie sił zbrojnych poza granicami kraju bez zgody Kongresu USA – chyba, że każdy kolejny etap walk traktujemy jako nową operację. Po drugie amerykański parlament zaczął mu wiązać ręce na Bliskim Wschodzie. Wojna jest niepopularna w opinii publicznej, więc Izba Reprezentantów USA przyjęła w środę 3 czerwca rezolucję wzywającą Trumpa do zakończenia działań wojskowych przeciwko Iranowi bez autoryzacji Kongresu.
W międzyczasie, Trump próbował zmusić Izrael do wygaszenia frontu wojennego w Libanie, co skończyło się pyskówką telefoniczną z Binjaminem Netanjahu, premierem Izraela, którego Trump miał nazwać „piepr…. świrem”, który „siedziałby w więzieniu” gdyby nie USA. Iran nie uznaje pokoju, póki atakowany jest Hezbollah, a Izrael nie uznaje pokoju, póki Hezbollah istnieje. Ponadto negocjacje rozejmowe o Libanie wyglądały równie nietrwale co na odcinku irańskim – zawieszenie walk negocjował Izrael i rząd libański, pod egidą USA. Tyle, że stroną walk nie jest Liban i jego rząd, a nielojalny wobec polityki Bejrutu, szyicki Hezbollah. Aby zakończyć udział USA w wojnie należałoby z dnia na dzień to ogłosić.
Izrael nie pozwoli na pokój
Teoretycznie na obu frontach tej wojny (Liban i Iran) panuje rozejm, ale w obu przypadkach trwają walki. Modus operandi naruszenia rozejmu był wspomniany Netanjahu, który negocjacje rozejmowe w Pakistanie storpedował atakiem na południe Libanu. Wycofanie się jednak z wojny przez USA przyniosłoby gorsze warunki ekonomiczne całej Zatoce Perskiej, ponieważ sojusznicy USA z regionu staliby się zakładnikami blokady Cieśniny Ormuz i musieliby finansować Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), by ten przepuszczał ich statki. Regionalną gospodarką zacząłby rządzić Teheran, a przecież wojna wybuchła o to, aby wpływy Iranu ograniczyć. Natomiast obecna faza walk, z której Trump chciałby się wycofać, ale nie może – ma międzynarodowe uzasadnienie. To co robi Iran i czym straszy region jest niezgodne z prawem morskim (UNCLOS) i jest morskim piractwem. Paradoksalnie, gdyby USA zdecydowała się wyłącznie na blokadę morską Iranu, a nie „Epicką Furię” to taka misja zyskałaby rezolucję ONZ (być może nawet mandat Narodów Zjednoczonych) i szeroką międzynarodową koalicję, by chronić międzynarodowe prawo morskie (wolnej żeglugi przez cieśniny).
Zobacz też

USA w odwecie za zestrzelenia Apache’a zaatakowało szereg celów w irańskich Sirik, Minab i Keszm. W czasie gdy piszę te słowa, wyją syreny przeciwlotnicze w Bahrajnie i Kuwejcie, więc mamy kolejną turę wymiany ciosów. Operacja militarna Izraela na południu Libanu będzie postępować, ponieważ jest to na rękę koalicjantom Likudu w izraelskim rządzie, a przed Netanjahu wybory do Knesetu. Jeżeli zerwie koalicję to tuż przed wyborami czeka go powrót zarzutów o korupcję. Z kolei jeżeli wojna w Libanie potrwa co najmniej do października (do wspomnianych wyborów), to Likud wraz z radykalnymi partiami osadników, zyska ziemię – dosłownie terytorium – którymi zechce kupić głosy środowisk osadniczych popierających wojny Izraela właśnie o ziemię (w Gazie, na Zachodnim Brzegu, w Syrii i Libanie). Nie spodziewajmy się zatem niczego innego, niż dalsza wojna na Bliskim Wschodzie.




WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!