Geopolityka

„Druga armia NATO” przeciwko Kurdom. Taktyczne aspekty interwencji w Afrin [ANALIZA]

Fot. YPG
Fot. YPG

Rozpoczęta 20 stycznia 2018 r. turecka interwencja w kantonie Afrin – operacja „Gałązka Oliwna” - była już dość długo wyczekiwana i jest logicznym następstwem operacji „Tarcza Eufratu”. Celem oficjalnym jest zbudowanie strefy buforowej na granicy tureckiej, praktycznym fizyczne zniszczenie sił kurdyjskich w Afrinie, które Turcy uważają za wspierające kurdyjski terroryzm (PPK).

Operacja „Gałązka oliwna” (tur. Zeytin Dalı Harekâtı) jest kontynuacją „Tarczy Eufratu” z 2016 r. więc pewne elementy taktyczne są w Afrinie powielane, jednakże można zaobserwować także pewne innowacje, które są pokłosiem walk o Al-Bab, gdzie bojownicy Daesh zadali siłom tureckim wymierne straty, w tym zniszczone nierozważnie użyte Leopardy 2. W Afrinie operacja przebiega powoli, widać, że postawiono na metodyczny, bezpieczny, ograniczający straty własne przebieg operacji. Jeśli nie dojdzie do przetasowań politycznych pozostawieni sami sobie Kurdowie zostaną, prędzej czy później, zmiażdżeni.

Zgodnie z taktyką wypracowaną jeszcze w czasie operacji „Tarcza Eufratu” ciężar walk spoczywa na protureckich formacjach zbrojnych, które wspierane są przez tureckie oddziały komandosów i wpięte są w turecki system dowodzenia. Operacją dowodzi gen. Ismail Metin Temel, dowódca 2 Armii, chociaż uczestniczą w niej także związki taktyczne z innych armii, a na granicę turecko-syryjskie wciąż ściągane są nowe siły. Należy pamiętać, co nie jest wykluczone, iż Ankara sugeruje rozszerzenie operacji także na inne kurdyjskie regiony, co oczywiście wiązałoby się z pogłębianiem kryzysu z Waszyngtonem. Aby zbudować strefę buforową, a przy okazji rozproszyć siły obrony w kantonie, interwencja przeprowadzana jest na 6-7 głównych kierunkach – od zachodu i północy z terenu Turcji oraz z północnego-wschodu z tzw. „korytarza Azaz”. Operacje bojowe prowadzone są także wzdłuż granicy, niejako na boki podstaw poszczególnych przyczółków, a nie jedynie w głąb kantonu, w kierunku na miasto Afrin.

Protureckie milicje zostały w 2017 r. przez Turków przeszkolone, umundurowane i wyposażone, i operują pod angielskojęzycznym szyldem Syrian National Army (tur. Özgür Suriye Ordusu). Szacuje się, że SNA może liczyć nawet 25 tys. bojowników (głównie Turkmenów), dość dobrze uzbrojonych, z licznymi uzbrojonymi pikapami (tzw. technicale), a nawet transporterami opancerzonymi. Nadal problemem jest słabe wyszkolenie i dyscyplina, ale te mankamenty nadrabiają tureccy wojskowi, w tym pododdziały komandosów, wspierające bezpośrednio bojowników SNR na polu walki.

undefined

Powolne i metodyczne natarcia poprzedzane są przez silne, dość precyzyjne, ostrzały artyleryjskie oraz wsparcie z powietrza. Wsparcie artylerii odgrywało ważną rolę w operacji „Tarcza Eufratu” i tak samo jest obecnie w kantonie Afrin. Masowo używane są standardowe samobieżne haubice T-155 Firtina kal. 155 mm, od lat aktywne na pograniczu, natomiast ostrzał powierzchniowy prowadzą m.in. systemy T-122 Sakarya kal. 122 mm. Ostatnio można było zaobserwować podciąganie na linię frontu w Afrinie - i ich użycie w ostrzale - samobieżnych haubic M110A2 kal. 203 mm.

Zmasowanego wsparcia z powietrza udzielają przede wszystkim samoloty F-16C/D wykorzystujące  amunicję precyzyjną, np. bomby HGK (klasyczne bomby Mk 84 z zestawem oprzyrządowania HGK (Hassas Güdüm Kiti) fimy TÜBİTAK-SAGE czyniące je amunicją precyzyjną). Do zadań rozpoznawczych i uderzeniowych wykorzystywane są bezzałogowce, m.in. najnowsze drony typu TB2 Bayraktar. Wsparcia bezpośredniego udzielają śmigłowce uderzeniowe, przy czym uwagę przykuwają zwłaszcza szturmowe T129 Atak. Śmigłowce T129 operują parami, na bardzo małych wysokościach, żeby uniknąć zagrożenia ze strony naramiennych systemów przeciwlotniczych, którymi bojownicy SDF/YPG dysponują (niedawno została zdobyta na Kurdach wyrzutnia typu Igła). Warto zaznaczyć, że do tego momentu – prawie dwóch tygodni trwania operacji w Afrinie – nie został zestrzelony żaden śmigłowiec. Co prawda YPG zgłosiło fakt ostrzelania tureckiego śmigłowca bojowego, ale jak się wyjaśniło załoga T129 Atak nawet nie odnotowała samego faktu ostrzału z broni strzeleckiej, nie mówiąc już o jakiś poważniejszych skutkach.

Ważną rolę w operacji odgrywa broń pancerna, tyle, że w odniesieniu do walk z Daesh pod al-Bab używana jest rozważniej, stąd i straty są póki co raczej znikome. Czołgi Leopard 2A4, czy M60T Sabra, trzymane są z tyłu, wykorzystywane jako ruchome punkt ogniowe - prowadzą ogień z ukrycia, na dalekich dystansach, ze zmianą pozycji. W operacji szeroko stosowane są także inne wozy bojowe: transportery gąsienicowe FNSS ACV-15, lekkie kołowe Cobry 4x4 oraz nieco cięższe MRAP-y 4x4 Kirpi.

Metodyczne przesuwanie się naprzód, w trudnym i silnie bronionym górzystym obszarze, nie przynosi błyskawicznych sukcesów terenowych, ale jest nieustanne. Postępy ofensywy mierzone są dzień po dniu dosłownie pojedynczymi wioskami i wzgórzami, jednak należy pamiętać, że w wielu z tych miejsc Kurdowie rozbudowali silne pozycje obronne, w tym także sieć podziemnych tuneli. Liczne są przykłady z wojny syryjskiej, gdzie system tuneli wykorzystywany był do skrytego przemieszczania się na flanki i tyły przeciwnika, stąd powolne tempo natarcia. Szczególnie widoczne było to na strategicznych wzgórzach Barsaya (Mount Barsaya) i okolicznych miejscowościach, gdzie zacięta dziesięciodniowa obrona kurdyjska opierała się na umocnieniach naziemnych i rozbudowanemu systemowi podziemnych tuneli. Trudny teren i kiepska pogoda wykorzystywane były tam przez bojowników YPG do infiltracji na tyły przeciwnika. „Nie byliśmy w stanie posuwać się do przodu przez kilka dni z powodu złej pogody i bojowników YPG próbujących codziennie infiltrować nasze pozycje” - powiedział pod Mount Barsaya dowódca jednego z oddziałów protureckiej milicji.

Rozciągnięte na znacznym obszarze – de facto wokół granic kantonu Afrin – siły kurdyjskie (szacowane, chyba przesadnie, na 8-10 tys. bojowników) są w stanie przez jakiś czas uporczywie bronić się w poszczególnych wioskach, czy na wzgórzach, ale nie są w stanie kontratakować. Drobne sukcesy taktyczne niewiele zmieniają w ogólnej sytuacji operacyjnej – Kurdowie ostrzeliwani i bombardowani, a następnie atakowani przez piechotę wspartą bronią pancerną, stopniowo, ale systematycznie tracą teren i wyczerpują swoje siły.

Jednym z celów tureckich jest zapewne nie tyle zdobywanie samego terenu, ile jak największe wykrwawianie doborowych oddziałów bojowych YPG i innych formacji. Współdziałanie piechoty, broni pancernej, artylerii i lotnictwa musi przynosić Kurdom duże straty, chociaż zapewne nie tak wysokie jak podawane oficjalnie przez stronę turecką. Z drugiej strony mała liczba kurdyjskich jeńców także pokazuje determinację bojowników SDF/YPG/YPJ... (tym bardziej, że nawet wówczas jest mała szansa na zachowanie życia).

Obie strony prowadzą aktywne działania propagandowe, co utrudnia zorientowanie się w rzeczywistym przebiegu operacji, w tym zadawanych stratach. Nie ma jednak wątpliwości, że to strona kurdyjska traci teren i bardziej się wykrwawia. Zgłaszane zniszczenia tureckich czołgów, mimo użycia nowoczesnych systemów przeciwpancernych (potwierdzone w Afrinie m.in. ppk TOW, czy Korniet) nie są dokumentowane materiałem foto i wideo, co podważa ich wiarygodność. Tym bardziej, iż znany jest przykład zaatakowania i zniszczenia z użyciem ppk makiety tureckiego czołgu.

Na koniec warto zauważyć, że interwencje w północnej Syrii („Tarcza Eufratu” w 2016 i „Gałązka oliwna” w 2018) mogą służyć także jako poligon dla nowego uzbrojenia i wyposażenia armii tureckiej, w zdecydowanej większości rodzimej produkcji. 21 stycznia 2018 r. - dzień po rozpoczęciu interwencji w kantonie Afrin - premier Binali Yildirim na specjalnym briefingu nie omieszkał wspomnieć, że kampania w Afrinie prowadzona jest w 75% z użyciem tureckiej broni i amunicji.

Komentarze (10)

  1. Generał Lufa

    Piękna Laurka dla Tureckiej Armii, ale prawda jest taka, że po upływie dwóch tygodni nie zdobyto prawie niczego. W sobotę 03.02 media donosiły że był to najkrwawszy dzień operacji dla tureckiej Armii, która tego dnia straciła bezpowrotnie ośmiu żołnierzy. Również w internecie można znaleźć filmy, na których widać jak niszczone są tureckie czołgi, z dużym prawdopodobieństwem, zgodnie z ich opisem - podczas operacji Gałązka Oliwna. Co do 8-10 tys kurdyjskich bojowników , myślę że liczba ta wcale nie jest przesadzona, biorąc pod uwagę że w walkach biorą udział nawet kobiety, a teren operacji nie został odizolowany przez Armię Turecką i przypuszczalnie, siły kurdyjskie są wpierane przez kontrolowane przez Syryjską Armię terytorium. Wszystko to każe przypuszczać, ze operacja Tureckiej Armii przeciwko Kurdom w Afrin, może podzielić los operacji Arabii Saudyjskiej w Jemenie, przeciwko Houtim.

    1. Kassa

      Masz dużo racji. Łatwo pisze się propagandę, trudniej zdobywa się realne cele, o ile w ogóle się je zdobywa. Nie mam wątpliwości, że Kurdowie nie oddadzą pola, są zdeterminowani, bo taka szansa na ich kraj, jaką mają teraz, może się nie zdarzyć długo.

    2. Jan

      Podejrzewam, ze syryjska armia jest bierna, bo nadszedł by czasie kiedy Kurdowie część terytorium odcięli by od Syrii.

  2. Zbrojnik

    \"Gdzie 2 się bije tam 3 korzysta \" . Jednocześnie z ofensywą turecką na Afrin od północy trwa ofensywa wojsk rządowych Syrii na pozycje \"umiarkowanej opozycji\" w Idlib. A Rosja wycofała swoją Policję z Afrin , ograniczając się do słów i ataków lotniczych na ............ protureckie milicje pod pretekstem walki z HTS ( Al-Queada w Syrii ) . Komuś operacja „Gałązka Oliwna” jest wyraznie a rękę .........

    1. Jan

      Na pewno na rękę jest Asadowi, który musiał by walczyć z Kurdami. Poza tym mamy dowód wdzięczności USA. Rosja się nie wrąca, bo Kurdowie uwierzyli, że USA im pomoże i wspólnie z USA walczyli.

  3. Sąsiady

    Kiedyś ręka w rękę, mordowali Greków i Ormian. Teraz gdy wszystkich wymordowali, zaczęli zabijać siebie na wzajem. Mam nadzieję, że \"szlachetni\" Kurdowie i \"podli\" Turcy prędko nie przestaną... Na bliskim wschodzie człowiek człowiekowi wilkiem, katem i terrorystom.

  4. Smuteczek

    Ten ostatni filmik z eksplodujacego Leoparda robi wrazenie. Tak konczy sie mit o wyizolowanym magazynie amunicji.

    1. Marek1

      Znane sa przypadki, gdy hiperptriotyczni d-cy tureckich Leopardów 2A4 pakowali do swych pojazdów 2 jedn. ognia do prowizorycznych stojaków wzdłuż burt podwozia. Efekt trafienia w te \"zapasy\" zapewne widziałeś na swym filmie ...

    2. war is coming

      Raczej mit o wspaniałości leo2a4. Składowanie amunicji w nim wcale nie jest najbezpieczniejsze o czym się przekonała załoga. Paradoksalnie wszelkie mity dotyczące tej wspaniałej konstrukcji same się rozwiewają z kolejnym zniszczonymi pojazdami. Wiadomo już że pancerz jest kiepski, wieża tragiczna i po modernizacji ją nie przypadkiem zmieniano, brak jest podstawowych systemów elektronicznych a sama siła ognia nie zachwyca tak samo jak i bajki o nielatającej wieży czy o odseparowanym magazynie amunicji. Co gorsza przyjęcie tego złomu do WP na wiele lat zahamowało modernizacje i rozwój naszych czołgów.

    3. cvb

      I dlatego na czas W powinny zostać przygotowane pakiety ERAWy i Obry dla naszych.

  5. gosc

    to oznacza,ze nato prowadzi wojne.

    1. czarny bez

      Zdaje się że NATO jest paktem obronnym. Działania ofensywne jednego z jego członków są wewnętrzną sprawą tegoż państwa. Tylko jedno państwo na świecie zawsze broni się atakiem. I nie należy ono do NATO.

    2. Zbys

      NATO jest Policja ONZ-tu ! To wypadalo by wiedziec !!

  6. Z

    Czyli rozszarpywanie terenu Syrii pomiedzy sasiadami nabralo znow rumiencow. A przeciez o to wylacznie w tej zabawie chodzi.

  7. Arkadiusz Jerzy Stawicki

    Reperkusje tej operacji zapowiadają się naprawdę poważnie dla Stanów Zjednoczonych, ale także szeroko rozumianego Zachodu i...Polski. Otóż jeszcze kilka miesięcy temu Kurdowie wykrwawiali się w walce z ISIS, które Stany i Zachód uważały za największe dla siebie zagrożenie - jak cały islamski radykalizm (niesłusznie zresztą, bo strategicznie największym zagrożeniem są Chiny, a następnie Rosja). To, że dziś wygląda na to, iż Kurdowie (przynajmniej w kantonie Afrin) zostali porzuceni przez USA (nawet jeśli trwają dyplomatyczne działania USA, by zatrzymać ofensywę turecką, są one nieskuteczne, a więc z punktu widzenia Kurdów, to jest porzucenie, bo w realnej polityce liczy się skuteczność, a nie intencje), będzie miało katastrofalne skutki średnio i długofalowo, szczególnie na Bliskim Wschodzie. Z punktu widzenia bowiem tam istniejących krajów i ugrupowań oznacza bowiem, że na Stanach nie można polegać. Więcej nawet - że traktują oni zawarte sojusze jako dostarczycieli mięsa armatniego, które natychmiast porzucają, gdy tylko nie będą im potrzebne. To będzie miało KATASTROFALNE skutki tak dla prestiżu, siły miękkiej i twardej USA (i tak już nadwyrężonego bardzo), bo każdy mający się z nimi związać będzie zawsze zadawał sobie pytanie: na ile trwały jest ten sojusz? Każdy potencjalny sojusznik (i to nie tylko tam, ale i na całym świecie) będzie miał zawsze z tyłu głowy przykład Kurdów. To podniesie i koszt zawarcia porozumienia ze strony USA (bo skoro sojusznicy będą wiedzieć, że są mięsem armatnim i za bycie nim zażądają większej ceny, po to, by im ew. coś \"zostało\", jak zostaną wystawieni przez USA zaraz po zakończeniu współpracy) i ryzyko, że owi sojusznicy USA będą cały czas rozglądać się na boki szukając lepszego partnera. Także - nie do końca będą się przykładać do osiągnięcia celów USA, bo i po co? Skoro zaraz po jego osiągnięciu będą porzuceni? To jaki mają interes w tym, żeby to zadanie szybko wykonać? Tak nieskuteczność w obronie interesów sojuszników przez USA, to również czysty zysk dla Rosji i coraz silniej wchodzących na Bliski Wschód, Chin. Bo oznacza, że nie tylko maleją wpływy USA (a więc i Zachodu), ale też kraje z tego regionu (i z całego świata) będą coraz częściej spoglądać w ich stronę. Po co im bowiem sojusznik taki jak USA i Zachód, które są nieskuteczne w obronie \"swoich\"? Szczególnie, że Rosja i Chiny nie pytają o prawa człowieka. To, że USA tego nie widzą (i nie reagują) upatruję w dwóch przyczynach. Albo Trump (jako prezydent) tak sparaliżował (swoją indolencją) Departament Stanu, armię i całą administrację oraz Senat i Kongres, że są całkowicie nieskuteczne albo...Bliski Wschód przestał być USA potrzebny, bo zasoby ropy i gazu (m.in. z łupków) są na tyle duże, że zapewniają im bezpieczeństwo dostaw i na najwyższym szczycie władz waszyngtońskich uznano, że szkoda ponosić wysokie koszty utrzymywania status quo oraz stabilizacji na Bliskim Wschodzie, bo ów Bliski Wschód nie jest im już potrzebny. Nawet jednak przyjmując ten drugi scenariusz (bo o pierwszym wolę nawet nie myśleć, gdyż oznaczałby katastrofę dla tzw. Zachodu - za część którego wciąż uważam Polskę) jego wykonanie jest fatalne. Bo można było to wyjście zorganizować w inny sposób. Systematyczny, powolny, dając czas sojusznikom na dostosowanie się do nowych realiów. A tak to mamy do czynienia z sytuacją taką jak wyżej opisałem. W której jak na dłoni potencjalni sojusznicy widzą, że USA nie można ufać. To, w sytuacji katastrofalnej nieskuteczność reszty tzw. Zachodu w polityce zagranicznej, wyznaczaniu i realizacji strategicznych,operacyjnych, a nawet taktycznych celów geopolitycznych, oznacza dla Polski KATASTROFĘ. Już nawet abstrahując od tego, że polskiej polityki zagranicznej obecnie nie ma (bo w całości została podporządkowana polityce wewnętrznej), to jeszcze zatrważa tempo w jakim następuje erozja znaczenia Polski. EU, Francja, Niemcy, Ukraina, teraz Izrael i USA - wszędzie straciliśmy. I tracimy. Ok, każda z tych wojenek dawała (i daje - niestety) procenty poparcia obozowi rządzącemu (oto pokazaliśmy Unii, że jesteśmy twardzi, Francuzom jak się je widelcem, Niemcom każemy zapłacić za II wojnę - może jeszcze za zabory?, Ukraińcom wypomnimy mordy na Wołyniu, Żydom teraz pokażemy, że oni sami się wsadzali do gazu, a USA nie będzie nam mówić ustami Departamentu Stanu jakie ustawy i jak mamy procedować), to choć wiele z tych ruchów ma pewne podstawy i stojące za nimi słuszności, to patrząc na nie całościowo (a to właśnie takiego całościowego, strategicznego ujęcia polskim elitom rządzącym chyba brakuje) to razem ten ciąg jest FATALNY dla polskiej racji stanu czyniąc z nas niemal pariasa tzw. Zachodu. Kiedy więc z jednej strony USA nie potrafią się wywiązać ze swoich zobowiązań wobec sojuszników na Bliskim Wschodzie (i to takich, którzy przelewali za nich krew i to tak niedawno), to jak mamy wierzyć, że wywiążą się z nich wobec Polski? Która przelewała za nich krew w Iraku i Afganistanie jeszcze nie tak dawno (ale wcześniej niż właśnie wystawiani Kurdowie), a jeszcze teraz na dodatek pokazuje im palec przyśpieszając przyjęcie ustawy o IPN? Tylko...ciekawe czy ktoś w polskim rządzie czy w partii rządzącej w ogóle o tym myśli? Analizuje? Wyciąga wnioski? Obawiam się, że nie. I to jest właśnie najbardziej tragiczne w tym wszystkim...

    1. wojtek

      Jest dużo racji w tym co piszesz poza moim zdaniem jedną - nie sądzę żeby rząd i nasi stratedzy polityczni nie wiedzieli tego co Ty i inni eksperci, których podobne analizy sytuacji można znaleźć np. w internecie. Dla Polski obecnie są ważne moim zdaniem trzy filary: bezpieczeństwo energetyczne, silna armia i dodatnia demografia. Na nich oparte będzie znaczenie na arenie europejskiej ponieważ oznacza siłę ekonomiczną i bezpieczeństwo wewnętrzne, a co za tym idzie oddziaływanie na sąsiadów (mniejsze jak na Niemcy ale większe jak na pozostałe). Wygląda na to że rząd również stawia na te priorytety jedynie z różnym skutkiem osiąga cele (jak np. uzbrojenie armii). Faktycznie jeśli USA podjęło decyzję o porzuceniu roli żandarma na świecie i wycofa się w obronie wpływów w obu Amerykach to mamy słabą sytuację polityczną dla nas. O tym świadczyłby po pierwsze fakt nienałożenia sankcji na NS2 i bardzo mała obecność wojskowa w Polsce i Europie Środkowej (zbyt mała do obrony interesów USA). W tej sytuacji w odwodzie mamy zaangażowanie w armię europejską co przy wszystkich swoich słabościach daje jednak nową możliwość budowania pozycji na poziomie 3 filara. Polska będzie musiała w tej sytuacji doprowadzić do zakończenia sporów z UE i oprzeć swoje bezpieczeństwo właśnie o nią. Następnie budować armię i obserwować rozwój wydarzeń. Pamiętajmy że Chiny będą również oddziaływac na Europę a zatem obecnie kształtujące się strefy wpływów mogą nie być ostatecznymi. Poza tym naszą siłą jest to że wszystkim USA, Niemcom i Francji, Rosji jak i Chinom powinno zależeć żebyśmy byli w ich strefie wpływów, a przez to umiejętne rozegranie tej partii może przynieść nam wiele pozytywnych korzyści. To jest to światełko w tunelu geopolityki na którym bym się skupił. Zwróć przykładowo uwagę na postępowanie Rosji wobec Polski. W zasadzie propagandowo nie ma wogóle żadnych konfrontacyjnych elementów. Od miesięcy zastanawia mnie dlaczego...

    2. Mirek

      całkiem zręcznie to ująłeś. Ale logicznym wnioskiem jest że na USA nie można już liczyć czyli musimy poszukać sobie lepszych sojuszników. W takim wypadku złe relacje z państwami zachodu pomogą nam ich szukać na wschodzie. Mozliwe, że obecnie jest etap wyczekiwania co się będzie działo - ale jeśli będzie się działo tak dalej, za 20 lat lepszym strategicznie sojusznikiem mogą się okazać Chiny. W takim wypadku Polska podąża dobrą drogą. Przyjąłeś za pewnik że nasz sojusz z USA i EU będzie w najbliższej przyszłości dla nas korzystny - może będzie a może nie...

    3. g77

      \"EU, Francja, Niemcy, Ukraina, teraz Izrael i USA - wszędzie straciliśmy\". Co straciliśmy? Złudne poczucie że jesteśmy dla nich poważnym partnerem? Możliwość siedzenia cicho i cierpliwego czekania na poklepanie po plecach? Oczywiście wolał bym żeby wszystkich tych konfliktów nie było ale są one skutkiem próby zerwania się z paska Niemiec (szerzej UE), niechęci lewicowo - liberalnych elit UE do prawicowego rządu w Polsce (a nie odwrotnie). Co do Wołynia i mówienia o tym co tam się działo - Za długo nikt o tym na poważnie nie mówił. To wpłynęło nawet wbrew rządowi. Co do próby ingerowania Izraela w polski system ustawodawczy - Jeżeli Polska chce być traktowana jako poważny kraj musi taką próbę odrzucić. Tu nie ma innego wyjścia. Dlatego martwi mnie stopniowe rozmiękczanie rządowego stanowiska w tej kwestii. Co do stanowiska USA w tym temacie - będzie to dla nas cenna lekcja. Obserwować i kalkulować na ile trwały i wartościowy jest nasz egzotyczny sojusz z hegemonem. Ile dla USA znaczy sojusz z Polską? Czy poświęcą to strategiczne miejsce na mapie Europy dla lepszego samopoczucia chciwej diaspory?

  8. Jacek Frankowski

    Zamiast Turcji powinniśmy mieć Izrael w NATO

    1. rastafaraj

      LOL prosze sam konflikt Gazie okupacja Palestyny dyswalifikuje Izrael do wpolpracy przy czymkolwiek w 100% nie wiem czy nasze 2 f16 -ki nadal tam sa? Powinni wrocic, zakupy w Izraelu zmniejszyc do minimum.

    2. Infernoav

      I co dałby nam Izrael? Właśnie pokazali swoje nastawienie do Polski.

    3. Marcin

      100%

  9. Kuba

    Autor nie wspomniał o przerzucie ludzi i sprzętu przez tereny kontrolowane przez Assada w celu wsparcia Kurdów w Afrinie

  10. Polanski

    I takim partyzantom rady nie mogła dać ruska i syryjska armia. Męczyli się prawie 3 lata. I nadal nie kontroluja 3/5 terytorium.