Geopolityka

Czeski flirt z Putinem

Fot. zemanmilos.cz
Fot. zemanmilos.cz

W polskich środkach masowego przekazu sporym echem odbiła się wypowiedź Milosza Zemana dotycząca sankcji wymierzonych przeciw Rosji. Przypomnijmy -podczas wizyty na greckim Rodos w ramach konferencji "Dialog Cywilizacji" organizowanej przez bliskiemu Putinowi oligarchę, czeski prezydent odniósł się niebywale krytycznie do idei obostrzeń ekonomicznych jako narzędzia wywierania politycznej presji. W tym kontekście warto przyjrzeć się temu, jakie stanowisko zajmują czescy decydenci wobec kluczowych kwestii politycznych dotykających Europę.

Zeman pomiędzy Brukselą a Moskwą

Już w czerwcowym wywiadzie udzielonym agencji ITAR-TASS Milos Zeman oznajmił, że osobiście nie widzi powodów do izolowania Federacji Rosyjskiej. Wręcz przeciwnie, ubolewa on nad mizernym stanem rosyjskich inwestycji w Czechach jak i nad absurdalnym według niego obowiązkiem wizowym.

Znany ze swojej miłości do anegdot czeski prezydent często przytacza opowiastkę o swojej podróży do Miami, gdzie poczęstował kubańskich imigrantów uszczypliwą uwagą na temat sukcesu polityki sankcji wobec Hawany. "Są tak udane, że Fidel Castro jest dyktatorem już od 50 lat"-cytuje w krajowych mediach zadowolony z siebie Zeman.

Burzę komentarzy wywołały także jego wyrazy zaufania dla zapewnień ministra Ławrowa, że na Ukrainie nie operują regularne oddziały armii rosyjskiej. Nie chodziło tu o lapsus, ale dwukrotnie wyrażony osąd-po raz pierwszy w radiu Frekvence 1 a następnie na szczycie NATO w Walii, gdzie zapowiedział, że zażąda dowodów na rosyjską obecność na terytorium Ukrainy. Po swoim wystąpieniu w Newport naraził się zresztą na drwiny ze strony Carla Bildta, który jego deklaracje skwitował ironicznym "Niech się zwróci do czeskiego... (to nastąpiło udawane zawahanie) istnieje właściwie jakiś czeski wywiad?"

Gwoli sprawiedliwości należy wspomnieć, że ogólnie rzecz biorąc przychylny wobec Unii Europejskiej Zeman na samym początku ukraińskiego kryzysu wygłosił kilka krytycznych uwag na temat działań Rosji, te jednak poszły w niepamięć i nie zakłócają ogólnego obrazu, co dobitnie potwierdza wystąpienie w Rodos.

Trzecia droga Sobotki

Obóz rządzący w przeciwieństwie do Zemana stawia na mdłą dwuznaczność. Nic nie podkreśla jej lepiej niż finał wrześniowego nadzwyczajnego posiedzenia czeskiego parlamentu.

W ciągu siedmiogodzinnej debaty posłowie -w tym koalicji rządzącej- odrzucili wniosek, złożony przez opozycyjną TOP09, krytykujący premiera Bohuslava Sobotkę za wyłamywanie się z unijnych szeregów w kwestii sankcji wobec Rosji, co samo w sobie nie było ani zaskakujące ani też szokujące. Zdumiewającym jawi się jednak fakt, że ci sami parlamentarzyści odrzucili również uchwałę,wzywającą rząd do potępienia rosyjskiej agresji wobec Ukrainy oraz konsekwentnej obrony interesów Republiki Czeskiej we współpracy z zachodnimi demokracjami. Ta wydawałoby się niezbyt kontrowersyjna uchwała była odrzucona głosami posłów lewicowej ČSSD, komunistów i części koalicyjnego ruchu ANO.

O tym, że w ramach swojego uczestnictwa w zachodnich strukturach politycznych obóz rządzący najchętniej chciałby i wóz i przewóz, przekonał Sobotka już wcześniej, zaraz po wizycie prezydenta Obamy w Polsce, kiedy to zdecydowanie odrzucił potrzebę wzmocnienia obecności NATO w Europie Środkowej. Słowa te przywodzą na myśl utrzymaną w podobnym duchu wypowiedź ministra spraw zagranicznych Martina Stropnickiego z ANO. Stropnicki z niezręcznością zdumiewającą u bądź co bądź dyplomaty stwierdził, że rozmieszczenie sił NATO w Czechach jest dla ludzi jego pokolenia psychologicznym problemem ze względu na skojarzenia z niegdysiejszą obecnością wojsk sowieckich.

Na tym tle zaskakuje trochę minister spraw zagranicznych i partyjny kolega Sobotki-Lubomir Zaorálek, który od początku zwrotu w stosunkach Zachodu z Rosją nie szczędził Moskwie słów krytyki. Swoistego kompasu moralnego nie stracili też ludowcy i chrześcijańscy demokraci z koalicyjnej partii KDU-ČSL. Ich przewodniczący Pavel Bělobrádek stwierdził dobitnie, że nie chciałby, aby udziałem Ukrainy był los, zgotowany przedwojennej Czechosłowacji w Monachium.

Pytanie o to, co powoduje to zagmatwanie czeskich decydentów i czy w istocie jest to zagmatwanie, czy raczej usiłowanie ugrania jak najwięcej dla siebie, jest pytaniem otwartym. W tym kontekście wskazówek może dostarczać nowa koncepcja polityki zagranicznej lansowania od pewnego czasu przez koalicyjny rząd. Wyraża się ona w zerwaniu ze spuścizną havlowską w kwestii znaczenia praw człowieka w polityce zagranicznej. W praktyce wypływa z tego staranie zainicjowanie dużo bliższych niż dotychczas kontaktów z tyleż wolnorynkowym, co niedemokratycznym chińskim molochem.

Głosy krytyczne

Jeśli z powyższego wywoadu można odnieść wrażenie, że czeska klasa polityczna mówi jednym głosem z prezydentem Węgier Viktorem Orbanem czy też słowackim premierem Robertem Ficem, śpieszę z korektą. Opozycja prezentuje bowiem stanowisko odmienne. Nowe kierownictwo rozbitej i słabej na skutek korupcyjnego skandalu prawicowej ODS nie żywi wątpliwości co to tego, co leży w dobrze pojętym interesie Czech jak i bezpieczeństwa w Europie. Jest tam też świadomość tego, że między jednym i drugim jest znak równości. Dlatego też ODS ustami swoich liderów krytykuje rząd za kompletny brak długofalowej i wiarygodnej koncepcji polityki zagranicznej. Jak konstatuje przewodniczący partii Petr Fiala, trzecia droga z reguły nigdzie nie prowadzi, a polityka zagraniczna nie jest tu wyjątkiem.

Na swoisty paradoks zakrawa fakt, że niegdysiejszy twórca ODS, były prezydent Václav Klaus w mentorskim duchu pouczający wszystkich na temat demokracji był jednym z niewielu polityków bez zażenowania paradujących na przyjęciu urządzonym przez rosyjską ambasadę z okazji rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej, a zaledwie kilka dni temu orzekł w brytyjskim the Spectator, że „Propaganda USA i Unii Europejskiej na temat Rosji jest wprost niedorzeczna”.

Bodaj najgłośniejszym poza ODS krytykiem tak poczynań Rosji jak i czeskiego rządu jest szef drugiej największej prawicowej partii i były minister spraw zagranicznych w jednej osobie książę Karel Schwarzenberg, który określa sankcje jako nazbyt stopniowe, spóźnione i słabe.

Wśród wysoko postawionych krytyków chwiejnej czeskiej postawy w obecnym kryzysie i roli kraju w zachodnich strukturach są i ci, którzy nie rekrutują się z szeregów polityków. Wątpliwości w tym względzie nie pozostawił wybrany niedawno na stanowisko przewodniczącego Komitetu Wojskowego NATO generał Petr Pavel, kiedy w wywiadzie na łamach lewicowego dziennika "Právo" stwierdził, że niebezpieczeństwo sytuacji polega na tym, że Czechów mogłyby najść wątpliwości osłabiające ich w roli sojuszników. Recepta na te rozterki jest według generała Pavla prosta -uświadomić sobie, na jakich wartościach jest osadzone czeskie członkostwo w NATO i tym wartościom dać pierwszeństwo. Wybór jest następujący: "Albo będziemy pewnym ogniwem NATO i będziemy mogli na sojuszu polegać, albo też uplasujemy się na peryferiach, a w konsekwencji pozostali członkowie tak właśnie nas będą traktować"-kwituje generał Pavel.

Jedność europejska? Wolne żarty

Niezdolność czeskiej ekipy rządzącej do określenia się w kontekście ukraińskiego konfliktu wpisuje się w ponury obraz będący żywym zaprzeczeniem frazesów o europejskiej jedności. Do obrazu tego należą też bez mała poddańcze w stosunku do Rosji gesty w wykonaniu tandemu Fico-Orban. Wizja ta jest o tyle ponura, że Grupa Wyszehradzka to tylko część - i to nie najistotniejsza - dużo większej gry, gdzie kurs wyznacza niechęć dostrzeżenie realnych niebezpieczeństw dla porządku światowego oraz przemożna wola do powrotu do stanu świętego spokoju w relacjach z Federacją Rosyjską. W tej niezbyt radosnej wizji Polska i państwa nadbałtyckie stoją poniekąd osamotnione, a nic nie potwierdza tego z większą mocą, niż wyrażane w ciągu ostatnich kilku dni za pośrednictwem niemieckiej prasy wątpliwości co do zdolności NATO do wywiązania się ze swych zobowiązań w ramach i tak kompromisowego Planu Działań na rzecz Gotowości przyjętego w Walii.

 

Sławomir Budziak

_______________________

Autor jest publicystą, z wykształcenia filologiem i tłumaczem z języka czeskiego. Od wielu lat mieszka w Czechach.

Komentarze